Blog główny

środa, 3 września 2014

Zaślepienie

Od razu przyznaję: lubię Rosję, Rosjan (a najbardziej to Rosjanki i rosyjskie konie ma się rozumieć!), a Putin mi imponuje. Jestem rusofilem i nie zamierzam się tego wstydzić!
 
 
Dlatego, kiedy widzę na moim ulubionym historycznym forum takie perełki (dyskusja toczyła się akurat między koleżanką z Bieszczad, a jednym z kolegów - mnie się w tym wątku od dawna już nie chce pisać):
Rosja atakując Ukrainę (a wcześniej Gruzję) jest agresorem działającym wbrew wszelkim regułom wypracowanym po katastrofie II WŚ gdzie spory między państwami miały być rozwiązywane niemilitarnie. Łamiąc te zasady Rosja stała się czynnikiem destabilizującym w regionie zamiast gwarantem wzajemnego bezpieczeństwa co powoduje iż kraje takie jak Ukraina mają gorszą szansę na stabilizację i uporządkowanie własnych spraw. Sama przyznajesz iż nie wiesz co zamierza Putin a to jest warunek do tego by dany kraj uznawać za stabilny lub nie. W tym układzie po obaleniu Janukowycza Ukraina, po latach bycia krajem totalnie skorumpowanym, weszła na drogę stania się krajem w końcu uporządkowanym bo jej wybór proeuropejski jest tego dowodem. Ukraińcom pzestało się podobać być rosyjskim zderzakiem i chcą w końcu doprowadzić do tego by ich kraj zaczął wychodzić z postrsowieckiego bezhołowia w jakim jest Rosja i jej "strafa wpływów". To wkurzyło Putina i ten doprowadził do agresji na Krym i na wschodzie Ukrauiny by nie dopuścić do normalizacji u sąsiada który w odróżnieniu od Rosjan ma siłę i zdolnośc do opanowania chaosu i demokratyzacji kraju.
W tym układzie pisanie iż Ukraina jest największym zagrożeniem dla Ukrainy jest bzdurą bo to nie Ukraińcy mieszają a właśnie Rosja i jej imperialistyczne resentymenty. Rosja jest krajem praktycznie upadłym zdolnym jedynie do agresywnych zachowań a nie racjonalnej działaności. Od lat opartym na kamaryli potentatów wyrosłych u "cycka" Kremla i jego posesorów nie wiele mającej wspólnego z demokratycznym państwem prawa. Nie masz tam nawet cienia wolności obywatelskich czy słowa zaś ludność w znakomitej większości jest stale indoktrynowana oraz trzymana w permanetnej biedzie (poza kilkoma ośrodkami miejskimi).
Ponieważ reżim Putina wmówił Ukraińcom (podobnie jak za czasów komuny) iż są obydwa narody takie same (co jest kłamstwem) to zmiany na Ukrainie są postrzegane przez zamordystów w Rosji jako zagrożenie i stąd ta kampania oszczerstw ( jakoby na Ukrainie doszło do przewrotu "faszystowskiego" itp bzdury) oraz agresja na nią by powstrzymać demokratyczne zmiany które tam zachodzą. Ukraińcy jednak się nie poddadzą bo są zdecydowani by skończyć bycie pariasami ala Rosjanie we własnym kraju na użytek gangu cwaniaków i zmiany przeprowadzą wbrew takim czy siakim przeciwnością. W tym ujęciu działania Putina są reaktywne wobec działań samych Ukraińców i co ważniejsze doprowadzą do szybszego upadku jego reżimu ( sankcje będą coraz ostrzejsze jak też izolacja Rosji... całkiem możliwe iż skończy się to wykluczeniem Rosji z organizacji międzynarodowych różnej maści) bo Rosja nie jest zdolna do przetrwania jako odcięty byt w zglobalizowanym świecie ( koncept pójścia śladami Chin z lat 50-tych XX wieku wieku raczej odpada). Czas pracuje na rzecz świata a nie Rosji a konkretnie kamaryli tam rządzącej. Ukraińcy muszą wytrwać a Rosja musi wystrzegać się agresji aczkolwiek może pójśc na całość i spróbować " w dwa tygodnie zająć Kijów". Problem w tym iż skutki dla niego takiej akcji będą ostateczne i doprowadzą do szybkiego demontażu systemu włądzy w Rosji (obecnie istnieje On na bazie kłamstwa i propagandy o legalności jej działań zaś taka akcja ostatatecznie obali taki kłamliwy obraz sytuacji bo straty będą olbrzymie po stronie Rosji i Rosjan [symptomatyczne są słowa złapanych żołnierzy którzy bynajmniej nie palą się do wojowania z Ukraińcami].
Ponadto w tych paru słowach sama sobie zaprzeczyłaś: raz piszesz iż nikt nie umie przewidzieć czynów Putina a dwa iż "napewno" nie zaatakuje Nato. To się zdecyduj... albo nie wiesz albo wiesz co zrobi. Ja też zakładam iż nie zaatakuje ale nie wykluczam takich działań bo gośc irracjonalnie reaguje już od lat.
          
Szlag mnie trafia.
 
Co można na taki stek bzdur odpowiedzieć..? Symptomatycznym jest, że najwięcej do powiedzenia o Rosji i Ukrainie mają tacy, którzy nigdy tam nie byli i nic, w gruncie rzeczy nie wiedzą. Przypomnę zatem jedynie, iż:
 
1. Mit "re-industrializacji" wyznawany przez niektórych blogerów i komentatorów o nastawieniu, powiedzmy, "narodowym" to nie jest moja bajka. Uważam powtarzanie takich sloganów, niezależnie od tego, czy dotyczą one Argentyny, Polski czy Zimbabwe albo innego USA za bardzo, ale to bardzo niebezpieczne: żadnej "re-industrializacji" jako żywo nie będzie, ale powrót do dzikiego protekcjonizmu rodem z lat 30-tych XX wieku zawsze jest możliwy... A dobrze wiemy, czym to się skończyło!
 
2. W konsekwencji faktu, że mit "re-industrializacji" nie jest moją bajką, że uważam wolny handel, swobodny przepływ kapitału i tzw. "globalizację" za cenne zdobycze poszerzające naszą wolność (a że w konsekwencji Chiny stają się powoli najpotężniejszym mocarstwem świata..? Toż to jest właśnie nie co innego, jak powrót do normalności! Tak było przez tysiąclecia - dziwnym byłoby, gdyby w sytuacji, gdy "ład światowy" stał się sprawiedliwszy i bardziej bezstronny - Chińczycy nie powrócili na miejsce, które im się słusznie należy...) - nie trafia mi też do przekonania pomysł "narodowej rewolucji". Wręcz przeciwnie: nacjonalizm to przejaw albo wrodzonego prymitywizmu, albo organicznej niewiedzy. Ruch narodowy może być co najwyżej taktycznym sojusznikiem w walce przeciw idei "jewrosojuznego imperium" - ale jest to sojusznik, któremu nie można ufać.
 
3. Z takimi bzdurami jak "perspektywa rasowa", czy też "perspektywa cywilizacyjna" nawet nie mam zamiaru dyskutować. To zwykłe brednie.
 
4. Zauważmy mimochodem, że zwolennicy "narodowej rewolucji" powinni być prorosyjscy! Ostatecznie, czyż Putin swoim postępowaniem nie gra na nosie różnym tzw. "banksterom"..? Czyż nie pogonił z Rosji obcego kapitału i obcych lobbystów? Czyż nie walczy o to, aby wszyscy mówiący na co dzień po rosyjsku byli albo poddanymi Federacji Rosyjskiej, albo przynajmniej - mieli zapewnioną jej dostrzegalną opiekę? To, że w Polsce tylko nieliczni "narodowcy" wyciągnęli takie konsekwencje z zaistniałej sytuacji, to tylko jeszcze jeden dowód na organiczną słabość tzw. "myśli narodowej" - jest ona bowiem nieuchronnie zakotwiczona w tzw. "moralności Kalego" (jak ktoś Kalemu ukraść krowy, to źle - jak Kali ukraść komuś krowy, to dobrze!), więc wcześniej czy później i tak popadnie także w sprzeczność ze zwykłą logiką...
 
5. Z faktu, że jedni ukraińscy oligarchowie (motywowani zapewne perspektywą dalszego utuczenia się na jewrosojuznych dotacjach i regulacjach...) pogonili kota innym ukraińskim oligarchom (motywowanym innymi perspektywami...) nie wynika, iż na Ukrainie, jak to się niektórym roi, zaszła jakaś "narodowa rewolucja". To jest w ogóle absurd i kołomyja z pląsawicą! Jakim niby cudem "jewrosojuzne imperium" ma być czymś na kształt "imperium Zła" (bo w rzeczy samej, jest to nader podstępna i paskudna idea - współczesne wcielenie "projektu oświeceniowego", którego nienawidzę do szpiku kości...) - a jednocześnie dążenie niektórych ukraińskich oligarchów oraz części Ukraińców (młodzieży, liczącej na dobrą zabawę i niezobowiązujący, bezpieczny i higieniczny seks w ramach różnych "Erasmusów" - a także mieszkańców Kijowa i zachodniej Ukrainy, którzy dziś zmuszeni są, dla podreperowania domowych budżetów zbierać jabłka pod Warką, a marzy im się możliwość zmywania talerzy w Londynie...) do integracji z tymże imperium - ma być oznaką "dążenia do normalności", "zerwania z kacapią", "rozliczenia banksterki i oligarchów", itp...?
 
