Blog główny

czwartek, 31 stycznia 2019

Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...

Zmeczony jestem. Kobiety mi zasneły - obie. Zaraz pójde w ich ślady, bo dzień był długi i pełen wrażeń. Nie bedzie zatem normalnego wpisu, tylko zarys - w punktach.

1. Wiele swego czasu pisałem o czymś, co można by nazwać "społeczną funkcją nauki". Ta funkcja, w dzisiejszym świecie odpowiada dokładnie temu, co wcześniej wypełniała magia, astrologia, szamaństwo, itp. (zresztą - bez żadnej, zdaje sie, szkody dla tych "tradycyjnych" zajeć, które mają sie przecież doskonale..!). Naukowiec w białym kitlu (lekarz ze stetoskopem...) ma autorytet absolutny - dokładnie tak jak szaman czy inny znachor 100, 200 czy 10.000 lat temu. Jeśli coś powie - to tak po prostu jest.

2. Ludzie nie byliby ludźmi, gdyby z tego nie wynikały nadużycia. Nie rozwijam tego wątku, bo jest oczywisty! Tak sie składa, że WIEKSZOŚĆ tzw. "pracowników nauki" to osoby całkowicie przecietne - zarówno pod wzgledem inteligencji, pamieci czy zdolności, jak i - kwalifikacji moralnych. Co bynajmniej nie oznacza, rzecz jasna, że istnieje jakiś "wszechświatowy spisek rządów, koncernów i naukowców"! Ale - istniejący w nauce współczesnej mechanizm weryfikacji ustaleń (z którego uczeni są, skądinąd, niezmiernie dumni...) doskonale wspiera naturalny dla człowieka konformizm w poglądach...

3. Tym, co odróżnia "przecietnego pracownika nauki" od - rzadko spotykanego - geniusza, jest świadomość naszej NIEWIEDZY. Przecietny pod wzgledem inteligencji, zdolności i kwalifikacji moralnych "pracownik nauki" jest usatysfakcjonowany tym, co wie - i jest ze swojej wiedzy bardzo dumny. Geniusz cierpi z powodu tego, czego wciąż nie wie - a, tak naprawde, to my o otaczającym nas świecie ledwo co jakie początkowe nauki lizneliśmy...

4. Tak sie, niestety, składa, że gdy odejdziemy od prostych aplikacji technicznych, wywodzących sie jeszcze z poczciwego zegarmistrzostwa (choćby nawet miały kukłe i samochód na Marsa zawieźć...), owa fundamentalna i gigantyczna NIEWIEDZA staje sie dużo, ale to naprawde dużo ważniejsza od naszej mikrej, niepewnej, przypuszczalnej, chwiejnej - wiedzy. Dotyczy to w szczególności ekonomii, nauk społecznych (a też pewnie i nauki o klimacie...), wszelkich nauk o istotach żywych - itp.

5. Co, w konsekwencji prowadzi do naprawde irytujących przejawów pychy i zarozumialstwa u przecietnych - zarówno pod wzgledem inteligencji i zdolności, jak i kwalifikacji moralnych - "pracowników nauki". A już ich klakierzy, z błyskiem w oku powtarzający najbardziej oczywiste absurdy (np.: jest zimniej - bo jest cieplej...) są tak żałośni, że można ich wyłącznie ignorować. No i to przezabawne zdumienie, gdy koniec końców ludzie przestają sie dawać robić w jajo..?


34 komentarze:

  1. To, że pada śnieg, nijak nie przeczy globalnemu ociepleniu. To, że klimat się zmienia, jest chyba dla każdego, kto czyta (newsy w Necie, prasę popularnonaukową) i obserwuje (pogodę za oknem, lato 2018 trwało 6 miesięcy!), oczywiste.

    Wiemy, ile wiemy. Nie wiemy, ile nie wiemy. Możemy tylko się tym zadręczać, ale do czego to prowadzi? Dlatego właśnie przeciętni naukowcy, badacze, spece mają lepsze efekty od geniuszy - bo zamiast deliberować nad nędzą swojej wiedzy - która przecież jest i tak o niebo większa od przeciętnego laika, także tego, który rozdziawia gębę na widok śniegu i mówi: No przeca miało być cieplej - po prostu DZIAŁA. Pisze, publikuje, prowadzi badania, leczy, doradza, etc. Przejmowanie się tym, że jeszcze wiele nie wiemy, jest kontrproduktywne. Oczywiście należy się dokształcać, ale też mieć świadomość, ile można zdziałać przy pomocy już posiadanej wiedzy.

    No i tym właśnie współczesny naukowiec różni się od ówczesnego szamana czy znachora: on COŚ wie. Znacznie więcej niż Ty czy ja. Problem zaczyna się wtedy, kiedy naukowcy zaczynają mieć rozbieżne opinie na jakiś temat, albo pojawiają się pseudonaukowcy robiący tym prawdziwym konkurencję, jak w przypadku guru antyszczepionkowców. Niestety, o ile ich wiedza jest mocno ograniczona, o tyle nasza jest znikoma - i dlatego decydujemy się komuś zaufać na ślepo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, skąd Ci przyszło do głowy, że naukowcy powinni mieć jakieś "kwalifikacje moralne". Oni mają po prostu znać się na swojej dziedzinie.

      Usuń
    2. Nie zgodzimy się. Ani jednym słowem się z Tobą nie zgadzam! I nawet nie mogę napisać, że mnie nie rozumiesz. Ty piszesz o czymś zupełnie innym i z zupełnie innego punktu widzenia, który dla mnie jest wstrętny. I tyle.

      Usuń
    3. Zapewne z wieloma naukowcami też się nie zgadzasz, bo ich odkrycia czy przypuszczenia są Ci "wstrętne". Niestety, im mniejsza wiedza, tym większa pewność siebie, jak sam napisałeś.

      Usuń
    4. 1. Teoria globalnego ocieplenia nie posiada ŻADNYCH konsekwencji dających się zaobserwować gołym okiem. Zeszłoroczne lato, obecna zima - wszystko to najzupełniej mieści się w normie. W 1812 roku pogoda zabiła w Europie pół miliona młodych mężczyzn i kilkaset tysięcy koni. I co z tego..? Co więcej: różnych tzw. "gołe dane" z pomiarów temperatury nic nam nie mówią o tym, czy i w jaki sposób klimat się zmienia. To wynika dopiero z podstawienia tych danych do modelu. Co jest poniekąd "drugim stopniem zapośredniczenia" na drodze od obserwacji zmysłowej do teorii. Zaś wniosek globalwarmistów "klimat ociepla się ZBYT szybko", to już czysta metafizyka. "Zbyt szybko" w porównaniu do czego i ze względu na co..?

      2. Teza, iż to "szeregowi pracownicy nauki", a nie geniusze dokonują odkryć wynika z... czego? Jak dla mnie to bzdura.

      3. "Kwalifikacje moralne" są potrzebne uczonym ze względu na to właśnie, iż wniosków, które nam przedstawiają, nijak nie jesteśmy w stanie weryfikować. Przyjmujemy je na wiarę. Dobrze by zatem było, aby ich autorzy nie fałszowali danych, nie pisali pod z góry założoną tezę, nie ulegali modzie, presji własnego środowiska i chciwości. Tak się nie dzieje. Zatem i wiara w tezy nauki - nie może być bezkrytyczna. O ile jakakolwiek jest rozsądna..?

      Usuń
    5. Sam napisałeś, że geniuszy jest niewielu. A jednak postęp techniczny, medyczny i ogólnie naukowy jest faktem.

      Na Salonie24 pewien bloger zamieszczał kilka(naście?) razy pomiary temperatury w Polsce od co najmniej lat 50. Jak najbardziej się ociepla, aczkolwiek średnio o stopień czy półtora. Są też pomiary globalne.

      https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/nauka,2191/do-konca-wieku-srednia-temperatura-moze-wzrosnac-nawet-o-piec-stopni-to-wiecej-niz-tylko-liczby,280258,1,0.html

      Nie tylko naukowcy nie są kryształowo czyści moralnie, ale także księża, tzw. autorytety moralne, członkowie rodziny, nauczyciele, czyli osoby, którym z założenia powinniśmy ufać. Bogu dzięki, że odbrązawia się teraz "święte krowy". Co do naukowców zaś - jeśli nie masz choćby porównywalnej wiedzy, to Twoja krytyka oparta jest na dość kruchych podstawach. Pewnie, że lekarz, inżynier, astrofizyk, etnograf - mogą się mylić. Ale jeśli nie umiesz tego dowieść, to co Ci pozostaje?

      Usuń
  2. Mogę im nie udać. Co właśnie czynię. Ty, zdaje się, nie ufasz księżom..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Księża nie mają wiedzy na temat Boga. Tym są podobni szamanom i znachorom, i tym się różnią od naukowców, którzy mają SPORĄ wiedzę na jakiś temat.

      Możesz, oczywiście, nie ufać nikomu. Ale zostaje Ci wówczas wiedza wyłącznie z dziedziny, którą sam zgłębiałeś na studiach. Bo już autorom książek na inne tematy ufać nie możesz, prawda?

      Usuń
    2. Kto powiedział, że ufam autorom książek, które studiowałem..? To po większej części zwykli szarlatani, a cała "politologia" zaledwie udaje naukę. Dotyczy to wszystkich tzw. "nauk społecznych"...

      Usuń
    3. A na jakiej podstawie tak twierdzisz? Musisz pseudowiedzę porównać z wiedzą prawdziwą.

      Usuń
    4. Na takiej, że tzw. "nauki społeczne" (i - z małymi wyjątkami - reszta humanistyki tak samo...) co prawda dają tytuły naukowe (granty, punkty do rankingów, itp.) - ale nijak nie dają żadnych powtarzalnych rezultatów. Co pisarz, to opinia. Nie metoda decyduje o wniosku z obserwacji, lecz przekonania.

      Usuń
    5. Nie po raz pierwszy stwierdzam, że z Tobą nie da się dyskutować. Z jednej strony postponujesz filozofię (w tym, zapewne, także logikę - wnioskuję z dalszych konsekwencji...), jako nic nie warte "widzimisię". A teraz bronisz jak lwica jakieś tajemniczej "wiedzy prawdziwej". Co to za zwierzę..? Po czym takową poznać, skoro beztrosko odrzuciła§ wszelkie myślenie o myśleniu..? Że Chińczycy co roku wypuszczają na rynek nowy, lepszy smartfon, a Musk wysłał teslę na Marsa..? Ludzie dokonywali dużo bardziej wstrząsających i przełomowych odkryć tysiące lat przed powstaniem czegokolwiek przypominającego "naukę". Nauka jest zresztą od dłuższego czasu w ciężkim kryzysie. Jest to kryzys obfitości co prawda - ale tym bardziej śmiertelny: zasób dostępnych danych rośnie dużo szybciej od możliwości ich interpretacji. Co sprawia, że tzw. "postęp naukowo - techniczny" staje się coraz bardziej chaotyczny. Od dawna już nie testujemy - jako cywilizacja - wszystkich obiecujących kierunków rozwoju (co robiliśmy ongiś - jako ZBIÓR cywilizacji - przez setki tysięcy lat...), a tylko - najmodniejsze. Najlepszym przykładem jest właśnie tzw. "walka z globalnym ociepleniem". Istnieje n sposobów schłodzenia Ziemi. Tymczasem w ogóle nie ma dyskusji o wyborze któregoś z nich. Jak prostoduszny pastuszek z bajki, albo jak pijany płotu, trzymamy się sposobu co prawda najbardziej oczywistego - ograniczenia emisji gazów cieplarnianych - ale za to na pewno najmniej efektywnego (pomijając samą trudność wykonania i dramatyczne skutki dla poziomu życia ludności, szczególnie najuboższych - to nawet wyzerowanie emisji w tej chwili nie zatrzyma już efektu: odzyskiwanie równowagi może potrwać i tysiące lat...) i prawdopodobnie kompletnie utopijnego. O czym to świadczy..? Ano właśnie o tym, że "uczonym" wierzyć nijak nie można.

      Usuń
    6. Fakt, filozofia NIE jest nauką, a tym samym filozof nie jest naukowcem. Naukowcem jest ten, kto bada świat, nie swoje myślenie.

      Jeśli nie mam wiedzy, to nie polemizuję z czymś, co twierdzą naukowcy. Jeśli Ty takową masz, to możesz, ale nie masz wiedzy o wszystkim (bo i skąd, skoro nawet książkom ufać nie można? dlaczego zresztą ufasz własnej wiedzy?). Podważanie nauki tylko dlatego, że naukowcy się mylą albo ulegają populistycznym trendom (jak politpoprawność, która zabrania badania IQ ras) jest wyjątkowo niemądre.

      Usuń
    7. Innymi słowy, ufamy - czy raczej powinniśmy ufać - naukowcom, uczonym, lekarzom i specjalistom nie dlatego, że są nieomylni, bo nie są, tylko dlatego, że my samy mamy mniejszą wiedzę w danej dziedzinie. Nie twierdzę, że ma to być zaufanie bezgraniczne. Ale w sytuacji, gdy trzeba wybierać, warto zdać się na wiedzę ekspercką. Przykładem mogą być szczepionki czy leczenie w ogóle, ale i takie kwestie jak odstrzał dzików, hodowla zwierząt (ilu właścicieli psów i kotów potrafi je prawidłowo odżywiać), katastrofa w Smoleńsku czy wreszcie wpływ zwiększonej ilości CO2 w atmosferze na klimat.

      Usuń
    8. Czyżbyś uważał, że zawsze wiesz lepiej?

      Usuń
    9. Wymieniłaś takie debaty, w których nierozumne zacietrzewienie OBU stron, "eksperckiej" bynajmniej nie wyłączając - wprost bije po oczach. Znakiem tego, jesteś doskonałym przykładem na słuszność mojej tezy: nie ważne co mówi "ekspert" - na pewno ma rację. Skoro nosi biały kitel, ma tytuł naukowy, zapraszają go do telewizji - nie może nie mieć racji, prawda? Dokładnie tak samo jest z każdym innym guru...

      Usuń
    10. Ale ktoś jednak ma rację. Ktoś, kto bazuje na faktach. Na wiedzy.

      Natomiast. Eksperci też mogą się kłócić. Albowiem wiedza jest ograniczona. To co innego niż kłótnia laika z ekspertem.

      Usuń
    11. Dodam, że nie wiem, któremu ekspertowi ufać w kwestii katastrofy smoleńskiej.

      Usuń
    12. Najczęściej nikt nie ma racji w takich sporach. Ewentualnie każdy ma swoją. Jak pewną część ciała... Temat "katastrofy smoleńskiej" mnie nie pasjonuje, o dzikach też nie wiem zbyt wiele, ale jak chodzi o szczepionki to ani nie jest prawdą, że wywołują autyzm (nikt, żaden "ekspert", bladego pojęcia nie ma, czym tak naprawdę jest autyzm i co go wywołuje...), ani prawdą nie jest, że WSZYSTKIE szczepionki mają WYŁĄCZNIE dobroczynne skutki. To oczywista niedorzeczność! To by była magia a nie biologia. Każdy organizm jest inny. Z definicji nie może być tak, że coś na wszystkich działa tak samo - i tak samo dobrze. Tymczasem państwo "szczepionkowcy" unoszą się zacietrzewieniem i arogancją jeszcze bardziej od "antyszczepionkowców". Aż czytać boli. Generalnie zaś ludzkie poznanie było, jest i ZAWSZE będzie: niepełne, niepewne, przybliżone. Szkolna wizja liniowego rozwoju od form mniej doskonałych do coraz doskonalszych, od prostych do coraz bardziej złożonych, z "człowiekiem współczesnym" jako koroną stworzenia - może od biedy uchodzić za prawdziwą tylko lokalnie i chwilowo. Nauka jest fenomenem, który powstał jakieś 400 lat temu i na naszych oczach zanika. Poznanie w przyszłości albo się załamie (już nie przebiega ortolinearnie...), albo - ulegnie obezludnieniu.

      Usuń
    13. Nikt chyba nie twierdzi, że szczepionki nie mają czasem skutków ujemnych, sprawa toczy się o to, czy należy się szczepić dla dobra ogółu (by otoczyć kordonem bezpieczeństwa te osoby, które nie mogą się szczepić nie z własnej winy) czy olać to.


      A w sprawie katastrofy smoleńskiej KTOŚ rację mieć musi...

      Usuń
    14. Najprawdopodobniej nigdy się tego nie dowiemy - czy ktoś miał rację i kto to był. Tym bardziej, że REALNYCH możliwości jest znacznie więcej niż dwie...

