Blog główny

czwartek, 20 sierpnia 2015

Opresja normatywna

Nie to, żebym w jakiś ekshibicjonizm popadał - ale od czego mam zaczynać, jak nie od osobistych doświadczeń..? Od teorii? Nie znam się na teorii. Jak już zresztą kiedyś chyba wyjaśniałem - konserwatyzm jest zaprzeczeniem teoretyzowania. Konserwatyzm to postawa czysto i do gruntu praktyczna. Konserwatyzm to afirmacja świata takiego, jakim on jest - i radykalne zaprzeczenie próbom wywracania go na nice w imię bezdusznych abstrakcji, choćby i w najszlachetniejsze strojących się ideały..!
 
Sięgając tedy do osobistych doświadczeń pamiętam - o czym niedawno opowiedziałem Marii Magdalenie - że gdy siedziałem w licealnej ławie, lat temu... ho, ho, ho..! - pojęcie "życia na kocią łapę", jak to w zamierzchłej przeszłości, kojarzyło się z czymś rozkosznie zakazanym i nieprzyzwoitym, wzbudzając dreszczyk podniecenia. Teraz, po latach, jeszcze bardziej kręci mnie perspektywa małżeństwa! Ze wszystkimi szykanami - na dobre i na złe, bez zwrotów i reklamacji...
 
 
Można powiedzieć, że dojrzałem. Szkoda tylko, że potrzeba było w tym celu aż tak dramatycznych przeżyć.
 
Być może dojrzałbym szybciej, gdyby panująca kultura była w stanie mi w tym pomóc - dostarczając stosownych wzorców i konsekwentnie konformizm wobec tych wzorców wymuszając. Innymi słowy - gdybym we właściwym czasie został poddany "opresji normatywnej", jak to zwykli zwać zwolennicy postępu i szczęścia ludzkości.
 
Teoretycznie takie wzorce oczywiście cały czas istnieją - a zwolennicy postępu i szczęścia ludzkości wciąż uparcie twierdzą, że są one nie czym innym, jak "opresją normatywną" wymuszane w życiu. Ale co to za "opresja", gdy tak łatwo i właściwie bez kosztów własnych można się przeciw wzorcowi zbuntować..? To nie jest opresja, tylko właśnie - zachęcanie do buntu i anarchii! Zakazać coś lub coś nakazać, ale wcale nie karać za złamanie zakazu lub nieprzestrzeganie nakazu..? Hulaj dusza, piekła nie ma!
 
A czasu cofnąć się nie da. I nawet, gdy ktoś po latach zmądrzeje i dostrzeże, że wzorzec naprawdę był dobry i mądry - co z tego? Nie każdy będzie miał drugą szansę, jak ja...
 
Pokazuje to, jaką głupotą jest obalanie "opresji normatywnej" w imię rzekomej wolności wyboru. Wolność to oczywiście piękna rzecz, ale powiedzmy to sobie szczerze: mało kto potrafi z niej naprawdę korzystać. Dla większości ludzi, tak samo jak dla mnie, taka wolność może co najwyżej stać się powodem cierpienia.
 
Przy czym tak naprawdę kwestia tego, czy mężczyźni i kobiety żyją ze sobą w wolnych związkach czy w małżeństwie nie jest bynajmniej sprawą najważniejszą: nawet w Kościele bezwzględny nakaz zawierania formalnych małżeństw ma raptem niecałe 500 lat. Zakusy zwolenników postępu i szczęścia ludzkości sięgają o wiele głębiej - oni chcą uczynić sprawą "wolnego wyboru" nawet to, czy ktoś czuje się mężczyzną, kobietą czy zgoła psem albo taboretem.
 
Wprost stwierdził to niejaki doktor Jacek Kochanowski, którego cytuję za moim ulubionym historycznym forum, pisząc: ''Polityka wiążąca się z wiedzą wypracowywaną w ramach queer studies umożliwia osiągnięcie celu strategicznego: dekonstrukcję i destabilizację kategorii płci i seksualności, a co za tym idzie, destrukcję opartego na tych kategoriach systemu stratyfikacji społecznej, z jego wykluczeniami i jego przemocą. Jest to cel dalekosiężny i o wiele bardziej doniosły niż doraźne sukcesy taktyczne, ale tylko on prowadzić może do uwolnienia naszych ciał i pragnień z opresji normatywnej, co jest zasadniczym przedmiotem zabiegów polityki queer''
 
Katastrofalne skutki sukcesu tej rewolucji nietrudno przewidzieć. Usunięcie owej osławionej "opresji normatywnej" z procesu formowania tożsamości płciowej młodego człowieka oznaczać będzie, że zostanie on pozostawiony samemu sobie - tudzież wpływom najdzikszych i najbardziej bezwzględnych spośród gotowych do grasowania na młodych ciałach i umysłach drapieżców (bo tacy przede wszystkim nie ulękną się sankcji grożących za wywieranie "opresji"...). Naprawdę sądzicie, że przeciętny młody człowiek będzie umiał sobie ot tak - poradzić..?
 
Cierpienie niewielkiej, pomijalnej wręcz garstki odmieńców być może ustanie (acz wcale nie byłbym tego taki pewien) - za cenę nieporównanie większego cierpienia ogromnej większości. Nawet dla utylitarysty (a utylitarystą w żadnym razie nie jestem i mam tę filozofię za szczyt bezmyślności...) taka "wymiana" chyba nie wygląda korzystnie..?

3 komentarze:

  1. W USA niedawno dozwolono kobietom przystąpić do treningu na Komando-foki:
    http://www.navytimes.com/story/military/2015/08/18/women-seals-greenert-losey-buds/31943243/

    Co do wpisu, to wiele z tych osób wierzących w "gender" (osoby robiące to z powodów politycznych pomijam) zapewne nie doświadczyło jak szczęśliwe mogą być osoby, które "znają swoje miejsce", w tym np. kobieta wykonująca polecenia swojego męża/mężczyzny.

    Też uważam, że to dziwne, bo transseksualiści mają podejrzanie wysoki współczynnik samobójstw i prób samobójczych. To ludzie cierpiący i chorzy, którym może warto pomóc. Niekoniecznie jednak poprzez zmiany prawne.

    "Wolność to oczywiście piękna rzecz, ale powiedzmy to sobie szczerze: mało kto potrafi z niej naprawdę korzystać."

    Podobnie z komputerami. Przeciętny człowiek ma w telefonie komputer, kilkaset jak nie kilka tysięcy razy potężniejszy niż ten, co doprowadził do wylądowania człowieka na księżycu i jak ludzie to wykorzystują? Grają w Angry Birds czy Candy Crush...

    OdpowiedzUsuń
  2. o w... o rzesz TY! Już ja ci dam opresję. W normę Ci dam!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. A od kiedy to zmiany w prawie muszą skutkować natychmiastową zmianą obyczajowości? Moda na "ustalanie swojej płci" minie, to tylko jedna z wielu błahostek, na które idą zapewne sowite granty z Unii.

    OdpowiedzUsuń