Blog główny

wtorek, 15 września 2015

Nie jestem doskonały

Przeczytałem sobie dziś rano, dzięki koledze Przemysławowi, który udostępnił to na Mordoksiążce ten oto post. No i cóż mam powiedzieć..? Prawda, cała prawda i tylko prawda...
 
Nie jestem doskonały. Tak naprawdę PRAKTYKUJĄCYM katolikiem to jestem z powrotem od miesiąca. I kilku dni. I już się okazuje, że i to robię tylko na 99%, a nie na 100...
 
Inna rzecz - w życiu nie miałem nigdy czegoś, co można by w jakimkolwiek sensie tego słowa nazwać "doświadczeniem religijnym". Owszem, to co się teraz dzieje, to jest - po ludzku rzecz biorąc - skrajnie wręcz nieprawdopodobny i niemal niewytłumaczalny zwrot akcji.
 
Skądinąd jednak, nie ma takiego zdarzenia, którego nie dałoby się wytłumaczyć działaniem Prawa Wielkiej Liczby. Jeden przypadek nagłego zwrotu życiowego to cud. Milion podobnych przypadków w skali 6-miliardowej populacji całej planety to już wręcz konieczność...
 
Tak, czy inaczej deklaracje pana Cyraniaka o Jego obcowaniu z Duchem Świętym mogę  przyjmować jedynie "na rozum" - nie mam żadnej skali porównawczej, punktu odniesienia, wewnętrznego oglądu, nic zgoła! Taka deklaracja "brana na rozum" brzmi już zaś dużo mniej przekonująco, niż brana "na wiarę", prawda..?
 
Ba! Zalecenie papieża Franciszka, to o "rodzinie imigrantów na każdą parafię" - jako żywo ani nie zawiera takich treści, ani też nie zostało ogłoszone w takiej formie, żeby miało być ostatecznym, niepodważalnym i nieomylnym. Każdemu wolno się z nim zgadzać lub nie - i nie zgadzając się, nie grzeszy bynajmniej.

Jasne - tak samo jak charyzmatyk nie jest w stanie przekonać mnie (bo nie mam udziału w jego mistycznym doświadczeniu...), tak też podobna sofistyka nie przekona charyzmatyka (aż chciałoby się dodać złośliwie, że to dlatego, iż nie ma on udziału w praktycznym rozumie... ale może nie róbmy tego, co..? Ach, już to zrobiłem przecież, niedobry...).

Koniec końców, wszystkie znaki na Niebie i na Ziemi zgodnie wskazują, iż owi potrzebujący wsparcia i chrześcijańskiej miłości imigranci po prostu NIE CHCĄ gościny i opieki ze strony innych parafii niż niemieckie... Skoro tak, to czy mamy prawo narzucać im się z tą naszą miłością..? Gwałtem i przemocą sprowadzać ich do Bożego, Grabowa nad Pilicą, Głowaczowa, Warki itd., itp. - gdzie oni wcale, a wcale żyć i chrześcijańskiej miłości doświadczać nie chcą..?

Ktoś potem gotów pomyśleć, że (hipotetyczny...) samobójczy atak bombowy na warszawskie metro to był efekt jesiennego spleenu, w jaki gotów wpaść przywykły do słońca Erytrejczyk czy Somalijczyk (a nawet Syryjczyk, jeśli przypadkiem taki rzeczywiście się wśród mniemanych "uchodźców" trafi... no dobra: używam podłej sztuczki erystycznej i wszyscy o tym dobrze wiemy...) pod szarym, nisko zwieszonym chmurami niebem Boskiej Woli. A tego byśmy chyba nie chcieli, prawda..? Akurat, co prawda, na razie pogoda zupełnie nie jesienna, ale cóż - niech żywi nie tracą nadziei, wedle prognozy w nocy ma być deszcz.

W ostatecznym rachunku wydaje mi się, że granica pomiędzy "brakiem zaufania do Pana Boga", a "wystawianiem Pana Boga na próbę" jest cienka i śliska. Patrząc na obecny exodus z Bliskiego Wschodu i Afryki przez cyfrowe oczy Sieci nie widać w nim tłumu potrzebujących, którym bezwarunkowo należy się pomoc. Ja w każdym razie nie widzę.


Zgadzam się oczywiście, że ci ludzie maszerują do Europy, ponieważ to Europa ich marsz spowodowała - na różne sposoby: obalaniem Kadafiego i Assada, chorym rozdawnictwem niszczącym rolnictwo Afryki, mirażami beztroskiego życia na niemieckim socjalu. Pytanie brzmi, czy jak ci ludzie już dotrą do Monachium, Frankfurtu czy Bonn, to coś się zmieni, sytuacja ulegnie poprawie - tak w skali globalnej, jak i dla nich samych..? Nie wydaje mi się: jeśli nawet nie wszyscy, to większość z nich nadal będzie sfrustrowana i nieszczęśliwa (bo miraż beztroskiego życia na niemieckim socjalu ZAWSZE wygląda lepiej niż życie rzeczywiste...), a w kolejce będą stały dalsze miliony tylko zachęcone powodzeniem tej fali...

Oczywiście możemy poddać się bezwarunkowo Woli Boskiej i otworzyć granice bez żadnych zgoła warunków i ograniczeń. Zapewne w ciągu kilku lat masowe migracje ustaną. Bo wszyscy i tu w Europie i tam, za Morzem Śródziemnym - będziemy tak samo biedni, jak teraz jest biedna Afryka i Bliski Wschód.* Zanikną różnice, to zaniknie też i motywacja do wędrówek. Na pewno będzie bardziej "równo". Czy zarazem bardziej "sprawiedliwie"..? Z punktu widzenia biedaków zza morza, na pewno tak!

Nie wątpię, że na naszych 15,4 ha z powodzeniem dałoby się utrzymać ze dwie arabskie rodziny. Zakładając oczywiście, że chciałyby pracować w pocie czoła (a więc, że wszystkie doniesienia o nich, jakie się do tej pory pojawiały, są od początku do końca nieprawdziwe, z palca wyssane, zmanipulowane i nie o socjal im chodzi i beztroskie życie, tylko o godność, bezpieczeństwo i takie tam...). Piasek, bo piasek, ale kartofelki i żytko urosną - w miejsce "bezużytecznych", bo żadnym materialnym ludzkim potrzebom nie służących pastwisk dla  naszych równie bezużytecznych z czysto utylitarnego punktu widzenia koni.

Na jakiej wadze zważyć, czy Marii Magdaleny i moja potrzeba piękna, dla której tak uparcie trzymamy się naszego piachudru - jest mniej, bardziej, czy tyle samo warta co czyjaś - czysto hipotetyczna - potrzeba jedzenia..?

Oczywiście można to rozstrzygnąć po darwinowsku, siekierą i widłami (akurat nic lepszego nie mam...). Można. Tylko czy naprawdę tego właśnie chcemy..?

I to NIE JEST chwyt erystyczny! Bo jeśli przyjąć, że imigrantom aktualnym "należy się" - to na jakiej niby logicznej podstawie przyjmować potem, że ich kuzynom którzy na razie zostali w domach już się "nie należy"..? No słucham - na jakiej..? Jakieś pomysły? Jakiekolwiek..?

Jeśli nie chcemy jakiejś hobbesowsko - darwinowskiej rzezi, to może jednak nie wystawiajmy Pana Boga na próbę, nie oczekujmy cudu (tylko cud zatrzyma w domach kuzynów aktualnych imigrantów, gdy ci już dostaną to, czego chcą...) ot tak, bo inaczej nie potrafimy sobie poradzić - tylko właśnie: radźmy sobie!

Że to będzie wymagało brutalności wobec żywych, rzeczywistych ludzi, a nie abstrakcyjnych cyferek? Że taki wybór - "warto odmownie potraktować kilkaset tysięcy po to, aby nie wprawiać w ruch kolejnych milionów" - bardzo nieprzyjemnie przypomina zdanie "warto, aby jeden człowiek umarł za naród"?

Mam wrażenie, że poniekąd po to powstały klauzurowe klasztory, żeby naprawdę wrażliwym naturom takich praktycznych dylematów oszczędzać...
--------------------------------------------------------------------------------
*Wcale nie dlatego, że "wielkość bogactwa" jest skończona i można je tylko dzielić. Bynajmniej! Gdyby w Polsce żyło 100 milionów ludzi zamiast 35 czy 36 - Polska byłaby bogatsza niż jest. Pod warunkiem, że owe 100 milionów CHCIAŁOBY i UMIAŁO pracować. A to jest jednak co najmniej wątpliwe w tym przypadku...


