Blog główny

czwartek, 12 stycznia 2017

Mit "Globalnego Ocieplenia"

Jak zauważyła dziś rano Najlepsza z Żon, ludzie po prostu mają naturalną potrzebę religii. Skoro nie wierzą już w Boga (bo uwierzyli, że taka wiara jest niemodna...), to cóż: pozostaje im wiara w Zbawiciela Całej Postępowej Ludzkości (tu wpisać dowolne imię i nazwisko/pseudonim: Mao Zedong, Pol Pot, Józef Stalin...), Latającego Potwora Spaghetti albo... w "Globalne Ocieplenie"! W każdym razie w kogoś lub w coś, dzięki czemu nie samym chlebem żyją...

Im zimniej i śnieżniej za oknem, tym częściej zdarza mi się włączać w forowe (nie "forumowe" jak mi błędnie i barbarzyńsko usiłuje poprawić nie znający łaciny Office..!) debaty o rzeczonym "globalnym ociepleniu". Pora na małe podsumowanie. Ponieważ mam mało czasu, będzie w punktach:

  • NIE WIEM, czy klimat na Ziemi się ociepla, ochładza, pozostaje stabilny, czy też oscyluje w pewnych granicach. A raczej - wiem na pewno, że w długim okresie czasu (mierzonym co najmniej stuleciami, a nie latami...) klimat oscyluje. Raz jest cieplej, a raz zimniej. Jak to się ma do zmian w ciągu ostatniego 50-lecia? A bo ja wiem..? Dane historyczne, poprzedzające rozpoczęcie dokładnych pomiarów (przy czym, jak chodzi o stężenie CO2 w atmosferze, to mierzy się je od pół wieku właśnie...) dają nam pogląd na zmiany zachodzące w okresach minimum stuleci właśnie - a nie lat, tym mniej: miesięcy. Jeśli w obrębie któregoś z minionych stuleci zdarzyły się lata lub dekady z szybkim wzrostem temperatury, to my tego po prostu nie wiemy - i nie dowiemy się.

  • NIGDY NIE DOWIEM SIĘ, czy teoria "antropogenicznego globalnego ocieplenia" jest prawdziwa, czy nie. Po prostu nie będę żył tak długo, żeby dało się o tym przekonać naocznie - a sprawdzenie empiryczne danych przedstawianych przez rządy i pracujących dla nich "naukowców" przekracza możliwości jakiejkolwiek osoby prywatnej na całym globie. To, że teorii "globalnego ocieplenia" nie sposób naocznie zweryfikować oczywiście nie świadczy o jej nieprawdziwości. Ale, gdybym był międzynarodowym aferzystą i chciał zarabiać na sprzedawaniu ludziom powietrza, to jaką teorią bym się podparł..? Możliwą do naocznej weryfikacji przez prostych ludzi - czy taką, której nigdy w życiu nie podważą, bo nie mają fizycznie jak..?

  • Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ MOGĘ STWIERDZIĆ, że zwolenników teorii "antropogenicznego globalnego ocieplenia" cechuje intelektualna nieuczciwość i skłonność do terroryzmu. I nie! Naprawdę NIE SĄ grupą zatroskanych o planetę filantropów. 99,97% prominentnych zwolenników tej teorii zajmuje dobrze płatne posady RZĄDOWE. Co tylko ułatwia im szerzenie terroru i zamykanie ust oponentom. Dlaczego tak jestem pewien ich intelektualnej nieuczciwości? To bardzo proste!
Istnieją inne metody przeciwdziałania efektowi cieplarnianemu niż TYLKO zmniejszanie emisji tzw. "gazów cieplarnianych" (co wiąże się nieodmiennie z wysokim opodatkowaniem, sterowaniem gospodarką i dyskryminowaniem biedniejszych krajów, których nie stać na nowoczesne technologie "bezemisyjne", a także z koniecznością utrzymywania rozbudowanego systemu biurokratycznej kontroli nad istotnymi dziedzinami ludzkiego życia - a tak się składa, że wszystkie te cechy "walki z emisją gazów cieplarnianych", zapewne całkowicie przypadkowo, są nader finansowo i prestiżowo korzystne dla... tych samych ludzi, którzy wieszczą rychłe "ugotowanie się planety"..!). Np. tzw, "płaszcz stratosferyczny". Albo zmyślne, choć tanie, pływające maszyny do schładzania oceanów.

Można by zresztą podobnych, alternatywnych (albo uzupełniających, jak kto woli!) względem samego tylko "redukowania emisji" strategii wymyślić na poczekaniu ochdziesiąt.

Na przykład - można w cholerę wyciąć wszystkie lasy! Las pochłania więcej ciepła słonecznego niż pustynia, pole uprawne czy step. Jeśli więc wytniemy wszystkie lasy, albedo planety (stosunek energii odbijanej przez powierzchnię, do energii jaka do tej powierzchni dociera) wzrośnie, a temperatura powietrza spadnie (to dlatego noce na pustyni są tak zimne...).

Można powierzchnie pustyń i oceanów pokryć lustrami - efekt powinien być jeszcze bardziej chłodzący. Za ułamek tej ceny, którą pochłania syzyfowa "walka z emisją gazów cieplarnianych".

Czy ktokolwiek z prominentnych zwolenników teorii "antropogenicznego ocieplenia klimatu" bodaj zająknie się o czymś innym niż (najkosztowniejsza dla wszystkich, najkorzystniejsza dla rządów...) "redukcja emisji"..? Nie? No to chyba kwestię intelektualnej uczciwości tych państwa mamy rozstrzygniętą, prawda?

30 komentarzy:

  1. Zgadza się! Inną opcją byłoby np. praca z rolnikami by ci podnieśli poziom materii organicznej w glebie. Nie potrzebne były by żadne wielkie projekty, bo można by wykorzystać już istniejące "struktury państwowe" jak np. Ośrodki Doradztwa Rolniczego itd..

    Zwiększenie poziomu materii organicznej w 20 górnych centymetrach gleby o 1 punkt procentowy na 1 ha ziemi to jakieś 1100 ton czystego węgla (czyli prawie 4000 ton CO2). Przeciętny mieszkaniec zachodu "wydala" około 10 ton rocznie... Zwięszenie poziomu materii organicznej o 1% to nie jest żaden wyczyn. Najlepsze jest to, że rolnik przy tym zyskuje lepszy potencjał plonotwórczy.

    "It is difficult to get a man to understand something, when his salary depends on his not understanding it."
    Upton Sinclair

    OdpowiedzUsuń
  2. O, nowy komentarz!

    W Gorzowie w latach 2000 - 2016 średnio wyglądało to tak:
    10,0; 8,9; 9,6; 9,2; 9,0; 9,1; 9,7; 10,1; 9,9; 9,1; 8,9; 11,0; 10,3; 10,2; 11,4; 11,2; 10,6.

    Rzeczywiście w okresach mających sens dla Jednostki ciężko samodzielnie stwierdzić, czy istnieje powiązanie pomiędzy CO2, a temperaturą otoczenia.
    IMO, nie chodzi o emisję CO2, chodzi o zamianę źródeł energii z węgla, ropy, gazu na Słońce i zwiększenie opodatkowania.
    (Wiem, że cała uzyskiwana energia jest ze Słońca, chodzi o zaniechanie kopalin).

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyciąć lasy, pokryć pustynię lustrami - i to byłoby tańsze???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie trzeba liczyć. Wystarczy odrobina wyobraźni. Co jest łatwiej: kontrolować, czy ktoś potajemnie nie spala węgla albo innego paliwa - czy stwierdzić, że gdzieś nie rosną drzewa, albo jakaś powierzchnia pokryta jest lustrami? W tym drugim wypadku starczy spojrzeć... Jeśli dodać do tego, że w przypadku rzeczonego wycięcia lasów (nie jestem bynajmniej przywiązany do tego pomysłu, ot podałem, bo łatwo na to wpaść..!) czy ustawiania luster wszystko działa jak działało do tej pory, a kupujemy tylko usługi drwali lub producentów luster - zaś do RZECZYWISTEGO ograniczenia emisji trzeba istniejącą cywilizację przemysłową wywrócić do góry nogami, to...

      Usuń
    2. Ja bym jednak stawiała na bardziej ekologiczną, mniej zasmradzającą ziemię, powietrze i wodę energię. No i - kopaliny kieeeeedyyyyyyś się wyczerpią. A taka energia słoneczna - jeszcze długo nie. Planowałeś kiedyś zakup paneli słonecznych?

      Usuń
    3. Panele słoneczne w Polsce? C'mon, chodźmy po ziemi!

      Produkcja energii JEST coraz czystsza. Nawet elektrownia węglowa to znaczny pod tym względem postęp w porównaniu z ogniskiem. Niewątpliwie działanie na szkodę bliźnich poprzez trucie ich jakimiś wyziewami czy odpadami podpada pod kategorię działania zarówno niemoralnego, jak i nagannego prawnie - i powinno rodzić dolegliwe dla trującego konsekwencje.

      Problem polega na tym, że "walka z globalnych ociepleniem" ZNACZNIE wykracza poza jakikolwiek racjonalny zakres takiego działania - już w tej chwili wszyscy płacimy podatek od JAKIEJKOLWIEK konsumpcji (pieluszki czy odżywki dla dzieci RÓWNIEŻ są o ułamek procenta droższe - bo ktoś musiał zapłacić za "prawo do emisji CO2"). Niewiele nam brakuje do podatku od oddychania...

      Usuń
  4. Omówię pokrótce kolejne punkty.
    1. Wiadomo ponad wszelką wątpliwość, że klimat się ociepla, co więcej proces ten wyraźnie przyspieszył w ostatnich dwóch dekadach. Świadczą o tym zarówno wyniki pomiarów średnich temperatur, pomiarów pośrednich (np zasięg i objętość lodu na biegunach) jak i widoczna gołym okiem, rosnąca liczba anomalii klimatycznych. Wiadomo również, że w zapisie geologicznym zdarzały się okresy gwałtownych (liczonych w dziesięcioleciach), znacznych skoków temperatur.
    2. Badania składu izotopowego dwutlenku węgla i osadów skalnych potwierdziły, że za większość wzrostu emisji dwutlenku węgla w ostatnich 50 latach odpowiedzialna jest działalność człowieka. Mierzone regularnie stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze - tj. dwutlenku węgla i metanu - charakteryzuje się ciągłym wzrostem, skorelowanym ze wzrostem temperatur i liczby anomalii klimatycznych. Niestety, można się przekonać naocznie (lub choćby obejrzeć zdjęcia) jak wyglądają pojawiające się co chwilę syberyjskie "dziury" powstałe po erupcji metanu wynikającej z topnienia wiecznej zmarzliny, albo obejrzeć i porównać zdjęcia satelitarne zasięgu pokrywy lodowej w Arktyce w poszczególnych latach.
    3. Trudno dyskutować z takimi uogólnieniami. Z całą pewnością intelektualną nieuczciwością charakteryzuje się wielu denialistów teorii antropogenicznego ocieplenia, filtrujących ustalenia naukowe w taki sposób, aby były dla nich wygodne. Nie istnieją żadne ekonomicznie opłacalne metody walki z globalnym ociepleniem, które w długofalowej perspektywie mogłyby przynieść efekty w postaci zatrzymania emisji gazów cieplarnianych, chyba że za taką metodę uznamy istotną depopulację planety i wyłączenie bądź znaczne ograniczenie wpływu cywilizacji przemysłowej na Ziemię. Techniki tj. wychwytywanie i sekwestracja gazów cieplarnianych albo sztuczne wprowadzanie do atmosfery gazów, które zmniejszą efekt cieplarniany, to przy obecnym stanie wiedzy, technologii i zasobów, czyste science fiction.
    No i oczywiście - wycięcie lasów spowodowałoby spadek wychwytywania dwutlenku węgla (w efekcie dalszy wzrost stężenia tego gazu w atmosferze) i spadek produkcji tlenu, szybką degradację gleb na wielu obszarach, erozję, spadek retencji wody, lokalne zmiany klimatu potęgujące ocieplenie.
    O.C.N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Nic takiego nie wiadomo. Wszystko, co można w tej materii przedstawić to MODELE i SYMULACJE, dla których dane empiryczne (np. geologiczne) są tylko punktem wyjścia. Gołym okiem ŻADNYCH anomalii nie widzę.

      2. 50 lat w skali wieku planety to nic. To nawet nie jest mrugnięciem okiem. Nawet nie sekunda.

      3. KAŻDY pomysł zakładający radykalne ograniczenie emisji gazów cieplarnianych oznacza w skutkach rozmontowanie znanej nam cywilizacji. Co wydaje mi się celem, a nie bynajmniej - ubocznym skutkiem takiego programu...

      Usuń
    2. 1. Nie chodzi o modele, tylko o konkretne pomiary temperatur. Trudno nie zauważyć wyraźnego trendu wzrostowego w skali całej planety. Nawet na małym skrawku Ziemi - w Polsce, anomalie widać gołym okiem. Dla przykładu, standardowych zim, typowych dla XX wieku, już w tej chwili nie ma.
      2. Ale to nie zmienia niczego w kwestii antropogenicznego wkładu we wzrost stężenia dwutlenku węgla. Tym bardziej, że tego wzrostu nikomu nie udało się wytłumaczyć innymi przyczynami.
      3. Tu, niestety, przyznaję rację. Z uwagą, że chociaż aktualnie nie można radykalnie ograniczyć emisji nie rozmontowując cywilizacji, to jednak należałoby dążyć do eliminowania nadmiernego zanieczyszczenia i poprawy jakości życia tam, gdzie zasadne będzie działanie w skali lokalnej. Na przykład, zmniejszając skalę domowego spalania węgla i materiałów odpadowych oraz ograniczając ruch samochodowy w miastach w Polsce, charakteryzującej się obecnie najgorszą jakością powietrza w całej Europie.
      O.C.N.

      Usuń
    3. 1. Jakoś nie zauważam żadnego trendu wzrostowego. A zimę mamy latoś najzupełniej typową. Właśnie rozgrzałem się, rąbiąc parę taczek drewna...

      2. 50 lat to za krótki okres aby stwierdzić, czy wzrost stężenia CO2 ma jakiekolwiek znaczenie - tak krótkiego okresu nie da się z niczym porównać, dane geologiczne, czy z odwiertów lodowych coś nam mogą powiedzieć dopiero w skali kilku stuleci. Ergo - nie ma o czym mówić.

      3. Nie da się ograniczyć domowego spalania węgla czy ruchu samochodowego, nie ograniczając zarazem wolności zwykłych ludzi. OK - wolność NIE JEST wartością najwyższą. Ale wartością jest. Nie należy jej ograniczać bezrefleksyjnie - i trzeba pamiętać, jakie będą skutki: powietrze w Warszawie BYĆ MOŻE się poprawi (a być może nie...) - natomiast dochody i kompetencje władz pilnujących, by ludzie nie palili w piecach i nie używali samochodów wzrosną NA PEWNO. W przypadku powietrza dla Warszawy można jeszcze pójść na taki układ - ale np. w imię zachowania naturalnego środowiska niedźwiedzi polarnych..? Jest Pan/Pani gotów zrezygnować np. Z POSIADANIA DZIECKA (tak! Koniec końców do takich wyborów to prowadzi) w imię niepewnej (bo skutek gwarantowany bynajmniej nie jest...), a tylko potencjalnie możliwej poprawy bytu niedźwiedzi..?

      Usuń
    4. 1. Zawsze można założyć, że pracownicy stacji meteorologicznych kłamią i wzrostu nie ma;) W latach 70.-80. XX w. zima w Polsce, taka z mrozem i pokrywą śnieżną trwała co najmniej 2,5-3 miesiące w roku. W ostatnich kilkunastu latach trwa to w porywach do miesiąca. Ostatnia zima przypominająca tą XX-wieczną przytrafiła się w sezonie 2005/2006 (po czym została "skontrowana" przez rekordowo ciepłe lato). W tym sezonie na razie doświadczyliśmy dwóch tygodni zwykłej, bo przecież nieszczególnie mroźnej zimy i pierwszą odwilż. Zobaczymy jak ta zimowa aura długo potrwa. Grudzień był w zasadzie jesienny, o kilka stopni cieplejszy od średniej wieloletniej z XX wieku, a taka grudniowa jesień stała się w XXI wieku nową "normą". Podobnie rzecz ma się z lutym.
      2. Z ocen stężenia dwutlenku węgla w znacznie dłuższych okresach w zapisie geologicznym oraz z wiedzy dotyczącej właściwości gazów cieplarnianych wynika, że ten gaz oczywiście ma znaczenie. Tymczasem bezspornie dowiedziono, że za większość wzrostu jego stężenia w ostatnim 50-leciu odpowiada człowiek. Ponadto proces ten przyspiesza, gdyż rozwijająca się cywilizacja przemysłowa emituje coraz więcej.
      3. Tak, należy się zastanowić co jest wartością ważniejszą: wolność spalania węgla, miału i innych odpadów oraz wolność nieograniczonego, indywidualnego poruszania się samochodami po mieście, czy też zdrowie i życie jego mieszkańców, zagrożone wskutek emisji pyłów, sadzy i rakotwórczych wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych. W państwie będącym czerwoną plamą Europy na mapie zanieczyszczeń to pytanie pada dopiero teraz, w Europie Zachodniej dawno dokonano wyboru. Efekty widać w postaci upublicznionych wyników pomiarów.
      O.C.N.

      Usuń
    5. 1. W 2009 roku pierwszy śnieg w Boskiej Woli spadł 14 października, a ostatni - 3 maja 2010. W tym przez 100 dni mieliśmy ciągle pokrywę śnieżną, bez odwilży. Tak więc: żadnych anomalii nie widzę.

      2. Nie wiadomo, czy nie zdarzały się poprzednio lata i dekady (albo i 50-lecia) z wyższym stężeniem CO2. Zapis geologiczny tego po prostu nie pokaże. W konsekwencji bicie na alarm już teraz po prostu nie ma sensu!

      3. Tak, to bardzo typowe i bardzo wygodne: uczepić się jednego przykładu (w skali mikro - i, zapewne, do rozwiązania RÓŻNYMI metodami), po czym ekstrapolować pozornie z tego przykładu wynikającą "rację moralną" na zjawiska tak oderwane i odległe, że żadnego już z nim związku z nie mają... Cóż: na mnie nie robi to wrażenia. Ale ja po prostu złym człowiekiem jestem...

      Usuń
  5. 1. Abstrahując od GLOBALNYCH pomiarów temperatury wykazujących ciągły wzrost temperatury powietrza i oceanów w ostatnich dekadach w skali globalnej (np. rok 2016 był kolejnym najcieplejszym w skali pomiarów - to aby się nie czepiać przykładów w skali mikro)... To z lokalnego przykładu malutkiej części planety jaką jest moja miejscowość (skoro można przywoływać Boską Wolę to moje miasto też, prawda?): Zima 2009/2010 była jak na razie ostatnią, która zbliżała się do norm. Wcześniej przez kilka lat ekstremalnie ciepło (zwłaszcza 2007/2008, gdy śniegu nie było prawie wcale), potem, po 2010 przez wszystkie kolejne lata ani jednej "normalnej" dla XX wieku zimy. Dziwny zbieg okoliczności. Z tego co jeszcze pamiętam, lato 2006 i lato 2015 ekstremalnie gorące, nieporównywalne z niczym, co działo się przez ostatnich 40 lat, bardzo gorące lato 2009. Średnie temperatury roczne wciąż rosną, również w Polsce.
    2. Zdarzały się takie okresy (oczywiście nie "dekady", ze względu na choćby czas utrzymywania się wysokiego stężenia gazu w atmosferze), jednak wtedy zanim na Ziemi pojawił się gatunek Homo sapiens i zapis geologiczny to pokazuje. Główną różnicą jest, że tamte zmiany nie miały charakteru antropogenicznego, a obecna bezspornie ma. Na alarm jest już ZA PÓŹNO, ogromna większość życia na Ziemi zostanie najpewniej zniszczona w ciągu kilkudziesięciu lat. Już obecnie wskutek rosnącego zakwaszenia oceanów masowo wymierają koralowce, niegdyś popularne gatunki ryb stają się rzadkością, ogromne połacie lasów tropikalnych są wycinane w zastraszającym tempie pod uprawy, co prowadzi do lokalnych, niespotykanych niegdyś susz, a także do wtórnego wzrostu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze, ponadto wskutek większej aktywności burz w pasie subarktycznym dochodzi do pożarów o nigdy wcześniej nienotowanym zasięgu itd. Nie da się temu przeciwdziałać na poziomie lokalnym.
    3. Poproszę o wymienienie racji ważniejszych niż zagrożone przez smog ludzkie zdrowie i życie (tj. racji w skali lokalnej czy też globalnej), przemawiających za utrzymaniem w Polsce obecnego domowego spalania węgla i różnych odpadów generujących toksyczny dym oraz za dalszym utrzymywaniem wyrugowanego za naszą zachodnią granicą w Europie, natężenia ruchu samochodowego w miastach na tym poziomie, co obecnie.
    O.C.N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Widziałem dane mówiące o czymś zgoła odwrotnym: od kilkunastu lat trend uległ odwróceniu i klimat globalnie się ochładza. Kto ma rację? Nie wydaje mi się, aby miało to jakiekolwiek realne znaczenie...

      2. Dlaczego "bezspornie"??? Kto się nie spiera? Ja się nie spieram? Przecież się spieram! I jeszcze jak się spieram..! A już passus o zniszczeniu "ogromnej większości życia na Ziemi"... Hmmm...? Podać ziółek..?

      3. To jest fałszywa dychotomia. Nie jest prawdą teza "albo wolność - albo śmierć od uduszenia". Istnieje bardzo wiele innych rozwiązań, dających większe prawdopodobieństwo sukcesu przy niższych kosztach. Tylko takie rozwiązania nie są już interesujące dla władzy...

      Usuń
  6. 1. Jakie dane? Polecam zapoznanie się z informacjami z tej strony: https://data.giss.nasa.gov/gistemp/. Czy stacje pomiarowe mają rację?
    2. Dlatego, że jak wspomniano wcześniej, wskazują na to badania składu izotopowego. W wyniku spalania kopalin dominującymi izotopami są inne niż te powstające w wyniku emisji naturalnych. I za te dominujące ilościowo odpowiada działalność człowieka.
    Niszczenie życia na Ziemi właśnie trwa w najlepsze. Nie wiem dlaczego to Pana tak ekscytuje. Obecnie każdego roku w wyniku różnego rodzaju aktywności człowieka, giną tysiące różnych gatunków. Dlatego ukuto pojęcie rozwinięte w tym linku: https://en.wikipedia.org/wiki/Holocene_extinction
    Może zaproponuje Pan podawanie ziółek IUCN, publikującej na swojej czerwonej liście kilkadziesiąt tysięcy znanych gatunków bezpośrednio zagrożonych wyginięciem?
    3. Znam inne jeszcze inne rodzaje wolności pojmowanej w taki sposób jak wolność podtruwania innych ludzi dymem ze spalonego węgla, miału albo innymi materiałami odpadowymi. Np. wolność rozrzucania niedopałków gdzie się da, załatwiania się na trawniki, czy wywożenia śmieci do lasu. Czy takie aspekty wolności się Panu podobają? Bo moim zdaniem spokojnie można się bez nich obyć. Podobnie jak bez podtruwania. Poproszę o propozycje rozwiązań z punktu 3.
    O.C.N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. http://tiny.pl/gdl1p

      2. A wie Pan ile nowych gatunków jednocześnie powstaje? Ewolucjoniści to ludzie prawdziwie niekonsekwentni! Z jednej strony z obserwowanej zmienności form życia na Ziemi wysuwają zupełnie nieuprawnione (nawet statystycznie) wnioski co do jego genezy - a z drugiej: upierają się, żeby wszelką zmienność powstrzymać i zakonserwować stan istniejący! Najlepiej zalewając wszystko jakąś masą plastyczną..?

      3. Każdy z poruszonych problemów ma adekwatne rozwiązanie. Populacja Polski systematycznie maleje i nic nie wskazuje na możliwość odwrócenia tego trendu - więc dlaczego jednocześnie ma niby rosnąć zanieczyszczenie powietrza..? Skoro zarazem rośnie koncentracja tej populacji w dużych miastach, gdzie jednak zdecydowana większość mieszkań korzysta z miejskiej sieci ciepłowniczej? Najpierw trzeba sprawdzić dane. Bo być może ktoś nas tu robi w jajo..? Jeśli nawet dane są poprawne, to zapewne poprawa efektywności zarządzania istniejącą infrastrukturą (energetyczną, grzewczą, komunikacyjną...), choć żmudna i mało widowiskowa, dałaby znacznie lepsze efekty niż panikarstwo i kosztowne w implementacji, administracyjne zakazy... Co do niedopałków czy załatwiania się, to rozwiązaniem problemu jest powrót do sztywnej etykiety i promocja szeroko rozumianego wstydu (w kręgach postępowych "wstyd" jest na cenzurowanym, bo rzekomo "kultura wstydu" jest "niższa" od "kultury odpowiedzialności", czy jakoś tak...). A odpowiedzią na wywożenie śmieci do lasu powinna być zmiana durnej ustawy o gospodarce odpadami - przywrócenie otwartych dla wszystkich, komunalnych śmietników i skup surowców wtórnych zamiast administracyjnego zmuszania zwykłych ludzi, by wykonywali pracę śmieciarzy i jeszcze za to płacili...

      Usuń
  7. 1. Tutaj link do m. in. skorygowanych danych RSS: https://thinkprogress.org/climate-deniers-favorite-temperature-dataset-just-confirmed-global-warming-838eb198e246#.6xxhomtpm
    2. Nic mi nie wiadomo o powstawaniu tysięcy nowych gatunków rocznie. Rzecz nie tylko w samym, ciągle rosnącym tempie ginięcia gatunków, ale również w zastraszającej szybkości niszczenia kluczowych ekosystemów, takich jak krytycznie zagrożone lasy tropikalne i rafy koralowe. Stopień i tempo dewastacji tych obszarów rzeczywiście przypominają ich zalewanie masą plastyczną.
    3. Po kolei. "Populacja Polski systematycznie maleje i nic nie wskazuje na możliwość odwrócenia tego trendu - więc dlaczego jednocześnie ma niby rosnąć zanieczyszczenie powietrza..?"
    Z powodu wzrostu liczby samochodów i natężenia ruchu samochodowego w miastach, wzrostu stopnia zabudowy terenów podmiejskich, deforestacji terenów miejskich, przymykania oczu na zjawisko spalania odpadów generujących toksyczny dym...
    "Skoro zarazem rośnie koncentracja tej populacji w dużych miastach, gdzie jednak zdecydowana większość mieszkań korzysta z miejskiej sieci ciepłowniczej?"
    Nie rośnie, tylko spada. Poza tym część mieszkańców każdego miasta nie korzysta z sieci ciepłowniczej.
    "Najpierw trzeba sprawdzić dane. Bo być może ktoś nas tu robi w jajo..?"
    Dane obrazujące wyniki pomiarów zanieczyszczeń nad obszarem Polski są powszechnie dostępne. Konsekwentnie pokazują, że jesteśmy najbardziej zanieczyszczonym państwem w Europie.
    "Jeśli nawet dane są poprawne, to zapewne poprawa efektywności zarządzania istniejącą infrastrukturą (energetyczną, grzewczą, komunikacyjną...), choć żmudna i mało widowiskowa, dałaby znacznie lepsze efekty niż panikarstwo i kosztowne w implementacji, administracyjne zakazy..."
    Z całą pewnością. Tyle, że zakazy muszą jej tak czy inaczej towarzyszyć.
    "Co do niedopałków czy załatwiania się, to rozwiązaniem problemu jest powrót do sztywnej etykiety i promocja szeroko rozumianego wstydu"
    W niektórych państwach uzyskano lepsze efekty przy pomocy wysokich kar...
    O.C.N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Dane to dane. Dlaczego jedne mają być bardziej wiarygodne niż inne? Bo są "oficjalne"? Problem w tym, że ja właśnie owym "czynnikom oficjalnym" nie wierzę, bo gołym okiem widać, że mają interes w takim, a nie innym naświetlaniu sprawy...

      2. O tym, że nowe gatunki powstają codziennie zaświadczy każdy epidemiolog... Na ogół, co prawda, gołym okiem ich nie widać, ale...

      3. Niby dlaczego "muszą"? Musi, to na Rusi! A tu jest Polska, tutaj jak kto chce! Pytanie nie jest praktyczne, techniczne ani naukowe. Pytanie ma WYŁĄCZNIE aksjologiczny charakter. Ergo: nie dam się zagadać. Bo tak!

      Usuń
  8. 1. Jeśli "dane" są sprzeczne z powszechnie przyjętym konsensusem i przytłaczającą większością pomiarów, a na dodatek dowiedziono, że obarczone błędami, to... ile warte?
    2. Tak? Mowa była o gatunkach roślin i zwierząt, nie bakterii. Nie widać tych tysięcy nowych.
    3. Pytanie który model jest lepszym wyborem: zachodnioeuropejski z ograniczeniami ruchu samochodów w mieście, zakazami dotyczącymi palenia w piecach, śmiecenia, itd., czy ten trzecioświatowy, z autostradami przez miasto, smogiem i syfem na ulicach. Mnie odpowiedź wydaje się dość oczywista.
    O.C.N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Problem polega na wiarygodności owego "konsensusu". Twierdzę, iż jest on niewiarygodny. Nie dogadamy się w tej sprawie.

      2. To jest bez znaczenia. Przyroda się zmienia - i co z tego? Moim zdaniem, nie dzieje się ABSOLUTNIE nic złego. Dzikich zwierząt jest z roku na rok więcej. Pól uprawnych mniej. Przynajmniej w Boskiej Woli. Puszcza amazońska to nie moja bajka - nie byłem, nie wybieram się, nic mnie to nie obchodzi. I nie dam sobie wmówić jakichś wyrzeczeń z powodu białych niedźwiedzi, goryli czy innych egzotycznych ciekawostek - kiedy pod nosem coraz liczniejsze stada coraz tłustszych dzików buchtują moje łąki!

      3. Progresistą przekonanym, że wszystko musi być "jak na Zachodzie" też nie jestem. I jeśli nie da się "zbudować Zachodniej Europy w Polsce" nie łupiąc zwykłych ludzi w imię interesów śmieciowego lobby (na ten przykład) - to jestem gotów z "budowy Zachodniej Europy" zrezygnować. Smog i syf to demagogia. Która nie robi na mnie wrażenia!

      Usuń
    2. Szanownemu anonimowemu autorowi chodzi o smog czy ocieplenie? Jeśli chodzi o smog to:
      1. Miałem okazję rozmowy ze "zbieraczem podpisów" antysmogowych w pewnej podkrakowskiej miejscowości oraz jego przełożonym. Ludzie kompletnie nie rozumiejący co z czego się bierze i dlaczego. Nie dociera do nich najprostsza prawda, że w piecach pali się byle czym gdyż ludzi nie stać na ogrzewanie gazowe- niewątpliwie w użyciu wygodniejsze.
      2. Smog w Polsce to problem wydumany, te zanieczyszczenia zmniejszają się. Z uwagi na dość zaawansowany wiek doskonale pamiętam krakowskie powietrze z lat osiemdziesiątych- dzisiejsze to w porównaniu z ówczesnym jest wręcz zdrojowe.
      3. No i na koniec Smog Wawelski to przecież symbol miasta! Z maczetami w przednich łapach oczywiście.
      Jeśli chodzi o śmieci to mnie również zadziwia, iż trzeba płacić za oddawanie surowców wtórnych- naturalnym jest raczej ich skupywanie.
      Globalne ocieplenie. Nieważne czy istnieje- ważne, iż można na walce z nim zarabiać i zwiększać zakres władzy nad poddanymi. I to jest ważne. Czy szkodzi? W "Wiedzy i Życiu" przed kilku laty zdawkowo wspomniano w jednym a artykułów, że razem ze wzrostem temperatury zaobserwowano ustępowanie Sahary- chyba to nie jest szkodliwe? Zresztą w okresie zlodowaceń to zdaje się na miejscu tak hołubionej amazońskiej dżungli to jak nie pustynia to co najwyżej sawanna była ( nie las ). A los koralowców, białych niedźwiedzi czy innych goryli nie jest dla mnie wart obniżenia poziomu życia.

      Usuń
    3. nowy
      1. Co to zmienia w ocenie sytuacji?
      2. Jeśli stężenie toksycznych pyłów przekracza normy kilkaset razy, to problem wydumany, czy realny? Historycznie możemy się cofnąć i o 150 lat, tylko po co?
      3. Symbol tej samej klasy co prostytutki i śmierdzące chodniki.
      Tak, poziom życia najważniejszy. Perspektywa najbliższych lat. Tyle, że po przekroczeniu pewnego pułapu niszczenia środowiska, natura zacznie regulować go sama, w sposób dla ludzi bardzo nieprzyjemny. Przekonali się o tym na przykład Brazylijczycy, którzy niszcząc lasy doprowadzili do niespotykanej wcześniej suszy. Przekonają się i inni przedstawiciele Homo " sapiens", którzy najwyraźniej zapomnieli, że są częścią przyrody, a utrzymanie ich cywilizacji ściśle zależy od takich zasobów, jak woda pitna, gleby zdatne do uprawy i paliwa kopalne. Zasobów, które się kurczą. Wie Pan co to oznacza przy stałym wzroście liczby ludności?
      O.C.N.

      Usuń
  9. Jacek Kobus
    1. Czyli patrzy Pan na problem z perspektywy osoby wierzącej w ogólnoświatowy spisek naukowców, fałszujących wszelkie dane pomiarowe. Trudno dyskutować z teoriami spiskowymi, więc na tym również zakończę.
    2. Zmiany nie mają nic wspólnego z naturalnymi, a przyroda jest stopniowo coraz bardziej niszczona i spychana do kąta przez działalność człowieka. Eksterminacja kolejnych gatunków i zaburzenie równowagi ekologicznej to nic złego? Można i tak. Niestety z perspektywy całego świata coraz mniej jest terenów dzikich, a coraz więcej pól uprawnych, pastwisk, plantacji, itd. Chodziło o wszelkie puszcze w pasie tropikalnym, nie tylko o nieszczęsną puszcze amazońską. Mogą one Pana nic nie obchodzić, tyle że regulują klimat na całej Ziemi i to one mają największą bioróżnorodność. A propos nawiązania do sytuacji w Polsce, proszę sobie tylko znaleźć porównanie zagęszczenia dzikich zwierząt na obszarach chronionych i na obszarach "łowieckich". Niektóre gatunki w Polsce istnieją WYŁĄCZNIE dlatego, że je reintrodukowano a potem objęto ochroną (np. bóbr, żubr), inne - jak wspomniane przez Pana dziki - na nielicznych terenach wracają do stanu swojej naturalnej liczebności. Dopóki nie zostaną odstrzelone, oczywiście.
    3. Takiego twierdzenia nie wysuwano;) Warto jednak skopiować te rozwiązania, które się sprawdzają (np. zakaz spalania miału w warunkach domowych). Smog to niestety nie demagogia, tylko konkretne wyniki pomiarów.
    O.C.N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @O.C.N. Punkt 1
      Dane dotyczące temperatur były "masowane". Co do tego nie ma wątpliwości.
      http://www.telegraph.co.uk/news/earth/environment/globalwarming/11395516/The-fiddling-with-temperature-data-is-the-biggest-science-scandal-ever.html

      Usuń
    2. Niemal wszystkie dotychczasowe prognozy dotyczące wzrostu temperatury i pozostałych aspektów globalnego ocieplenia, były bardzo konserwatywne i okazały się niedoszacowane. Rzeczywistość wyprzedziła wszelkie modele sprzed kilku - kilkunastu lat.
      http://www.global-warming-forecasts.com/underestimates.php
      https://thinkprogress.org/why-climate-scientists-have-consistently-underestimated-key-global-warming-impacts-2342fb09b808#.npkz4kde7
      http://www.iflscience.com/environment/new-data-suggests-global-ocean-warming-rates-have-been-severely-underestimated/
      https://www.scientificamerican.com/article/how-the-ipcc-underestimated-climate-change/
      Gdyby naukowcy byli rzeczywiście niezależni od instytucji państwowych i prywatnych grup interesów, to może mając wybór między mówieniem całej prawdy i "małą stabilizacją", wybieraliby to pierwsze. A tak, po co siać panikę?
      O.C.N.

      Usuń
    3. 1. Nie trzeba spisku. "Konsensus" naukowców (lekarzy) przez wieki był przekonany, że powodem pewnych chorób kobiecych jest "histeria macicy", na co rzekomo miał pomagać specyficznych masaż: https://youtu.be/4FWReqkTWfA zaś gorączka połogowa wynika z noszenia zbyt ciasnych gorsetów. Tak samo, gdyby 100 lat temu przeprowadzić ankietę wśród biologów i lekarzy, zapewne 97% stwierdziłoby, że eugenika i "higiena rasowa" są absolutnie niezbędne dla zdrowia publicznego i dalszego rozwoju ludzkości. A ile tysiącleci trwał "konsensus" astronomów w kwestii tego, że to Słońce okrąża Ziemię..? Jeśli tzw. "surowe dane", w postaci czy to pomiarów satelitarnych (jak w owych kwestionowanych, bo "prawicowych" danych, które podałem...), czy to naziemnych (jak w... danych NASA!) nie wystarczają by cokolwiek stwierdzić w przedmiocie, czy Ziemia się ochładza, czy ociepla (a nie wystarczają! Z tym się przecież zgadzam...), to nie ma co mówić o jakiejkolwiek "oczywistości", "bezdyskusyjności", itp. WSZYSTKO w tym momencie jest sprawą interpretacji. Dla zaciekłego "global-warmisty" KAŻDE dane będą potwierdzały jego religijną wiarę - choćby mu właśnie tyłek przymarzał do śniegu. Dla "denialisty" - wręcz odwrotnie. I NIE DA SIĘ tego "bezspornie" zweryfikować.

      2. Pojęcie "terenu dzikiego" nie jest "bezsporne"! Bez człowieka nie byłoby żadnej Puszczy Amazońskiej, a co najwyżej - jakieś jałowe bagna. Proponuję się dokształcić, akurat kol. Wojciech Majda może polecić stosowną literaturę, polecam zresztą Jego blog o permakulturze.

      3. Poziom życia nie jest najważniejszy. "Nie samym chlebem żyje człowiek". Z tym, że ja jednak uważam, że jak już mamy rezygnować z rozbuchanej konsumpcji, to może np. - w imię wyzwolenia Ziemi Świętej z rąk niewiernych? Albo wytępienia schizmatyków i heretyków? Bo znosić wyrzeczenia i niewygody w imię dobrego bytu pand, orangutanów, niedźwiedzi polarnych oraz (nie zapominajmy!) Ich Jakże Zaangażowanych Opiekunów - to nie wydaje mi się zbyt atrakcyjną perspektywą...

      Usuń
    4. jacek kobus
      1. MODELE i PROGNOZY (dotychczas zbyt ostrożne!) to jedno, a WYNIKI pomiarów i obserwacji - drugie. Tych ostatnich nie da się zakwestionować, a jeśli chodzi o efekty globalnego ocieplenia, niektóre z nich WIDAĆ GOŁYM OKIEM na zdjęciach satelitarnych i na zdjęciach naziemnych pewnych obszarów naszej planety. Np. postępujący spadek objętości lodowców na całym świecie i postępujące topnienie wiecznej zmarzliny na obszarach subarktycznych mają tylko jedno wytłumaczenie, jakim jest WZROST temperatury. Nie jest więc prawdą, że dane nie wystarczają, żeby cokolwiek stwierdzić. Zaciekły denialista ma o tyle trudniej od "global-warmisty", że musi się wysilać, zabierając się za dyskusję z wieloma faktami (jak choćby z przytoczonymi w tym akapicie), które jawnie przeczą jego tezom.
      2. Dla zachowania obecnego stanu przyrody nie ma znaczenia, w jaki sposób powstały dane siedliska, ważna jest ich bioróżnorodność i istotna funkcja jaką spełniają (w przypadku Puszczy Amazońskiej - jako regulator klimatu, producent tlenu i pochłaniacz dwutlenku węgla).
      3. Jak już odpowiedziałem nowemu, po przekroczeniu pewnego poziomu konsumpcji rozpocznie się gwałtowna redukcja... liczebności gatunku ludzkiego. Nieograniczony wzrost przy ograniczonych zasobach jest mitem.
      O.C.N.

