Blog główny

środa, 20 kwietnia 2016

Ustawodawca jest idiotą

Czytam sobie właśnie w pociągach Kolei Mazowieckich (za te same pieniądze - wozimy was dłużej!) Ziemkiewicza. W zasadzie, można powiedzieć, że wychowałem się na Ziemkiewiczu - więc trudno mi się w czymkolwiek z nim nie zgadzać. Ale jednak jeden taki punkt znalazłem: Ziemkiewicz zdaje się odróżniać "wykształciuchów" od "starej inteligencji". Tych pierwszych (co jest oczywistą oczywistością) uznając słusznie za bezmyślnych półmózgów - ale do "starej inteligencji" ma stosunek wręcz czołobitny.

Może to cecha czysto biograficzna. Jestem od Ziemkiewicza dziesięć lat młodszy - i nie urodziłem się pod Warszawą, ani w Warszawie - i nigdy żadnego żywego przedstawiciela "starej inteligencji" nie poznałem.

Skądinąd tenże sam Ziemkiewicz przyznaje przecież, że inteligencja - warstwa społeczna spotykana WYŁĄCZNIE w krajach postkolonialnych (na pewno jest coś takiego jak "inteligencja indyjska" na ten przykład - ale nikt nigdzie nie używa zbitki frazeologicznej "inteligencja brytyjska"; we Francji, owszem, występują wcale obficie "intelektualiści", ale o "inteligencji francuskiej" nikt nigdy nie słyszał - choć "inteligencja wietnamska" nie wydaje się nam językowym dziwolągiem..) ZAWSZE miała charakter "kompradorski".

Inteligencja to po prostu "ludzie pomiędzy" - "ludzie zawieszeni między kulturą rodzimą a importowaną z Zachodu nowoczesnością". Pojawiają się wtedy, gdy kraj dokonuje modernizacji poprzez import wzorców wypracowanych gdzie indziej - no i potrzebni są specjaliści, którzy owe wzorce opanują i wdrożą. Oczywiście chodzi głównie o wzorce, by tak rzec, społeczne - nie tyle więc o drogi, mosty, koleje, fabryki, szkoły i szpitale, co o organizację i sposób życia.

Współcześnie w Polsce "inteligencja" zanika. Trzeba się z tego cieszyć! Znaczy się - dogoniliśmy nareszcie ów wymarzony Zachód i dalej już modernizować się nie ma po co.


Niestety, ów zanik "inteligencji" wiąże się też z kompletnym już zdziczeniem. Najlepiej widać to po zachowaniu tzw. "celebrytów" - zarówno język, którym się posługują, jak i sposób bycia, typowy jest dla półświatka, dla marginesu społecznego. Skąd zresztą bardzo wielu spośród tych indywiduów po prostu się wywodzi.

Etos marginesu społecznego dotyka nas na każdym kroku. Także w sprawach pozornie drobnych, a przecież tak naprawdę - podstawowych!

Wypełnialiśmy właśnie wspólnie z Marią Magdaleną rubryczki w urzędzie. No i, rzecz jasna, pani wpisała "Maria" jako pierwsze imię, a "Magdalena" jako drugie. Co jest oczywistą bzdurą! Podobnie jak bzdurą byłoby rozbijanie Paskowego "Jana Chryzostoma" na "Jana" i "Chryzostoma", czy Rokitowego "Jana Marię" na "Jana" i "Marię".

Przyznaję, że się uniosłem. Im jestem starszy, tym mniej mam cierpliwości dla idiotów. Co i Państwo cierpicie, bo zwykle nie mam też cierpliwości i z Wami się spierać. Po co miałbym to robić? Przecież ja po prostu mam rację! To irytujące, gdy ktoś nie przyjmuje tego oczywistego faktu do wiadomości...

W tym przypadku idiotą jest ustawodawca - o ile to on tak sobie zażyczył - a najpewniej jakiś informatyk, który urzędom stosowny program pisał i o istnieniu imion, które są pojedyncze mimo, że składają się z więcej niż jednego wyrazu, nigdy nie słyszał. Podejrzewam, że nie słyszała o tym zapewne także i większość świeżych absolwentów, pożal się Panie Boże, polonistyki (kolejny dowód na zbędność, a nawet szkodliwość wyższego wykształcenia...) - a z całą pewnością nie słyszała o tym pani urzędniczka, bo próbowała się kłócić. Ze mną..!

Sumarycznie, najbardziej winny jest ustawodawca. Jako ten "na samej górze". Który ustawę o języku polskim uchwalać potrafi - a dopilnować, żeby durne tabelki w urzędowych formularzach po polsku były napisane - to już nie raczy.

12 komentarzy:

  1. Kto wygrał w pojedynku na argumenty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że pani urzędniczka! W ogóle nie zrozumiała, o co mi chodzi...

      Usuń
    2. Osobną sprawą była część "statystyczna" owego formularza. Autor pytań założył, że jeśli para chce się pobrać, to już na pewno ma wspólny adres (nie da się wpisać dwóch różnych "adresów do korespondencji"), a najpewniej - także i dzieci. Bardzo, k..wa mać, pięknie..!

      Usuń
  2. To świadczy jeno o ograniczoności onego i braku merytorycznego nadzoru. No chyba że tfoszone było w rytmie gender.
    Słusznie się oburzasz, bo to jakby stręczycielstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Prawdziwy genderysta" byłby jednak nieusatysfakcjonowany. Formularz wciąż posługuje się archaicznymi, patriarchalnymi, opresyjnymi określeniami "mężczyzna" i "kobieta". A przecież mogłaby być "osoba pierwsza" i "osoba druga" (a nawet nieograniczona liczba osób...), prawda?

      Usuń
    2. I pewnie kiedyś będzie...

      Usuń
    3. Będziemy strzelać. Jak Breivik! W końcu - łba za to nie urwą, prawda..?

      Usuń
    4. E, nie! Trzeba tylko być dostatecznie agresywnym. Oni się agresywnych boją, to nie odbiorą. Jak by co, kolega Majda rozprowadza testosteron w zastrzykach...

      Usuń
    5. Ty byłeś chyba dość agresywny wobec pani urzędniczki, a i tak przegrałeś. I to w dość błahej sprawie. Moim zdaniem nie tędy droga.

      Usuń
    6. Sprawa nie jest błaha. Kto kontroluje język, ten kontroluje świat. Tu nie można sobie pozwolić na najmniejsze nawet ustępstwa! A że przegrałem..? No trudno. Ważne, że walczyłem do końca. W żadne układy z "postępem" wdawać się nie zamierzam...

      Usuń
    7. Pozwalasz na masę ustępstw, tylko o tym nie wiesz.

      Usuń