Blog główny

czwartek, 14 lipca 2016

Czas wolny a czas pracy

Zdecydowana większość ludzi współczesnych pracuje po to, aby zarobić na "życie". Co oznacza, że owo "życie" zaczyna się po wyjściu z biura (fabryki, sklepu, itp.). Wielu jest co prawda takich, którzy pracy i (czasami) karierze poświęcają znacznie więcej - ale raczej traktuje się to jako swoistą patologię.

Nie tak się "żyło" i "pracowało" jeszcze dwa - trzy pokolenia temu! I nie tak się "żyje" i "pracuje" na roli. W tym przypadku "życie" i "praca" to jedno i to samo. Czynności, które finalnie mają na celu zarobek i czynności, które takiego celu nie mają, przeplatają się w ciągu całego dnia tak, że czasem nie sposób ich od siebie odróżnić (choćby dlatego, że część "produkcji gotowej" zużywa się jednak - coraz rzadziej, to prawda - także na własne potrzeby). Nie ma podziału doby na "czas pracy" i "czas wolny". Nie ma też, tak do końca, podziału na "miejsce pracy" i "miejsce do życia" - bo gospodarstwo to jedna całość i zarówno dzieciaki do obory włażą, jak i (czasami) - obora do domu (jak się np. trzeba zająć chorym inwentarzem, a nie ma jak inaczej...).

Być może podobnie doświadczają czasu tzw. "freelancerzy" w miastach? Nie wiem. Ale po przeprowadzce na wieś, miałem trudność, żeby się do takiego stylu życia dostosować. Bo przywykłem mobilizować się tylko przez kilka - kilkanaście godzin, a potem to już mi brakowało pary, żeby zrobić coś jeszcze. Nie pamiętałem o konieczności robienia przerw i rozkładania sobie pracy na całą dobę. Że nie miało to większych negatywnych konsekwencji, to tylko dlatego, że w sumie życiowo krytycznych czynności, przy tak ekstensywnej gospodarce jak nasza, to za wiele nie ma...

Rzecz ma także szerszy nieco kontekst. Niedawno rozmawialiśmy z Najlepszą z Żon o fundamentalnych zgoła trudnościach w zdobyciu pracowników. Czy to do gospodarstwa, czy to na budowę, czy też - do niewielkiej firmy ogrodniczej w mieście. Ludzi chętnych do pracy nie ma. No nie ma i już!

Jasne - pewnie by się znaleźli, gdyby oferować im znacznie wyższe płace.

Tylko jak to zrobić, skoro żadna z tych działalności nie generuje aż tak wielkiej "wartości dodanej", żeby się płaca "godna" w rozumieniu potencjalnego pracownika, jakkolwiek bądź zwróciła..?

Ludzie mają aspiracje. Każdy chciałby - po kilku, może kilkunastu godzinach pracy - "żyć". To znaczy: założyć rodzinę, mieszkać gdzieś "na swoim", konsumować co mu tam moda i opinia publiczna podpowiada.

Jak wiele razy tłumaczyłem, te aspiracje są zasadniczo niemożliwe do spełnienia. To jak gonienie horyzontu. Im szybciej za nim biec - tym szybciej ucieka. Nie ma takiego poziomu dobrobytu, który by kiedykolwiek mógł zostać uznany za "wystarczający"!

Dawniej ludzie byli rozsądniejsi i rzadziej oczekiwali rzeczy niemożliwych. Większość godziła się z tym, że "na swoim" żyć nigdy nie będzie - albo żyli i pracowali całymi klanami, w rozbudowanej , wielopokoleniowej wspólnocie rodzinnej, albo - kątem u kogoś, u kogo służyli.



Oczywiście, ta dawna, rozsądna postawa życiowa, źle służyła interesom wielkiego biznesu - i nic dziwnego, że tak zaciekle była na każdym froncie atakowana złudzeniem rzekomego "postępu" i "powszechnego dobrobytu", że nikt już o niej dziś nie pamięta. Ale - pomalutku, a rozsądek wróci..!

Mamy nadzieję...

5 komentarzy:

  1. Skoro ludzie odmawiają pracowania za niską płacę, to widocznie mogą sobie na to pozwolić? Co w tym nierozsądnego, że pragną lepszych warunków? Gdyby gonili za mrzonkami, to byś miał rację. Ale oni sięgają raczej po to, co jest w zasięgu ich możliwości. Lepsze ubezpieczenie zdrowotne, samochód, działka, wyjazdy za granicę - może to i szczęścia nie da, ale ubóstwo też go nie dawało. A lepsze warunki bytowania zapewniają przynajmniej jako takie zadowolenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie współcześnie nie muszą pracować w ogóle - z głodu nie umrą tak, czy inaczej. A ci, którzy w ogóle chcą pracować, chcą też mieć wszystko "jak inni". Co akurat JEST mrzonką o tyle, że gdy już to wszystko zdobędą - standard się automatycznie podniesie i będą musieli pracować jeszcze więcej.

      Wyjścia są dwa. Albo zaprzestać jakichkolwiek form utrzymywania tych, którzy pracować nie chcą - albo przekonać tych, którzy pracować chcą, że byłoby dla nich rozsądniej, gdyby zadowolili się skromniejszymi celami do osiągnięcia. Mniej się przy tym stresując i mniejsze przeżywając rozczarowanie, gdy celu osiągnąć się nie uda (a przecież się nie uda... w 90% przypadków!).

      Usuń
    2. Oczywiście, że ludzie są nienasyceni i ciągle pragną więcej. Ale wmawianie im, że powinni poprzestawać na małym, jest bezsensowne. Cóż znaczy "niewiele"? Dla jednego pomieszkiwanie u kogoś kątem, jak to ująłeś, byłoby akceptowalne, inny uznałby to za bezdomność, a z tej trzeba koniecznie wyjść. O ile można rzucać ogólnikami w stylu "Nie zamęczaj się, nie przepracowuj, żeby tylko zarobić więcej", o tyle kiedy dochodzimy do konkretów, do tego, co jednak warto mieć, a co jest zbędnym luksusem, dyskusja staje się bezsensowna.

      Moim zdaniem aspiracje ludzi są ograniczane zarówno przez ich osobiste możliwości, jak i przez przykład otoczenia. Jeśli nie możesz znaleźć pracowników, to albo poczekasz na korzystniejsze czasy, albo zaczniesz zatrudniać Ukraińców. :) Oni jeszcze nie chcą tak wiele.

      Usuń
    3. Wszystkie ludzkie kultury do bardzo niedawna nic innego nie robiły, tylko właśnie "wmawiały" (na bardzo różne sposoby) poddanym sobie ludziom, że powinni poprzestawać na małym. Im mniejsze aspiracje tym większe - z zasady - zadowolenie z życia.

      To dlatego w latach 60-tych XX wieku modne stały się pobyty w hinduskich aśramach, czy inne, wywodzące się z kultur "prymitywnych" czary - mary. Bo dominująca w skali globu kultura zachodnia, oferując coraz to więcej coraz to wymyślniejszej materialnej konsumpcji, zarazem powodowała coraz głębszą frustrację. Właśnie na tle niemożności zaspokojenia wykładniczo rosnących aspiracji!

      Oczywiście, że można by zrobić bardzo wiele, aby i naszej kulturze przywrócić jej utracone gdzieś w pogonie za ułudą "postępu" umiarkowanie. Wystarczy wprowadzić ostrą cenzurę prewencyjną wszelkich publikacji, bez miłosierdzia wyrzucając wszystko, co tylko pochwala konsumpcję, bogacenie się, poszukiwanie wygody, "samorealizację" i temu podobne bzdury. Zamiast tego promować wartości właściwe. W starszej literaturze jest ich pełno! To tak na początek...

      Usuń
    4. A odróżniasz niepohamowaną konsumpcję od realizowania aspiracji i marzeń? Co innego bezmyślnie kupować, a co innego nabywać dobra, które nam się autentycznie przydadzą.

      Zresztą, o czym my tu piszemy? Bogacenie się i dążenie do wygody pchały rozwój cywilizacji naprzód. To właśnie ci, którzy chcieli WIĘCEJ, podążali na statkach czy na koniach, by zająć nowe tereny, zdobyć łupy.

      Usuń