Blog główny

poniedziałek, 20 października 2014

Królowie szos - widoki z okna

Nie pamiętam dokładnie, kiedy to było, ale niedawno - w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Widok z okna naszej biurowej kuchni zaiste wzbudził entuzjazm załogi (głównie akurat w tym momencie żeńskiej, co tłumaczy niejaką złośliwość pod adresem Bardzo Ważnego Pana Kierowcy...):
 
 
Zacząłem nagrywać już pod koniec przedstawienia, więc może nie widać, jaka to Niezmiernie Ważna Czynność zmusiła Pana Kierowcę do zatrzymania się w tak... nieortodoksyjnym? - tak, to dobre słowo - miejscu.
 
Otóż Bardzo Ważny Pan Kierowca (obsługujący pojazd jednej z miejskich instytucji, po napisach sądząc...)... sprawdzał działanie spryskiwaczy na reflektorach!
 
Żeby nie było - parę dni później i to już na pewno było nieco ponad tydzień temu, w przedpoprzedni piątek - sam zablokowałem drogę krajową nr 48 we wsi Ksawerów. Zablokowałem ją z pełną premedytacją, by nie rzec wręcz, ze złośliwą satysfakcją, wstrzymując ruch w obu kierunkach na kilka minut.
 
Dlaczego postąpiłem tak arogancko i nieuprzejmie wobec innych Użytkowników Drogi?
 
Ano dlatego, że po drodze krajowej nr 48 we wsi Ksawerów pod Stromcem biegł sobie koń. Właściwie to podskakiwał, bo na przednich nogach miał pęta, więc bieganie za bardzo mu nie szło. A poboczem gonił go chłop, któremu rzeczony koń najwyraźniej nawiał z ogrodzenia. Zatrzymałem tedy ruch kierując się odruchem solidarności zawodowej: albowiem Wielce Szanowni Użytkownicy Drogi (a żeby ich wszystkich nagła cholera wytłukła!) wykazując się całkowitym niezrozumieniem sytuacji (rozumiem, że w dupach mieli i konia i goniącego go chłopa - ale dlaczego wisiał im też los ich własnych samochodów, dla których zetknięcie się z pół tony uzbrojonych w solidne kopyta mięśni, ścięgien i kości byłoby naprawdę bolesne - dużo boleśniejsze niż dla naszej Wendi na ten przykład - tego już nie rozumiem...) - zamiast przystanąć i pozwolić chłopu usunąć konia z jezdni drogi krajowej nr 48 robili co mogli, aby wykazać swoje zniecierpliwienie i kontempt dla zaistniałej sytuacji, tj. wymijali konia z najwyższą szybkością na jaką pozwalała im brawura i (taki sobie na ogół) stan techniczny pojazdów, którymi kierowali, trąbiąc przy tym klaksonami. Ot - miastowi...
 
Z doświadczenia jakie mam jako kierowca zestawu z przyczepą do przewozu koni wynika, że najgorsi są ci w beemkach bez tłumików (żadna nowość, swoją drogą, nieprawdaż?) - oraz słowackie i rumuńskie tiry...
 
Ponieważ zebrałem się w sobie i przegrałem filmiki z telefonu na końputer - to w ramach bonusa jeszcze dwa widoki z okna. Zdjęć w Chicago nie robiłem, bo i po co (koniec końców nie zwiedzaliśmy żadnych takich miejsc, które nie byłyby fotografowane codziennie - i to tysiące razy...), ale widok z hotelowego okna filmikiem owszem - uwieczniłem. Po raz pierwszy zaraz po przyjeździe:
 
 
a po raz drugi podczas jednego ze wschodów słońca nad jeziorem Michigan: wschody słońca obserwowałem pasjami, jako że na skutek różnicy czasu zawsze zastawały mnie zwartego i gotowego...
 
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz