Blog główny

niedziela, 14 lutego 2016

Logo dla Rubikonia

W sobotę wpadliśmy z Marią Magdaleną na wystawę kur ozdobnych. Oprócz wielu rzeczywiście pięknych kur (mamy wrażenie, że do tzw. "kurzego traktoru" niektóre rasy obecnie uważane za ozdobne nadawałyby się o wiele lepiej od zdegenerowanych i wydelikaconych kur z wielkoprzemysłowego chowu - bliżej im do prymitywnych przodków...), znaleźliśmy też idealne logo dla partii ZarozumiałeBuce.pl - polecamy uwadze jej P.T. Członków i Zwolenników:


Bojowiec nowoangielski miniaturowy czyli - jak zauważyły Maria Magdalena: jak podrzucić zbuka i szybko uciec...

poniedziałek, 8 lutego 2016

Niebezpieczeństwa pajdokracji

Rozmawialiśmy sobie niedawno z Marią Magdaleną o naszym starym koćkodanie, który powoli i nie bez dramatycznych zwrotów akcji zdaje się od nas odchodzić (inna rzecz, że koćkodan odchodzi od nas siódmy rok - i wielu ludzi już przeżyła po drodze...). Maria Magdalena zauważyła, że wśród zwierząt nie ma zjawiska opieki nad starszymi - choć w stadach i grupach starsze osobniki cieszą się szacunkiem, jak długo potrafią same o siebie zadbać.

Odpowiedziałem, że człowiek to jedyny znany gatunek, u którego starość wykraczająca poza "wiek reprodukcyjny" przynosi korzyści ewolucyjne. Ludzie bowiem potrafią doskonalić wiedzę - a tej najwięcej posiadają (zwykle) starsi - podczas gdy ewolucja innych gatunków ogranicza się do doskonalenia genów.

Co prawda czasy obecne WYDAJĄ SIĘ przeczyć tej tezie. Uruchomienie nowego tableta Marii Magdaleny zajęło nam tydzień. Przeciętny dziesięciolatek zrobiłby to pewnie w 30 sekund...

Ale nie samą technologią człowiek żyje! Wielokrotnie w dziejach ludzie młodzi dochodzili do władzy. Czasem dzięki temu, że następca tronu miał dwadzieścia lat i przejął władzę wraz z gronem rówieśników. Jako pewna prawidłowość: w czasach zamętu i rewolucji. Nieodmienną cechą tych zdarzeń był wybuch nieopanowanej przemocy.

Ludzie młodzi, oprócz tego, że niewiele mają do stracenia, mają też zwykle ograniczoną bardzo empatię. Zdolność do wczuwania się w cudze cierpienie i brania pod uwagę także cudzych interesów, a nie tylko własnych - rozwija się w człowieku z czasem (abstrahując już od faktu, że przeciętny dwudziestolatek, którego nic nie boli i w żadnej kości mu nie strzyka, zazwyczaj wydaje się samemu sobie nieśmiertelnym...). Zdolność ta jest wynikiem socjalizacji, bo człowiek rodząc się, nie jest moralnie wiele lepszy od kota czy jakiegokolwiek innego zwierzęcia - moralności trzeba się dopiero nauczyć. A to wymaga czasu!

Jaskrawym przykładem grozy, do której prowadzi pajdokracja jest Noc Listopadowa: gdy tłum podchorążych i miejskiej gawiedzi krążył po ulicach Warszawy i zabijał generałów odmawiających objęcia dowództwa...


piątek, 5 lutego 2016

Nowy rodzaj kłamstwa

Jak powszechnie wiadomo, istnieją trzy stopnie kłamstwa: kłamstwo, wielkie kłamstwo i... statystyka. Powiedziałbym, że należy - wbrew gramatyce - dorzucić jeszcze stopień czwarty: państwo opiekuńcze.

Jak się bowiem okazuje, termin zapisu na konsultacje (płatne przez NFZ!) specjalisty absolutnie niezbędnego w pewnym problemie medycznym związanym z ciążą przekracza rok. Innymi słowy, gdyby czekać aż państwo opiekuńcze wywiąże się ze swojej obietnicy i udzieli usługi w postaci takowej konsultacji - trzeba by na tę wizytę (niezbędną na etapie ciąży, najlepiej wczesnej...) iść do lekarza już z dzieckiem!

Jasne, że nikt rozsądny w ten sposób nie postąpi, tylko wysupła stówkę i zapłaci za wizytę "prywatnie".

Są tacy w blogosferze, którzy będą twierdzić, że to tylko destrukcyjna korwinowska propaganda i starczy wziąć lekarzy w kamasze/wysupłać więcej kasy na NFZ/zlikwidować korupcję i znajomości (niepotrzebne skreślić) - a już będzie cud, miód i orzeszki. A gdzie tam..!

ZAWSZE dla kogoś zabraknie. Jak nie dla kobiet w ciąży, to dla chorych na zaćmę (bodaj trzy lata w kolejce..?) albo na rzadkie odmiany raka. Albo na coś innego. Tak po prostu było, jest i będzie - i być inaczej nie może.

Oczywiście nieprawdą jest, że gdyby zlikwidować NFZ i gdyby każdy musiał tę stówkę (czy ile tam wyjdzie) za każdym razem sam wysupływać z kieszeni (albo samemu wykupić sobie jakieś ubezpieczenie...) to problemu "braku dostępności usług medycznych" by nie było. Byłby! Biednych nie byłoby stać. I nie każdy zdołałby zyskać pomoc rodziny i sąsiadów lub organizacji charytatywnych. Na pewno raz na jakiś czas zdarzyłoby się, że ktoś (tak samo jak obecnie...) nawet i umarłby "z powodu braku pomocy medycznej". Pewnie że tak!

Czego by nie było, gdyby nie było NFZ i gdyby każdy musiał tę stówkę - itd...?

Nie byłoby, Drodzy Państwo jednej tylko rzeczy: kłamstwa.

Sami sobie oceńcie - lubicie żyć otoczeni przez kłamstwo - czy nie..?

Sądzę, że większość z Was kocha się w kłamstwie. Uwielbiacie być okłamywani. Im kłamstwo bardziej lukruje Waszą rzeczywistość, tym jest Wam milsze. Ale nie sądzicie chyba, że będę Was z tego powodu szanował..?


środa, 3 lutego 2016

Pięknoduchy

Samo rozważanie opcji "strzelania do imigrantów" wywołuje u wielu współczesnych Europejsów coś na kształt nagłego ataku epilepsji, zwanej kiedyś "chorobą św. Wita". Hipotetyczne zupełnie napomknięcie o istnieniu takiej opcji przez jednego z opozycyjnych polityków niemieckich naraziło AfD na całą furę obelg i praktyczne wykluczenie z tzw. "mainstreamowej debaty publicznej". Ja wyleciałem z forum Re-Volta (jakkolwiek by takie zestawienie nie wyglądało zabawnie...).

Jest to oczywiście oczywista sprzeczność sama w sobie. Zabawa w państwo, czymkolwiek by nie była, JEST zabawą śmiertelnie poważną. W dosłownym tego terminu znaczeniu: sens ma tylko wtedy, gdy MOŻE w pewnych okolicznościach skończyć się gwałtownym zejściem z tego świata. Najlepiej oczywiście gdy gwałtownie schodzi z tego świata tamten sukinsyn, ale jak powiedział inny Amerykanin, dwa wieki przed Pattonem: drzewo wolności należy podlewać krwią patriotów.

Ale pomijając już i filozofię i  nawet zdrowy rozsądek - całe to pięknoduchostwo niesie w sobie zalążek strasznej grozy! Jasnym jest bowiem, że cokolwiek by o tym nie myślały Europejsy, nawet te najbardziej przodujące i postępowe, problem sam się nie rozwiąże. Niemcy szczególnie powinni już zdawać sobie z tego sprawę. Jakoś dziwnym trafem Ulrike Meinhof popełniła "samobójstwo" na wiele lat przed tym, jak w Polsce "seryjny samobójca" odwiedził a to Jaroszewiczów, a to Leppera, czy innego Petelickiego...

Jeśli zatem nie zaczniemy strzelać do imigrantów oficjalnie, otwarcie i w majestacie prawa (a także ze wszystkimi wynikającymi stąd ograniczeniami..!), to co..? Zaczną tak "sami z siebie" wpadać do dołów z wapnem, topić się w klozetach, czy nadziewać na własne scyzoryki..?


poniedziałek, 1 lutego 2016

Niekonsekwencja

Dyskutanci, osobliwie konserwatywnie nastawieni, bulwersują się czasem odkryciem, że dla (przynajmniej niektórych...) radykalnych genderystów płeć "to tylko wytwór kulturowy". Ale nie to jest naprawdę bulwersujące..!

Naprawdę bulwersujące jest, że ci sami radykalni genderyści łączą takie przekonanie z dążeniem do "destabilizacji pojęcia płci", "rodziny", itp. Przecież to jawna sprzeczność!

Jeśli "płeć jest konstruktem kulturowym" (a nie ukrywam, że pod pewnymi względami stwierdzenie takie MOŻE być uzasadnione...), to oznacza, że nikt nie jest mężczyzną ani kobietą jeśli wychodzi z roli społecznej męskiej albo żeńskiej.

Tym samym, "destabilizowanie pojęcia płci", "destabilizowanie pojęcia rodziny" - to działania iście antykoncepcyjne. Prowadzące do zaniku napięcia seksualnego pomiędzy ludźmi: kobietami i mężczyznami. Na przykład. Bo inne, nie mniej szokujące skutki można by długo wymieniać.

Czy zatem radykalni genderyści to opętani nienawiścią do życia, przyjemności i prokreacji asceci..?