Blog główny

czwartek, 3 września 2015

Konserwatysty kłopot z gosudarstwem

Nie pierwszy już raz twierdzę, że konserwatyzm tak naprawdę trudno uznać za "ruch ideowy". Żeby być konserwatystą, nie tylko w potocznym sensie tego słowa, naprawdę nie trzeba bowiem wyznawać żadnych konkretnych idei! Zupełnie wystarczy, gdy człowiek instynktownie przeciwstawia się pospiesznym, rewolucyjnym, opartym na abstrakcyjnych koncepcjach zmianom.
 
Jest jednak także pewien głębszy powód, dla którego wstrzemięźliwość wydaje mi się najlepszym doradcą jak chodzi o formułowanie "myśli konserwatywnej". Co zrobić z gosudarstwem..?
 
Czysto teoretycznie konserwatysta nie może być anarchistą. Nie jeden raz zresztą i nie dwa polemizowałem z libertarianami. Państwo, jakkolwiek opresyjne i żałosne w swych uroszczeniach do wszechmocy by nie było, nie jest tworem "sztucznym" w takim sensie, w jakim sztucznym tworem jest na przykład tama przegradzająca bieg rzeki. Nikt nie wymyślił jako pierwszy, że założy państwo! Ono się samo zrodziło.
 
To prawda - już przy narodzinach państwo spłynęło krwią. I kąpie się w niej do tej pory. Tym niemniej, jak każdy z ludzkich tworów, państwo ma dobre i złe strony. Tym się, przy okazji, różnię od utylitarystów i innych liberałów, że ja nie poszukuję dobrych stron państwa w jego działalności, by tak rzec "usługowej" względem poddanych - ta działalność bowiem wcale nie jest dla istnienia państwa konieczna! Raczej widziałbym owe "dobre strony" we wpływie wychowawczym - tym najsubtelniejszym, bo polegającym na dawaniu dobrych przykładów.
 
Jak niedawno mówiłem Marii Magdalenie, wojowie Mieszka I (a zwłaszcza jego niepohamowanego synalka!) miłymi ludźmi nie byli. Wyobrażam ich sobie jako zgraję urodzonych morderców, rabusiów i gwałcicieli. Starczyło jednak niespełna 500 lat chrystianizacji i owego powolnego, przez przykład, a nie przez przymus (a przynajmniej - nie przede wszystkim przez przymus...) działającego wpływu panującej dynastii, a zyskaliśmy w ich potomkach spod Grunwaldu i z (niezbyt, skądinąd, przykładnego moralnie...) soboru w Konstancji galerię postaci raczej nie do wyobrażenia w lożach "Sowy i Przyjaciół", nieprawdaż..?
 
 
Przy okazji jest to dowód na wszechobecność entropii we Wszechświecie - starczyło lat zaledwie 300 degeneracji i znowu rządzą nami mordercy, rabusie i gwałciciele. Tyle, że gorsi od tamtych sprzed 1000 lat, bo na dodatek - tchórzliwi (nikt też od nich nie próbuje wymagać, aby własnego nadstawiali karku, co jednak dla wojów Mieszka było codziennym podpłomykiem...).
 
Problem polega na tym, że nie mam bladego pojęcia jak ten stan rzeczy odmienić na lepsze!
 
Jasne - luminarze "myśli konserwatywnej" dawno dali na to pytanie odpowiedź. Jest tą odpowiedzią konserwatywna i katolicka monarchia jako "ustrój idealny" (taka przecież, a nie inna, właśnie owych Zawiszów i Włodkowiców wychowała...). I konserwatywna, katolicka dyktatura jako najlepsza do owego "ustroju idealnego" droga.
 
Cóż, kiedy na całym tym Bożym świecie nigdzie już nie ma ani jednej konserwatywnej i katolickiej monarchii (poza Watykanem...) - i chyba nigdzie też nie ma nawet konserwatywnej i katolickiej dyktatury. A wszystkie, które wcześniej były - jak jedna przekształciły się w normalne, postępowe demokracje, co najwyżej zachowując jakieś dekoracje..!
 
Wobec takiego stanu rzeczy dyskusja ze zwolennikami demokracji i postępu bywa... trudna..? No i naprawdę bardzo, ale to bardzo trudno sobie wyobrazić zaprowadzenie konserwatywnej dyktatury w Naszym Umęczonym Kraju! Chyba, że po wojnie domowej, o czym nie tak dawno przecież pisałem.
 
Po wojnie domowej nie dlatego nawet, że naród by taki opór stawił. Broń Panie Boże! Opór katolickiej i konserwatywnej dyktaturze to by stawiło Wojsko Polskie - i jest to bodaj JEDYNE zagrożenie, przed którym te pasibrzuchy, lenie, nieudacznicy i notoryczni złodzieje w  mundurach rzeczywiście broniliby się orężnie. Rojenia p. JKM o tym, że "generałowie zrobią porządek z sejmokracją" od samego początku, gdy je po raz pierwszy przeczytałem - a było to na początku lat 90. ubiegłego wieku - mam za chore fantazje i nic więcej. Armia nasza jest niczym innym jak tylko jedną z dykasterii tłustej biurokracji (tyle, że jest dykasterią szczególnie uprzywilejowaną bo nic i nikt nie jest w stanie jej kontrolować...) i nic jej nie interesuje poza napychaniem kabzy oraz świętym spokojem - a każda wydana na nią złotówka jest złotówką nieodwołalnie i ostatecznie zmarnowaną.
 
Jest tedy konserwatywna dyktatura bytem na gruncie Naszej Umęczonej Ojczyzny utopijnym.
 
Z drugiej strony, trudno sobie doprawdy wyobrazić wyborcze zwycięstwo ruchu politycznego, który by obiecywał elektoratowi wyłącznie ciężką pracę, myślenie o samym sobie zamiast polegania na gosudarstwie i żadnych łupów do podziału. Nawet niepohamowany w swych chuciach Bolko, syn Mieszka, miałby problem, jak taki message wprost i bez ogródek przekazać swojej drużynie wojów..!
 
Jak się nie obróć - d...a z tyłu! Jak zwykła mawiać lat temu dwadzieścia parę mój dobry przyjaciel Siła, podsumowując w ten sposób zwykle wykłady z ekonomii...
 
I jak tu żyć, jak żyć..? Ano właśnie: zachowując wstrzemięźliwość w formułowaniu myśli i ideałów. W gruncie rzeczy tyle jest rozmaitych frontów walki z postępem, tyle groźnych nowych idei do zwalczania, że doprawdy - brak już nawet i czasu na jakieś "pozytywne wnioski i propozycje"...


5 komentarzy:

  1. "Konserwatysty kłopot z gosudarstwem"
    IMO, powinno być tak małe na ile pozwalają upaństwowieni Sąsiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. To niestety smutna prawda, ja też nie wyobrażam sobie realnie możliwości zaprowadzenia w Polsce "konserwatywnej, katolickiej monarchii", ale po pierwsze cuda się zdarzają, a po drugie nie przekreśla to sensu budowania logicznego i uporządkowanego światopoglądu konserwatywnego, gdzie jeden pogląd, jedna teza, jedna myśl czy idea wynika z drugiej...Myślę, że warto mimo wszystko badać wzajemne związki wewnątrz pewnej "ideologii" konserwatywnej, a jednocześnie też badać jak jedna "postępowa" idea wynika z innej, jak jeden "nowotwór ideologiczny", jak ja to nazywam, ma swoje źródło w innych. Przynajmniej mnie takie zajęcie interesuję, dlatego właśnie tym się zajmuję na swoim blogu, a i Szanownemu Autorowi też chyba nie jest to obce, jak można wnioskować z treści bloga. A swoją drogą: zwalczając wszelkie "groźne nowe idee" jednocześnie w pewien sposób dajemy znać za czym się opowiadamy, gdyż uzasadniając dlaczego to i to jest złe, jednocześnie w pewien sposób mówimy co jest dobre, choćby przez samą metodę argumentacji.

    Co do państwa - generalnie się zgadzam, z tą jednak różnicą, że ja uważam, że państwo w ogóle się nie zrodziło, ani też nikt go nie stworzył, chyba, że Bóg - gdyż uważam, że państwo jest odwieczne, ponieważ definiuję państwo jako "najwyższą władzę na danym terenie", stąd prehistoryczne plemiona też uważam za państwa...Więcej o mojej teorii państwa można przeczytać m.in. w następujących miejscach:

    http://milkblog.cba.pl/?p=960

    http://milkblog.cba.pl/?p=1157

    http://milkblog.cba.pl/?p=1198

    A także w innych wpisach na moim blogu, na którego serdecznie zapraszam:

    http://milkblog.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. nie ma co łamać głowy :) jak widać ludzie do ostatnich durniów nie należą, o czym świadczą wyniki wyborów prezydenckich. ( to u nas, na naszym małym podwórku ).
    a we świecie? zawsze tak było, że rządzili mordercy, bandyci. Zresztą, jak wszystko i we wszystkim jest to sprawa semantyki, filozofii i kłamstwa wiecznego jak świat. w większości wyKANTowani, zmanipulowani, jednak mamy szanse.
    hm.... milkblog? już pędzę :) L

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MILK to skrót od Monarchista, Indywidualista, Liberał, Konserwatysta, a jednocześnie nawiązanie do mleka:)
      Zapraszam serdecznie:)

      Usuń
  4. "Zupełnie wystarczy, gdy człowiek instynktownie przeciwstawia się pospiesznym, rewolucyjnym, opartym na abstrakcyjnych koncepcjach zmianom."

    Czasami trudno rozróżnić pomiędzy czystą abstrakcją a Dobrem i Mądrością (o ile te drugie są dla nas czymś prawdziwym, a nie wydumanymi ideami). Ja tam się cieszę, że mam prawo do głosowania, że niewolnictwo zostało - oczywiście tylko oficjalnie i nie wszędzie - zniesione, że za znęcanie się nad zwierzętami można otrzymać karę (wciąż za niską, ale cóż), że ukatrupiono wszechwładzę ojca nad rodziną i mam gorącą nadzieję, że za jakiś czas zlikwiduje się chore podziały w Indiach na lepszych i gorszych ludzi. Problem tkwi WYŁĄCZNIE w metodach przeciwstawiania się niesprawiedliwości i/lub okrucieństwu. Jeśli państwo próbuje gwałtownie ingerować w obyczaje czy sumienie większej ilości jednostek, może polec.

    OdpowiedzUsuń