Blog główny

wtorek, 18 czerwca 2019

Parafiańszczyzna postępu


Nie bez dumy odkryłem właśnie, że nawet Wikipedia w ramach definicji słowa „ciemnogród”, cytuje przeciwstawne pojęcie „jasnogrodu” – które to ja, nie chwaląc się, w 1996 roku jako pierwszy użyłem na łamach „Gazety Kociewskiej” – co potem podchwycił Wojciech Cejrowski, nadając słówku niejaką, choć w sumie przejściową, lotność. Autora oczywiście Wikipedia nie podaje – no ale cóż zrobić: hasło siedź w kącie, znajdą cię, które z upodobaniem cytowała jeszcze moja ś.p. Babcia, niestety, jest po prostu nieprawdziwe – a czy „ciemnogrodzkie”, to inna sprawa…

najsłynniejszy portret Stanisława Kostki Potockiego - tego, który napisał "Podróż do Ciemnogrodu", opublikowaną w 1820 roku - portret autorstwa samego Davida, acz w chwili jego namalowania, przyszły nadworny malarz Robespierre'a i Bonapartego był jeszcze "dobrze się zapowiadającym młodym człowiekiem"; obraz powstał w 1781 roku i związany jest z anegdotycznym wydarzeniem z podróży równie młodego Stasia Potockiego do Włoch, gdzie - o ile dobrze pamiętam w Neapolu - pokazano mu lokalną atrakcję - ogiera tak dzikiego, że nikt nie zdołał go dosiąść. Staś, niewiele się namyślając, jak stał w galowym stroju (ze wstęgą Orderu Orła Białego na piersiach..?) wskoczył na grzbiet (acz raczej na oklep, a nie w paradne siodło przybrany, jak to chyba jednak David zmyślił...) i na miejscu dzikiego bieguna obłaskawił - taki "triumf ludzkiej woli nad nieujarzmioną naturą"; portret ideologiczny i ideowo bardzo ważny - TAK WŁAŚNIE "klasyczni liberałowie" z XVIII wieku wyobrażali sobie stosunek człowieka do natury/przyrody - trochę się zmieniło od tamtego czasu n'est pas..?


Wracam do tematu po serii krótkich (z braku czasu…) potyczek słownych na fejsie i na forach internetowych. Potyczek, w których zderzyłem się z postawą, którą najkrócej można by nazwać „parafiańszczyzną postępu”.

Pojęcie „parafiańszczyzny” do języka polskiego wprowadził Leszek hrabia Dunin – Borkowski w roku w Roku Pańskim 1843. O co chodzi, to w sumie każdy wie, nie ma potrzeby tłumaczyć – a jak ktoś nie wie, to sobie doczyta.

Na czym zatem polega „parafiańszczyzna” niejako a rebours, „parafiańszczyzna” postępowa, z ambicjami na bycie wykształconą, dobrze zarabiającą i z wielkiego miasta?

To jest w sumie bardzo proste – i w dużej mierze pokrywa się z definicją „leminga”. „Parafiańszczyzny postępowej” nabawić się można mniej – więcej tak samo jak tzw. „lemingozy”: zbyt dużo czasu spędzając w szkolnej ławie, przed ekranem telewizora lub komputera. Ewentualnie na lekturze określonych „lub czasopism”.

„Parafiańszczyzna postępu” jest przy tym dość agresywnie antyintelektualna – wypisz, wymaluj jako „parafiańszczyzna” bezprzymiotnikowa. W skrócie – jest to taka postawa, która reaguje EMOCJONALNYM odrzuceniem na INTELEKTUALNE argumenty, o ile tylko argumenty te nie zgadzają się z postępowymi, „proekologicznymi” i równościowymi oraz proeuropejskimi przekonaniami osoby dotkniętej tym schorzeniem.

W najbardziej agresywnej formie „parafiańszczyzna postępu” pojawia się u wojujących wegetarian i „obrońców praw zwierząt”. To może coś mieć wspólnego z niedoborem białka w diecie…

12 komentarzy:

  1. Te wszystkie odcienie znaczeniowe... Mają znaczenie.
    "Parafiańszczyzna postępu" często chodzi w parze z fanatyzmem.
    Parafiańszczyzna bezprzymiotnikowa natomiast niekonicznie. Ciekawe dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "parafiańszczyźnie" bezprzymiotnikowej to się człowiek rodzi - i albo z niej wychodzi, albo nie. Ale nawet jeśli nie wyjdzie (a bo to do szkoły było pod górkę, a bo to inne zajęcia były...), nie musi być wcale złym człowiekiem. "Parafiańszczyzny postępowej" się nabywa - razem z całą masą innych złych nawyków.

      Przynajmniej tak było do tej pory. Bo, w sumie - rośnie już nam nowe pokolenie wychowane przez rodziców, którzy "parafiańszczyznę bezprzymiotnikową" porzucili. I ci ludzie też nie odpowiadają za to, że im się wszystko co postępowe dobrze kojarzy - tak zostali wychowani, inaczej nie potrafią...

      Usuń
  2. Zapewniam Cię, że emocje rządzą KAŻDYM. Różnica polega na tym, że niektórych dotyka jeszcze jakaś ideologia. Ale czy to źle? Rozum nie mówi nam, co jest słuszne moralnie, to może zrobić tylko sumienie - a ono się komunikuje z nami przez EMOCJE.

    Nie widzę różnicy pomiędzy wojującym obrońcą zwierząt a wojującym obrońcą życia poczętego. Jeden i drugi walczy o to, co dla NIEGO ważne. Bo to, co obiektywnie ważne, określa tylko Bóg - a nikt na całej kuli ziemskiej nie zna Jego (?) woli. Kto twierdzi inaczej, udowadnia tylko swoją niedojrzałość.

    No więc weźmy takich obrońców zwierząt z serialu dokumentalnego "Wojny o wieloryby": skutecznie przeszkadzają Japończykom we wznowieniu polowań na te walenie. I co, głupio robią broniąc tego co dla NICH jest ważne? Moim zdaniem są tysiąc razy mądrzejsi od wyjących ze zgrozy na widok "tęczowej Madonny" histeryków, którzy bronią tylko swoich uczuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam, że coraz więcej powstaje artykułów o szkodliwości przemysłowej hodowli zwierząt na mięso; skażona gleba i woda, zużyte zasoby roślinne, wycinka lasów na pastwiska, niehumanitarny ubój. Nie musisz się tym przejmować, ale krytykowanie tych, którzy jednak chcieliby coś z tym zrobić, np. propagując wegetarianizm czy wojując o prawa zwierząt - to jest właśnie ANTYintelektualne.

      Usuń
  3. Kira i jej podobni są jak Żeluś w "Pingwinach z Madagaskaru" - kto nie oglądał, niech sobie poszuka :-)))))

    OdpowiedzUsuń
  4. To swoją drogą ciekawe, jak sprawiedliwość Boża jest nierównością z ludzkiego punktu widzenia. Poza łatwym do określenia brakiem równości majątkowej(najbardziej bolesnej dla czerwono myślących), nie jesteśmy równi jeśli chodzi o intelekt, wiedzę, nawet aparat pojmowania (i tu już nawet czerwono myślący muszą się zgodzić - nie wszyscy wszak są wystarczająco światli by oświecać innych). Jedni mają w ciągnikach łapy do podnoszenia bel, a inni tylko szpikulec. Różnice w wysiłku i osiągach u jednych i drugich są ogromne. Pamiętam jak zdumiało mnie odkrycie niezdolności nauczenia się prostych rzeczy u koleżanki, której udzielałam korepetycji. I jeszcze pół biedy, gdy ktoś ma świadomość własnych ograniczeń (kolega mojego syna ze smutkiem stwierdził, że on musi poświęcić kilka godzin na naukę, a mojemu synowi wystarczy godzina...). Ale jak ktoś bredzi o emocjach, które nami rządzą, albo sumieniu, którego są głosem, albo, że nie wiadomo, co jest obiektywnie ważne, ani, że woli Boga poznać nie można, to jest wzorcowym przykładem "niemocy" pojęcia czegokolwiek. W Piśmie Św. to Niniwici, co to nie umieją odróżnić swojej ręki prawej od lewej... ni, ni, wim, jak to jest... albo mam obie ręce prawe, albo obie lewe. A może na odwrót je mam? A może by ich użyć i potrząsnąć swoją makówką, może się tam jeszcze tłucze orzeszek rozumu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyraźniej syn nie odziedziczył inteligencji po piszącym/piszącej, który/która nie dostrzega własnej ułomności intelektualnej. Ba, nie jest świadom/a nawet tego, że przemawiają przez nią - i to bełkotliwie - emocje, a nie rozum. I taka osoba miałaby wiedzieć, co jest OBIEKTYWNIE ważne? A skąd niby zna wolę Boga? Bo ktoś jej powiedział, że objawiona jest w takiej, a nie innej książce?

      No więc wyłożę to najjaśniej, jak mogę: rozum mówi nam, co jest KORZYSTNE. Oczywiście jeśli ktoś patrzy dalej niż koniec własnego nosa, to szybko odkryje, że KORZYSTNE jest nie tylko to, co dobre tylko dla niego; korzystnym jest także dawanie czegoś innym. Tak się rodzi długofalowa współpraca, a przez to - cywilizacje. Ale to jeszcze nie jest DOBRO. Dobro wymaga poświęcenia korzyści na rzecz jakiejś WARTOŚCI. A jakie to są wartości - o tym każda kultura prawi co innego.

      Można doszukiwać się we wszystkich kulturach wspólnego mianownika i tym samym dowodzić, że wiemy, do czego dążyć. Ale to ciągle jest nasze ludzkie widzimisię. Nie jesteśmy mądrzy, drogi zarozumiały kolego; jesteśmy idiotami błądzącymi na oślep. Różnica polega na tym, że niektórzy zdają sobie z tego sprawę, a inni pierdolą o woli Boga, realizując SWOJE osobiste przekonania.

      Usuń
    2. Ale z drugiej strony - to logiczne. Właśnie ci, którzy są przekonani, że można poznać wolę Boga, ba, że ONI ją znają - są najmniej świadomi własnej głupoty.

      Usuń
  5. Ech - chciałoby się, żeby przeciwnikiem ideowym był taki Stanisław Kostka Potocki albo Leszek Dunin - Borkowski: Potocki może i klasztorne biblioteki grabił, antykatolicką cenzurę wprowadzał i w postęp wierzył - ale przynajmniej: mężczyzna w pełnym tego słowa znaczeniu, chciałbym tak jeździć konno jak on (dobrze będzie, jak moim dzieciom się to uda - wiadomo: bryczesy, podobnie jak frak, dobrze leżą dopiero w trzecim pokoleniu...), w dodatku - człowiek niewątpliwie i bywały i świadomy i inteligentny i oczytany.

    Tymczasem co..? Tymczasem musi nam wystarczyć Kira. Albo - tfu, na psa urok! - posłanka Senyszyn. Czy inna femi-nazi-eko-empatka. Normalnie: czuję wspólnotę ducha z tymi starożytnymi Chińczykami, którzy narzekali na upadek obyczajów wśród młodzieży na skutek zastąpienia kamiennego noża do cięcia kłosów ryżu - sierpem..!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaprawdę, nie mam ambicji być przeciwniczką ideową kogokolwiek. To, że niektóre idee są mi bliższe (tzw. ekologiczne życie, ochrona zwierząt), a inne wymuszają skręt kiszek, nie oznacza, że zamierzam się ścierać z wyznawcami tych drugich. Dorośli ludzie raczej NIE zmieniają poglądów. Każdy musi po prostu robić swoje, choćby nie wiem jakie wycie to powodowało po drugiej stronie barykady, jaka to ta młodzież zepsuta...

      Usuń
  6. Żeby była zepsuta, to początek musi być jak trzeba. A tu niestety, pokolenie, jako to było gdzieś wyżej wspomniane, z genetyczną dysfunkcją mózgu. "R/ewolucyjnie" myślą, bo mają swój rozum, o, przepraszam, ROZUM, co to im różne rzeczy mówi i wiedzie w świetlaną przyszłość. A skąd On, ten ROZUM, wychynął i czym się karmi? Jaka strawa, taki wynik - u niektórych tylko bąki ... wulgarności i prostactwo. Proponuję pojeść kaszy jaglanej - świetna na odtrucie organizmu, a potem jeść zdrowo i pożywnie. To i od razu pod czaszką się przejaśni i można się będzie wziąć za poważnie rozmyślania i naukę. Bo póki co, to teksty z bryku dla ZMP - w uwspółcześnionej formie i napełnione dzisiejszymi treściami. But the core of the problem with thinking - unchanged. :-))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  7. "u niektórych tylko bąki ... wulgarności i prostactwo."

    Znakomita autodiagnoza.

    OdpowiedzUsuń