15 komentarzy:

  1. NIkt nie jest doskonaly.Tyle tylko ze ow "zarzut" mozna wlasciwie postwic tylko prawicy bo lewica wlasciwie w nic nie wierzy wiec i punktu odniesienia dla nich brak.To ja juz wole byc niedoskonaly nic w nic nie wierzyc.Okazlao sie w Kambodzy czy ZSRR do czego ow brak wiary prowadzi i zeby zaraz sie nie okazalo w UE.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
  2. Debilom i zasranym hipokrytom się nagle Chrystus przypomniał. Brrrr. Zaczyna mnie to porządnie wkurzać. Nie mają pojęcia, kim są ci wędrujący ludzie, dlaczego spieprzają aż do Europy, jak się będą zachowywać, a wyją o miłosierdziu - oczywiście wymagając go NIE od siebie... Tfu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Kiro,

      "Debilom i zasranym hipokrytom..."
      Nawet jak nie ma już wyboru i musi się zabić Bliźniego (czasem tak bywa), to nie ma obowiązku Jego nienawidzić, czy Jemu złorzeczyć.

      BTW, o ile mogę coś zarekomendować, to proszę przeczytać 46 rozdział "Przebudzenia" W.Cz. Anthonego de Mello (można wygooglować od frazy "Czy można być w pełni sobą nie doświadczając tragedii? Jedyną rzeczywistą tragedią na ziemi jest niewiedza."

      Usuń
    2. Ma pan rację, panie Januszu, przyłapuję siebie co i rusz na negatywnych emocjach. Ale naprawdę rozwala mnie głupota i moralna (tak, moralna!) ślepota tych, którzy nie wiedząc, kim tak naprawdę są napływające do Europy masy, wmawiają wszystkim naokoło, jakimi to są strasznymi samolubami i kseonofobami, nie chcąc "przyjąć bliźniego".

      Mam też serdecznie dość wmawiania mi, że jestem naiwna, kiedy poruszam temat islamu. Bo przecież "media kłamią, manipulują, przeinaczają", podając co i rusz informację, jakich zmian dokonują większe ilości wyznawców Allaha na Zachodzie. Tak, wierzę w to, że informacje o sądach szariatu w Wielkiej Brytanii czy podporządkowywanie swoich obyczajów w Szwecji pod dyktando muzułmanów jest faktem.


      De Mello lubię, i owszem. Nigdy jednak nie traktuję żadnego ideologicznego tekstu jako prawdy objawionej.

      “Każdy system jest tak dobry i tak zły jak ludzie, którzy się nim posługują. Ludzie o złotych sercach sprawiliby, że kapitalizm, komunizm czy socjalizm funkcjonowałby bez zarzutu”.

      Z tym się zgadzam.

      "Póki nie jesteś świadom samego siebie, nie masz żadnego prawa poprawiać innych lub świata."

      Nie wiem, co to znaczy być "świadomą samej siebie". Wiem jednak, że zostałam obdarzona wolną wolą (przynajmniej na poziomie świadomości), więc to JA decyduję, do czego mam prawo. Jeśli nie przeciwstawiam się złu nawet wtedy, gdy mogę, to tak, jakbym na nie przyzwalała. Tak więc bierność jako zasadę odrzucam. Co najwyżej proszę o wskazówkę, jak zmieniać świat MĄDRZE.


      A na koniec: bardzo, bardzo chcę być dobrym człowiekiem. Ale chcę być również mądrym człowiekiem. Dobroć bez mądrości przedzierzga się niekiedy w tani sentymentalizm, łzawe i godne pożałowania frajerstwo, a bywa, że i w - totalną katastrofę. Tak może być właśnie w tym wypadku.

      Usuń
    3. "Nie wiem, co to znaczy być "świadomą samej siebie"."
      1. Dzieli Pani myślowo swoje Ego na Ja i Mnie.
      2. Ja pełni funkcję obserwatora nie angażując się w emocje Mnie, ani nie uczestnicząc w dolegliwościach "opakowania" Mnie.
      3. Po circa trzech dniach "obserwacji" Ja zacznie patrzeć na Mnie podobnie jak na zmiany pogody - coś się pojawia, coś odchodzi.
      4. Ten wytrenowany dystans można doprowadzić do automatyzmu.
      Ważne by być dla Mnie życzliwym, a w przypadku odkrycia algorytmów nieracjonalnej podłości miłosiernym.

      "Co najwyżej proszę o wskazówkę, jak zmieniać świat MĄDRZE."
      Nie mam pojęcia.

      Usuń
    4. No to jestem skazana na własne zasady.

      Usuń
  3. Zarzut pana Cyraniaka wobec konserwatystów i, jak On to określił, "chrześcijan katechonicznych" nie da się sprowadzić do drobiazgu. Do czegoś, nad czym można ot tak, przejść do porządku dziennego. To zarzut bardzo poważny. I nie doszukiwałbym się w nim hipokryzji. Tak więc oba powyższe komentarze, zarówno pana Piotra, jak i Kiry - moim zdaniem trafiają jak kulą w płot.

    Wcale nie mam przy tym poczucia, że tym wpisem problem rozwiązałem. On jest najprawdopodobniej OD TEJ STRONY kompletnie nierozwiązywalny. I nie da się ukryć, że NIE DLATEGO jestem konserwatystą, że jestem katolikiem. Byłem przecież konserwatystą i wcześniej - i jeśli zachodzi tu jakiś związek przyczynowy, to zgoła odwrotny: łatwo mi było wrócić do Kościoła, skoro pojawiła się taka potrzeba i możliwość, bo w ten sposób żyję poniekąd bardziej w zgodzie z własnym poglądem na świat. Ale to jest wiara senatora Nowosilcowa z "Dziadów", a nie ekstatyczne uniesienia mistyka, bo tych zgoła nie doświadczam i wyobrazić sobie nawet nie potrafię...

    W tym sensie - jestem wobec zarzutów pana Cyraniaka bezbronny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, odniosłam się nie tyle do Twojego wpisu, ile tematu uchodźców w ogóle. Może ocipiałam, że tak się tym przejmuję?

      Usuń
  4. "W tym sensie - jestem wobec zarzutów pana Cyraniaka bezbronny..."
    No i niedobrze.
    Elita powinna kierować się przesłankami racjonalnymi.
    Przypomnę, że jestem agnostykiem, także do tego co piszę proszę podchodzić z właściwym dystansem.

    Jako wierzący ma Pan fart i Katechizm KRK, gdzie kwestia Obcokrajowców jest jasno wyłożona - 2241. Nic dodać nic ująć.
    Poza tym jak inkryminowany Duch Święty będzie miał Panu coś do powiedzenia to się pofatyguje osobiście.
    Dopóki się nie pofatyguje, to ma Pan fart, bo dogmatem KRK jest możliwość dojścia do istnienia Boga przy pomocy rozumowania naukowego i filozoficznego, czyli tym bardziej wchodzi w rachubę użycie rozumu w mniej istotnych kwestiach...
    Poza tym ponoć jest możliwe poznanie Prawdy, która Nas wyzwoli.
    W emocjach ciężko o Prawdę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katechizm, katechizmem - a p. Cyraniak i tak będzie twierdził, że póki na tym łez padole jest choć jeden głodny, nie powinienem zużywać cennej żywności na rzeczy tak błahe jak trzymanie nikomu do niczego (praktycznego...) niepotrzebnych koni. Powinienem, wzorem św. Idziego, zarżnąć je, ugotować i głodnych nakarmić. Dopiero taka postawa byłaby WYSTARCZAJĄCO radykalna.

      No i co zrobić..?

      Nic się nie da zrobić...

      Usuń
    2. W tym sensie ma Pan oczywiscie racje jak sam Pan przyznaje-nic sie nie da z tym zrobic.Ale przeciez slusznie Pan ow wpis zatytulowal "Nie jestem doskonaly".Wyglada na to ze Pan Cyraniak sadzi jednak o sobie ze jego to nie dotyczy i on doskonaly jest.Moze i to stwierdznie trafia "kula w plot" jesli rozmawiamy na naprawde wysokim poziomie ale przeciez tak calkiem mu to prawdziwosci nie odbiera.My jestesmy niczym celnicy z przypowiesci a Pan Cyraniak niczym faryzeusz.

      Piotr34

      Usuń
    3. Panie Piotrze, tytułując tak, jak zatytułowałem, dokonałem erystycznej manipulacji - skoro sam przyznaję, że doskonały nie jestem, to mi teraz trudno zarzucić niedoskonałość! Natomiast pan Cyraniak bynajmniej nie twierdzi, że sam jest "doskonały". On tylko twierdzi, że idzie za Chrystusem na 100%, a konserwatyści, którzy krytykują papieża Franciszka za stosunek do imigrantów - tylko na 99%. I nie da się tego tak powykręcać, żeby było inaczej...

      W przeciwieństwie do koleżanki Kiry, nigdy nie stawiałem sobie za cel bycia człowiekiem dobrym. Chciałem natomiast zawsze być człowiekiem konsekwentnym. No nie da się ukryć, że w kontekście zaistniałej sytuacji, pan Cyraniak jest niewątpliwie BARDZIEJ konsekwentny ode mnie - bo ewangeliczny radykalizm i optymizm, który prezentuje (i on i papież Franciszek i ten młody ksiądz ze Służewca, o którego kazaniu wspominałem w poprzednim poście na ten temat), cokolwiek by nie mówić o jego praktyczności, z całą pewnością jest postawą możliwie najlogiczniejszą.

      To mnie boli, a nie to, że nie jestem "dobry"!

      Usuń
    4. @ Jacek Kobus

      Znajomy mojego (wirtualnego) znajomego jest (wedle relacji mojego wirt. znajomego) katolikiem na 100 %. Ale o papieżu Franciszku ma bardzo kiepskie zdanie, twierdzi wręcz, że nie powinien awansować wyżej niż na proboszcza w Buenos Aires. O pontyfikacie Jana Pawła II też nie miał podobno - dobrego zdania (ów 100%-towy katolik), Ratzingera mając za znacznie roztropniejszego. Tak więc katolik to nie koniecznie bezmyślnie zgadzający się ze wszystkim, co powie jego "nadprzełożony", baranek.

      Usuń
    5. Ale to zupełnie nie o to chodzi, czy się zgadzam z papieżem, czy nie!

      Pan Cyraniak też zapewne w wielu kwestiach się by z papieżem nie zgodził - bo skoro, jak sam pisze, doświadcza osobistych rozmów z Duchem Świętym, to przecież na pewno wie lepiej.

      I znowu - nie jest moją intencją wyśmiewać czy naigrywać się. Po prostu jak do tej pory taki "nurt mistyczny" w Kościele raczej bywał niż był. A dominował "nurt racjonalistyczny". Pytanie - czy aby na pewno słusznie..? Koniec końców ludzie na niczym się tak nie zawiedli, jak na ludzkim rozumie...

      Usuń
    6. Takie trochę dzielenie włosa na czworo. Janusz z Gorzowa (i sam Jan Cyraniak) w swoim poście podali konkretnie:

      " Narody bogate są obowiązane przyjmować, o ile to możliwe, obcokrajowców poszukujących bezpieczeństwa i środków do życia, których nie mogą znaleźć w kraju rodzinnym. Władze publiczne powinny czuwać nad poszanowaniem prawa naturalnego, powierzającego przybysza opiece tych, którzy go przyjmują.

      Władze polityczne z uwagi na dobro wspólne, za które ponoszą odpowiedzialność, mogą poddać prawo do emigracji różnym warunkom prawnym, zwłaszcza poszanowaniu obowiązków migrantów względem kraju przyjmującego. Imigrant obowiązany jest z wdzięcznością szanować dziedzictwo materialne i duchowe kraju przyjmującego, być posłusznym jego prawom i wnosić swój wkład w jego wydatki."

      Dla zagubionych, pytających czy nadajnik czołgowy jest tranzystorowy czy diodowy powtarzam, nadajnik jest czołgowy:

      Imigrant obowiązany jest z wdzięcznością szanować dziedzictwo materialne i duchowe kraju przyjmującego, być posłusznym jego prawom i wnosić swój wkład w jego wydatki.

      Zwierzaki pchające się po socjal w 90% tego warunku nie spełniają, z pozostałych 10% sporo ma fałszywe paszporty i ucieka przed karą za swoje zbrodnie (członkowie grup rebelianckich, dywersanci IS, dezerterzy z armii syryjskiej). Realny problem dotyczy zatem garstki.

      shape_shifter

      Usuń