      Usuń
  10. Proponuję trochę dystansu:
    https://www.youtube.com/watch?v=-CaIqW1WfPI

    OdpowiedzUsuń
  11. Drogi Jacku!

    Natrafiłem na Twoje posty- i bloga- kilka lat temu. Poziom Twoich wpisów był wtedy bardzo wysoki- niestety, zdecydowanie spadł on z biegiem czasu. Odwołania do filozofii czy nauki zostały zastąpione ideologią ("fakty są lewackie"), co bardzo kojarzy mi się z jakimś łysenkizmem.

    " Dlaczego "bezspornie"??? Kto się nie spiera? Ja się nie spieram? Przecież się spieram! I jeszcze jak się spieram..! A już passus o zniszczeniu "ogromnej większości życia na Ziemi"... Hmmm...? Podać ziółek..?"
    Za dużo onetu. Spadek pH oceanów jest faktem, wynosi on od ~ 1750 roku ok. 0,11. Układy biologiczne są nieprawdopodobnie wydaje dzięki enzymom- reakcje, które laboratoryjnie potrzebują ciężkich warunków, czasu itp. zachodzą bardzo łatwo, np. synteza peptydów in vitro to potworna mordęga.

    "A wie Pan ile nowych gatunków jednocześnie powstaje? Ewolucjoniści to ludzie prawdziwie niekonsekwentni! "
    Negujesz proces ewolucji biologicznej?

    "Skoro zarazem rośnie koncentracja tej populacji w dużych miastach, gdzie jednak zdecydowana większość mieszkań korzysta z miejskiej sieci ciepłowniczej?"
    Nie. W Polsce- z opóźnieniem, przez komunę- występuję typowy urban sprawl. Sieć ciepłowniczą jest głównie na osiedlach z czasów Gierka i Jaruzelskiego (ale oczywiście nie chodziło tutaj o środowisko).

    " Bo znosić wyrzeczenia i niewygody w imię dobrego bytu pand, orangutanów, niedźwiedzi polarnych oraz (nie zapominajmy!) Ich Jakże Zaangażowanych Opiekunów - to nie wydaje mi się zbyt atrakcyjną perspektywą..."
    Na pewno chciałbyś żyć w kraju tak dogłębnie zasranym jak np Indie? Lub Chiny? Skoro jednak chcesz mieć dzieci, pomyśl o nich...

    W ciągu ostatnich kilku lat dotknęło Cię wiele nieszczęść, w tym i to chyba najgorsze. Bardzo cieszę się, że nie poddałeś się (nie wiem, jak ja bym to zniósł) i potrafisz żyć dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście jestem ostatnią osobą kompetentną do oceny własnego stanu umysłowego, ale powtórzę, co gdzie indziej napisałem: Żona nie narzeka!

      Cierpliwość moja jest wielka - ale, jak zapewne pamiętasz, szybko się wyczerpuje. Anonimowy podpisujący się jako "O.C.N." ją wyczerpał - i jeśli uważnie i bezstronnie prześledzisz naszą wymianę zdań, łatwo dojdziesz, dlaczego.

      Oczywiście, że świat się zmienia - i że człowiek OD DAWNA (bo wcale nie tylko od 1750 roku...) jest jednym z głównych autorów zmian zachodzących na Ziemi. Lata temu pisałem, że poza biegunami nie ma krajobrazów innych niż stworzone przez człowieka. Te zmiany są czasem dobre, czasem złe, najczęściej - i dobre i złe, zależy od perspektywy (czasowej) i kryteriów, jakimi je oceniamy.

      Demagogią jest twierdzenie, że wszystko, co człowiek robi (w tym również - wszystko, co emituje do atmosfery na ten przykład), to zło w czystej postaci.

      Demagogią jest twierdzenie, że grozi nam jakaś apokalipsa z tego powodu - i to już, teraz, zaraz.

      Demagogią jest stawianie alternatywy "albo walka z globalnym ociepleniem modo Al Gore - albo świat zasrany jak Kalkuta". W rzeczywistości i tak realne są WYŁĄCZNIE scenariusze pośrednie! Emisji gazów cieplarnianych do zera nie sprowadzimy, to kompletnie niemożliwe (a nawet, jak by się udało, to i tak nie będzie to miało żadnego zgoła wpływu na klimat w ciągu najbliższych kilku dziesięcioleci! Tyle potrzeba, żeby - zakładając brak innych niż antropogeniczne źródeł - już uwolniony do atmosfery metan, para wodna czy dwutlenek węgla uległy powtórnie związaniu...) - ani też żaden biały człowiek nie zgodzi się żyć na śmietniku. Nie ma zresztą takiej potrzeby.

      Co do "urban sprawl" w Polsce to Dyabli wiedzą, jak to będzie wyglądało w perspektywie następnych 20 lat. Niby faktem jest, że centrum Warszawy, jeśli w ogóle jest zamieszkałe, to już tylko przez Wietnamczyków, emerytów i studentów. Rozbudowa suburbiów też jest faktem. Ale to się dzieje w sytuacji, gdy mamy nie tylko ujemny przyrost naturalny, ale i ujemne saldo migracji. Czy to jest stan trwały? A jak nam rodaków wyrzucą z Wysp Mglistych? Gdzie oni się podzieją? Ilu jeszcze Ukraińców możemy przyjąć, żeby (częściowo) kompensować ich brak teraz, kiedy ich - na razie - jeszcze nie wyrzucają? Ukraina demograficznie stoi jeszcze gorzej niż my - nie bardzo widać, skąd by tu brać dalsze rezerwy. Z drugiej strony - natura nie znosi próżni, więc COŚ się stanie. Tylko co?

      Usuń