Blog główny

czwartek, 19 maja 2016

Największe kłamstwo

Przez ponad dwa tysiące lat znanych nam dziejów myśli ludzkiej, choć wymyślono tysiące różnych recept na szczęście, na ogół wszystkie te recepty sprowadzały się do formuły, dzięki której człowiek mógłby pogodzić się z rzeczywistością. Na przykład - zaakceptować własną śmiertelność. Albo własne ubóstwo. Albo chociaż to, że jakiekolwiek szczęście by go nie spotkało - szczęście to nieuchronnie kiedyś się skończy. Podczas gdy nasze nieszczęścia potrafią trwać przy nas wiernie - do samego końca. Naszego, nie ich..!

Oczywiście, przez te tysiące lat, wśród tysięcy różnych recept na ową formułę szczęścia, zaistniało bardzo wiele pomysłów radykalnie sprzecznych. Na ścianie kościoła św. Trójcy w Grabowie nad Pilicą, gdzie wstąpiliśmy rano, aby uczcić święto Chrystusa Króla wypatrzyłem, wśród listy innych cnót, także cnotę "umiarkowania". Jak się Ojcom Kościoła udało owo arystotelesowskie "umiarkowanie" wpleść w osnowę chrześcijaństwa - pozostaje niemałą zagadką filozoficzną! "Umiarkowanie" pierwotnie, w myśli greckiej, oznaczało nie tylko miarkowanie własnych apetytów (to rzecz oczywista - niepohamowane uleganie apetytom kończy się bólem...), ale też - "umiarkowanie w cnocie" w tym sensie, że poza pewną granicą, człowiek mógł np. zrezygnować z życia, jeśli żyjąc dalej, miałby znosić  coś, co uznał za nie do zniesienia. Jak również - powinien sobie także od czasu do czasu pofolgować, żeby nie przeciągnąć struny...


Chrześcijaństwo takie rozumienie "umiarkowania" odrzuca - posuwając się do ekstremizmu niemalże nie spotykanego: chrześcijanin powinien wytrzymać wszystko, co tylko złego mu się przydarzy.

W tym sensie, konsekwentne chrześcijaństwo godzi człowieka ze światem radykalniej niż jakakolwiek znana mi filozofia. Podkreślam owo godzenie nie bez powodu. 

Największe kłamstwo współczesnego świata polega na tym, że ludzie zdają się wierzyć, iż pogodzenie się ze światem nie tylko nie jest potrzebne, ale wręcz - że ich ogranicza. Że właśnie POWINNI nieustannie świat zmieniać, ze światem wojować, "samorealizować się" (bez oglądania się na innych, na swoje obowiązki, na całą resztę świata...), "dokonywać ekspresji osobowości" - i co tam jeszcze "amerykańscy uczeni" nie wymyślili...

Jeśli potrzeba Wam dowodu na działanie w naszym pięknym świecie Ojca Kłamstwa - to właśnie to. Bo czyż absurdalność takiego pomysłu, jak mu się przyjrzeć staranniej, nie jest oczywista..?

24 komentarze:

  1. Jak to dobrze, że nie każdy woli gnić bezmyślnie i cierpiętniczo w owym "pogodzeniu się" ze światem. Gdyby nikt nie chciał niczego zmieniać, to ciągle mielibyśmy niewolnictwo, niepodważalną władzę ojca rodziny czy monarchię. Nikt Cię nie zmusza, Jacku, żebyś cokolwiek robił, ale przestań już usprawiedliwiać swoją totalną bierność i obojętność na problemy świata jakimiś ideami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 99% problemów tego świata wynika z idei jego zmiany!

      Usuń
    2. To tylko dowodzi, że ulegasz przesądom i poddajesz się presji mainstreamowej kultury. Która konsekwentnie ignoruje koszty tzw. "postępu"...

      Usuń
    3. Poza tym, skoro mówimy o "formule szczęścia". Kto ma większe szanse na bycie szczęśliwym - ktoś kto akceptuje świat i swoje w nim miejsce - czy ktoś, kto kopie się z koniem i wciąż próbuje coś zmieniać - z zasady: bezskutecznie..? A ma to PRZEDE WSZYSTKIM bardzo podstawowy wymiar materialny. Przez tysiąclecia "ekonomia" była sztuką racjonalnego OGRANICZANIA ludzkich potrzeb tak, aby do ich zaspokojenia wystarczyło posiadanych zasobów. Od pewnego czasu rozumie się pod tym pojęciem nieograniczone rozdmuchiwanie tychże potrzeb - w naiwnym przekonaniu, że zasobów wystarczy...

      Usuń
    4. @ Jacek Kobus

      "Kto ma większe szanse na bycie szczęśliwym - ktoś kto akceptuje świat i swoje w nim miejsce [...]"

      Nie zakłócone ani jedną refleksją szczęście sytego kota wygrzewającego się na słońcu.

      "[...] czy ktoś, kto kopie się z koniem i wciąż próbuje coś zmieniać - z zasady: bezskutecznie..?"

      Kolejna bzdura. Świat się ZMIENIA. Cały czas. Wielu polegnie w swoich wysiłkach uczynienia go lepszym miejscem do życia, ale paru odniesie sukces.

      A że niejeden "ulepszacz" się pomyli? Pomyłki są wpisane w działanie. KAŻDE. Jak rozumiem, Ty się ich śmiertelnie boisz i dlatego fanatycznie obstajesz przy nicnierobieniu. No i dobrze. Nie rób nic. Masz do tego święte prawo. Tylko po cholerę ta ideologia?


      Właśnie podliczyłam (naprędce) plusy i minusy naszych czasów. Nie jestem ślepa na błędy, wypaczenia, etc. Zapraszam do siebie, możesz mnie skrytykować.

      Usuń
    5. Umiarkowanie jest w porzadku ale czyz Pismo nie mowi ze zamiast godzic sie ze swiatem mamy go sobie podporzadkowywac?(chocby poprzez prace ktora chcrzescijanstwo niemal gloryfikuje czego starozytnosc zdaje sie nie znala).

      Piotr34

      Usuń
    6. Świat zmienia się w sposób nieopanowanie chaotyczny i nikt i nic nie jest w stanie udowodnić, że te zmiany nie skończą się jutro popołudniu globalną katastrofą. Nie "niejeden", ale KAŻDY "ulepszacz" się z definicji myli - bo nie znam przykładu takiego "programu naprawy świata", który by nie dał efektów zgoła przeciwnych głośno proklamowanym celom i oczekiwaniom autorów. To, że niby "teraz jest lepiej niż zawdy", to w ogromnej większości tylko propaganda - bo "lepiej" to może jest pod względem materialnym - ale z tego nie wynika ani trochę, że ludzie się CZUJĄ choć odrobinkę lepiej niż czuli się 400, 500 czy 1000 lat temu.

      Że Tobie wydaje się inaczej?

      Postrzegasz przeszłość przez pryzmat (kiepskiej) literatury i (marnych) programów tv. A jedno i drugie skupia się na jakichś incydentalnych horrendach, dziwactwach, ciekawostkach. Prawda jest taka, że ludzie rodzili się, cierpieli i umierali - i teraz tak samo rodzą się, cierpią i umierają. Tylko dawniej kultura im nie wmawiała, że mogą być piękni, młodzi, bogaci i nieśmiertelni - bo nie mogą! I NIGDY nie będą mogli.

      Usuń
    7. Panie Piotrze,

      Czym innym jest taka praca, o której mowa w Księdze Rodzaju - a czym innym "zmienianie świata", o którym mówi np. "Międzynarodówka"...

      Usuń
    8. @ Jacek Kobus

      To TWOJE oceny. Istnieją gorsze i lepsze okresy, gorsze i lepsze miejsca do życia. Ja wolę żyć w Europie 2016 niż w Arabii Saudyjskiej bądź Europie sto lat temu. Wolę żyć w świecie, w którym jestem równa mężczyźnie, przyroda jest pod ochroną, a Kościół stracił - choć pewnie nie na zawsze - swój autorytet. Co o tym myślisz, - Twoja sprawa. Tylko nie wmawiaj mi takich bzdur, że to i tak wszystko jedno. TOBIE jest wszystko jedno. Nie innym. Nie tym, których dzisiejsze czasy wyemancypowały.

      Usuń
    9. @ Piotr 34

      Kto jak kto, ale zagorzali chrześcijanie jak najbardziej zmieniają świat (zgodnie z własnym widzimisię). Co jak co, ale bierność z pewnością nie była ich przywarą. Z tym że oni na początku zmieniali świat wyłącznie nauczaniem, moralizowaniem.

      Usuń
    10. Naprawdę uważasz, że "emancypacja" to takie oczywiste i jednoznaczne "dobro"..?

      Przecież to - TEORETYCZNIE - oznaczać powinno także wzięcie odpowiedzialności.

      Wielu znasz ludzi chętnie ponoszących odpowiedzialność..?

      To, co Ciebie cieszy, dla innych - dla zdecydowanej większości - GDYBY traktowali to poważnie, byłoby tylko źródłem cierpienia.

      Na szczęście zdecydowana większość "wyemancypowanych" z radością i bez wahania wymienia swoją "emancypację" na piwo, grill i taniec z gwiazdami. Dla nich "na szczęście" - bo już się tym więcej nie muszą kłopotać.

      Dla Ciebie może mniej. Jako "emancypantka" sto lat temu byłabyś oryginałem i ciekawostką i, przy odrobinie szczęścia, mogłabyś robić za "celebrytkę" w stosunkowo bezpiecznym i poukładanym świecie, ceniącym indywidualność. A tak - masz piwo, grill i taniec z gwiazdami jak wszyscy inni. I ciesz się. Bo, słusznie zauważasz, że i ten "luz" jest raczej chwilowy...

      Usuń
    11. Pewnie, że większości ludzi wystarczy soft porno, grill, gromadka kumpli i prawo do obśmiania klechy, geja czy jakiegoś celebryty. Ale właśnie - kiedyś nawet takiej wolności, wolności do mówienia i robienia, co się chciało (w granicach dobra drugiego człowieka) nie było. Nie martwmy się zatem, co ludzie robią z tą całą wolnością. Ważne, że jeszcze jakaś jest.

      Być może cała ta dzisiejsze indywidualność to mrzonka, gdyż mamy dyktat mody, hipsterów i "elyty". Ale ja w tym uczestniczyć nie muszę. :)

      Usuń
    12. Błąd! Większości ludzi nie wystarczy piwo, grill i taniec z gwiazdami. Gdyby przyznali, że im to wystarcza - musieliby uznać, że są gorsi od tych, którzy wolą bardziej wyrafinowane rozrywki. A tego en mass nie należy się po ludziach spodziewać.

      Dlatego większość ludzi nie tylko zadowala się piwem, grillem i tańcem z gwiazdami - ale też robi co może, aby nic innego w zasięgu wzroku nie było. Żeby wszyscy byli tacy sami.

      Co po raz pierwszy zaobserwowano 2500 lat temu. Przy okazji procesu niejakiego Sokratesa...

      Ergo: cała ta "emancypacja" to nic nowego. I wiemy z góry, jak się skończy...

      Usuń
    13. @ Jacek Kobus

      Mylisz się: nie będzie żadnego końca. Przyjdzie po prostu kolejne nowe. Lub stare w przebraniu nowego. A potem nadejdzie kolejna zmiana, i kolejna... I tak dalej. Obyczaje nie zastygną raz na zawsze, ludzie będą wciąż usiłowali zmienić świat (bliźnich). I mnie się to podoba. Podoba mi się walczący ze statkami wielorybniczymi Paul Watson, podobała mi się walcząca o życie goryli górskich Dian Fossey, podobają mi się ci wszyscy ludzie walczący o prawa niepełnosprawnych, chorych nieuleczalnie, dzieci, etc.

      Pewnie, że nasz świat, świat białego człowieka, toczy rak uniformizmu. Ale nawet tych mód i trendów jest tak wiele, że na upartego, jak by się nie chciało być totalnym dziwakiem, to można sobie COŚ wybrać.

      Usuń
    14. Koniec to przyjdzie na cały ten współczesny luz i "emancypację". Już przychodzi. A co będzie dalej, nie wiadomo.

      Usuń
    15. Istotne, że COŚ będzie. Czyli ten "koniec" to nie będzie żaden koniec.

      Usuń
    16. Koniec świata zawsze jest możliwy. Poniekąd, kiedy modlimy się słowami "przyjdź królestwo Twoje" - sami o to prosimy!

      "Koniec na luz i emancypację" to koniec. Luzu i emancypacji. Będzie pewnie jakiś powrót do tradycji - naszej własnej, socjalistycznej lub muzułmańskiej. Albo coś zupełnie innego. Ale luzu i emancypacji już nie będzie. Możesz powoli przywdziewać po nich żałobę...

      Usuń
    17. Nie przywdzieję żałoby po czymś, co jeszcze nie raz umrze i jeszcze nie raz się odrodzi.

      Usuń
    18. Osiągnęliśmy przynajmniej pewien postęp w dyskusji. Zgodziłaś się, że "postępu" nie ma. Co najwyżej można mówić o pewnego rodzaju ruchu kołowym...

      Usuń
    19. Postęp jest, gdyż PEWNE rzeczy (szczegóły) zmieniają się na stałe.

      Usuń
    20. Tak można było sądzić w okolicach Złotego Jubileuszu panowania królowej Wiktorii. Ale już kilkanaście lat później sami Anglicy założyli pierwszy obóz koncentracyjny...

      Usuń
  2. Wtrącę się. Po pierwsze to po co tyle emocji?! Po drugie: owszem każdy kto działa dla dobra innych żyje pięknie, ale zauważyć trzeba, że taki ktoś nie zakłada zmiany całego świata. Zajmuje się jakimś jego wycinkiem. I dobrze! Na tym również polega to podporządkowywanie sobie świata według Pisma Świętego. Zajmujmy się swoim życiem, w ramach swoich rodzin, ulepszajmy to co jest możliwe do ulepszenia. Np. zacznijmy przepuszczać starszych w drzwiach metra, uśmiechnijmy się do ekspedientki etc. Błąd pojawia się w momencie kiedy ktoś myśli o zmianie świata na lepsze i w tym celu chce zmieniać nie siebie, ale wszystkich innych. I tu rodzą się totalitaryzmy - by wszyscy byli równi i zadowoleni. Niezadowolonych można unicestwić. A co! Historia pokazała. I wydaje mi się, że tym jest niemoralne (bo tak zakwalifikuję owe postępowanie) zachowania mające na celu wmówienie ludziom, że na tym świecie mogą być wiecznie młodzi, szczęśliwi i nie wiem co jeszcze. Możemy być szczęśliwi gdy potrafimy się cieszyć drobnymi sprawami równie mocno jak tymi wielkimi. Gdy jak to mówił mój Przyjaciel „potykamy się o szczęście”. I broń Boże nie chodzi tu o nicnierobienie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa. Nie ująłbym tego lepiej!

      Usuń