Blog główny

wtorek, 7 lutego 2017

Buty Juliana

Sponsorem dzisiejszego kazania (jak zwykle krótkiego i w punktach, bo nie mam czasu!) jest forum historycy.org oraz jeden z kolegów, którego zresztą bardzo cenię, a który opublikował (na zabezpieczonej części forum, więc tam się Państwo, jeśli jego użytkownikami nie jesteście, nie dostaniecie) następującą wypowiedź a propos tzw. "konwencji antyprzemocowej:

czoraj, 14:22Report Post Quote Post

QUOTE(Alcarcalimo @ 6/02/2017, 13:30)
QUOTE
przypisanej z góry roli poszczególnych płci w rodzinie.


Ale właśnie o to chodzi:
Konwencja o zapobieganiu przemocy wobec kobiet ma słuszny cel, ale realizuje go poprzez demontaż struktur społecznych opartych na tradycyjnych rolach kobiet i mężczyzn - przekonuje Instytut Ordo Iuris, który przygotował raport na temat konwencji.
(...)
Według autorów raportu konwencja nie stanowi skutecznego instrumentu zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet, ponieważ za źródło przemocy uznaje nierówne relacje pomiędzy kobietą a mężczyzną, podczas gdy ich zdaniem czynniki, które realnie warunkują zachowania przemocowe, to uzależnienia, postępujące rozluźnienie norm społecznych, obecność przemocy w środkach masowego przekazu i seksualizacja wizerunku kobiety.
Wiceprezeska Instytutu Ordo Iuris Joanna Banasiuk przekonywała, że podczas debaty nad konwencją warto odpowiedzieć sobie na pytanie, kto ma rację: czy ci, którzy przyczyn przemocy doszukują się w różnicach pomiędzy męskimi i żeńskimi rolami społecznymi, czy ci, którzy widzą jej źródło w różnego rodzaju patologiach.

http://www.lex.pl/czytaj/-/artykul/ordo-iu...radycyjny-lad-1
http://www.ordoiuris.pl/konwencja_cahvio
*


To jest tylko opinia stowarzyszenia o wyraźnie zakreślonej optyce światopoglądowej, zawierająca ponadto w znacznej mierze pobożne życzenia i wyobrażenia twórców tejże opinii.

W szczególności w świetle zjawiska przemocy domowej - seksualizacja wizerunku kobiety wydaje się bardzo wątłym czynnikiem sprawczym w występowaniu tejże. Pani Banasiuk zamiast rozbierać na czynniki pierwsze i wzywać do debaty a jednocześnie lobbować za natychmiastowym wypowiedzeniem konwencji powinna uruchomić logiczne rozumowanie i odpowiedzieć sobie na pytanie:

Jaki wpływ na przemoc ma umiejscowienie mężczyzny i ojca jako głowy rodziny?
Jaki wpływ na przemoc ma tradycyjne pojmowanie ojca jako sędziego i egzekutora kar?
Jaki wpływ na przemoc mają tradycyjne środki dyscyplinujące dzieci?
Jaki wpływ na przemoc ma wynikająca z tradycyjnej roli mężczyzny i kobiety w rodzinie przewaga finansowa tego pierwszego?
Jaki wpływ na przemoc ma wynikająca z tradycyjnej roli rodziny jej autonomia w ujęciu tradycyjnym - to co się dzieje w rodzinie jest jej wyłącznie wewnętrzną sprawą?

I gdzie tu seksualizacja ? Przy czym obawiam się, że wyżej wymieniona ma problemy z odróżnieniem seksualizacji w sensie kobieta = bierny obiekt pożądania i atrakcyjny "towar" na rynku matrymonialnym, czy przyznanie kobiecie prawa do manifestowania własnej seksualności i swych oczekiwań na tym polu w stosunku do mężczyzny.

Nie rozumiem też obaw o możliwość realizowania swych potrzeb przez osoby transseksualne. Zawsze mnie dziwiło, że wszelkiego rodzaju fundamentaliści religijni walczą o pion moralny osób które mają nieco odmienny pogląd na takie zagadnienia poprzez przymusowe upowszechnienie ich modelu moralno-obyczajowego. Niech gorliwi muzułmanie katolicy czy protestanci pilnują własnego nosa i własnego pionu wg zasady dobrego to i dom publiczny nie zgorszy, złego i kościół nie naprawi.
Koledzy w sumie dali odpór, tym niemniej:

1. Zaczynając od końca: dlaczego Kościół i ludzie uważający się za katolików "wtrącają się" w rzekomo "prywatne"* sprawy "osób o odmiennych poglądach"..?

Odpowiedź (Mt 18, 6):
kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza.
Zaś wyjaśniając rzecz nieco szerzej i bardziej "naturalistycznie": tzw. "genderyści" OCZYWIŚCIE ŻE MAJĄ RACJĘ, gdy twierdzą, iż płeć jest "konstruktem społecznym". Różni nas od nich tak naprawdę tylko cel działania. Oni - dowiedziawszy się, że płeć jest "konstruktem społecznym" - chcą, w związku z tym, podważyć - doprawdy, trudno pojąć po co innego, jeśli nie dla doraźnego zupełnie celu, mianowicie dla przejęcia władzy - dotychczasowy porządek rzeczy, którego elementem są DWIE i TYLKO DWIE płcie - albo i samo pojęcie "płci", jako czynnika jakkolwiek bądź determinującego ludzkiego losy.

My, przeciwnie - WŁAŚNIE DLATEGO, że ludzka płciowość jest tylko częściowo determinowana biologicznie, że role płciowe w swoich najgłębszych podstawach są podatne na wpływ kulturowy i, w gruncie rzeczy, bardzo delikatne - chcemy, żeby było dalej tak, jak jest (ewentualnie, żeby było lepiej, tj. żeby ów determinujący, a przez to - wspomagający, instruujący, podpowiadający, a nawet wręcz stwarzający określone role wpływ kultury był silniejszy, a możliwość indywidualnej ekspresji tzw. "widzimisię" jednostek jak najmniejsza - swoją drogą, nienawidzę słowa "widzimisię"!). 

Tak! Jesteśmy antywolnościowi, sprzeciwiamy się "podmiotowości" jednostki. I owszem, to prawda: robimy to także ze strachu. Bo rzekoma "wolność" oferowana nam i naszym dzieciom przez wszelkiego rodzaju "wyzwolicieli", jest czymś do głębi przerażającym. Niewielu ludzi jest w stanie "stworzyć samego siebie" - ot tak, aktem woli. Ogromna większość jest stwarzana. NIC się na to nie da poradzić, bo to akurat - fakt czysto biologiczny (u każdego gatunku stadnego, znakomita większość osobników to osobniki podporządkowane, inaczej po prostu być nie może...). Chodzi o to, żeby to, co jest stwarzane w nas przez kulturę było dla nas i dla naszych dzieci bezpieczne. "Wolność" jest, co każdy myślący człowiek przyzna - antytezą "bezpieczeństwa". "Wolność" to ryzyko. W tym także, ryzyko ostatecznej życiowej katastrofy. Niech tam sobie "samce i samice alfa" śnią o życiu bez wstydu, bez winy i bez ograniczeń wynikających z "restrykcyjnej", czy "patriarchalnej" kultury. Ale niech sobie o tym śnią prywatnie, w zaciszu własnych sypialni! Gdy wychodzą ze swoimi snami na zewnątrz - niech się nie dziwią, że zostaną zadeptani. Bo dla nas, dla ogromnej większości - ich sny czarowne są tylko koszmarami. O których NIE CHCEMY NAWET WIEDZIEĆ. I nie chcemy, żeby nasze dzieci CHOĆBY TYLKO WIEDZIAŁY, że takie sny śnić się mogą..! Sama wiedza jest tu dostatecznie niebezpieczna, by jej - z sensem, celem i w pełni sprawiedliwie - zakazać. Amen.

2. Postawienie - domyślne (ale potem autor tej wypowiedzi wyartykułował to i wyraźniej, nie mam czasu szukać cytatu...) tezy, że jak ktoś nie popiera "konwencji antyprzemocowej" znaczy, że jest zwolennikiem bicia dzieci (albo jest nadwrażliwy...) - to jest tylko płocha erystyka, z którą dyskutować nie ma sensu. Istotne jest to, że owa konwencja tylko w małej części zajmuje się "zwalczaniem przemocy" - a GŁÓWNIE, daje narzędzia prawne wszelkiej maści "naprawiaczom świata" do tego właśnie, aby tradycyjne definicje i podział ról płciowych (drogie nam dla powodów wymienionych w punkcie 1 powyżej...) na każdym możliwym polu podważać. Nie ma na to zgody. Konwencja POWINNA zostać jak najszybciej wypowiedziana.

3. W ogóle najlepiej to by było powrócić do rzeki, która już dawno do morza popłynęła - tzn. do wielopokoleniowych rodzin (kontrolujących, a jakże, właściwe zachowania mężów i żon względem siebie i względem potomstwa), bardziej społecznego, mniej indywidualnego życia. Do życia na serio. Może to się uda (gdyby tak, na ten przykład, doszło do znaczącego pogorszenia warunków materialnych...), ale raczej nie - przynajmniej, nie za naszego życia. Skoro to, na razie, niemożliwe, to przynajmniej - nie psujmy tego co jest. I starajmy się utrudniać owo psucie na każdym kroku. Wszystkim psującym. Czy intencje mają rzeczywiście zacne, czy tylko takimi się zasłaniają. To bez znaczenia...

A jakby ktoś z Panów Czytelników chciał sobie w wyrobieniu solidnej, męskiej postawy w tradycyjnym stylu pomóc - do zapraszamy do Boskiej Woli. Mamy tu znakomitego instruktora (z hamerykańska zwanego "coachem"). Każda niewiasta czuje się przy nim tak, jakby miała 180 cm wzrostu, z czego przynajmniej 120 cm - samych tylko nóg! Jeśli więc, Drogi Czytelniku, nie wiesz jak stać się mężczyzną godnym swojej kobiety - wejdź w buty Juliana..:



2 komentarze:

  1. Słyszałem, że współczynnik samobójstw wśród transeksualistów (po operacji) jest bardzo wysoki. Czy nie powinniśmy traktować osoby chcą odciąć sobie genitalia podobnie jak osoby, które chca np. odciąć sobie rękę (bo to NAPRAWDĘ nie jest ich ręka, ona jest tylko tak od urodzenia do nich przyczepiona)..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są takie osoby, które życzą sobie odciąć zdrową kończynę. Moim zdaniem należy ocenić ryzyko popełnienia samobójstwa i przed, i po operacji. Czasami takie "dziwactwo" jest konieczne.

      Usuń