Blog główny

poniedziałek, 25 lipca 2016

Talenty

Wszyscy pamiętają ze szkoły "Janka Muzykanta". Ale i w "Chłopach" jest podobny wątek (inna rzecz, że drugoplanowany...): Jagna pięknie z papieru wycina, a czytając jej rozmowy z klerykiem, na sam koniec "Lata", tuż przed tym, nim ją ze wsi wyświęcili, można odnieść wrażenie, że gdyby dziewczynie dano więcej edukacji i nie traktowano jak towar wymienny w matrymonialno - majątkowej transakcji, to byłaby jednostką twórczą i pożyteczną ogółowi (a nie tylko paru przeżywającym kryzys wieku średniego chłopom...).


Jedną z fundamentalnych tez szeroko rozumianej lewicy jest przekonanie, iż gdyby uwolnić ludzi od:
- kastowych, feudalnych przesądów,
- przesądów jako takich,
- troski o byt materialny,
- opresyjnych instytucji społecznych (typu, na ten przykład, małżeństwo...),
- w ogóle wszelakiej opresji (na przykład, przejawiającej się tym, iż każdy może mieć tylko jedną płeć i albo męską, albo żeńską...),
to ludzie natychmiast zakwitną rozlicznymi talentami. Spontanicznie będą tworzyć fenomenalne dzieła. Albo, co najmniej - żyć pięknie, szczęśliwie i pogodnie.

Nie ma chyba sporu co do tego, że jak do tej pory, ponad 200-letnia walka szeroko rozumianej lewicy o szczęście powszechne i powszechne uwolnienie ludzkich talentów spełzła na niczym, prawda? Uwolniony od kastowych, feudalnych przesądów, troski o byt materialny, a nawet od przesądów jako takich przeciętny Smith, Schmidt czy Kowalski zalega przed telewizorem i nie tylko niczego nie tworzy, ale i konsumuje bynajmniej nie pięknie, nie szczęśliwie i nie pogodnie, tylko zgoła wprost przeciwnie: po chamsku, prymitywnie i zgoła obrzydliwie, zyskując co najwyżej kompletne znieczulenie, pod którym kryje się wieczny i niemożliwy do nasycenia niedosyt. 

A jeśli nie zalega, to natychmiast w miejsce przesądów tradycyjnych wymyśla sobie nowe, postępowe przesądy, uwolniony od troski o byt materialny popada w pracoholizm na tle konieczności "bycia jak inni" i zdobycia środków już nie na przetrwanie, a na konsumpcję, którą jeszcze pół wieku temu nazwano by ostentacyjną i luksusową, a uwolniony od opresji instytucji społecznych, popada w opresję politycznej poprawności.

Innymi słowy - klapa na całej linii.

Spór między współczesną szeroko rozumianą lewicą a współczesną szeroko rozumianą prawicą sprowadza się do próby odpowiedzi na pytanie, czy w tej sytuacji lepiej jest Smith'a, Schmidta czy Kowalskiego uwalniać od wszelakiej opresji dalej i głębiej (czy on sam tego chce, czy nie...), aż się go wreszcie do szczęścia i twórczości przymusi w taki, lub w inny sposób - czy też zostawić samemu sobie i w przerażający świat wiecznej Kowalskiego pogoni za gromadą nie wnikać.

Tak naprawdę OBIE te odpowiedzi są, z punktu widzenia konserwatysty konsekwentnego - nie do przyjęcia. Mimo wszystko, jak zauważył ongiś Mistrz Herbert, jesteśmy stróżami naszych braci - i ani podsycanie najprymitywniejszych instynktów ludu, ani ich ignorowanie, trudno uznać za działanie dobroczynne.

Władza prawdziwie konserwatywna, powinna JEDNAK lud w miarę możliwości wychowywać. To znaczy robić rzeczy dokładnie przeciwne temu, co przez ostatnie 200 lat robiła szeroko rozumiana lewica. Mnożyć kulturowe restrykcje. Piętrzyć trudności społecznego awansu. Czynić kulturę elitarną możliwie jak najmniej zrozumiałą dla prostego ludu. W ten sposób ów lud, instynktownie naśladując (małpując czasem wręcz...) elitę - będzie zmuszony przysiąść fałdów i trochę się podciągnąć. A nawet jak mu się nie uda, coś jednak swojego przy okazji stworzy...

Tyle tylko, że takiej elity, która by rzeczywiście odpowiedni poziom prezentowała - od dawna już nie ma. I nie mam pojęcia, skąd takową można by wziąć..?

15 komentarzy:

  1. Ot tak po prostu tej elity niestety znikąd "wziąć" nie można. Nawet jej zniszczenie zajęło trochę czasu, więc jej odbudowa, jeżeli ma się dokonać, będzie trwać jeszcze dłużej, bo zawsze łatwiej się niszczy niż buduje...

    Mój pomysł jest taki: wprowadzić monarchię, wprowadzić prawdziwie wolny rynek i czekać. Teoretycznie na początku powinni zacząć się pojawiać liczni milionerzy, a może i miliarderzy, nie muszący jednak przymilać się do ludu, jak w d***kracji, lecz raczej szukający towarzystwa króla. Pierwsze pokolenia milionerów z pewnością będą mieć jeszcze mentalność mieszczańską, przyziemną - człowiek, który doświadczył awansu, który się dorobił nie jest jeszcze elitą, nie jest w stanie myśleć o kulturze, myśli raczej, jak tych ciężko zarobionych pieniędzy nie stracić. Jednak już następne pokolenia, od dzieciństwa wychowane w bogactwie, od dzieciństwa odbierające staranne wykształcenie, niemające pojęcia o wartości pieniądza, powinny zacząć stawać się elitą. To znaczy: prowadzenie biznesów powierzyć menadżerom, same zaś zająć się sprawami wyższymi - kulturą, sztuką, filozofią, nauką, zacząć tworzyć mecenat dla biednych artystów i oderwanych od rzeczywistości wynalazców.
    Poniekąd dzieje się to i dzisiaj, jednak d***kracja stwarza do tego zły klimat intelektualny, że tak to nazwę, w związku z czym owa "elita" finansuje sztukę, tyle że "postępową", ponieważ klimat jest "postępowy" - d***kratyczny, lewicowy etc. W monarchii elity, gromadzące się wokół króla, zaczynają powoli zmieniać swoje myślenie, a przynajmniej wydaje się, że powinny, co oczywiście zależy częściowo od samego króla. Jeżeli jednak król mieszka we wspaniałym pałacu i gromadzi zaczyna gromadzić wokół siebie swój dwór, czyli właśnie zalążki elity, to atmosfera staje się inna, ci ludzie faktycznie czują się jak elita, a gdy jeszcze ów Tron zawrze sojusz, przynajmniej częściowy, z Ołtarzem, to może powoli Formy, Obyczaje i Konwenanse krępujące i kształtujące elitę zaczną się odradzać.

    Wszystko to oczywiście wymaga czasu, ponieważ procesy społeczne zachodzą powoli. Nie wiadomo też, czy faktycznie tak by się stało, są to tylko moje prognozy, pewna teoria. Jednak wydaje się, że do monarchii i pałaców nie pasują poglądy Nowej Lewicy, które dzisiaj prezentuje niestety znaczna część intelektualnej "elity"..."Elity", ale zarazem i elity, ponieważ ci ludzie po części są naprawdę wykształceni i inteligentni, opętani jednak zostali przez modernistyczny, a potem postmodernistyczny "sojusz z motłochem" przeciw mentalności ludowej, która zdawała się brać górę w czasach pozytywizmu. Wtedy artyści od prostego mieszczaństwa uciekli do kanałów, sięgnęli do marginesu społecznego i z niego zaczęli brać przykład...Ale to dłuższy temat.

    Wracając do głównego wątku, wydaje mi się, że wprowadzenie monarchii i przywrócenie prawdziwego wolnego rynku są jedynym sposobem na odrodzenie się prawdziwej, konserwatywnej elity. Wymaga to jednak czasu, przede wszystkim zaś wymaga Kontrrewolucji, na którą szanse są na razie niewielkie. Wszystkie te dywagacje pozostają więc niestety w sferze czystej teorii...

    Zapraszam:
    http://milkblog.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem polega na tym, że żaden król nie jest zdolny rządzić samodzielnie. Potrzeba mu posłusznych i chętnych do pomocy wykonawców. Obawiam się zaś, że liczba przekonanych monarchistów jest po prostu zbyt mała, aby ich do tego starczyło - inni zaś, żadną miarą nie będą ani chętni, ani lojalni...

      Usuń
    2. Obecnie też mamy bogaczy oraz ich wychowanych w niewiarygodnym luksusie potomków. I co? Czy ci potomkowie zajmują się sztuką, kulturą, patronowaniem artystom? Czy raczej chlają, ćpają i dupczą się z kim popadnie?

      Fajnie jest pisać o ewentualnym odrodzeniu się "odpowiedniej atmosfery", o kształtującym gusta królu. Tylko skąd takiego weźmiesz? Z tych zdegenerowanych milionerów? A jeśli weźmiesz, jeśli znajdziesz sprawiedliwego, oczytanego, zainteresowanego kształtowaniem kultury człowieka, to jak sprawić, żeby ludzie zechcieli się na nim wzorować? Monarchiści mają już swój gust, mają swoje poglądy, będą oczekiwali raczej, że to władca się do nich dostosuje, do ICH wizji państwa i kultury. A cała reszta będzie patrzeć na króla jak my na brytyjską królową: będziemy podziwiać stroje, oburzać się skandalami, czytać o kolejnych dekretach. I NIC z tego nie wyniknie. Nie będziemy się wzorować na królu. Taki mamy klimat społeczny, że nawet zadeklarowani katolicy mają w dupie zdanie samego papieża. Skąd więc brać estymę dla kogoś tak egzotycznego jak król?

      Usuń
    3. @Jacek Kobus
      No tak, to jest problem ogólniejszy, gdyż król samodzielnie również nie może zdobyć władzy. Pytanie, jak mógłby zdobyć władzę dzisiaj. Zapewne tylko na drodze przewrotu wojskowego...

      @Kira
      Mówiłem, że tu potrzeba czasu. Zresztą możliwe, że cofnięcie pewnych procesów faktycznie nie jest już możliwe...
      Króla się nie "bierze", król się wyłania sam. Nie musi on być jakoś specjalnie wykształcony, nie musi należeć do elity intelektualnej. Tak naprawdę nigdy chyba elita finansowo-polityczna nie równała się intelektualnej. Ta druga była finansowana przez tą pierwszą w ramach mecenatu, który był tak naprawdę kwestią mody czy obyczaju.
      Problem polega na tym, że dzisiaj elita straciła poczucie elitarności, została zarażona przez idee egalitarne i d***kratyczne. Inną kwestią jest to, że dzisiaj sztuka ludowa i motłosza jest po prostu bardziej widoczna, gdyż została zglobalizowana. Dawniejsza sztuka odseparowanych wiosek stała się sztuką i kulturą wioski globalnej. Kultura elitarna nadal gdzieś tam funkcjonuje, problem polega na tym, że ciężko ją znaleźć i odróżnić od kultury i sztuki pseudo-elitarnej. Problem polega też na tym, że sztuka elitarna "zniża się" do ludu, przeciw czemu słusznie protestuje Autor, a co jest związane właśnie z tym, że elita zatraciła poczucie elitarności, co jest związane z dominacją wśród niej i nie tylko wśród niej, idei d***kratycznych i w ogóle lewicowych. One dominują, gdyż dominują również w sferze polityki, prawa i ekonomii. Być może, jeżeli usunie się je stamtąd, wprowadzając prawdziwą monarchię, prawdziwy wolny rynek itp., to zaczną one powoli również być usuwane w sferze kultury, sztuki czy moralności, przynajmniej w umysłach elity, a jeżeli ryba od głowy się psuje, to od głowy się również naprawia...

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    4. @ Milk

      Wszystko zależałoby od tego, jaki to byłby król i jaka elita. Mamy monarchie na świecie, mamy dyktatury - ale jakoś nie widać tej moralno-kulturowej odnowy.

      Usuń
    5. Nasza "niezwyciężona armia" to jedna z najbardziej lewicowych - a zarazem najtłustsza bodaj, najbardziej zasiedziała, zdziadziała i zidiociała dykasteria niemiłościwie nam panującej biurokracji. Na żaden "wojskowy zamach stanu" nie ma co liczyć - chyba, że w ramach KOD-u i "obrony demokracji".

      Usuń
    6. @Kira
      Prawdziwych monarchii już nie ma...No, może z wyjątkiem krajów arabskich - i tam jest kultura. Tylko oczywiście nie nasza, europejska, łacińska...A dyktatury są głównie lewicowe, więc nie można powiedzieć, żeby miały konserwatywnego, monarchicznego i elitarystycznego ducha...

      @Jacek Kobus
      Zapewne tak niestety...Ale prowadzimy tu rozważania czysto teoretyczne i w ramach tej teorii innych szans na przywrócenie monarchii nie widać...Zaś w praktyce nie widać ich w ogóle, ale kto wie, różne cuda się już zdarzały...

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
  2. Chyba zawsze istniała tzw. kultura wysoka i tzw. kultura niska. "Lud prosty" nie musiał się do niczego "podciągać", miał swoje rozrywki, swoje obyczaje. Oczywiście mieszczaństwo mogło już aspirować do wyższych kręgów, ale jeśli robiło to na siłę, to i sama kultura stawała się w ich przypadku bezsensem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Lud prosty" rzępolił na skrzypkach - i, w sumie, całkiem było to przyjemne rzępolenie, dziś się fajnie słucha. Obecnie zaś..? Nie chciałbym dożyć czasów, w których disco polo zacznie być uważane za "szutkę", nawet tylko "ludową"...

      Usuń
    2. Dziś podział na "lud prosty" i "elitę" zanikł, gdyż zanikły klasy społeczne (prawie). Wieś słucha tego samego, co miasto, potomkowie szlachty bawią się tak samo, jak potomkowie cyganerii. I może dobrze, że tak się stało. Ówczesna elita była może bardziej wysublimowana i wysmakowana niż tzw. motłoch, nie mówiąc o wyedukowaniu, ale czy bardziej moralna, godna szacunku, podziwu? Ci, którzy chcieli się do niej załapać, robili to na zasadzie zwierzęcej chęci wejścia na wyższy poziom społeczny, a nie z chęci stania się lepszym, mądrzejszym czy bardziej godnym szacunku.

      Usuń
    3. A ten osąd opiera się na czym..? Na rozległej, krytycznej lekturze opracowań i źródeł, dyskusjach ze znawcami różnych epok w przeszłości, latach pogłębiania wiedzy - czy na "widzi-mi-się-wszechwiedzącej-Kiry"..?

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Czyli na widzi-mi-się...

      Usuń
    6. Rozległej może nie, ale nic z tego, co czytałam na temat ówczesnych elit oraz ówczesnego "motłochu" nie przekonało mnie o wyższości MORALNEJ tej pierwszej. Przede wszystkim jednak opieram się na znajomości ludzkiej natury i braku złudzeń. Od kiedy to urodzenie, wykształcenie czy wychowanie wśród wyższych sfer dawało gwarancję moralnej wyższości? I kiedy to, w jakiej to epoce mieszczanie czy nawet chłopi byli tak głupi, że w ową moralną wyższość szlachty, magnaterii czy dworu szlacheckiego wierzyli? No, może Martin Eden był na początku taki naiwny (choć dla niego wyższą sferą było już mieszczaństwo), może Wokulski. Do czasu.

      Usuń
    7. Jednym z najbardziej fundamentalnych prawideł inżynierii społecznej jest fakt, iż propaganda powtarzana dostatecznie długo - staje się dla jej własnych autorów oczywistą prawdą. Można w ten sposób zabrnąć w dowolne urojenia (i bardzo wiele imperiów skończyło swój byt przedwcześnie WŁAŚNIE DLATEGO, że ich elity i władcy uwierzyły w swoją własną propagandę i swoją własną nieomylność...). Ale JEŚLI legitymizacją dla "elitarności" i związanych z tym przywilejów są takie pojęcia jak "służba", "rycerskość", "honor", "obowiązek", itd. - to z biegiem czasu zdecydowana większość członków rządzącej elity istotnie zaczyna w te wartości wierzyć i je wypełniać. Oczywiście tak, jak umie i rozumie, więc na pewno nie tak, jak by tego chciała żyjąca w XXI wieku Kira - sorry bardzo... Klasycznym przykładem jest Władysław Warneńczyk rzucający się OSOBIŚCIE na czworobok janczarów. Jego nie-aż-tak-zindoktrynowany ojciec jednak się od podobnych gestów pod Grunwaldem powstrzymał (dobił tylko jednego, bardzo głupiego rycerza, któren na królewski poczet samojeden zaszarżował i oberwał od młodego Oleśnickiego ułomkiem kopii w zakuty łeb...) - co, w naszej narodowej mitologii, urosło wręcz do symbolu pragmatyzmu, jeśli nie wręcz - interesowności...

      Usuń