Blog główny

poniedziałek, 21 września 2015

Wolność i zniewolenie

Rozmawialiśmy sobie ostatnio z Marią Magdaleną przy sympatycznej kolacji (to był w ogóle Bardzo Udany i Pracowity Łykend... ale o tym może na blogu głównym, jeśli znajdę czas - o co nie łatwo...) i jakoś tak zeszło nam na problem wolności.
 
W rzeczy samej temat to niemal równie niewyczerpany jak rozmaitość definicji "szczęścia" na ten przykład (znaczy się - ja dobrze wiem, że np. dla pana Janusza z Gorzowa WSZYSTKO w ogóle, co tylko da się pomyśleć lub powiedzieć w tym i we wszystkich innych potencjalnie możliwych wszechświatach jest proste i jasne - ale dla mnie bynajmniej! Widać taki tępy z natury jestem...).
 
Miejscem, gdzie moje postrzeganie tego problemu różni się od liberalnej czy libertariańskiej definicji "wolności" jest postrzeganie człowieka. Dla liberała (będę używał tej nazwy, bo najkrótsza...) punktem wyjścia dla rozważań nad wolnością jest pewien abstrakcyjny byt - "człowiek jako taki".
 
Jasne, że nikt nigdy i nigdzie "człowieka jako takiego" na oczy nie widział. Do pewnego stopnia zrozumiałe jest używanie pojęcia "człowiek w ogóle", "człowiek jako taki" - jako skrótu. Dokładnie tak samo, jak ja pod pojęciem "liberał" podstawiam "każdego w ogólności zwolennika traktowania wolności jako WARTOŚCI NAJWYŻSZEJ".
 
 
Tyle tylko, że rozważając problem "wolności" liberał bynajmniej nie kieruje się wyłącznie ekonomią wypowiedzi, adresując swoje wskazówki do "każdego człowieka" (np. w słynnym zdaniu "wszyscy ludzie stworzeni są równymi"...) bo tak jest krócej i wygodniej! Nie - on usiłuje faktycznie wczuć się w sytuację takiego hipotetycznego bytu, który wprawdzie jest człowiekiem, ale też zarazem - nie jest niczyim synem lub córką, ojcem lub matką, poddanym lub zwierzchnikiem. I próbuje zaproponować rozumienie wolności, które byłoby uniwersalne i dla każdego człowieka, zupełnie niezależnie od tego, jaką pełni rolę społeczną, w co wierzy lub nie wierzy, jakim językiem mówi na co dzień - tak samo stosowne.
 
Dopóki rozważamy sobie (jak pokazani wyżej na obrazku sygnatariusze Deklaracji Niepodległości) głównie POLITYCZNY aspekt takiej "wolności" - i to jeszcze w środowisku, które w rzeczy samej wcale różnorodne czy skłócone nie jest - nie ma większego problemu.
 
Tyle tylko, że raz przyjąwszy taką metodę postępowania - przypominającą poszukiwanie najmniejszego wspólnego mianownika - nie mamy argumentów przeciw rozszerzeniu tejże metody także na inne, potencjalnie możliwe do pomyślenia aspekty "bycia człowiekiem".
 
Skoro nie jest rzeczą dobrą, z punktu widzenia miłośnika wolności - bycie poddanym władzy publicznej, na którą nie ma się żadnego wpływu (jak argumentowali swój pożałowania godny, choć niestety - za sprawą nieopatrznej interwencji francuskiej zwycięski bunt ówcześni Amerykanie...) - to czy jest rzeczą dobrą bycie poddanym władzy (tak czy inaczej się wyrażającej, to bez znaczenia...) pracodawcy? A władzy rodzicielskiej..?
 
Absurd? Ale przecież współcześni "miłośnicy wolności" TO właśnie robią! Kwestionują wszelkie wzorce kulturowe tyczące się relacji międzyludzkich - w imię a to "wyzwolenia kobiet", a to "równouprawnienia mniejszości seksualnych", czy innych. "Praw zwierząt" bynajmniej nie wyłączając (wtedy idą krok dalej i poszukują "najmniejszego wspólnego mianownika dla bycia istotą żywą"...). Dzień później, będąc w gościach u pp. M, naszych sąsiadów, mogliśmy się przekonać jak bardzo postąpiła owa "walka wyzwoleńcza"! Oto ich dwunastoletnia córka wróciła niedawno ze szkoły zmieszana i zawstydzona - okazało się, że im puszczano na lekcji (!) film pornograficzny. W ramach "przygotowania do życia w rodzinie"...
 
Że wielu "politycznych liberałów" powstrzymuje się przed popadnięciem w takie ekstremum..? Z logicznego punktu widzenia - nie mają racji i nie są konsekwentni...
 
Tymczasem nie można tracić z oczu tego oczywistego faktu, że żaden "człowiek jako taki" nie istnieje! Każdy człowiek jest PRZEDE WSZYSTKIM "istotą pozostającą w siatce pewnych, konkretnych relacji społecznych" (a więc jest synem lub córką, żoną lub mężem, ojcem lub matką, bratem lub siostrą, poddanym i - najczęściej - zarazem zwierzchnikiem, sąsiadem, itd., itp.), "istotą posiadającą pewne konkretne przekonania odnośnie życia i świata" (a więc wyznawcą jakiegoś światopoglądu - najczęściej zresztą nieświadomym...), wreszcie - "istotą wdrożoną do pewnej konkretnej kultury" (a więc członkiem określonego narodu, grupy,  mówiącą jakimś konkretnym językiem).
 
Abstrakcyjne i "redukcyjne" pojmowanie wolności prowadzi w konsekwencji do feminizmu, ideologii gender czy ideologii "wyzwolenia zwierząt", gdyż postrzega role społeczne (CO NAJMNIEJ w tym aspekcie, że są one predefiniowane i ŻADNA jednostka nie jest mocna sama dla siebie takiej roli zdefiniować - a w ekstremalnych przypadkach nawet i w tym, że W OGÓLE ISTNIEJĄ - bo skoro istnieją, to samym swoim istnieniem "ograniczają swobodę ekspresji osobowości") jako "ograniczenie wolności".
 
W ten sposób konsekwentny liberalizm prowadzi nawet nie do anarchizmu, tylko do całkowitego zaprzeczenia wszelkiej możliwości pokojowego życia społecznego - do takiej "wojny każdego z każdym", która się roiła Hobbesowi.
 
Brutalna prawda jest bowiem taka, że i największy geniusz sam sobie "roli społecznej" nie wymyśli od początku do końca (może co najwyżej dokonywać jakichś mniej lub bardziej udanych pastiszów...), a z braku interpersonalnego porozumienia z innymi, bez których współudziału takiej poddanej pastiszowi roli pełnić przecież nie może - pozostaje jako jedyny argument goła przemoc.
 
I to też nie jest żadne teoretyzowanie! Popatrzcie co się działo w różnych subkulturach, komunach, co się wreszcie dzieje na ulicach amerykańskich czy europejskich miast w miarę jak "postępują postępy postępu"..? Czyż nie jest to ciągła eskalacja przemocy? Czyż nie potrzeba wciąż więcej policjantów i kamer - w miarę jak coraz mniej ludzie mają wyuczonego odpowiednią w młodości tresurą sumienia..?
 
"Wolność" liberalna kończy się zatem totalnym zniewoleniem i zaprzeczeniem wszelkiego życia społecznego.
 
To na czym polega w takim razie "wolność rzeczywista"..? Ano na tym, żeby w takie zniewolenia nie popadać - żeby nie dać się opętać własnym namiętnościom i słabościom, w tym przede wszystkim: namiętności do tworzenia abstrakcyjnych konstrukcji myślowych. Wiem co piszę..! I nie bez przyczyny odżegnuję się od teoretyzowania, zaiste...
 
Z rolami społecznymi zaś jest tak, jak z etykietą. Dla kogoś, kto zaledwie uczy się tej trudnej sztuki - jest ona potwornym, bo niezrozumiałym ograniczeniem, wymagającym ciągłej uwagi. Ale biegły w niuansach adept etykiety osiąga wolność profanowi niedostępną - może w sposób nieskończenie subtelny wyrażać gamę odczuć i emocji dla profana zgoła niewyobrażalną. I robi to niemal odruchowo, bez wysiłku... Podobnie też niewolą wydaje się praca kiepskiemu pracownikowi, a władza rodzicielska ciąży nieposłusznemu dziecku. Wiem co piszę..!

31 komentarzy:

  1. Zabawne, że kiedyś tzw. zwykli ludzie po prostu nie zastanawiali się nad koniecznością przyjęcia jakiejś roli społecznej lub nie - po prostu to robili lub tego NIE robili. Byli posłuszni lub się buntowali. Może i dorabiali do tego jakąś filozofię, ale z pewnością była ona prostsza i bardziej zrozumiała niż dzisiejsze wywody filozofów, etyków, ideologów czy wreszcie - domorosłych myślicieli.

    Wolność albo jest, albo jej nie ma. Także ta "wewnętrzna", polegająca na poskromieniu (o ile w ogóle istniały) zahamowań, lęków, obsesji i puszczaniu swojej myśli, a następnie i słowa swobodnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo kiedyś nie było wątpliwości co do tego kim na przykład powinien być "dobry ojciec" - kultura podawała stosowny wzorzec i nikomu do głowy by nie przyszło go kwestionować. Co najwyżej można było porównać konkretny egzemplarz ojca z ojcem modelowym i wyciągnąć wnioski...

      A obecnie:
      1) Nawet "kultura popularna", ta najprostsza, najpowszechniejsza i najbardziej prymitywna - mówi ludziom "róbta co chceta", "jesteście wspaniali", "macie prawo do szczęścia", czy temu podobne dyrdymały - od czego "zwykłemu człowiekowi" po prostu nie może się nie poprzewracać w głowie!
      2) Istnieje silny i nie dający się bynajmniej sprowadzić do zwykłej, przejściowej mody projekt ideologiczny, którego treścią jest zanegowanie WSZYSTKICH wzorców kulturowych. Jakie by one nie były. No bo przecież sam fakt istnienia takich wzorców (czy je ktoś wypełnia dobrze, czy źle...) to już jest - "ograniczenie ekspresji osobowości"...

      Usuń
    2. A innej wolności niż wewnętrzna, tj. polegająca na samoopanowaniu - nie ma.

      Usuń
    3. "kultura podawała stosowny wzorzec i nikomu do głowy by nie przyszło go kwestionować"

      Jak najbardziej go kwestionowali, stąd zmiany obyczajowe czy bunty jednostek. Teraz też istnieją wzorce, a nie żadne "róbta, co chceta". To, że wzorców jest więcej czy że mają swoje przeciwieństwa, nie znaczy, że ich nie ma.

      Usuń
    4. Zmiany obyczajowe przed drugą połową XX wieku były na ogół powolne nie do zauważenia z perspektywy samych zainteresowanych ("zmiana paradygmatu kulturowego" trwała dłużej niż żyje jedno pokolenie...).

      Gdyby teraz było tak, jak piszesz, tzn., że można by sobie dowolnie wybrać JAK być np. "dobrym rodzicem" - spośród kilku potencjalnie możliwych do wybrania "ofert" - to było doprawdy strasznie..! Ludzie niczego nie nienawidzą bardziej, niż konieczności dokonywania wyborów...

      Tak jednak nie jest. Postępująca rewolucja anty-społeczna i anty-kulturowa żadnych trwałych i koherentnych wzorców nie stwarza. Ona tylko niszczy, co najwyżej zasłaniając się pozorami jakiejś "kultury"...

      Usuń
    5. Oczywiście można pójść śladami prof. Znaniewskiego i twierdzić (on to już przed I wojną światową pisał...), że "brak kultury jest także formą kultury" - i w pewnym sensie tak nawet jest, bo w sposób "konsekwentnie anarchiczny" żyć ani przez chwilę niepodobna.

      Musi być jednak jakaś różnica między funkcjonowaniem w obrębie utrwalonej i subtelnej cywilizacji - a szamotaniem się w środowisku jakiegoś globalnego "Mad Max-a", gdzie 12-latkom na lekcji puszcza się pornosy z błgosławieństwem Ministra Edukacji Narodowej i całego (nie)rządu...

      Usuń
    6. A co z pozorowanym "funkcjonowaniem w obrębie"? Człowiek jest istotą stadną, ale na ile będzie mógł (co będzie zależeć przede wszystkim od jego wewnętrznych hamulców!), będzie starał się wyrwać kawał wolności dla siebie.

      Usuń
    7. PS. Wzorce poniekąd same się stwarzają, znaczy się - zaczynają być akceptowane i promowane przez większą grupę ludzi. Obecnie masz walkę tzw. tradycjonalistów czy konserwatystów z tzw. liberałami czy libertynami.

      Usuń
    8. Różnica między nami (mam wrażenie) sprowadza się do tego, że Ty JEDNAK jesteś "liberałem" - a więc uważasz, że kultura Cię ogranicza, bo próbuje Ci narzucić co masz myśleć i robić.

      Ja liberałem NIE jestem - i nie dostrzegam w tym, że kultura mówi mi, w jaki sposób mam być (wkrótce) mężem i ojcem zniewolenia, tylko wprost przeciwnie - nieocenioną pomoc, bez której sam nigdy bym sobie nie poradził.

      Problem pojawia się, gdy kultura albo nie potrafi tego powiedzieć (wtedy mówi się np. o "kryzysie męskości" - jak obecnie...), albo daje zbyt wiele do wyboru - bo właściwie, dla "zwykłego człowieka" KAŻDY WYBÓR JEST ZŁEM. Tylko sytuacje bezalternatywne są komfortowe, bo nie wymagają myślenia!

      Człowiek jest wolny wtedy, gdy nie odczuwa żadnych pragnień i popędów, które byłyby sprzeczne z jego rolą społeczną - i nie musi, w związku z tym, "wyrywać" sobie żadnej rzekomej "wolności". Jeśli takie pragnienia i popędy odczuwa, to przestaje być wolny o tyle, o ile im ulega.

      Całkiem odwrotne mamy zdanie na ten temat, jak widzisz...

      Usuń
    9. Aha, czyli bezmyślne uleganie nakazom kultury jest wolnością, a uleganie własnym "zachciankom" - zniewoleniem? Cóż, dla mnie jest to co najmniej dziwne, a może Cię po prostu nie rozumiem... Zadowolenie bezmyślnego, nie zadającego pytań ultrakonformisty jest dla mnie zaprzeczeniem wolności, albowiem ta wymaga właśnie świadomości istnienia różnych alternatyw oraz prawa wyboru. Osobiście, jeśli już miałabym być zniewolona - czy w Twojej wersji: wyzwolona - jakimiś nakazami i zakazami, to chciałabym się poddać FAKTOM, nie ludzkim wymysłom typu honor, powinność wobec narodu, etc.

      Usuń
    10. Dlaczego zaraz bezmyślne..? Jak słusznie zauważył Hegel (ale to było jego pierwsze i ostatnie słuszne spostrzeżenie...) wolność to UŚWIADOMIONA konieczność.

      A fakty są takie, że zgadzam się z Majakowskim: "głosik jednostki cieńszy od pisku myszy..." A bardziej tradycyjnie: człowiek jest PRZEDE WSZYSTKIM istotą słabą i skończoną (nie tylko w czasie i przestrzeni, ale głównie - pod względem władz umysłowych, którymi dysponuje...) a jego indywidualne "widzimisię" to puch i pył nie wart nawet wzmianki...

      Usuń
    11. Mów za siebie. Niektóre z jednostek mogą bardzo wiele. A niemal każda może COŚ.

      Usuń
  2. "dla pana Janusza z Gorzowa WSZYSTKO w ogóle, co tylko da się pomyśleć lub powiedzieć w tym i we wszystkich innych potencjalnie możliwych wszechświatach jest proste i jasne"
    Powiedzmy prawie wszystko:)

    Jeśli chodzi o wolność to, pomimo wielu historycznych rozmazanych znaczeń, da się to pojęcie określić.
    Wolność to jest Panie Jacku:
    1. możliwość napisania notki,
    2. możliwość jej przeczytania,
    3. możliwość posadzenia róży,
    4. możliwość podarowania tej róży Małżonce.

    Można powyższe przykłady uogólnić na swobodny odbiór i nadawanie informacji oraz swobodne przekształcanie energo-materii przez istoty mające własność auto lub samosterowności.
    Zwrócę uwagę, że stopień wolności rośnie nie tylko poprzez likwidację ograniczeń, lecz także poprzez doskonalenie samego Osobnika.
    Dlatego też powinniśmy wdzięczność Antenatom, iż wyposażyli nas w wiele wzorców umożliwiających postrzeganie różnic i podobieństw.

    Ostatnio przez pomyłkowe użycia młota skręciłem sobie nadgarstek.
    Zdziwiłem się, że to narzędzie jest, aż tak silne, nie mniej po zastanowieniu zrozumiałem, że ten młot ma moc ośmiu Chłopa i gdy w szpitalu sprawdzili, iż ścięgna i kości mam całe uznałem, że z energetycznego punktu widzenia mam fart.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wolność można rozumieć na co najmniej kilka sposobów. Od tego jak pojmujemy pojęcie "wolności" zależy też to jak będziemy rozumieć pojęcie "liberalizmu".
    Można rozumieć wolność jako:
    1) Możliwość absolutnie swobodnego decydowania o sobie i kształtowania siebie samego - takie rozumienie wolności jest oczywiście absurdem. W tym sensie wolność w ogóle nie istnieje - gdyż człowiek jest tylko zbiorem, mieszaniną genów i doświadczeń, które przeszedł - i nie może sobie wybrać genów z jakich się składa, tego, w jakiej epoce, rodzinie, mieście przyjdzie na świat. A każdy wybór jaki człowiek podejmuje, podejmuje na podstawie pewnych kryteriów, których nie wybiera, nawet zaś, gdyby je mógł wybrać, musiałby dokonać wyboru na podstawie innych kryteriów i tak dalej, aż w końcu dojdziemy do takich kryteriów, które są całkiem pierwotne, których człowiek nie wybierał, gdyż go jeszcze po prostu nie było i żadnych "swoich" kryteriów nie ma. W związku z tym tak naprawdę każdy "wybór" jest zdeterminowany przez naszą przeszłość, przez nasze doświadczenia zmieszane z genami etc. W tym pojęciu nie istnieje również tak naprawdę żadne "ja", gdyż człowiek jest tylko zbiorem, powiedzmy: ciała, duszy, psychiki i umysłu (nie upieram się przy takim akurat podziale) i każda z tych "sił", z tych części człowieka ma swoje interesy, swoje niejako "poglądy", które często są sprzeczne. I nie ma nad nimi żadnego neutralnego "ja", które dokonywałoby jakichkolwiek wyborów, gdyż to, która część zwycięży i przejmie władzę nad innymi zależy właśnie od przeszłości człowieka, od tego, która w procesie doświadczenia mieszającego się z genami zdobyła większą moc.

    Niemniej człowiek nie jest w stanie tak sam siebie postrzegać i zazwyczaj każdy ma pewne złudzenie, że istnieje jego jakieś "ja", że istnieje "ja" i to "ja" podejmuję decyzje. Jeżeli tak, to tym bardziej dla innych ludzi dany człowiek stanowi całość i samodzielny, jednolity podmiot, choć tak naprawdę jest tylko zbiorem. I stąd o ile indywidualizm w sensie filozoficznym jest błędem, o tyle w sensie politycznym ma, ponieważ tu pojedynczy człowiek jawi się jako podstawowy podmiot polityczno-prawny, a wszelkie pojęcia "osoby prawnej" należy uznać za nadużycie i fikcję. Stąd też bierze się inny liberalizm i rozumienie wolności jako:

    2) Prawa do decydowania o sobie - prawa politycznego, prawa decydowania o sobie bez kary za to ze strony państwa czy innych ludzi. To prawo nie oznacza jednak całkowitej likwidacji Władzy, gdyż Władza jest podstawową relacją między bytami we wszechświecie i czymś, co jest wpisane w naturę świata i człowieka. Władza w państwie, które pozwala ludziom decydować o sobie nadal pozostaje - zwłaszcza o ile państwo jest monarchią. Oprócz jednak takiej bezpośredniej Władzy państwowej, pozostają jeszcze inne rodzaje pewnej Władzy, pewnej Dominacji, choć nieformalnej i nieoficjalnej - dominacja bogatych nad biednymi, silnych nad słabymi, mądrych nad głupimi, pełnosprawnych nad niepełnosprawnymi, ludzi nad zwierzętami, rodziców nad dziećmi. Te wszystkie rodzaje Władzy bardzo przeszkadzają niektórym utopistom, którzy marzą sobie o świecie bez Władzy i roją sobie, że może się to marzenie urzeczywistnić. I stąd się bierze rozumienie wolności jako:

    3) Prawo do współdecydowania o wszystkich aspektach życia swojego i innych w głosowaniu. Taki, republikański model państwa zakłada w swojej skrajnej postaci skupienie wszelkiej Władzy i Dominacji w rękach państwa - oczywiście państwa d***kratycznego, gdzie drogą głosowania powszechnego teoretycznie wszyscy rządzą wszystkimi we wszystkich aspektach - zostaje więc, teoretycznie, zlikwidowany podział na rządzących i rządzonych, a więc i wszelka Władza. Jest to oczywiście teoria, gdyż w praktyce Władza i Dominacja zawsze była, jest i będzie.

    C.D.N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cz.II

      Podsumowując, widać tu, że jeden indywidualizm i liberalizm jest nie do pogodzenia z drugim, zakładają one bowiem zupełnie różne modele państwa. W jednym państwo jest sprowadzone do stróża formalnej wolności jednostki, w drugiej próbuje się poprzez nie zabsolutyzować wolność, likwidując wszelką Władzę poprzez wprowadzenie współdecydowania w głosowaniu, co kończy się omnipotencją d***kratycznego państwa, która w teorii jest omnipotencją "suwerennego narodu".

      Co zaś do pojęcia "człowieka w ogóle", to jest prawdą, że nikt takiego nie widział - niemniej pojęcie pewnych wspólnych cech łączących ludzi można uznać za konserwatywne, jako pewną platońską ideę (o ile oczywiście Szanowny Autor uznaje platonizm za konserwatywny...Oczywiście nie w sensie totalitarnego projektu państwa Platona, lecz w sensie nauki o ideach), której wprawdzie nikt nie widział, lecz która istnieje w "świecie idei". Więcej o tym i w ogóle o tym, jak się ma spór o uniwersalia do konserwatyzmu można przeczytać tu:

      http://milkblog.cba.pl/?p=1260

      Zapraszam również do lektury innych wpisów:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    2. Podziałów dokonuje pan arbitralnie i zatrzymuje się bez logicznego powodu. Sam Pan to zrozumie. Za jakiś czas.

      Usuń
  4. Być może, jednak nie wiem czemu jest Pan tego taki pewny, biorąc pod uwagę Pańską niewiarę w moce jednostki (nie mówię, że nieuzasadnioną...).
    Jak na razie nie widzę żadnych luk, sprzeczności ani błędów logicznych w moim systemie światopoglądowym. Nie sądzę, żebym potrafił sam je dostrzec, dopóki mi ich ktoś nie wykaże, jednak być może faktycznie ma Pan rację i sam je znajdę za jakiś czas. Trudno przewidzieć przyszłość...

    Zapraszam:
    http://milkblog.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Wartościowy wpis, to na pewno!

    Z uwag ogólnych to, za porządkiem, zaczynając od wpisu głównego:

    1. "Absurd? Ale przecież współcześni "miłośnicy wolności" TO właśnie robią! Kwestionują wszelkie wzorce kulturowe tyczące się relacji międzyludzkich - w imię a to "wyzwolenia kobiet", a to "równouprawnienia mniejszości seksualnych", czy innych. "Praw zwierząt" bynajmniej nie wyłączając (wtedy idą krok dalej i poszukują "najmniejszego wspólnego mianownika dla bycia istotą żywą"...)."

    To już demagogia, nie trzeba być miłośnikiem "praw zwierząt" ani walniętym w dekiel żiżkowcem żeby rozumieć prostą zasadę. Zwierzęta zabija się w sposób przysparzający im jak najmniej cierpień. Zabobony i rytuały sprzed paru tysięcy lat nie powinny nami kierować w tej kwestii i tyle. Stanowcze "Nie!" dla halal czy kosher, czy obrzezania dziewczyn. Jak już muszą to niech to robią u siebie, nie u mnie.

    To właściwie tyle w wątku głównym.

    2. Dyskusja między autorem a Kirą kończy się na:
    "A innej wolności niż wewnętrzna, tj. polegająca na samoopanowaniu - nie ma."

    Potem Kira po prostu potwierdza że erystyka nie jest jej obca i a contrario jej własnego kometarza:
    "Zabawne, że kiedyś tzw. zwykli ludzie po prostu nie zastanawiali się nad koniecznością przyjęcia jakiejś roli społecznej lub nie - po prostu to robili lub tego NIE robili. Byli posłuszni lub się buntowali. Może i dorabiali do tego jakąś filozofię, ale z pewnością była ona prostsza i bardziej zrozumiała niż dzisiejsze wywody filozofów, etyków, ideologów czy wreszcie - domorosłych myślicieli.

    Wolność albo jest, albo jej nie ma. (...)."

    zaczyna ględzić (ehem, domorosła myślicielka czy filozof?) a autor radośnie potwierdza że teoretyzowanie to jest to co uwielbia i zaczynają się przerzucać "Heglami w oryginale".

    Proponuję anal-izę utworu https://www.youtube.com/watch?v=SDFdzLJBH7g . Przy możliwościach intelektualnych obojga interlokutorów ze 3 eseje filozoficzne i jeden doktorat z tego spokojnie będzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, domorosła, bo studiować filozofii zdecydowanie bym nie chciała. Chociaż - kto wie, jak bardzo człowiekowi na stare lata odbije. Nie interesują mnie w każdym razie - na razie! - przemyślenia innych filozofów - czy to domorosłych, czy zawodowych, czy "uświęconych" jakimiś publikacjami.

      To, co napisałam, to szczera prawda: kiedyś ludzie tak bardzo nie filozofowali, tylko robili swoje. Czasami trzymali się swojej "roli społecznej", czasami nie, ale w tym drugim przypadku nie dorabiali do tego esejów o wolności człowieka. No, nie wszyscy w każdym razie. Thoreau się rozpisywał... ale jego to już mało pamiętam, zresztą, nie przeczytałam w całości ani jednej jego książki.

      A ten pierwszy fragment jest zgoła zbyteczny. Pan Shape_shifter nie rozumie najzwyczajniej w świecie, o czym autor pisze i wyskakuje z dziecięco prościutkim - choć przez to ujmującym - rozumowaniem, że zwierzęta trzeba zabić jak najszybciej i jak najmniej boleśnie. Prawda - ale czy autor temu przeczy? Nie, żebym twierdziła, że cokolwiek to pana J. K. obchodzi, ale chyba nie o tym mowa?

      Usuń
    2. Droga Kiro.

      Faktem jest żem cham i prostak, nawet się zastanawiałem dlaczego tak, skoro moi rodzice to ludzie nadzwyczaj kulturalni i takie na przykład przekleństwa i wyrazy niecenzuralne są im całkowicie obce. A rozliczne podobieństwa fizyczne wykluczają listonosza. Hehe, słabe, wiem ale tak właśnie jest. Geny recesywne wydają się być dobrym tropem, geny krzyżowe kolejnym (heterozja w jakiejś formie, wszyscyśmy od Adama i Ewy albo od 4 czy 6 Ewy jak chce dzisiejsza genetyka i neurobiologia; niemniej - pewne podziały już nastąpiły i przy ponownym łączeniu niegdyś bliskich a dziś odległych grup genetycznych może dojść do jakiejś tam zmiany).

      Thoreau się zdezaktualizował. 2 lata w lesie i od razu książka? Teodor Kaczyński juz dawno pobił ten wynik. Najnowszy rekordzista spędził w lasach bodajże Maryland 27 lat. Prawdziwie sam.

      Wraz z szanownym autorem, Panem Kobusem bijecie pianę, szanowna pani Kiro. A ja, skromny cham i prostak wyciągam po prostu szpik z tej kości. I jest smakowity i wartościowy. A że pozwoliłem sobie na uwagę dotyczącą intelektualnych gierek w jakich oboje się lubujecie to przepraszam. Zrobiłem to jedynie dla porządku, oddzielałem dla siebie szpik od kości i mimowolnie co sobie mruczałem pod nosem, niechcący przelewając to w komentarz. Proszę zignorować moje uwagi i w żadnym razie nie czuć się dotkniętym! To wyraz uznania dla rozwiniętej formy komunikacji jaką prowadzicie, a komunikacja jest kluczowa u istot społecznych. Przywołanie Thoreau było jednak niefortunne. To odwołanie do tych co prawdy poszukują wyłącznie w sobie i przyznanie racji panu Kobusowi jest.

      shape_shifter

      Usuń
    3. A skąd Ci, zacny Shape_shifterze, przyszło do głowy, żem się rumieńcem gniewu oblała? Po prostu chwyciłam Cię za słówko, któreś rzucił odrobinkę bezmyślnie, moim zdaniem. Bijemy, nie bijemy - a cóż w tym złego? Ot, takie wysublimowane rozmowy o zadku Maryni.

      Usuń
    4. PS. Można wiedzieć, jak się zwał ów pasjonat samotnego bytowania w leśnych ostępach? Mam słabość do takich uroczych odmieńców, a może raczej - łączy mnie z nimi swoista duchowa więź?

      Usuń
    5. W sobie w sensie samotnictwa, nie kantowskim ani solipsyzmu. Thoreau szukał prawdy w otaczającej go przyrodzie (prawo naturalne). No no i cholera na co mi to było, już się w komentarzach produkuje. Koniec. Basta.

      s_s

      Usuń
    6. Jasne że można. Christopher Knight. Jeden hamerykański dziennikarz przeprowadził z nim wywiad. Polecam.

      s_s

      Usuń
  6. 3. MP:

    "Możliwość absolutnie swobodnego decydowania o sobie i kształtowania siebie samego - takie rozumienie wolności jest oczywiście absurdem. W tym sensie wolność w ogóle nie istnieje - gdyż człowiek jest tylko zbiorem, mieszaniną genów i doświadczeń, które przeszedł - i nie może sobie wybrać genów z jakich się składa, tego, w jakiej epoce, rodzinie, mieście przyjdzie na świat. A każdy wybór jaki człowiek podejmuje, podejmuje na podstawie pewnych kryteriów, których nie wybiera, nawet zaś, gdyby je mógł wybrać, musiałby dokonać wyboru na podstawie innych kryteriów i tak dalej, aż w końcu dojdziemy do takich kryteriów, które są całkiem pierwotne, których człowiek nie wybierał, gdyż go jeszcze po prostu nie było i żadnych "swoich" kryteriów nie ma. W związku z tym tak naprawdę każdy "wybór" jest zdeterminowany przez naszą przeszłość, przez nasze doświadczenia zmieszane z genami etc. W tym pojęciu nie istnieje również tak naprawdę żadne "ja", gdyż człowiek jest tylko zbiorem, powiedzmy: ciała, duszy, psychiki i umysłu (nie upieram się przy takim akurat podziale) i każda z tych "sił", z tych części człowieka ma swoje interesy, swoje niejako "poglądy", które często są sprzeczne. I nie ma nad nimi żadnego neutralnego "ja", które dokonywałoby jakichkolwiek wyborów, gdyż to, która część zwycięży i przejmie władzę nad innymi zależy właśnie od przeszłości człowieka, od tego, która w procesie doświadczenia mieszającego się z genami zdobyła większą moc."

    Głębokie.

    Prawie.

    Rozumiem że MP nie słyszał o psychonach? Pozwolę sobie zatem wyjaśnić. W BAAARDZO dużym skrócie to mózg działa na podstawie impulsów elektrycznych.
    Prąd płynie sobie przez różne rejony mózgu - myślimy. Teraz - im częściej korzystamy z nawyków, utwierdzamy się w jakiejś opinii, deklarujemy jakieś stanowisko - tym częściej rzeźbimy konkretną ścieżkę przepływu. Jako ciekawostkę podam, że z tym walczą koany buddyzmu, one mają na celu właśnie spojrzenie na zagadnienie z innego punktu widzenia, uruchomienie tych potencjalnych kanałów przepływu z których nie korzystaliśmy od lat albo i wcale. Nie bez powodu uważa się też, że dzieci mają bardziej rozwiniętą wyobraźnię i "nieszablonowe" poglądy, zachowania, reakcje - po prostu u nich nie wykształciły się jeszcze utrwalone i wyrzeźbione kanały reakcji. Ich mózgi są plastyczne, poszukujące, niezdeterminowane.
    Wracając do wątku - jesteśmy na tyle zdeterminowani na ile sami pozwolimy się zdeterminować. A sam determinizm to jeszcze Grecy rozważali.


    shape_shifter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @shape_shifter
      "Jesteśmy na tyle zdeterminowani na ile sami pozwolimy się zdeterminować" - no nie do końca, bo jednak dziecko samo siebie nie kształtuje, to rodzice czy też inne środowisko jakieś wpaja mu poglądy, nawyki i zwyczaje, "rzeźbi" te kanały (jak już chcemy tak biologicznie podchodzić do człowieka). Człowiek się sam nie może kształtować - bo nie mając wpojonego żadnego kształtu nie miałby wizji tego, jaki ma być. O to chodzi. To na ile rzekomo "pozwolimy się zdeterminować" zależy od naszych jakichś poglądów, kryteriów - a te znowu nie zależą od nas, a nawet gdybyśmy je wybrali, to też na podstawie jakichś poglądów itd., tak jak pisałem w komentarzu, aż dojdziemy do takich poglądów, które po prostu zostały nas dane wtedy, gdy nie mieliśmy żadnych, a więc pod tym względem właściwie "nas" nie było.

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    2. Odblokowanie kanałów następuje między innymi w sytuacjach zagrożenia życia, ekstremalnego niebezpieczeństwa, użycia substancji psychoaktywnych ORAZ świadomej decyzji danego człowieka. Ludzie bowiem, wbrew pozorom, myślą. I czasem pod wpływem swoich przemyśleń zmieniają się, zmieniają swoje postępowanie.

      s_s

      Usuń
    3. Czy ja mówię, że się nie zmieniają albo że nie myślą? Nie wydaje mi się, żeby moja teoria temu przeczyła. Ona mówi tylko, że tak naprawdę człowiek jest zbiorem i że nie ma jednej podmiotowości, że nie jest monolitem. A także, że tak naprawdę wszystko to, co nazywa "swoim" jest mieszaniną tego, co pochodzi z zewnątrz, spoza niego, zaczynając od ciała, które jest mieszaniną genów ojca i matki.

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    4. Tego ci życzę młody :)

      https://www.youtube.com/watch?v=mthcPZpGpaU

      Usuń
  7. Mój ulubiony Gintrowski :)

    https://www.youtube.com/watch?v=DbNWXiP78rQ


    Z serdecznym pozdrowieniem dla wszystkich czytelników bloga p. Kobusa.

    Dobry pierścionek Jej kup Jacku ;)

    https://www.youtube.com/watch?v=DbNWXiP78rQ

    s_s

    OdpowiedzUsuń