      Usuń
    15. Ależ Waszeć zawzięty w wyjaśnianiu Kirze konstrukcji cepa... Jakiś to belferski nałóg. A ona i tak nic. Wszystko przez ten fakt braku. "Naukowego" braku. Braku faktu. Jej myślenia, jakiegokolwiek. Nie może przecież, stosując swoje "metody", a nawet "metodów pełen worek" pokazać, że myśli, że czuje, a nawet, że jest - boć bez urzędniczego opisu jej po prostu nie ma, a nawet może stać się kimś innym, gdy pomylą dane :-))))) Żyjemy jednak w świecie Ładu i Porządku. Bożego. I choćby wierzgać nie wiem jak, to wystarczy, wystarczy popatrzeć uważnie na świat. Potrzebna jest "głęboka uważność" ... Moja córka uczy się biologii, na wysokim już poziomie i nie może wyjść z podziwu nad harmonią i zorganizowaniem wszystkiego w naturze, w organizmach, w ludzkim ciele. Mamo, jak można nie wierzyć w Pana Boga widząc coś takiego?! Mdr 13,1-9 "Głupi z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy". Więc jak p. Kiro? Pan Bóg jest, czy go nie ma? Nie można Go stwierdzić "naukowo" (nawiasem mówiąc, myślałam, że twierdzenie, że naukowe jest to, co się da zważyć i zmierzyć, jest już "passe", a tu proszę, taka ciemnota - no przepraszam, ale to chyba przez ten kir na głowie, pora go już zdjąć i patrzeć jasnym, nie ograniczonym jakimś pseudo naukowym zabobonem, okiem)? Przecież widać wyraźnie, że można. Tak, jak można stwierdzić Pani myśli(bez urządzeń, choć encefalograf może się przydać) i istnienie (stawiając wagę...). Jeśli zaś Pan Bóg jest, to i księża nie są szarlatanami, a i poglądy i myślenie różnych "naukowców" i "medrków" widzi się inaczej. Jest Dobro, Prawda i Piękno. Jest, a im dalej od niej, tym większy chaos i mętna woda. Polecam, choć ten kir, to pewnie poza ograniczeniem, także zabezpieczenie... lekturę "Pism św. Maksymiliana". Wydane ostatnio ponownie otwierają szeroko oczy na Porządek, który został nam dany, który odkrywamy w bardziej lub mniej udany sposób, a który także naruszamy, niszczymy, czy stawiamy już ostatnio całkowicie na głowie.

      Usuń
    16. @ Unknown

      Mylisz naukę z urzędowym świstkiem, co już świadczy o głupocie. Mylisz też istnienie Boga z prawdziwością gadaniny księży. Mylisz wiele rzeczy, ale tego nie widzisz. Nie pogadamy, bo nie piszesz o faktach, tylko o swoich wymysłach.

      Usuń
  3. Faktem jest, że współczesna młodzież (przyszła, teoretycznie, inteligencja) zdając polski na maturze, największe problemy ma z rozumieniem tekstu. Efekt jest taki, że rozmawia się jak ze ślepym o kolorach. Wiele zrozumiesz (Kira), bez mylenia, gdy przeczytasz dość łopatologiczny, ale dość rzetelnie napisany tekst z pomocnej wielce Wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Filozofia_nauki.
    A piszący ten blog chciał powiedzieć, że nie wiedza, ani tytuł, ani poklask, czy nagrody stanowią o wielkości, człowieka, naukowca. Można, i jakże często tak bywa, być uczonym bałwanem. Przykład wyznawców "globalnego ocieplenia", czy znacznie wcześniej przemianowania dewiacji seksualnej homoseksualizmu na zaburzenie tej orientacji, a ostatnio już nawet za normalne zachowania, to znakomite przykłady, jak to się niektórym "naukowcom" punkt widzenia zmienia. W zależności od różnorodnego ciśnienia. I to jest fakt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor kpi z zaufania, jakim darzy się naukowców, tłumaczę więc, że nie można porównywać nauki do szamaństwa, znachorstwa czy innych magicznych nonsensów. Z mizernym skutkiem.

      Tak, naukowcy zmieniają zdanie, ponieważ się UCZĄ. Durnie zdania nie zmieniają, ponieważ nie chcą przyswajać nowych faktów. Naukowcy wiedzą, że mogą się mylić; durnie zapatrzeni w swoje religie i filozofie tego do wiadomości nie przyjmują. Nauka to ciągłe dążenie do jak największego poznania i dzięki temu właśnie nie zdychamy już masowo z chorób czy możemy wozić dupę samochodem, a nie bryczką. Cały czas idzie się naprzód - lub powinno iść. Czy popełniane są błędy? Jasne. Ale można je poprawić. Dureń wierzący w słowo księdza proboszcza nie poprawi się nigdy.

      Usuń
    2. PS. Kogo obchodzi, czy homoseksualizm jest normalny czy nie? Ludzie lubują się w różnych rzeczach, mają najrozmaitsze preferencje - i to nie powinno nikogo obchodzić. Poprawka: chyba, że jesteśmy podglądaczami. Tyle że takim wystarczy w dzisiejszych czasach telewizja, racząca nas programami o seksualnych anomaliach.

      Usuń
    3. W sumie to nie ma sensu odpisywać Kirze. Że jednak dzieci to też czytają, to po raz ostatni. Otóż - byłoby bardzo pięknie, gdyby nauka "uczyła się na błędach". Cóż - niewiele jest przykładów takiej nauki! Może tylko kilka XIX-wiecznych teorii fizycznych (teoria "flogistonu", teoria "eteru", itp.) - kłopot w tym, że te wszystkie błędne teorie upadły jeszcze przed końcem "Belle Epoque", kiedy fizyka była najbardziej teoretyczną z teoretycznych nauk. Eugenika i teoria "higieny rasowej" nie upadły na skutek postępu genetyki - tylko dlatego, że Niemcy przegrały wojnę. Teoria "socjalizmu naukowego" nie upadła na skutek postępu w ekonomii - tylko na skutek bankructwa Związku Sowieckiego. Teoria "globalnego ocieplenia" będzie się zapewne miała doskonale, póki tylko da się na tym zarobić pieniądze (a pieniądze na "globalnym ociepleniu" zarabia się gigantyczne...). Dopiero bankructwo systemu handlu "zezwoleniami na emisję" mogłoby coś tu zmienić...

      Usuń
    4. Oczywiście oficjalna nauka buntuje się często przed zmianami. Ale w końcu owe zmiany uznaje.

      https://forumakademickie.pl/static/archiwum/98/1/artykuly/22-esej.htm

      I jako jedyna ma szansę opisać świat. Bo wbrew idiotycznemu poglądowi... nie wszystko jest kwestią poglądów.

      Usuń
  4. No pięknie: "oficjalna nauka" - czy może chodzi tu o mafijne struktury, które zawłaszczyły fundusze na rozwój nauki i grosza nie wypuszczą ze swych łap dla kogokolwiek, kto śmie podważać ich pseudonaukowy jakże często "dorobek"; no i jeszcze "buntuje się przed zmianami", oczywiście niszcząc fizycznie i moralnie swych oponentów, szczególnie tych, którzy - tak się najczęściej składa - mogliby najwięcej wnieść do nauki właśnie jako oponenci dzierżawców monopolu na obiektywizm i fundusze. No i nie wiem kiedy wreszcie uznaje "owe zmiany", chyba w realiach opisanych powyżej przez pana Jacka.
    A już zabawny jest pogląd, że jeśli "możemy wozić dupę samochodem, a nie bryczką", to jest to przejaw jakiegoś niesamowitego postępu, a nie - jak napisał pan Jacek na początku - prosta aplikacja techniczna, mogąca budzić podziw jedynie osób, które nigdy niczego nie pojęły (no, raczej mało co) na lekcjach fizyki, chemii etc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. A jednak jest to postęp. A ten jest możliwy dzięki UCZENIU SIĘ.



      Z fizyki, chemii, matmy - nigdy nie byłam dobra. Ale ja z większości przedmiotów nie byłam dobra. Co nie znaczy, że odrzucam naukę. Tylko idiota mógłby to robić. I tylko idiota uważa, że zdanie laika jest tyle samo warte, co naukowca.

      Przytoczyłam powyżej artykuł opisujący błędy nauki i nadużycia naukowców. Nikt temu nie przeczy. Niemniej tylko nauka jest szansą na poznanie świata. Bo na pewno nie religia.

      Usuń
    3. Kłopot w tym, że świata NIE DA SIĘ POZNAĆ. Można go co najwyżej interpretować...

      Usuń
    4. Nauki przyrodnicze zajmują się właśnie poznawaniem świata. Idiotyzmy w stylu "wszystko jest poglądem" zostawia się filozofom.

      Usuń