Blog główny

czwartek, 9 czerwca 2016

Jeszcze jedna różnica...

Istnieje jeszcze jedna różnica między "normalnym", "tradycyjnym" postrzeganiem ludzkiego życia, etyki, samego człowieczeństwa - a jego postrzeganiem "współczesnym".

Dawniej zakładano, że człowiek ma pewne "naturalne", "przyrodzone" obowiązki ("obowiązki stanu" w nauczaniu Kościoła...). Takie jak np. spłodzenie i wychowanie dzieci, służbę Bogu, służbę państwu. Ma te obowiązki wypełniać, a co sobie przy tym myśli - to jest, poniekąd, jego sprawa. Owszem, kultura starała się pomóc jednostce w wypełnianiu tych obowiązków i pomóc jej CZUĆ SIĘ przy tej okazji - szczęśliwą i spełnioną. Ale jeśli ktoś konkretny szczęśliwy i spełniony się nie czuł, ale obowiązki wypełniał - mówi się trudno. Na siłę przecież uszczęśliwić się nikogo nie da...


Obecnie odwrócono ten "naturalny" porządek rzeczy. Jednostka ma przede wszystkim "poszukiwać szczęścia" (termin "szukanie szczęścia", nota bene, jeszcze za czasów mojego dzieciństwa był nacechowany co najmniej wątpliwościami... co do zdrowego rozsądku "szukającego"..! A pojęcie "małżeństwo z miłości" to pół wieku temu kojarzyło się wręcz z obyczajowym skandalem...). A jak to robi i czy przy okazji pożyteczną jest społeczeństwu - mniejsza o to. Byleby się nie wychylała i nie była nadmiernie szkodliwa...

Co się dziwić, że liczba dzieci spada..? Skoro ZAKŁADA SIĘ, że te dzieci mają być "dla rodziców", mają im "szczęście dawać"..?

Tyle, że problemem nie są takie a nie inne uciążliwości lub radości z posiadania dzieci. Problemem, a właściwie szaleństwem - jest samo to założenie...

11 komentarzy:

  1. Jak to dobrze, że urodziłam się w czasach, kiedy mogę zrezygnować z dzieci. No, znaczy się, już nie mogę, bo zaszłam w ciążę, ale wiesz o co chodzi. Pożyteczność dla społeczeństwa, brrrr. Odrażające. Człowiek jako trybik w maszynie, jako pracująca mróweczka, która ma zapieprzać dla dobra systemu - ohyda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Obowiązki stanu" są obiektywne i łatwe do parametryzacji. A subiektywne poczucie szczęścia jest... subiektywne właśnie! NICZEGO nie da się na czymś tak ulotnym i niedefiniowalnym zbudować. To w ogóle ułuda jest. Choćby dlatego, że najczęściej prawdziwie szczęśliwym jest ten dopiero, kto nie ma czasu o tym myśleć...

      Usuń
    2. Cywilizacje budowały "się" właśnie na subiektywnym pragnieniu polepszenia swojego losu. Owszem, zawsze istniała jakaś grupa ogłupionych propagandą np. kapłanów konformistów, którzy nie polepszali swojego bytu ani nie wyzwalali się z niewoli, bo uważali, że nie ma co się buntować przeciwko światu. Ale im mniej takich, tym lepiej. Może nie dla cywilizacji, ale przynajmniej dla jednostek.

      Usuń
    3. Nie wiesz, na czym budowały się cywilizacje...

      Usuń
    4. Wiem, że większość ludzi kieruje się raczej dobrze skrywanym egoizmem niż autentyczną chęcią bycia pożytecznym.

      Usuń
    5. To nie ma żadnego znaczenia jak długo robią, co do nich należy. "Mądrość cywilizacji" na ogół przewiduje stosowne uchyłki, wyszalnie i bezpieczniki zarówno dla egozimu, jak i dla (nadmiernego) altruizmu. Najwidoczniej nie zrozumiałaś tekstu. Po prostu "dawniej" nie było KONIECZNEGO związku między "tym co się robi" - a "tym, jak się czuje". Sztuka "dobrego życia" na tym polegała, aby swoje obowiązki rzetelnie wykonywać - i czuć się zarazem pogodzonym z losem i szczęśliwym. Obecna "niezgoda na los" skazuje ogromną większość ludzi, którym ani talentu, ani heroizmu nie staje na to, aby coś rzeczywiście pożytecznego zrobili, na egzystencję albo całkowicie bezmyślną i bezcelową, albo na próżne miotanie się. Bo "pogodzenie się z losem" jest zwyczajnie dużo łatwiejsze i dużo skuteczniejsze jako sposób na szczęście, od próżnego buntu...

      Usuń
    6. W wielu przypadkach ten bunt uwieńczony jest sukcesem. Mnie w każdym razie ludzie, którzy szli własną drogą, wydawali się szczęśliwsi niż ci, którzy nie śmieli wyjść z utartych kolein.

      Oczywiście teraz możesz powiedzieć, że żadnych badań odnośnie korelacji "bycia szczęśliwym" z "byciem pożytecznym" nie robiono. Fakt. Opieram się wyłącznie na lekturze książek i artykułów o szczęśliwych "odmieńcach", nie na statystyce.

      Usuń
    7. Potrafisz zdefiniować "sukces" takiego "buntu"..? Podczas gdy sukces w "wypełnianiu obowiązków stanu" rozumie się sam przez się...

      Usuń
    8. Sukcesem jest właśnie to subiektywne poczucie szczęścia. Spełnienia. Poczucia, że jest się moralnym człowiekiem. Jak zwał, tak zwał. W końcu dla każdego z nas osobna liczy się to, co CZUJEMY, prawda? Bo jeśli czujemy się źle, to co nas może obchodzić, że żyliśmy - wg innych - właściwie?

      Usuń
    9. Subiektywne poczucie jest... subiektywne! Każdy odpowiada za własne. Nie ma tu żadnej "wspólnej platformy" i niczego nie da się porównać. Ergo - nie jest to w ogóle kwestia do rozważania jako "siła kulturotwórcza". Nie jest to właściwie kwestia do jakichkolwiek rozważań...

      Usuń
    10. Sorry, ja tylko wyraziłam na początku zadowolenie, że żyję w takich, a nie innych czasach. Dawniej potępiano by mnie za egoizm, nieposłuszeństwo, niemoralne prowadzenie się, musiałabym się ukrywać z tym, że mam w d...e dobro państwa i narodu...

      Usuń