Blog główny

piątek, 15 lipca 2016

Jasia Bilewicza cnoty pożądanie

Przestudiowałem wczoraj w pociągu od deski do deski ostatni numer pisma "Miłujcie się!".

No i OK. Bardzo fajnie, że takie pismo jest. Skądinąd jednak, dobrym chęciami, jak wiadomo, wybrukowane są posadzki Konkurencji - i polecam P.T. Ojcom z Towarzystwa Chrystusowego, którzy pismo wydają uważniejszą nieco lekturę niektórych tekstów przed publikacją...

Nie przytoczę Państwu całości, bo akurat tego tekstu w wersji internetowej nie znalazłem. Chodzi o niejakiego Jasia Bilewicza (sam o sobie pisze "Jasiu", więc nie popełniam nadużycia, tak Autora tytułując...) "List do dziewcząt".

Czego tam nie ma..! Przyszła Małżonka pana Jana wiele powinna posiadać cnót: winna być pełna wdzięku, naturalna, nie za chuda, skromna, życzliwa, pobożna, pracowita... Nade wszystko zaś - powinna być dziewicą. Cytuję: bo tego pragnie przecież 95% mężczyzn - a o pozostałych 5% można mieć jak najgorsze zdanie...

Aż mi się chciało w trakcie lektury zapytać: kimże jest Jaś Bilewicz, że takie może stawiać wymagania..? Nazwisko, owszem, ładne, sienkiewiczowskie. To jakiś zabójczo zdolny i przystojny aktor? Model? Inny celebryta? Nie orientuję się w świecie mediów zbyt dobrze, mogłem przeoczyć... Ktoś z Państwa może wie? Potrafi podzielić się z innymi Czytelnikami wizerunkiem Jasia Bilewicza?

Przyznaję, że chyba nawet kolega Wojciech Majda, było nie było - zawodowy uwodziciel - aż tak wielką pewnością siebie nigdy nie błysnął jak Jaś Bilewicz. Pewność ta musi mieć przecież jakieś podstawy...

No dobra, dość tych kpin!

Jasną jest rzeczą, że tekst p. Jana stoi na głowie. Gdyby napisał, do jakich cnót sam będzie się starał dążyć, z Bożą pomocą - i zadeklarował, że naczelną spośród tych cnót będzie zachowanie do ślubu czystości - OK. Tekst stanąłby na nogach. Być może nawet jakieś dziewczęce serce żywiej by zabiło pod skromnym sweterkiem z mieszaniny wełny i poliestru.

Ale formułowanie tego rodzaju żądań wobec drugiej osoby? Jak zauważyła Najlepsza z Żon, gdy jej moje obserwacje zreferowałem, nawet biorąc to wszystko za dobrą monetę, z całkowitą powagą - to i tak przypadek Jasia Bilewicza źle rokuje jako kandydat na męża. Bo skoro z góry sobie stworzył obraz idealnej małżonki - to jaka rzeczywista kobieta zdoła się z tym obrazem zrównać? I czy każde, najdrobniejsze jej potknięcie nie zostanie od razu zinterpretowane jako skutek jakiegoś przed mężem zatajonego, a straszliwego grzechu..? Prosta droga do małżeńskiej katastrofy...

Chyba, że... żadnego Jasia Bilewicza w ogóle nie ma! I tylko któryś z Ojców Redaktorów, widać w pośpiechu przedwakacyjnym, pomylił tekst kazania (w którym żądania i wymogi jak najbardziej są i merytorycznie i stylistycznie na miejscu...) z tekstem przygotowywanego artykułu, który w zamyśle miał być na wyznania nastolatka stylizowany...

Oczywiście - nastolatki często cechuje zbytnia pewność siebie (albo całkowity brak pewności siebie...), a przy tym - radykalizm posuwający się łatwo także i do brutalności. O czym na innym miejscu pisałem! No ale jak ktoś pragnie młodzież wychowywać - to chyba powinien zwrócić uwagę, skorygować, w ostateczności - chociaż opatrzyć komentarzem..?

Bo, przyznaję, że tak jak jest, to mnie ten tekst do dalszego czytania pisma "Miłujcie się!" - gdyby mi jeszcze wpadło w ręce - nie zachęca...

Już abstrahują od kwestii, że nie wydaje mi się, aby akurat "demon pożądania" był największym zagrożeniem dla religii, cywilizacji i ludzkości - dawniej ludzie mniej o "tych sprawach" mówili, a panny częściej piekły raka na ślicznych liczkach - ale za to dużo więcej niż dziś było praktycznego działania. Co, przecież, po wyniku demograficznym jasno jak na dłoni widzimy...


1 komentarz:

  1. Jak posluchac roznych kolezanek to na ogol akurat kobiety maja takie rozne wziete z Harlequinow wymagania.Faceci juz dawno sie w tym pogubili.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń