Blog główny

środa, 11 maja 2016

Stan stacjonarny

Podręczniki szkolne, literatura, w tym literatura popularna, kino - jednym słowem: wszystkie narzędzia, jakimi dysponuje kultura - wartościują pozytywnie tzw. "postęp". Rozumiany bardzo różnie, nad czym tutaj jednak pochylać się akurat nie zamierzam. Grunt, że wedle kultury współczesnej lepsze jest zawsze to co nowsze, a przyszłość powinna być wspanialsza od teraźniejszości, która z kolei nieodmiennie lepsza jest od przeszłości.

Ten ostatni pogląd (odnośnie wspanialszej przyszłości) poniekąd chyba się na naszych oczach właśnie załamuje. Pytanie co prawda, czy nie dzieje się tak dlatego tylko, że sami jesteśmy coraz starsi..? Co o tym sądzą ludzie DZIŚ młodzi? Spodziewają się naprawdę żyć "lepiej" od swoich rodziców..?

Kultura współczesna, oceniając przeszłość, pozytywnie wartościuje te epoki, które ocenia jako "postępowe", a negatywnie te, które uważa za "wsteczne" bądź "stagnacyjne". Te oceny co prawda zwykle nic nie mają wspólnego z rzeczywistością, ale to temat na osobne rozważania i nie o to tu chodzi.

Chodzi o to, że epok uważanych za "stagnacyjne" jest w dziejach ludzkości znacznie więcej niż "postępowych" i trwają zwykle znacznie, ale to znacznie dłużej.

W sumie to cała nasza "cywilizacja techniczna", od odlania pierwszego miecza z brązu począwszy, nie zbliżyła się jeszcze do czasu trwania "stagnacyjnego" neolitu, a paleolit to wciąż 9/10 znanych dziejów ludzkości...

Kultura współczesna uważa te długie "okresy zastosuje" za już to czas mozolnego przygotowania dzisiejszego "wzlotu" ludzkości - już to za ślepe, błędne manowce, na które ta lub owa część ludzkości zbłądziła (jak np. uważane popularnie za niezmiernie wręcz "stagnacyjne" Bizancjum - co kompletnie, co prawda, mija się z prawdą, ale wiele mówi o współczesnej kulturze...).

Tak się zastanawiam od pewnego już czasu - a na chol..rę nam cała ta napinka, ten stres, "wzlot" i "postęp"..? Nie fajniej byłoby pogrążyć się w ciepłym bagienku umysłowej, technicznej i kulturowej stagnacji, ze spokojem odtwarzać bezpieczne i sprawdzone wzorce wypracowane przez zapomnianych już nawet z imienia przodków, pilnować ortodoksji, w poczucie słuszności i prawa wieszać lub palić na stosach burzących spokój ludu nowatorów, zbytnio się nie przemęczać ani nie gimnastykować..?

Bo, tak szczerze pisząc, jak się nad tym na spokojnie zastanowić, to dla zaganianego w kieracie korporacji jak szczur w kołowrotku sararimana, cała ta "stagnacja" w formie, w jakiej to opisuje współczesna kultura popularna - to wcale nie jest zła propozycja...


Hmm... Czy stąd się przypadkiem nie bierze we współczesnej literaturze popularnej triumf fantasy (która jest, zasadniczo, czystym eskapizmem...) nad "hard sf"..?

A że - jak już kiedyś pisałem i to chyba nawet na tym blogu - tak naprawdę to tzw. "nadbudowa" jest pierwotna, a "baza" wtórna (innymi słowy, ludzie najpierw muszą czegoś chcieć,  żeby potem zrealizować to coś w rzeczywistości...), to pytaniem jest tylko - JAKI "stan stacjonarny" w najbliższej przyszłości zrealizujemy..?

Będzie to eurosocjalizm - czy islamski feudalizm (z niewolnictem, eunuchami, haremami, itp.)? A może jednak uda się stworzyć jakiś pastisz feudalizmu chrześcijańskiego..?

8 komentarzy:

  1. Tylko czy stan stacjonarny jest jeszcze w ogole mozliwy?Za duzo nas-w stanie stacjonarnym zuzyjemy wszystko co jest na danym poziomie technologinczym dostepne(surowce itp)w pare dekad a potem w serii wojen cofniemy sie do neolitu.Nie zeby wyscig szczurow mi sie podobal ale juz chyba nize mozemy sie z niego wycofac-no chyba ze NA DZISIAJ wysterlizujemy 90% ludzkosci.

    Piotr34

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzrosty demograficzne z lat 60-tych, które tak przerażały autorów niesławnych "raportów dla Klubu Rzymskiego" są już dawno za nami. Poza Afryką populacja jest stacjonarna lub wręcz spada (nigdzie na "bogatej Północy" nie ma nawet zastępowalności pokoleń, nawet w Iranie jest już tylko 1,84 dziecka na kobietę...), a Afryka jest wciąż bardzo pusta (ok. 40 os/km2 - prognozuje się podwojenie tej gęstości zaludnienia do końca stulecia...).

      Usuń
    2. NO wie Pan,upadek to tez NIE jest stan stacjonarny.Choc chyba mowimy troche o czym innym-ja bardziej o technologii-przy probach zachowania obecnego poziomu zycia nawet jak nam populacja spadnie o 50% to i tak spalimy surowce kopalne za kilkadziesiat lat a potem z braku nowej technologii energetycznje pojdziemy na dno az osiagniemy stan stacjonarny neolitu albo cos kolo tego.Nie jestem jak Pan byc moze pamieta entuzjasta teorii Peak Oil ale przy braku rozwoju technologincznego kiedys przeciez w koncu tej ropy i gazu zabraknie.Mialby oczywiscie stan stacjonarny swoje plusy(oslabl by wyscig szczurow)ale na dluzsza mete tego nie widze-mam WRAZENIE ze jak juz sie wejdzie na poziom cywilizacji przemyslowej to mozna sie tlyko rozwijac lub zwijac ale NIE trwac.I my sie zreszta CHYBA wlasnie zwijamy a Afryka...ktoz wie?(populacj im rosnie ale cala reszta to megaprowizorka).

      Piotr34

      Usuń
    3. To jest dość skomplikowane. Mam wrażenie, że większość futurologów uważa stan "wzrostu wykładniczego" za niemożliwy do utrzymania na dłuższą metę. Oprócz potencjalnej zapaści energetycznej, grozi nam też "bomba megabitowa" - właściwie to przecież na co dzień widzimy skutki jej eksplozji w postaci niczym nie powstrzymanego zalewu bzdur, który szturmuje nas wszystkim dostępnymi "środkami przekazu". Jak się z tego wyplątać, rzecz jasna, nie wiadomo, ale proste prognozy, oparte na ekstrapolacji trendów istniejących załamują się w bardzo nieodległym horyzoncie czasowym. Co jest za tym "punktem osobliwości" Bóg jeden raczy wiedzieć - może być nowe stadium jeszcze szybszego wzrostu, opartego na technologiach (przede wszystkim informacyjnych!), które dla nas dziś są egzotyczne - a może być właśnie: załamanie i powrót do jakiegoś "stanu stacjonarnego".

      Fakt, że Kosmos, w zasięgu naszych obserwacji, nie wygląda na zasiedlony przez jakąś prastarą, a szalenie rozwiniętą cywilizację jest dość ważkim argumentem za twierdzeniem, iż cywilizacje po dojściu do owej "osobliwości technologicznej" czeka taki lub inny uwiąd albo zaskorupienie.

      Usuń
    4. Natomiast jesli rozumiec stan stacjonarny wasko(jak Pan zdaje sie sugeruje)czyli tlyko od strony demografii to pewnie daloby sie to jakos "zorganizowac"-nie widze problemu.Ale mnie tu aspekt rozwoju(lub nie)technicznego i naukowego bardziej interesuje-o ile pamietam to Pana ulubiony Lem tez o tym pisal szukajac ucieczki w "hodowli informacji"(coz to byl za genialny/szalony koncept).

      Piotr34

      Usuń
    5. "Hodowla informacji" nie rozwiązuje, niestety, tak do końca problemu "bomby megabitowej". Być może tak, jak to sobie Lem wyobrażał, możliwe jest stworzenie "sztucznego środowiska", które będzie za nas dokonywać odkryć i życie nam ułatwiać. Ale taki "sztuczny, przyjazny świat" bardzo szybko, od początku właściwie, sam będzie zbyt skomplikowany, abyśmy byli w stanie go pojąć i skutecznie nim zarządzać. Siłą rzeczy - będziemy musieli mu zaufać ślepo, samemu pogrążając się w jakimś ogólnoplanetarnym eskapizmie (co jest swoistą odmianą "stanu stacjonarnego" - taką technologiczną wersją "raju ziszczonego"...). Nowsi autorzy entuzjastyczniej niż Lem odnoszą się do projektu autoewolucji człowieka - ale ja się z Mistrzem zgadzam, że to koniec końców wszystko jedno, czy się od razu adoptuje jakiegoś "kwantowego myśliciela" i popełni (być może nawet przyjemne...) samobójstwo, czy też stopniowo samemu się w takowego przemieni - różnica między tymi dwiema drogami jest czysto estetyczna.

      Usuń
  2. Feudalizm chrześcijański powiadasz. Jeśli w roli chłopa pańszczyźnianego, to ja podziękuję. Zdecydowanie bliższy mi współczesny eurosocjalizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem z eurosocjalizmem jest natury estetycznej. To po prostu wyjątkowo mało inspirująca ideologia...

      Usuń