Blog główny

piątek, 18 marca 2016

Zadufanie

W sieci pełno jest ludzi zadufanych w sobie. Na wielu płaszczyznach. Polityki, ekonomii, religii. W zależności od nastroju i zainteresowań różne gatunki zadufańców w odmienny sposób działają mi na nerwy. Dziś będzie o zadufańcach religijnych - poniekąd dlatego, że tych relatywnie najłatwiej jest odróżnić!

Tu uwaga na marginesie: jak poznać zadufańca..? Główną cechą takiej postaci jest niezwalczony optymizm poznawczy. Od tysięcy lat najmędrsze głowy pocą się nad takim lub innym pytaniem - jakie życie jest najlepsze? co jest osnową bytu? dlaczego na świecie istnieje zło i cierpienie? - a koniec końców wszystkie zakumulowane przez te wieki wieków próby odpowiedzi, przy całej ich monumentalnej, porywającej niekiedy wzniosłości, pozostają tylko wstępnymi wprawkami, nie wychodzącymi daleko poza sokratesowe wiem, że nic nie wiem.

Na człowieka normalnego świadomość niedostateczności wysiłków Platona, Arystotelesa, św. Tomasza, Pascala (żeby wymienić tylko kilku...) działa jak solidny kubeł zimnej wody. Im się nie udało, a ja mam niby dojść do czegoś pewnego..?

Stąd też, człowieka normalnego cechuje zawsze, gdy mowa o wartościach, umiarkowanie i konserwatyzm. Nie ma sposobu na stworzenie "w pełni naukowego, niezachwianie pewnego i nie podlegającego dyskusji" światopoglądu. Bezpieczniej tedy i rozsądniej opierać się na tradycji Ojców, nowinki i herezje tępiąc ogniem i mieczem - bo z nich i tak z całą pewnością nic dobrego nie wyrośnie!

W dyskusjach aksjologicznych knut, nahajka, stryczek, pal czy kulka ołowiu znacznie wyższą mają wartość przekonującą od innych argumentów - ŻADEN bowiem argument w tej materii ostatecznym być z definicji nie może, a tak dyskusja przynajmniej się kończy z braku oponentów i można zająć się czym innym, być może bardziej konstruktywnym...

Zadufańca religijnego tedy rozpoznać bardzo łatwo. Jest to każdy, komu się śni, że jest mędrszy od Magisterium Kościoła. Koniec i kropka.

Jasne! Jest to probierz aż arogancki w swojej arbitralności, boż nie jest przecież Kościół jedynym, który się dysponentem i powiernikiem Prawdy mieni. Ale! Kościół mieni się takowym - i nie bez racji, czemu nikt przy zdrowych zmysłach zaprzeczyć nie może - względem ponad miliarda ludzi przez dwa milenia. Z braku innych, jest to argument rozstrzygający, bo jedyny możliwy. Niektórych spotyka Łaska i dowiadują się bardziej bezpośrednio, czego Najwyższy od nich oczekuje, ale na ogół (chyba?) tak jednak nie jest - a że jakoś trzeba sobie radzić, tedy głupiec tylko, albo zadufaniec właśnie (co jest po prostu pewną formą głupoty, dotykającą szczególnie ludzie inteligentnych...), nie korzysta z tej życiowej podpory, którą ma tak dogodnie pod ręką...

Skąd zatem tylu ich jest, ludzi zadufanych z "religijnym" feblikiem..?

Clive Staples Lewis w swojej książeczce "Cuda" zauważył, że bardzo wielu ludzi (szczególnie inteligentnych) popada zwłaszcza w jakiś rodzaj panteizmu - "ubóstwienia całego świata". Jest to istotnie wierzenie bardzo stare i bardzo powszechne. Wynika ono ze strachu. Tak sądzę przynajmniej. Ten sam Lewis w jednej z książek cyklu narnijskiego (akurat film widziałem, tylko nie pamiętam, który...) włożył w usta fauna Tumnusa, widzącego jak lew Aslan odchodzi słowa: on nie jest do końca oswojony...


Tak niestety jest z Bogiem chrześcijan. Z Bogiem Wszechmogącym, w Trójcy Świętej Jedynym. On nie jest oswojony! Nie da się Go zrozumieć, ogarnąć, przewidzieć co zrobi. Jasne - zapewnia nas, że chce tylko naszego dobra i powinniśmy Mu ufać. Ale nie każdy i nie zawsze potrafi.

A ubóstwiona Przyroda? Furda tam..! Codziennie bezkarnie wyrywamy jej całe kawały żywego mięcha! Czego tu się bać..?

12 komentarzy:

  1. Człowiek rozsądny prędzej się przyrody bać będzie niźli bytu, o którym niczego nie wie. A wiara w nauki Kościoła już szczególnie o zdrowym rozsądku nie świadczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Kira Najmędrsza mądrzejsza jest i jej zdanie więcej znaczy od świadectwa setek tysięcy świętych, doktorów Kościoła, teologów, duchownych i miliarda z kawałkiem wiernych..?

      Usuń
    2. A od kiedy to ilość przechodzi w jakość, hę? Kto myli czcze opinie z argumentami (czyli z FAKTAMI), temu daleko do mądrości. No ale przekonanie, że nasze widzimisię jest popierane przez miliard (cóż z tego, że durnych) pobratymców - rzecz bezcenna. Samopoczucie się liczy, nie fakty, prawda?

      Usuń
    3. Widzimisię ma Kira. Urząd Nauczycielski Kościoła posiada Prawdę. Przynajmniej instytucjonalną. A więc w każdym wypadku - wykraczającą poza jakiekolwiek indywiduum...

      Usuń
    4. Prawdy nie ustala się na soborach. Prawdy w ogóle się nie ustala. Prawdę się odkrywa. Może to zrobić zarówno grupa, jak i jednostka.

      A tak poza tym - po kim, jak po kim, ale po Tobie się takiej gnuśności intelektualnej i klapek na oczach nie spodziewałam. Zmieniłeś się.

      Usuń
    5. Doprawdy? A czymże jest "prawda" w dziedzinie, gdzie z definicji żadne porównanie "z doświadczeniem" nie jest możliwe? Własne głębokie przekonanie? To jest dopiero "widzimisię"..!

      Usuń
    6. W takim razie uznajesz dojście do Prawdy za niemożliwe. W porządku. Każdy ma jednak swoje PRZYPUSZCZENIA odnośnie tego, co może być prawdą. Dla Ciebie księgą objawioną jest zapewne Biblia. Dla mnie - co innego.

      Usuń
    7. Prawda w tej materii może być jedynie objawiona z góry, dojść do niczego nie tylko nie można, ale przede wszystkim - nie ma sensu. Tzw. "wolność religijna" to bzdura. Skoro wiemy dobrze, że Kościół i tylko Kościół jest jedynym dysponentem Prawdy tego rodzaju - to ktokolwiek myśli inaczej, z definicji błądzi, a zatem jego "wolność" może go zaprowadzić jedynie na manowce. C.b.d.u.

      Usuń
    8. A skąd to niby wiesz? Bo Kościół tak twierdzi? Objawień było mnóstwo, podobnie jak obserwacji UFO czy bytów niematerialnych, które Ty w swej arogancji i ignorancji odrzucasz, bo nie pasują do TEORII. Cóż, Twój problem...

      Usuń
    9. PS. Ja swoją wizję prawdy opieram na "Księdze duchów" Kardeca.

      Usuń
  2. Witam, pamięta Pan zapewne, panie Jacku inną książkę Lewisa, swego rodzaju intelektualną autobiografię _ "Zaskoczony radością". Spora jej część to rozprawa z tzw. "człowiekiem rozsądnym", który okazuje się dość komicznym arogantem w zetknięciu z Obecnością. Droga odejścia i powrotu Lewisa do wiary jest naprawdę fascynująca.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Też byłam na etapie p. Jacka. Rozumiem. Ale cały czas mam w pamięci " wszystko badajcie, a co dobre zachowujcie". Wszystko. A opieranie się tylko na Biblii, dekretach to dla mnie za mało.
    Nie po to Bozia dała mózg żeby go nie używać. Bóg kocha różnorodność. Życie we wszelkich odmianach i jest logiczny.
    Tak. Pan Jacek się zmienił.

    OdpowiedzUsuń