Blog główny

czwartek, 10 marca 2016

Szczęście i nieszczęście

Od czasu do czasu słychać gdzieś o poglądzie filozoficznym, wedle którego płodzenie dzieci jest niemoralne. Na bazie zupełnie na ogół bezrefleksyjnej podobny pogląd wyrażają zwłaszcza panie, które niekiedy demonstrują aktywne obrzydzenie wobec dzieci i kobiet z dziećmi lub ciężarnych (co aż nadto usprawiedliwia przypisywanie tego zachowania ich własnej traumie - braku podobnej pociechy...).

Pogląd ten opiera się na swoiście rozumianym "rachunku szczęścia i nieszczęścia", wedle którego ludzkie życie to jedno wielkie pasmo bólu, upokorzeń, nieszczęść i tragedii, zakończone klęską ostateczną - śmiercią.

Jak Państwo zapewne doskonale wiecie, nie szanuję utylitaryzmu w żadnej postaci, uważając wszelkie odmiany tej filozofii za prymitywizm porównywalny tylko z ulotkami Światków Jehowy, przedstawiającymi "budowę" Raju przy pomocy buldożerów i spychaczy. Ale taki "rachunek antynatalistyczny" to już prymityw zgoła porażający!

Nadużyciem jest przede wszystkim umieszczanie w nim śmierci jako "ostatecznej klęski". Każdy na tym świecie musi umrzeć. Każde imperium upadnie, każdy naród przestanie kiedyś istnieć, każdy język kiedyś stanie się językiem martwym - jedynym, który otrzymał od Boga obietnicę przetrwania aż po kres czasów jest Kościół powszechny (zakładając oczywiście, że w to wierzymy - bo, rzecz jasna, żadnego "twardego" dowodu nie ma i być nie może). Śmierć, zanik, rozpad, upadek to nie tylko konieczna "druga strona" życia, ale też - jego nieodzowny warunek! Gdyby ludzie nie umierali, nie rodziliby się też nowi - bo po co?

Skoro zaś śmierć jest faktem najzupełniej podstawowym i powszechnym, to jakaż w niej niby "klęska"..? "Klęską" to może być co najwyżej dla kogoś, kto uwierzył, że nigdy nie umrze i zderza się w końcu z rzeczywistością. Ale co mnie, za przeproszeniem, obchodzą czyjeś irracjonalne urojenia..?

Co do owej "sumy szczęścia i nieszczęścia", to myśląc w tak perwersyjny sposób, antynataliści tylko ujawniają swój brak zdolności abstrahowania. Jest rzeczą oczywistą i ewolucyjnie korzystną, że człowiek łatwiej POSTRZEGA zagrożenia i nieszczęścia, niż chwile dobre. Szczęście to sprawa indywidualna, dla przetrwania gatunku w gruncie rzeczy obojętna - ale zdolność dobrego wyobrażania sobie przyszłych nieszczęść sprzyja przetrwaniu, bo pobudza do zachowania czujności. Na zasadzie pewnej perwersji trafiają się widać osobnicy, którzy już nic innego postrzegać nie potrafią...


Ogólnie rzecz biorąc jasne że wszyscy będziemy cierpieć i umrzemy. To nieuniknione. A skoro coś jest nieuniknione - to i rozwodzić się nad tym nie ma co. O wiele sensowniej jest skupić się na poszukiwaniu szczęścia, ponieważ o ile nieszczęścia zwykle przychodzą z zewnątrz i na ogół nie mamy na ich pojawienie się wpływu, o tyle do szczęścia dojść można tylko aktywnym wysiłkiem i tylko dzięki sobie.

"Rachunek" zatem, jeśli ma być przeprowadzony, daje zgoła odwrotny wynik! Jeśli pojawia się dziecko, to tylko od niego samego zależy, czy będzie w przyszłości szczęśliwym człowiekiem. Ma zatem po temu wszelkie dane - najzupełniej niezależnie od jakichkolwiek okoliczności zewnętrznych...

2 komentarze: