Blog główny

piątek, 20 maja 2016

Subiektywne i obiektywne

Nie kijem go, to pałką. Wczoraj mnie Państwo nie zrozumieliście. Wytłumaczę zatem jeszcze raz. Powolutku. Krótkimi zdaniami.

Chodzi o ludzkie szczęście. Subiektywnie odczuwane. Kwestia "praw zwierząt" kompletnie mnie nie obchodzi. Sprawa czyjejkolwiek "emancypacji" ma znaczenie tylko o tyle, o ile wiąże się z tematem zasadniczym. A wiąże się, na ogół, negatywnie. Im więcej "emancypacji", tym mniej "szczęścia". Dlaczego? Poczytajcie sobie o problemach behawioralnych psów. O tym, jak odchorowują nadmierną uległość swoich panów. Nadskakiwanie z ich strony. Jak ich to wpędza w nerwice. Pozbawia poczucia bezpieczeństwa. Człowiek też zwierzę stadne. W ogromnej większości ludzie czują się lepiej gdy kto inny podejmuje decyzje. Oraz ponosi za nie odpowiedzialność. 

To jest fakt. O który nie zamierzam się spierać. Podobnie jak nie zamierzam się spierać o dzisiejszą pogodę. Patrzę przez okno i widzę: niebo jest bezchmurne...

Owszem, niektórzy ludzie nie lubią być rządzeni. Zwykle - sami lubią rządzić. W ramach "emancypacji" są może mniej nieszczęśliwi niż byliby - dopóki rządzić nie mogą. A co, gdy właśnie dorwali się do władzy..? Nie będą jej, uważacie, rozszerzać per fas et nefas..? Nie są nieszczęśliwi jeśli im się to nie udaje..?

Inna rzecz, że nie udaje się rzadko...

Rzeczywistość jest obiektywna. Samopoczucie, w tym szczęście lub nieszczęście - jest subiektywne. Ból chłopa, któremu właśnie zdechła ostatnia kulawa krowa, baba ma suchoty, a ostatnie żywe dziecko kołtun, to ból subiektywny. Ból "korposzczura" pominiętego w awansie, gonionego przez kredyty, którego wiecznie "nie stać" nawet na pierwsze dziecko, to również ból subiektywny.

Obiektywnie ten drugi jest pewnie z 1000 razy bogatszy od tego pierwszego. Czy to w jakikolwiek sposób zmniejsza jego subiektywny ból..?

Obiektywnie jesteśmy bogatsi niż nasi przodkowie 1000 lat temu, 100 lat temu, czy nawet 20 lat temu. Czy jesteśmy subiektywnie szczęśliwsi?


Trudne pytanie. Bo jak to zmierzyć? Jeśli liczbą czynników potencjalnie powodujących subiektywne poczucie nieszczęścia - to twierdzę, że 

ludzkość nigdy jeszcze nie była tak nieszczęśliwa jak obecnie.

Dlaczego tak twierdzę?

Dlatego, że trudno o poważniejszy powód do bycia nieszczęśliwym niż rozczarowanie. A kto jest częściej i bardziej rozczarowany? 

Ten, kto nie oczekuje wiele, poprzestaje na małym i potrafi się cieszyć tym, co ma? 

Czy ten, kto stale chce więcej. Ciągle mu mało. Nigdy nie usiedzi na miejscu. A kiedy usiądzie - zaraz go dopada poczucie winy, że siedząc "nie rozwija się", "nie dokonuje samorealizacji", "nie czyni postępów"? Ten, kto osiągnąwszy cel, który sobie wyznaczył (własne mieszkanie - na kredyt; wakacje na Krecie; start w triatlonie...) nieodmiennie odkrywa, że satysfakcja mija błyskawicznie - i pozostaje tylko niedosyt, który pcha dalej i dalej, wciąż w kołowrocie..?

Dawniej wielu ludzi poprzestawało na małym i potrafiło się cieszyć tym, co mieli. Sam pamiętam mojego dziadka... A i kultura i filozofia i religia to samo powtarzały ludziom - że winni ograniczać potrzeby, cieszyć się tym, co mają i za wszystko co ich spotyka dziękować Bogu. Pewnie. Większość traktowała to tak samo powierzchownie jak dziś większość traktuje każdą reklamę. Ale coś zostawało. Tak samo jak dziś coś zostaje z każdej reklamy. Gdyby nie zostawało nic - kto by płacił za robienie reklam..?

Ogrom subiektywnego nieszczęścia jest wprost proporcjonalny do mas obiektywnego dobrobytu. Bo przecież my się z dnia na dzień bogacimy naprawdę, a nie w marzeniach. Czy łatwo jest w tej sytuacji o samoograniczenie? Czy wiara w to, że jutro będzie jeszcze wspanialsze, nie wydaje się naturalna?

A że marzenia zawsze wyprzedzają rzeczywistość? Że każdy kiedyś w końcu przegra - jeśli nie z czym innym, to z własnym ciałem, które zestarzeje się, zbrzydnie i umrze? Że smak prawdziwego sukcesu nie umywa się do smaku marzeń o sukcesie, to...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz