Blog główny

wtorek, 31 maja 2016

Proces kołowy

Czy dzieje są procesem kołowym..? Ongiś tak powszechnie uważano. Po "wieku złotym", lokalizowanym w mgle mitów przychodził "wiek srebrny", a po nim "wiek żelazny" - następował upadek, a potem historia się powtarzała.

Od połowy XVIII wieku wśród tzw. "elit", a od połowy wieku XX także wśród prostego ludu upowszechniło się przekonanie, że dzieje to wzrost: wielkości, wspaniałości, łatwości, dobrobytu. Liniowy, momentami wręcz wykładniczy.

Od dawna przekonanie to wydaje mi się nader wątpliwym.

Ale żeby dowodem na cykliczność dziejów dać się zirytować..?

No cóż...

U początków ludzkiej cywilizacji prawie każdy musiał prawie wszystko zrobić samemu. Bo ludzi było niewielu i specjalizacja nie popłacała.

A współcześnie..? Współcześnie wprawdzie TEORETYCZNIE specjalizacja postępuje szybciej i głębiej niż kiedykolwiek wcześniej - ale jak chcesz mieć coś zrobione DOBRZE, a nie byle jak - musisz to zrobić samemu.*

Z rzeczy ważnych - przerażenie ogarnia mnie na myśl (nader, póki co, teoretyczną...) o posłaniu dziecka do szkoły. Jakiejkolwiek szkoły. Nie słyszałem, żeby w ogóle istniały współcześnie szkoły, do których można mieć choćby minimalne zaufanie... Telewizora w domu nie planujemy - bo takiej stacji telewizyjnej, do której można by mieć przynajmniej MINIMALNE zaufanie, że nie pokaże czegoś ewidentnie szkodliwego, nie ma z całą pewnością!

Z rzeczy codziennych - jak chcesz zreperować 24-letni samochód, musisz to robić sam. Bo inaczej zapłacisz taczkę pieniędzy, a i tak - wyjedziesz z warsztatu wozem, który się do niczego kompletnie nie nadaje. Jak ja wczoraj naszym Patrolem. Który nawet już ma hamulce, a i owszem. Silnik ma piękny dźwięk, nie powiem. I wygląda ładniej (ach, to sreberko w sprayu...). A jeździć nim i tak - nie można.

Bo Mistrz zamienił druciki w kostce przy prawym reflektorze. I teraz można mieć albo prawe długie, lewe krótkie, albo lewe długie, prawe krótkie. I na dodatek jest zwarcie i prąd "ucieka", od czego akumulator rozładowuje się w kilka minut. I to jest, zdaniem Mistrza, drobiazg - on przecież swoje zrobił, ciężko się napracował. A że mnie nic z tego, bo i tak samochodem jeździć nie mogę..?

Przecież śrubokręt i kombinerki mam...

-----------------------------------------------------------------------------
*Odnoszę nieodparte wrażenie, że tak marna jakość usług współcześnie, to właśnie jest SKUTEK zbyt daleko posuniętej specjalizacji. Mamy, być może, świetnych onkologów, pediatrów, ortopedów - ale prawie w ogóle nie mamy już LEKARZY. Którzy widzieliby całego pacjenta, a nie tylko kawałek jego tkanki. Mamy też świetnych mechaników wyspecjalizowanych w silnikach, czy w zawieszeniach, albo w elektryce - ale samochód nie pojedzie tak samo bez silnika, jak bez zawieszenia czy bez prądu.

Z całego tego przyrostu specjalistycznej wiedzy i sprawności - jaki pożytek, skoro pacjenci umierają nie zdiagnozowani i nie leczeni w kolejkach do kolejnych specjalistów - a stare i naprawdę solidne samochody nie jeżdżą z powodu "drobiazgów"..?

A nawet jeśli, koniec końców, jakoś się daje to wszystko połączyć - to, mnie przynajmniej, coraz trudniej przychodzi to bez popadania w białą furię...

Na pocieszenie:


Zdjęcie Krzysztofa Milewskiego

8 komentarzy:

  1. "ale jak chcesz mieć coś zrobione DOBRZE, a nie byle jak - musisz to zrobić samemu.*"

    Tez to zauwazylem ale czy nie wyciaga Pan nieco zbyt daleko idacych wnioskow z tego dosc banalnego w sumie faktu?Moim zdaniem to po prostu zwykle robienie klienta w balona aby przyjechal kolejne 10 razy-jak sie nie zna(a wiekszosc sie nie zna)to bedzie zlorzeczyl ale przyjedzie.Tudziez fakt ze obecnie zainteresowania i wyksztalcenie na ogol nie maja nic wspolnego z wykonywanym zawodem-mozna sobie byc geniuszme ekonomi a bez tzw.plecow i tak bedzie sie naprawiac(a raczej wlasnie "naprawiac")stare samochody albo "klasc" plytki w lazienkach.Tzw."wrong jobs" to na pewno prosty przepis na katastrofe gospodarcza ale chyba nie az na upadke cywilizacji?

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem polega na tym, że z każdym kolejnym doświadczeniem tego rodzaju wzbiera w człowieku ochota, żeby rzucić to wszystko w Dyabły, zaszyć się w głuszy i co najwyżej od czasu do czasu wysyłać listy naszpikowane ładunkami wybuchowymi - jak pewien Amerykanin o polskim nazwisku parę lat temu.

      Bo po jaką nam cholerę taka cywilizacja? No po jaką..?

      Usuń
    2. Taka ochota to wielu nachodzi tylko ze to nic by nie dalo oprocz przykrecenia sruby zamordzymu.Sadze(mam nadzieje?)ze "klapanie dziobem" na blogach ma lepszy(choc mniej spektakularny)efekt.
      A cywilizacja i tak sie konczy-warto by bylo nie skonczyc sie razem z nia-i po to potrzebni nam sa nasi lokalni populisci.

      Piotr34

      Piotr34

      Usuń
  2. Czytam blogi emigrantów, różne artykuły - i wiem już, że nie wszędzie panuje mentalność taniego cwaniaczka, który naciąga klienta na kolejną naprawę (czegokolwiek). To jest przywara ludów prymitywnych, skorumpowanych, pozbawionych moralnego kręgosłupa. Tyle o naciągaczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka mentalnosc jest pochodna warunkow ekonomicznych(wielu lat biedy i dziadowania).Przed kryzysem roku 2008 pracodawcy w w UK byli do rany przyloz a sklepy czy warsztaty samochodowe byly uczciwe i bezproblemowe.Ale po kryzysie tort do podzialu sie zmniejszyl i pracodawcy juz nie sa tacy slodcy a sklepy ZAWSZE probuja cie okantowac(czy to na towarze czy na dostawie czy jeszcze na czyms).Mam rodzine w Niemczech i oni mowia to samo.Emigranci...nieco koloryzuja a pewnych rzeczy chyba NIE CHCA zauwazac.Nie jest tu(UK)jeszcze tak zle jak w PL ale trend jest dosc oczywisty(zreszta kiedys,bedzie z 7-8 lat temu jednemu Angolowi to przepowiedzialem to sie smial-juz sie nie smieje tylko ciagle narzeka).

      Piotr34

      Usuń
    2. @Kiro

      Na pewno nie jest tak jak piszesz w SE Azji. Do tego Chiny... Czy to lud prymitywny, a podobnego rodzaju przygody (zjeść człowieka żywcem mogą jeśli da się im szansę) - cena za towary czy usługi do 10x to co płacą lokalesi...

      Usuń
    3. @ Wojciech Majda

      Nie wiem, jak jest w Chinach.

      Usuń
  3. @Jacek

    mam podobnie jak Ty z samochodem, tylko, że u mnie chodzi o pompę wodną. Pierwsza kupiona w sklepie była fabrycznie spieprzona, z drugą, wymienioną też jest coś nie tak...

    OdpowiedzUsuń