Blog główny

niedziela, 14 czerwca 2015

Dlaczego Oktawian i Alex to świnki z klasą, a Lenin - bynajmniej?!

Niewiele mam do czynienia ze współczesną młodzieżą. I na ogół jestem z tego zadowolony. Ta młodzież, którą (wyłącznie z konieczności...) spotykam w pracy, wydaje mi się kompletnie nieinteresująca - do tego stopnia, że aż wypada cieszyć się, że sam nie mam dzieci, bo gdyby miały być takie, jak moja młoda współpracownica, to chyba musiałbym z domu wygonić..! 

Wczoraj jednak miałem nieukrywaną przyjemność obcować przez krótką chwilę z egzemplarzem młodzieży młodszej nawet jeszcze, bo maturalnej, inteligentnym (wiadomo - rodzina!), bystrym i świata ciekawym. I właśnie stąd - dzisiejszy wpis. Egzemplarz ów bowiem stoi na progu zarażenia najgłupszą z istniejących na tym Bożym świecie filozofii - anglosaskim utylitaryzmem. Nawet pruski heglizm nie jest aż tak idiotyczny..!

Oba zresztą czerpią z tego samego źródła, czyli z tzw. "oświecenia" - które "zaciemnieniem" słuszniej zwać by należało, bo nie ma w dziejach myśli ludzkiej epoki głębszego i bardziej żenującego upadku...

Egzemplarz młodzieży maturalnej nie mógł zrozumieć, dlaczego Oktawian August i Aleksander (poufale zwany Alexem...) to "świnki z klasą", a ubierane właśnie w nowy garnitur truchło Lenina -  bynajmniej?

Ponieważ wydaje mi się, że i Państwo możecie mieć podobny problem z młodzieżą lub z cudzoziemcami, rzecz warta jest wytłumaczenia.

Otóż: nie ulega najmniej wątpliwości, że zarówno Oktawian, jak i Aleksander to świnie. I jeden i drugi kłamali, kradli, oszukiwali, wykorzystywali, udawali bóstwo, tarzali się w rui, porubstwie i wszelkich przyjemnościach, które tylko dać może niczym nieograniczona władza. A także zabijali - często: bez szczególnego powodu. Łamali innym ludziom życie, pozbawiali ich marzeń, wolności i majątku. Oktawian na dodatek jest postacią wybitnie nieromantyczną. Aż czuję z nim duchowe pokrewieństwo z tego właśnie powodu...

Lenin robił z grubsza to samo, ale jak chodzi o życie osobiste, to przy Oktawianie i Aleksie wydaje się wręcz mnichem: kontentował się Krupską (plotki o jego syfilisie są, koniec końców, podobnie jak w przypadku Hitlera, tylko plotkami...), żył w miarę skromnie, zabijał raczej z powodów politycznych niż dla kaprysu.

Dlaczego zatem Lenin jest świnią nie mieszczącą się w skali - a Oktawian i Alex, to mimo wszystko świnki miłe, przyjemne, wesołe i z klasą..?

Właśnie dlatego! Oktawian i Aleksander robili to, co robili z czystego pragmatyzmu. Nie - naprawdę nie chodzi o same tylko możliwości techniczne. I jeden i drugi, żywcem przeniesiony w czasy współczesne, stałby się w najgorszym razie takim Franco czy innym Pinochetem - postacią, w gruncie rzeczy, w znacznym stopniu pozytywną.

Naprawdę, możliwości techniczne są bez znaczenia. Liczba ofiar jest bez znaczenia. To, co się liczy, to uzasadnienie, ideologia i cel.

Najważniejszym, najbardziej fundamentalnym przejawem idiotyzmu anglosaskiej filozofii utylitarnej jest przekonanie, że wszystko na tym Bożym świecie czemuś pożytecznemu służy. I takie na ten przykład państwo służy temu, żeby łapać złodziei, pilnować przestrzegania zasad ruchu drogowego czy dbać o zachowanie cen nieruchomości. Bzdura..!

Państwo nie służy NICZEMU. Państwo istnieje nie po to, żeby coś załatwić, wykonać, ułatwić czy zapewnić. Państwo istniej TYLKO DLATEGO, że większość ludzi to tchórzliwi konformiści, którzy nigdy w życiu nie zbuntują się przeciw obyczajowi, status quo, prawu czy zwierzchności. Państwo istnieje dlatego, że ludzie jako ssaki terytorialne i stadne zarazem, potrzebują koniecznie dla zachowania psychicznego komfortu jasnej i niekwestionowanej hierarchii w stadzie (zwykłym idiotyzmem jest mniemanie takiego np. p. Wodzińskiego, czy innych libertarian, że ludzie mogliby żyć dalej w stadach po 40 - 50 osobników tak, jak to robili w paleolicie...). Państwo istnieje dlatego, że pewna, niezbyt wielka mniejszość ludzi przejawia ambicję sprawowania władzy i życia na cudzy koszt.

Tak było, jest i będzie - aż po skończenie świata. Ktokolwiek twierdzi, że da się z tego mechanizmu wyzwolić i państwo obalić - głupcem jest lub kłamcą.

Kto zaś zaakceptuje ten stan rzeczy, ten zrozumie od razu, dlaczego wyżej moralnie cenić należy Oktawiana i Aleksandra, a niżej - zdecydowanie niżej - Lenina.


Pierwsi dwaj rządzili dla własnej przyjemności, dla korzyści swego rodu, dla sławy swego narodu. Lenin obiecywał wszystkim swoim poddanym radykalną poprawę bytu. Ameliorację życia totalną i kompletną. Zmianę na skalę wręcz apokaliptyczną.

Nie ma znaczenia, czy sam w to wierzył, czy użył tylko takiej ideologii dla uzasadnienia swojej władzy. Grunt, że skoro jej użył, to musiał się też i trzymać - przynajmniej w ogólnych zarysach. Musiał zatem, dążąc do owej radykalnej poprawy ludzkiego losu, całkowicie życie wszystkich swoich poddanych wywrócić do góry nogami.

Już i w starożytności byli tacy, którym podobne pomysły chodziły po głowie. No chociażby Platon..! Potem było parę podobnych ruchów na tle religijnym - katarzy, taboryci, anabatpyści. Nic z tego nie wyszło bo przed początkiem wieku XX wydajność ludzkiej pracy była zbyt niska, by całe narody i pokolenia żyły życiem fałszywym i utopijnym. I tylko ta "techniczna" różnica jak chodzi o Lenina ma znaczenie. Lenin jako pierwszy nie tylko chciał, ale i mógł. Mógł zrobić coś, co ani Oktawianowi, ani Aleksandrowi w ogóle by nie przyszło do głowy - wywrócić do góry nogami życie wszystkich swoich poddanych. Wszystkich ludzi na całym świecie - przynajmniej według planów i zamierzeń!

Nie ten jest zły, kto dla siebie chce dobrze (a przynajmniej chce tego, co jemu dobre się wydaje...). To normalna, ludzka, zrozumiała postawa. Prawdziwe przerażenie budzić winien ten, kto chce dobrze dla wszystkich bez wyjątku..!

14 komentarzy:

  1. " sam nie mam dzieci"
    Pewnie stąd to zgorzknienie, brakuje Panu fury chemikaliów we krwi...

    "Naprawdę, możliwości techniczne są bez znaczenia. Liczba ofiar jest bez znaczenia. To, co się liczy, to uzasadnienie, ideologia i cel."
    No nie chce Mi się być niegrzeczny, ale to powyżej jest po prostu niedorzeczne, taka tam nielogiczna prowokacja dla wywołania świętego oburzenia Parafian.
    Jeśli uznam, że możliwości techniczne i liczba ofiar ma znaczenie (taka moja prywatna ideologia) to na mocy pańskiego wywodu mam uzasadnienie tego co się liczy, którego ponoć nie mam.

    "Państwo istnieje dlatego, że pewna, niezbyt wielka mniejszość ludzi przejawia ambicję sprawowania władzy i życia na cudzy koszt."
    Ujął Pan to niedokładnie, zdanie powinno zaczynać się od "Obecnie Państwo istnieje...".
    Nie chodzi o to, że Władza żyje na mój koszt, niech sobie żyje - na zdrowie.
    Chodzi o to, że Władza nie minimalizuje ryzyk, które "na sposób państwowy" jest znacznie tańsze niż w pojedynkę. Taki czysty praktyczny utylitaryzm.
    Przez tych Głąbów rozsądni Ludzie chomikują w nadmiarze Au, Ag, konserwy, czy generatory zamiast poszerzać okres życia na sposób sybaryty.

    No cóż, czego wymagać od przeciętnego, leniwego Troglodyty przy korycie...
    Osobiście moja irracjonalna strona liczy na jakiś wyjątek, derogację, ingerencję Opatrzności i odłożenie finansowej hekatomby wbrew oczywistym faktom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KAŻDE państwo istnieje dlatego, że niektórzy ludzie posiadają ponadprzeciętny pęd do władzy, a większość woli święty spokój. Nie ma żadnego "racjonalnego" celu istnienia państwa - większość państw istniejących w przeszłości i spora część tych istniejących obecnie mało się przejmowała łapaniem złodziei czy pilnowaniem wag i miar, a jakoś nie od tego upadały...

      Cała "techniczna" różnica między czasami dawnymi a obecnymi do tego się sprowadza, że czasy obecne to Klęska Nadmiaru, podczas gdy wcześniej powszechna była Klęska Głodu. W efekcie możemy sobie pozwolić na marnotrawstwo, które wcześniej było nie do pomyślenia - i nic wielkiego się nie dzieje (a kto wie, może gdyby nie niszcząca działalność gosudarstw współczesnych, byłoby nam nawet i gorzej - przynajmniej spora część ludności wciąż ma dzięki temu problem jak przetrwać do wypłaty, a tak to by się tylko w rui i porubstwie tarzali...).

      Usuń
  2. No ale z tego by wynikalo(naciagajac tylko nieco)ze taki Tamerlan ktory gwalcicl,mordowal i usypywal piramidy z czaszek z czystego jak sie zdaje pragmatyzmu(niemalze socjobiologicznie)lepszy jest od "oderwanych od zycia" Chrystusa czy Konfucjusza dzieki ktorych ideom los milionow przez wieki byl lepszy niz bylby bez ich "braku pragmatyzmu".Rozumiem panskie zalozenie ale cos mi sie zdaje ze za daleko poszedl-liczy sie nie tylko cel ale i metoda.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Chrystus i Konfucjusz zajmowali się pojedynczym człowiekiem, a nie wielkimi masami. Co prawda różnie to potem wyglądało, ale generalnie i jeden i drugi (podobnie zresztą jak Budda i wielu innych) apelowali do jednostki, by to jednostka coś sobie przemyślała lub zmieniła. Nie ma tu mowy o jakiejś amelioracji bytu całej ludzkości. Oszustwo Lenina i jego podobnych polega na tym właśnie, że oni taką ameliorację obiecują bez indywidualnego wysiłku, na koszt i rachunek ogółu. Zresztą, różnica w celach jest ewidentna - dla utopistów od XVIII wieku począwszy, jednostka ludzka przestaje być w ogóle interesująca, bo uważają ją za w pełni zdeterminowany produkt społeczeństwa i władzy, który można dowolnie urabiać, władzę posiadłszy...

      Usuń
    2. Rozumiem ale troche sie Pan wykreca bo z tego wynika ze mozna poprawiac spoleczenstwo i nie ma w tym nic nagannego tylko trzeba podejsc od strony jednostki a nie masy.Ja sie nawet z tym zgadzam i dlatego zawsze mowilem nic na sile tylko edukacja ale nie jestem pewny czy to aby do konca przystaje do panskich pogladow(tzn.wyglada ze przystaje choc jakos dziwnie mi nie pasuje ze taka "inzynieria spoleczna" ktora Pan tak zawsze tepi jest teraz dla Pana OK byle podejsc od wlasciwej strony-troche to pokrecone choc moim zdaniem sluszne;)).

      Piotr34

      Usuń
    3. No dobrze, Piotrze, tylko KTO ma edukować? Państwo? Czyli nauczyciele realizujący ustalony przez MEN program, np. "wychowanie do życia w rodzinie", etyka, religia i takie tam? To wywołuje mój głęboki sprzeciw.

      Usuń
    4. Tu są dwa levele. Level "soft" jest taki, że jednostka indoktrynuje jednostkę. Sokrates Platona, Platon Arystotelesa, Arystoteles Aleksandra, itd. Ortodoksyjni libertarianie uznają tylko taki model propagowania idei - więc, chwalić Pana Boga, nie mają żadnych szans na jakkolwiek rozumiane "zwycięstwo".

      Wśród ludzi nastawionych praktycznie do życia zwykle jednak wygrywa opcja przejścia na level "hard", czyli jednak - nawrócenie w pierwszej kolejności cesarza, a dopiero potem jego poddanych. Co zresztą NIEKONIECZNIE oznacza używanie od razu tak tępych i totalitarnych narzędzi jak obowiązek szkolny (co do którego wiele razy się przecież wypowiadałem...). Najważniejszy jest przykład, prestiż i moda. Nawrócenie cesarza z punktu przekona jego mandarynów, a po kilku pokoleniach ostatni kulis będzie już wiernym konfucjanistą i to sam nie widząc kiedy i dlaczego... Przy okazji, zwykle po takim nawróceniu państwo staje się (na krótko!) trochę "lepsze". Tylko trochę i zawsze na krótko - ale to i tak maksimum tego, na co możemy liczyć...

      Usuń
  3. No, to chyba jasne, że państwo istnieje dlatego, że garstka silniejszych (sprytniejszych, etc) osobników zdominowała resztę populacji. Ale jakie to szczęście, że dzisiejsi rządzący muszą się jednak liczyć ze zdaniem "pospólstwa".

    A idea powszechnego szczęścia jest równie idiotyczna, jak wywody Mikkusia o państwie idealnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bynajmniej dzisiejsi rządzący nie muszą się z niczym liczyć. Po prostu legitymizacja władzy jest obecnie taka, że ma ona być "użyteczna dla maluczkich". No to się wmawia owym "maluczkim", jaka to władza jest dla nich użyteczna - przy okazji skutecznie wmawiając im syndrom wyuczonej bezradności... Doprawdy, jak to ma być "postęp" względem palenia kadzidła przed posągiem Cezara - to pier...lę taki "postęp"..!

      Usuń
    2. Władza prawie zawsze musiała przed kimś odpowiadać. Wiem, że z historii jestem noga, ale z tego, co pamiętam i co się wyczyta w różnych artykułach dla takiego plebsu, jak ja, to jednak królowie musieli intrygować, obdzielać łaskami i przekupywać możnych, szlachtę, etc, żeby móc w spokoju rządzić państwem. A dzisiaj? Lobbokracja. Niby dlaczego prawo w USA zmienia się na korzyść czarnych, a w Europie na korzyść gejów i lesbijek?

      Usuń
    3. Dawniej władza na ogół twierdziła, że jest ziemskim odbiciem wyższego, boskiego porządku. Oczywiście w praktyce rządzący wycierali sobie owym porządkiem gęby, robiąc swoje i o siebie tylko dbając. Tym niemniej, było lepiej niż teraz, gdy władza twierdzi, że jest tylko "sługą ludu". A to dlatego, gdyż:
      - boskiemu porządkowi jest na ogół wszystko jedno kto i w jaki sposób wyciera sobie nim gębę (a przynajmniej nie zanotowano, by kiedykolwiek Instancja Wyższa wyraziła z tego konkretnie powodu niezadowolenie w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości, że tak właśnie robi...), podczas gdy ludowi owa "dbałość" bokiem wychodzi na wiele sposobów (a już Murzynom czy pedałom na pewno wyjdzie, bo przecież akcja wywołuje reakcję..!),
      - każdy ideolog koniec końców uwierzy w swoją własną ideologię, to tylko kwestia czasu (czasem liczonego w pokoleniach...) - i będzie próbował się do niej stosować: ma tedy znaczenie JAKA idea jest na tapecie, idea "boskiego porządku" jest znacznie mniej szkodliwa i dużo tańsza w wykonaniu od idei "sprawiedliwości społecznej",
      - w szczególności zaś, dużo mniej szkodliwe i dużo mniej kosztowne jest gdy władza próbuje zrobić dobrze możnym i szlachetnym (wśród których, wbrew obiegowej opinii, ludzie szlachetni naprawdę trafiają się statystycznie dużo częściej niż wśród żebraków...), niż gdy głaska hultajów i łazęgów. Do czego obecny kult "wyrównywania szans" w rzeczy samej się sprowadza.

      Usuń
    4. Ależ ja się z tym zgadzam! Marzy mi się jednak coś - że tak to niezręcznie ujmę - pośrodku: pilnowanie parudziesięciu praw, bez wikłania się w niepotrzebne ideologie i bez stawiania grupki ludzi ponad innych. No, w sumie to też jakaś ideologia: pilnować prawa/moralności/obyczajności dla nich samych - ale gdyby tak właśnie zaszczepić jakąś sensowną mentalność całemu narodowi...?

      Usuń
  4. "użyteczna dla maluczkich"
    A propos, co byłoby złego w przysłużeniu się maluczkim?

    BTW, zbadałbym sobie na pańskim miejscu cukier, bo tu bym szukał wyższej przyczyny powyższych mądrości. Poważnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic by nie było złego. Gdyby to była prawda. Ale nie jest.

      Cukier mam w porządku. Zbadałem.

      Usuń