Blog główny

sobota, 8 listopada 2014

Młodzi militaryści

Jak powszechnie wiadomo, do uczłowieczenia małpy doszło nie dlatego, że małpa musiała pracować (jak sobie roił Engels swego czasu: gdyby miał rację, to dominującym gatunkiem na naszej planecie byłyby bobry... albo inne termity!), tylko dlatego, że pramałpoludom coraz trudniej było namówić pramałpoludki na małe bara - bara: w miarę bowiem, jak stres wywołany naprzemiennymi glacjałami i interglacjałami uprzywilejowywał w walce o byt małpoludy z możliwie jak największym mózgiem (a w konsekwencji z coraz to dłuższym i coraz to bardziej bezradnym dzieciństwem - o czysto fizjologicznych konsekwencjach rosnącej mózgoczaszki płodu nie wspominając...) - zarazem coraz trudniej ukryć było fakt, że w społeczności małpoludów zachodzi zasadnicza zupełnie sprzeczność.

Największe szanse na pozostawienie licznego potomstwa miał bowiem ten małopolud, który do bara - bara podchodził z największą nonszalancją, zapładniając na prawo i lewo co tylko był w stanie dopaść, bez rozróżniania koloru futra czy grubości nadoczodołowych wałów. A jednocześnie ten sam czynnik, czysto biologiczny i bytowy, dawał podobną przewagę tej małpoludce, która zachowywała się zgoła odwrotnie: to znaczy tej, która umiała na tyle przywiązać do siebie konkretnego małpoluda, że był on gotów dzielić się zdobytym mięsem zarówno z nią, jak i z jej potomstwem (niezależnie od tego, czy folgowała sobie na boku z bardziej rozrywkowymi kolegami, gdy jej własny jeleń chadzał na jelenie do puszczy, czy nie...: bo jest tu oczywiście haczyk, nader znamienną wprowadzający nierównowagę między płciami - jeśli bowiem skutecznie stwarzająca pozory cnoty małpoludka potajemnie uległa nonszalanckiemu małpoludowi, a wynikiem tej przygody był osobnik płci męskiej dziedziczący po biologicznym ojcu skłonność do nonszalancji i niezbędne po temu wyposażenie - to także geny jego matki miały szansę na daleko większą propagację, niż gdyby pozostała wierna małpoludowi cnotliwemu i pełnemu troski o rodzinę, czyli jeleniowi...).


U podstaw ludzkiej cywilizacji leży zatem hipokryzja. Jakoś bowiem trzeba było te sprzeczności pogodzić, inaczej społeczności pramałpoludów groziło rychłe wyginięcie - do czego, jak wiemy, nie doszło, bo sami jesteśmy tego dowodem. Jak zaś pogodzić tak drastyczną sprzeczność celów życiowych..?  Sprzeczność, w dodatku, jak to mawiali marksiści, "antagonistyczną", boż przez wszystkie wieki wieków prawie aż po dziś dzień NIC się nie zmieniło jak chodzi o uwarunkowania, które taką, a nie inną strategię rozrodczą obu płci w naturze preferują...

Przyszło tworzyć religie i ideologie, hierarchie władzy i prestiżu: a wszystko po to, żeby nakłonić samce świeżo powstałego gatunku homo sapiens sapiens do (przeciwnej ich naturze...) dbałości o dobrobyt samic i potomstwa (i to pomimo dość oczywistej podejrzliwości względem prowadzenia się tychże samic...) - a zarazem nakłonić samice aby (pomimo całego bólu, mordęgi i mozołu) rodziły młode.

Jasne, że wcale a wcale nie chodziło tu o niczyje dobre samopoczucie, szczęście, czy temu podobne dyrdymały!

Nic dziwnego, że niejedna i niejedna w przeszłości buntowali się przeciw tak fatalnemu losowi. Z takim, zazwyczaj skutkiem, że geny buntownika znikały z puli.

Nic dziwnego, że niejeden i niejedna (ale częściej niejeden niż niejedna: tak naprawdę bowiem, jak dowodnie wykazałem powyżej, to kobiety były w tym stanie rzeczy uprzywilejowane - mimo, że najczęściej kultura usiłowała stworzyć wrażenie, że jest zgoła przeciwnie...) rozmyślali sobie nad jakimś sposobem pogodzenia tego, co im wmawiała kultura (że, mianowicie, chodzi właśnie o szczęście, dobre samopoczucie czy inne takie dyrdymały) z nader przaśną i prozaiczną rzeczywistością. Od czego bardzo skurczyły się lasy, wycinane na papier, a za to - urosły całe góry trupów...

Około pół wieku temu człowiek Zachodu ZMIENIŁ reguły gry. Wymyślając prostą i tanią antykoncepcję, dzięki której zanikł automatyczny dawniej związek między bara - bara a prokreacją. Oraz tworząc państwo opiekuńcze, dzięki któremu większość wciąż jeszcze istniejącej populacji męskiej, ta mianowicie, która składa się z osobników czy to pozbawionych dostatecznie silnego popędu, czy to stosownych warunków, aby ten popęd ku nonszalancji skutecznie realizować - stała się po prostu zbędna.

To zaiste wygląda jak spisek! Osobniki męskie, które czy to z racji swoich cech biologicznych, czy to z racji pozycji społecznej mogły liczyć na ekstra bara - bara postanowiły pozbyć się jeleni (i tak już wykpiwanych w komediach i wytykanych palcami, gdy nie patrzą...), aby ułatwić sobie żerowanie na "uwolnionych" (a nawet wręcz "wyzwolonych"...) w ten sposób stadach samic... W dodatku bez obawy, że niewinna rozrywka skończy się jakimiś żalami, alimentami, czy też - broń Panie Boże - koniecznością znoszenia niemowlęcych wrzasków...

Zauważmy, marginesowo, że oba te odkrycia tak naprawdę zmieniają równowagę sił wcale NIE na korzyść kobiet (osobliwie, że razem z nimi przyszła też możliwość bardzo łatwego i taniego badania ojcostwa...), tylko - na korzyść pewnej części mężczyzn. Tych mianowicie, którzy - słusznie czy nie - uważają, iż mają szanse na ponadnormatywne bara - bara. Wszystko jedno, czy z powodu zawartości swojego genotypu, czy z powodu zawartości swojego portfela. Aczkolwiek, warto też pamiętać, iż JEŚLI rzecz się nie wyda (a to jest coraz trudniejsze, jednakowoż...), to i partnerce Billa Gates'a "opłacałoby się", z czysto biologicznego punktu widzenia, puścić się z przystojnym i uwodzicielskim żigolakiem. A to dlatego, że dziedziczenie majątku i pozycji społecznej zachodzi na podstawie stanu prawnego, a dziedziczenie nonszalancji i predyspozycji - na podstawie stanu faktycznego. Z powodzeniem ukryta niewierność tego rodzaju daje szanse na jedno i drugie naraz...


Nie należy się bynajmniej spodziewać, że cała populacja ludzkich jeleni wymrze bezpotomnie. Ostatecznie, każda hierarchia jest względna, więc nawet, gdyby od tej pory potomstwo mieli tylko najatrakcyjniejsi macho (co jest niemożliwe, choćby z uwagi na typową dla wielkich zbiorowości bezwładność zachowań), to i wśród nich są lepsi i gorsi - i zawsze będzie niewielka grupa takich, którzy mogą liczyć na bara - bara ilekroć tylko przyjdzie im na to ochota (wszystko jedno z jakiego powodu! Powtarzam, bo znowu Państwo nie zrozumiecie, że jest wszystko jedno, czy taką uprzywilejowaną pozycję dają geny, czy pieniądze, władza, sława i prestiż) i większość takich, którzy mogą sobie co najwyżej pomarzyć.

Nie sądzę też, żeby nasz gatunek KONIECZNIE musiał od tego zaraz wyginąć. Ale cywilizacji w takim kształcie, o jakim informuje nas historia i do jakiej wciąż - siłą bezwładności - jesteśmy   przyzwyczajeni, utrzymać się nie da. Przede wszystkim dlatego, że jest zbędna. Skoro ani dominujące samce nie muszą już udawać, że zależy im na dobrobycie samic, ani też samice nie muszą udawać wierności i oddania jakimś przypadkowym jeleniom, byle tylko te jelenie łożyły na utrzymanie ich potomstwa - to po cholerę cały ten teatr, zwany kulturą..? Wracamy do punktu wyjścia. Co nie jest oczywiście równoznaczne z brakiem JAKIEJKOLWIEK kultury - ale przypominam, że MOIM ZDANIEM, kulturę mają wszystkie zwierzęta społeczne... Tyle tylko, że ta "nowa kultura" wydaje się na starcie dużo prostsza od starej. W zasadzie całość "zadań kulturotwórczych" sprowadzić można obecnie do dwóch tylko zagadnień:
- do wymyślania i utrzymywania jak najbardziej różnorodnych "agonów", w których mogłyby rywalizować osobniki męskie obdarzone wystarczającym popędem i warunkami, aby pretendować do przychylności samic,
- do dostarczania jakiegoś rodzaju zaspokojenia zastępczego masom pozostałych samców, żeby się nie buntowali.

Jest rzeczą oczywistą, że jeden i ten sam rodzaj "agonu" służy na ogół obu tym celom naraz. I tak w grze zwanej "praca w korporacji" jedne samce uzyskują pozycje "samców alfa" awansując (w taki czy w inny sposób, to bez znaczenia) i gromadząc władzę i prestiż - a inne tyrają od bladego świtu do późnej nocy, stanowiąc zarazem pożądane tło, na którym lepiej jaśnieje blask zwycięzców, jak i konieczne "mięso armatnie", które zużywa się bez żalu, przy okazji eksploatując w sposób, który na żaden bunt nie pozostawia sił.

"Agon", czy też gra zwana "życiem publicznym" dostarcza podobnych okazji: niewielka mniejszość pręży muskuły (faktyczne lub tylko metaforyczne) na scenie - na przykład startując w najbliższych wyborach samorządowych które, sami chyba przyznacie, dziecinne są do obrzydzenia - większość kibicuje, zużywając na to kibicowanie nadmiar nierozładowanej w inny sposób energii życiowej.

I tak dalej i temu podobne...

Kilka dni temu miałem żywy przykład takiej gry w działaniu. Oto jadąc sobie z klientem drogą wzdłuż płotu, za którym znajdują się od dziesięcioleci puste i zruinowane magazyny należące do naszej Niezwyciężonej Armii, natknęliśmy się na grupkę skradających się wzdłuż rzeczonego płotu młodych militarystów. W umundurowaniu, z wyposażeniem, itd.

Oczywiście nie byli to w żadnym razie członkowie naszych Niezwyciężonych Sił Zbrojnych w toku ćwiczeń - raz, że zdradzały ich szczegóły przyodziewku, a dwa, że nie umiem sobie wyobrazić, aby członkowie naszych Niezwyciężonych Sił Zbrojnych tracili czas i energię na takie zabawy w podchody - bo i po co..? Są lepsze sposoby doczekania wczesnej emerytury niż wystawianie tłustego dupska na niepewną, jesienną pogodę...

Podchody owe nie były jednak ze wszystkim amatorskie i nieoficjalne, bo choć magazyny stoją od dziesięcioleci puste i zruinowane i pewnie nawet o zapomnianą onucę byłoby tam trudno - to teren jako całość wciąż pozostaje w dyspozycji Niezwyciężonej Armii III RP. Ktoś zatem musiał był na podchody młodych militarystów wyrazić zgodę. Tym samym nadając ich zabawie znacznie wyższą rangę!


Zabawa młodych militarystów pozostaje jedynie zabawą (nota bene nie uważam bynajmniej, aby nasza Niezwyciężona Armia był czymś więcej niż tylko żartem...). Żadnego praktycznego celu nie ma. Dokładnie tak samo jak polityka, życie celebryckie czy praca w wielkiej korporacji. Ale - zauważcie - że nie tylko niezły z tego może być fun. Z tego przede wszystkim może być bara - bara...

11 komentarzy:

  1. Ciekawy artykul a "puszczanie pary w gwizdek" niewyzytych mas to stary numer elit ale mam zastrzezenia.

    Bara-bara nie jest celem samym w sobie-celem jest rozprzestrzenienie genow wiec wynalazek masowej antykoncepcji zdaje sie byc obosieczna bronia-bara-bara bedzie duzo ale dzieci z tego malo(JUZ tak jest-przeciez zachod kurczy sie demograficznie).
    Alfa ktora jest alfa "kulturowa" wydaje mi sie zawsze nieco mniej atrakcyjna niz alfa biologinczna(i dlatego owa zona Gatesa moze dac zigolakowi).
    Zreszta lepiej zeby pula genetyczna byla bardziej zroznicowana a nie mniej-bo inaczej dostaniemy spoleczenstwo bedace tylko i wylacznie potomkami kacykow i niebieskich ptakow z BARDZO waskim spektrum talentow.

    Sadze ze to sie nie sprawdzi i takie spoleczenstwo(czyli owczesny zachod)upadnie.

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Nie powiedziałbym, żeby "rozprzestrzenianie genów" było "celem samym w sobie". W każdym razie, o czym pisałem w poprzednim wpisie, ja tam jakoś żadnej dojmującej potrzeby rozprzestrzeniania czegokolwiek nic a nic nie czuję. Czyżbym był jakimś zboczeńcem..? Ale bara - bara nie powiem, jeszcze może z raz przed śmiercią chętnie bym spróbował (naturalnie, bez zobowiązań: w szczególności, bez zobowiązania, że cokolwiek się uda...).

      2. Kłopot w tym, że Gates jeśli tylko będzie chciał (a nie tylko Gates, bo i Pana na to stać: za badanie pochodzenia konia płacę 150 zeta, człowieka będzie pewnie taniej...) sprawdzi, czy aby przypadkiem małżonka mu kukułczego jaja do gniazda nie podrzuciła - i to tak, że ona się o tym nawet nie dowie... Stąd właśnie twierdzę, że tak naprawdę, to położenie kobiet uległo znaczącemu pogorszeniu!

      Usuń
    2. 1.Tak twierdza ewolucjonisci.Zawsze sadzilem ze jest Pan jednym z nich.Zreszta bez przesady skoro mamy masowa antytykoncepcje to praktycznie KAZDY moze miec bara-bara niemal ile chce bo kobiety nie boja sie skokow w bok-wystarczy raptem sredni bajer i moze Pan miec tych studentek w nadmiarze.Kiedys czytalem jak ktos tym zreszta tlumaczyl niska przestepczosc w Skandynawii-tamtejsze kobiety daja na wszystkie strony jak leci co powoduje ze tamtejsi faceci jako grupa sa zaspokojeni podczas gdy w spoleczenstwach islamskich jest jak najbardziej odwrotnie.

      2.Gates(a nawet i ja)moze sprawdzic czy "kukulczego jaja" nie wychowuje ale czy zona miala bara-bara na boku to juz nie sprawdzi bo niby jak?Wiec znowu sredni bajer i moze Pan te zone Gatesa miec-tylko czy warto skoro ladniejszych na peczki?Zaden ze mnie przystojniak(raczej sredniak)a gadke mam przecietna a i tak musialem sie dobrych pare razy ostro oganiac-niech sie Pan nie kryguje-z panska inteligencja moze Pan sporo zdzialac na tym polu jesli tylko bedzie sie panu CHCIALO.

      Piotr34

      Usuń
    3. 1. Owszem, "ewolucjoniści" tak twierdzą, ale to jest skrót myślowy! Co prawda znam wielu ludzi, zwłaszcza mężczyzn, którzy przynajmniej w necie deklarują taką właśnie ochotę, tzn: ochotę na "propagowanie genów". Skądinąd jednak, ponieważ oświadczenia te pozostają w niejakiej sprzeczności z praktyką życiową - śmiem sądzić, że jednak tak naprawdę, to "ochoty na propagowanie genów" raczej się bezpośrednio nie odczuwa. Zresztą - ewolucja przecież nie mogła przewidzieć wynalezienia środków antykoncepcyjnych, bo niby jak..? A skoro nie mogła ich przewidzieć, to wbudowanie jakimkolwiek istotom żywym, w tym ludziom, ochoty nie na seks, a na prokreację właśnie, było, z jej punktu widzenia, całkowicie zbędne: zupełnie wystarczy, że gdy przyjdzie pora i kwiatki i pszczółki i inne takie czują "wolę Bożą", a reszta to konsekwencje, których większość z tych istot nie potrafi nawet przewidzieć - tak się właśnie objawia "chytrość Natury", która daje to, co miłe, ale za pewną cenę... Natomiast, wybaczy Pan, ale rzekoma "łatwość" europejskich kobiet to mit, który opowiadają sobie wyposzczeni Arabowie, wnioskując na podstawie zawartości przeglądanych gdzieś w kiblu egzemplarzy "Playboya", czy innego "Cosmopolitan". Gdyby Europejki były "łatwe", to by wręcz świadczyło, że socjo-biologia nie działa! Jest dokładnie odwrotnie: skoro już NIE MUSZĄ udawać zainteresowania jakimiś poślednimi "egzemplarzami beta" (bo raz, że nie grozi im "wpadka", a dwa, że "jak by co" - opiekuńcze państwo pomoże), to logicznym z tego wnioskiem jest, iż stają się właśnie BARDZIEJ wybredne, skupiając się wokół owych "genetycznych samców alfa", albo też - traktując seks jako środek robienia kariery. "Dawanie na wszystkie strony jak leci" to mokry sen pokolenia 68 roku, który - moim zdaniem - od początku był bzdurą. Zresztą: w życiu się z takim zjawiskiem nie spotkałem...

      2. Z ewolucyjnego punktu widzenia skoki na bok bez konsekwencji w postaci potomstwa są nieistotne. To mi zresztą wygląda na potencjalnie najbardziej "kulturotwórczy", bo generujący solidną, a nierozwiązywalną sprzeczność (jak w klasycznej tragedii...): z jednej strony, instynkt odziedziczony po setkach pokoleń przodkiń podpowiadać winien kobietom, że jak już się złapało Pana Boga za nogi i ma się życiowy komfort dzięki jakiemuś farciarzowi lub geekowi (czyli, jak Pan to nazwał, "kulturowemu alfa"), to teraz dobrze byłoby zadbać o lepszą przyszłość swojego potomstwa dając mu też i bardziej przebojowe geny. A z drugiej strony - rozsądek mówi, że to gra nie warta świeczki (poza szeroko rozumianym "marginesem społecznym", ma się rozumieć...), bo on to może w każdej chwili sprawdzić - i straci się wszystko... Inna rzecz, że prawodawstwo idzie tu wciąż na rękę kobietom: bodaj Wojtek Majda coś o tym pisał...

      Usuń
    4. 1.
      "Natomiast, wybaczy Pan, ale rzekoma "łatwość" europejskich kobiet to mit,"

      Alez skad-wystarczy tylko tani alkohol i socjal co samotnym matkom zginac z glodu nie da.Prosze mi wierzyc-widze to w UK na co dzien(PL jest na to rzeczy za biedny).Przepraszam za wyrazenie ale takiego kurestwa jak tu to bedac w PL nawet sobie nie wyobrazalem-cale pokolenie Angielek ponizej 40 to w 95% latawice.Co by swiadczylo o tym ze kobiety kiedy juz NIE MUSZA sie krygowac(bo antykoncepjac itp)sa bardziej rozpustne od mezczyzn.Tak zdaje sie twierdzi doktryna chrzescijanska-nigdy w to nie wierzylem ale obserwacje zarowno brytyjskich lokalsow jak i polskich emigrantow(a glownie emigrantek)jasno mi uswiadomily ktora plec ma promiskuitizm "we krwi".One tego zreszta wcale dla dzieci nie robia ale z nudow i dla zabawy-faceci widze miewaja czasem jakies obiekcje,kobiety na ogol nie.
      To by nieco przeczylo teoria ewolucjonistow na ten temat ale moim zdaniem oni w tej materii nieco traca grunt pod nogami ostatnio(ze wspomne chocby linki ktore ostatniom podrzucilem).

      2. A z drugiej strony - rozsądek mówi, że to gra nie warta świeczki (poza szeroko rozumianym "marginesem społecznym", ma się rozumieć...), bo on to może w każdej chwili sprawdzić - i straci się wszystko...

      O tym mowie-dlatego bara bara i "robienie dzieci" ciagle beda dostepne dla wszystkich mezczyzn a nie tylko dla alf-no chyba ze sie spoleczenstwo kompletnie zoligarchizuje ale nie sadze aby to zaszlo az tak daleko.

      W ogole to widze zalezy co jest celem-bara bara czy dzieci.Bara bara bedzie(na tzw.Zachodzie juz jest)dla wszystkich ale posiadanie dzieci niekoniecznie-w zwiazku z czym bedzie ich coraz mniej(juz jest).

      Ale fajnie ze Pan to zjawisko zauwazyl-to sa duzego kalibru sprawy cywilizacyjne a nie jakas w sumie malo istotna biezaczka polityczna-dlatego panski blog czytam regularnie.

      Piotr34

      Usuń
    5. 1. Nie dogadamy się. Kwestia doświadczeń. Pan ma swoje, ja mam swoje - ani moje ani Pańskie nie są dowodem. Badania byłyby potrzebne..? Ale jak takie badania zrobić? Że młode Angielki się puszczają i że mają mnóstwo nieślubnych dzieci (a mało dzieci w ogóle...) to oczywiście fakt. Ale jak sprawdzić, czy one się puszczają "na prawo i lewo i z kim popadnie" - czy jednak raczej z lokalnymi "samcami alfa", większość męskiej populacji olewając podobnie jak Polki..?

      2. Będą - albo i nie będą. Różnica jest taka, że jeszcze 30 lat temu było to praktycznie pewne. Bo kobieta sama sobie poradzić nie miała szansy, więc musiała ulec też i jakiemuś "beta" (a raczej: sprytnie zaaranżować sytuację tak, żeby on uwierzył, iż mu uległa...). Teraz nie jest to wcale takie oczywiste. Tak, czy inaczej spodziewam się, że liczba mężczyzn którzy będą płodzić jakieś potomstwo - będzie raczej spadać w stosunku do populacji ogółem, niż rosnąć...

      Usuń
  2. Jako tytułowy "młody militarysta" zastanawiam się co napisać. Chyba tylko tyle, że ten "militaryzm", jeśli już trzymamy się tego określenia chyba jednak zapewnia erzatz kilku różnych doznań. Z resztą jak masa innych hobby: mamy tu i grupę-bandę, mamy emocje, możliwość poczucia się lepszym (przynajmniej na chwilkę), wysiłku, no i popuszenia się niczym paw. Dokładnie tak samo jest z samochodami czy nawet końmi: "Patrzcie, mój koń jest najlepszy, a ja tak dobrze na nim jeżdżę, porządnie się zmęczyłem na tym "torze", teraz czas na pobycie trochę ze znajomymi". Taki wentyl pozerstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się i cieszę się, że się rozumiemy. Po pierwsze dlatego, że udało się nam uniknąć zupełnie niepotrzebnego popadania w patos i epatowania jakąś "obroną Ojczyzny" (co jest, przynajmniej na razie, nader, ale to nader odległą i raczej kompletnie nierealną opcją...). A po drugie dlatego, że tak naprawdę procesy cywilizacyjne są dużo ważniejsze od istnienia lub nieistnienia mało znaczącego kraiku w środku Europy...

      Usuń
    2. Swego czasu popełniłem jeden (na pewno ten:http://jeremak.blogspot.com/2014/06/nie-jestem-partyzantem.html), albo i dwa teksty czemu staram się unikać patosu w swoich zabawach. Rozumiem jak gigantyczna różnica jest między strzelaniem plastikowymi/żelatynowymi kulkami, a prawdziwą amunicją. I trudno nie traktować zabawy młodych, dorosłych facetów przebierających się za żołnierzy i biegających po lesie z zabawkowymi karabinami jako coś więcej niż zabawę. Ewentualnie sport z wyraźnymi elementami stroszenia pawiego ogona

      Usuń
  3. W powyższej analizie brakuje mi jednego ważnego elementu. Otóż kobiety oprócz potrzeb materialnych i seksualnych posiadają także olbrzymie potrzeby emocjonalne, dlatego wciąż potrzebują samców sytuujących się niżej w hierarchii. Np. do tego, by cieszyć się ich uwagą, adoracją, by odbierać hołdy i zaszczyty a także by czasem przyjść i wypłakać się przy nich, jaki ten alfa zły, niedobry, bo olał ją dla innej. Wszystko to w zamian za trochę nadziei na przyszły związek - oczywiście złudnej, ale masa mężczyzn się na to nabiera, bo kobiety to urodzone manipulatorki. Złudna nadzieja + ersatz w postaci pornografii, prostytutek, dmuchanych lal, interaktywnych seks-kamerek i system jest stabilny.

    Fox Mulder

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Jacku,

    ...ależ z Pana satyr-prowokator:).

    BTW,
    1. podstawową potrzebą jaką zaspakaja Religia jest podmiana lęku przed śmiercią na życie wieczne w niebie, czy inne tam reinkarnacje,
    2. no coś te korporacje jednak robią, aby ci korpoPracownicy mieli pensje, no i okazję do flirtów być może,
    3. z doświadczenia wiem, że posiadanie (trójki) Dzieci jest bardzo rozwijającym doświadczeniem. Osobiście polecam (do 33 roku życia uważałem posiadanie Dzieci za marnowanie czasu:)),
    4. kwestie seksu w Narodzie są mocno przeceniane. Na szczęście na tym padole jest wiele różnych rodzajów przyjemności, także można Sobie do woli dogadzać w sposób urozmaicony,... przy okazji dostarczając korzyści dla Innych,
    5. IMO, ciekawsze od Paintball'a jest myślistwo, no ale to rzecz gustu. Fakt, że Naród w swej masie za mało się rusza, także jest dobrze jak Ludzie mają jakiekolwiek hobby wymagające ruchu.

    OdpowiedzUsuń