Blog główny

czwartek, 18 grudnia 2014

Smutny koniec 22-latka, czyli: miałem rację!

Jak donosi lokalny portal informacyjny, w nocy z soboty na niedzielę, pewna 38-letnia mieszkanka Radomia skutecznie zadźgała nożem swojego 22-letniego konkubenta.



Aż strach pomyśleć, co by czekało takiego zapasionego, zasiedziałego za biurkiem, schorowanego i przemęczonego starca jak ja..? Choć z drugiej strony: umrzeć i tak trzeba - więc co to za różnica z jakiego powodu, nieprawdaż..?

Pytanie jest - na szczęście lub na nieszczęście, trudno powiedzieć - retoryczne...

Pozostaje mi jednak to ulotne poczucie satysfakcji, że pisząc w sierpniu to, co wtedy pisałem, miałem rację!

Oczywiście, z tego co napisał dziennikarz lokalnego portalu informacyjnego wprawny czytelnik od razu wywnioskuje, że chodzi o tzw. "margines społeczny" (no bo "libacja alkoholowa" - a jak powszechnie wiadomo "każdy pijak to złodziej"...) - choć, jeśli pozbawić to doniesienie stosownych figur stylistycznych, nic na to tak naprawdę nie wskazuje.

GDYBY chodziło o tzw. "margines społeczny", to moja sierpniowa teza nieco słabiej się broni tym przykładem - albowiem, jak wszyscy dobrze wiemy, kobiety są statystycznie lepiej zrównoważone niż mężczyźni. Czyli różne cechy kobiet przedstawiane na wykresie (np. inteligencja, skłonność do agresji, skłonność do dominacji, itp.) będą mieściły się bliżej środka tego wykresu czściej niż u mężczyzn. Krzywa dzwonowata rozkładu takich cech u kobiet będzie "szczuplejsza", bo mniejsze będą oba ekstrema - zarówno to "na plus", jak i to "na minus".

Na przykład dla dystrybucji IQ to wygląda mniej - więcej tak:


Co oznacza, że w najniższych warstwach społecznych kobiety mogą - teoretycznie - dominować częściej niż mężczyźni. Bo są bardziej przeciętne, a więc - na tym akurat wycinku krzywej - mądrzejsze...

Inna sprawa, że jakoś doświadczenie historyczne tej teoretycznej możliwości bynajmniej nie potwierdza. W każdym razie - nie jakoś widocznie.

No cóż: naleję sobie chyba kolejny (trzeci?) kieliszek fenomenalnej nalewki tarninowej Lepszej Połowy - i pójdę się przespać z tym problemem do przemyślenia...

3 komentarze:

  1. Może napisałby Pan coś o historycznych doświadczeniach Ludzi w kwestii konserwacji żywności, zamiast rozczulać się nad sobą?
    Wszyscy pomrzemy, także po kiego przejmować się jurnością, czy inną nadwagą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam się na konserwacji żywności. I skąd pomysł, że miałbym spełniać życzenia Czytelników..? Hej! To ja się tu bawię, a nie Wy..!

      Usuń
  2. "Nie znam się na konserwacji żywności.'
    Nie ma sprawy. Myślałem, że się Pan zna.
    Kiedyś uzmysłowił Mi Pan kilka istotnych rzeczy związanych z powodami wrostu plonowania, zarządzaniem ryzykiem głodu w RP via gospodarka folwarczno-pańszczyźniana i agrarnymi powodami zapóźnienia naszej umiłowanej Ojczyzny, także sądziłem, że i historyczny postęp w dziedzinie przechowywania jedzenia ma Pan "obcykany".

    Co do sedna mojej ciekawości w dziedzinie konserwacji jedzenia wynika ona z tego, iż uważam, że rządzą Nami Wariaci i posiadanie rzadkich metali może nie wystarczyć na złe czasy, natomiast "technologia przetrwania" naszych Przodków może okazać się bezcenna.

    Reasumując, nie ma problemu, jednocześnie mam nadzieję, że w przypadku kolapsu, chociaż Wyznawcy nadmiernie zaludnionej Ziemi nie będą przygotowani i dadzą dobry osobisty przykład zwalniając brakujące miejsce:).

    OdpowiedzUsuń