6. Dotychczasowy przebieg zdarzeń na Ukrainie, jako żywo, tezy o tym, że zaszła tam jakaś "rewolucja narodowa" nie potwierdza. Lokalni oligarchowie tylko mocniej uchwycili ster władzy. Niektórzy wręcz pozują na "warlordów", otaczając się prywatnymi armiami i sponsorując "bataliony ochotnicze". Jeśli coś się zmieniło w położeniu tzw. "zwykłych obywateli" (termin "obywatel" uważam za zasadniczo nieprawdziwy i mylący - tradycyjne pojęcie "poddanego" jest o wiele trafniejsze...) to fakt, że mają teraz dużo większą niż jeszcze parę miesięcy temu szansę trafić w kamasze - i zostać wysłani, czasem nie tylko bez kamizelek kuloodpornych, ale i bez kamaszy (bo je dowództwo rozkradło i sprzedało na lewo - podobnie jak całą resztę zaopatrzenia...) na pierwszą linię tzw. "operacji antyterrorystycznej". Przy czym informacje, jakie na temat przebiegu działań podają czynniki rządowe z Kijowa, a polski Onet posłusznie powtarza, są już tak absurdalne, że aż czytać hadko...
 
7. Z tego oczywiście może zrodzić się jakiś "narodowy przewrót" - a to jeśli któryś z ukraińskich "warlordów" zdobędzie znaczną przewagę nad pozostałymi lub też wspólnie i solidarnie popełnią oni błąd i pozwolą urosnąć nadmiernie jakiemuś relatywnie najmniej pechowemu dowódcy polowemu (inna rzecz, że na razie o takich nie słychać: ukraińska generalicja, zapewne podobnie jak nasza, przez ćwierćwiecze poddawana "selekcji negatywnej" wspólnie i solidarnie daje sobie łoić skórę...). Na razie jednak za wcześnie, aby coś takiego prognozować.
 
8. Teza, iż "Rosja jest krajem upadłym" jest jednakowoż równie przedwczesna. Przez 14-lecie rządów Putina PKB Rosji rosło szybciej niż nominalne dochody ze sprzedaży ropy i gazu. Nie ma kraju bardziej zniszczonego przez komunizm. Odrobienie tych zniszczeń, to zadanie na co najmniej stulecie. Ale trzeba być zaślepionym zoologiczną fobią, żeby nie dostrzegać, iż zmiany, jakie przez ostatnie 14 lat następowały w Rosji, były w większości pozytywne - jeśli patrzeć na to z punktu widzenia zwykłego poddanego.
 
9. To prawda, że reakcja Kremla na wydarzenia w Kijowie jest histeryczna. Nie rozumiem tylko, jak P.T. Czytelnicy nie możecie zrozumieć stojących za tą histerią racji..? Oto cała Ukraina jeszcze rok temu była "bliską zagranicą". Jakieś zagraniczne siły (bo przecież nie sami Ukraińcy - i nawet nie ukraińscy oligarchowie sami z siebie...) nagle robią "euromajdan" i wyrywają Ukrainę z rosyjskiej orbity. To prawie tak, jakby we Wrocławiu nagle ogłosili secesję całego Śląską - Górnego i Dolnego zarazem!
 
10. Że Ukraina nawet rok temu była formalnie niepodległym państwem, że Federacja Rosyjska nawet jakieś kwitki podpisywała odnośnie gwarancji jej granic i temu podobne..? Ogłoszą we Wrocławiu secesję Górnego i Dolnego Śląska, a zobaczymy, co o kwitkach gwarantujących "demokrację i prawa człowieka" będą w Warszawie mówić...
 
11. Rosja uważa, iż ma moralne prawo bronić się - bo w pojęciu zarówno Putina, jak i zwykłych Rosjan, jest to wojna obronna - przed agresją tak zuchwale wyrywającą żywe mięso z jej strefy wpływów. To, że w ogóle doszło do działań zbrojnych, samo w sobie jest dowodem na umiarkowanie Putina! Gdyby chciał zdominować całą Ukrainę, a nie tylko jej wschodnią, rosyjskojęzyczna część - to by unikał niepotrzebnego antagonizowania Ukraińców, postępując tak, jak postąpił po niesławnej pamięci "pomarańczowej rewolucji": poczekałby, aż nowy, prozachodni reżim dostatecznie się skompromituje, po czym... wygrałby wybory!
 
12. Jakieś brednie o "podstępnym planie złego czekisty Putina" (czy wręcz, jak niektóre oszołomy piszą, "Putlera"), który rzekomo już nie tylko Związek Sowiecki wskrzesza*, ale porywa się na "zjednoczenie Eurazji od Lizbony po Władywostok", jeśli czegokolwiek dowodzą, to li i jedynie stanu ducha i umysłu tych, którzy je rozpowszechniają. Jest to nędzny stan ducha i nędzny stan umysłu...
 
-------------------------------------
* Powtarzałem wiele razy na forum: to, co robi obecnie Putin oddala, a nie przybliża ewentualne "wskrzeszenie Związku Sowieckiego". A to dlatego, że kosztem niemal jawnej interwencji rosyjskiej na wschodzie Ukrainy jest przede wszystkim - panika w Mińsku i w Astanie. Najwierniejsi przyjaciele Rosji dostali teraz powód, aby się jej bać. Jest to dla Putina koszt o wiele znaczniejszy, niż te całe euro-atlantyckie sankcje...

5 komentarzy:

  1. Nigdy nie mogłem zrozumieć zjawiska tzw. rusofilii ani samych rusofili. Jest to jakiś nieopisany jeszcze przez psychiatrię rodzaj aberracji o podłożu masochistycznym. Czym dla Rosji (i Rosjan!) jest Polska i Polacy chyba nie trzeba wyjaśniać. A może trzeba? Wystarczy, że jakiś watażka krzyknie "za radinu" i ma 80 % poparcia (dawniej 99%). Ten naród ma kolektywna duszę i kolektywny mózg, jak mrowisko. "Brednie" o różnicach cywilizacyjnych fajnie wychodzą na wierzch kiedy się np. czyta Mackiewicza. Ale to oczywistość. Takich jak pan "pożytecznych" to oni już umieją utylizować. Więc nie łasiłbym się tak bardzo.
    ps. Nie nie byłem i nie wybieram się. Nie planuję także przyjmować, chyba, że ołowiem. Ci których spotkałem byli potwierdzeniem tezy o kolektywnym umyśle. Ruskie boty. Miałem wrażenie, że wszyscy są w pracy. Smutna dola, im dalej będą ją przeżywać ode mnie, tym lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zaś się dziwię dlaczego Putin zareagował tak żywiołowo. Jak najbardziej zgadzam się z ostatnim zdaniem punktu 11 wywodu. Przemawia za tym chociażby drastyczna dysproporcja pomiędzy aspiracjami Ukraińców (kogokolwiek tak nie nazwiemy) a tym co mogłoby oferować im stowarzyszenie z UE. Ponadto Rosja w stosunkach z Ukrainą dysponowała też innymi instrumentami. I (zważywszy na moją - dość mizerną przyznaję, wiedzę o Rosji) widzę jedyne logiczne wytłumaczenie. Mianowicie każdy rządzący tym krajem jest zakładnikiem jego imperialnego charakteru, na co składa się przeświadczenie o wyjątkowości i odmienności własnej cywilizacji, której ochrona jest wręcz misją, jednolitość ideologiczna oraz potrzeba odnoszenia natychmiastowych sukcesów, a w konsekwencji torpedowania wszelkich zamachów na prestiż imperium. Faktem jest, że wysnuwam ową analogię na podstawie lektury Heatcher'a, który próbując czytelnikom zobrazować ustrój późnorzymski i ideologię, na której opierało się imperium IV w. porównywał je do ZSRR (zastrzegając, iż ZSRR jest jedynie nieudolnym i krótkotrwałym naśladownictwem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami najlepsze jest najprostsze wytłumaczenie. Najprostszym zaś wytłumaczeniem jest tu fakt, iż... nie wiemy wszystkiego! Mogło się wydarzyć coś takiego, że Putin albo wiedział, albo przypuszczał, że tym razem obrót spraw na Ukrainie jest już nieodwracalny. Co to było, i czy na pewno było zdarzenie należące do sfery faktów (i czy miało związek z samą Ukrainą, czy jednak raczej z wewnętrznymi rozgrywkami w Rosji), czy tylko uprawdopodobnionych mniemań - tego się pewnie rychło nie dowiemy. Ale potrafię sobie wyobrazić całą gamę takich przyczyn, dla których Kreml postanowił chwytać "wróbla w garści" w postaci Krymu i być może Noworosji - zamiast czekać na "gołębia na dachu" w postaci pokornego powrotu całej, zniechęconej do Jewrosojuza Ukrainy...

      Usuń
  3. Przeczytałem pański wpis 3 razy i przyznaję, iż podzielam pańskie wnioski od 1 do 12, poza 9. Jeśli chodzi o punkt 9, a w szczególności zwrot "histeryczna reakcja". Sądzę, że polityka Pana Prezydenta W. Putina wobec Ukrainy jest raczej konsekwentna i wyważona.
    Porównajmy to z polityką Pana Premiera D. Tuska wobec Ukrainy, no to jest dopiero konglomerat niekonsekwencji.
    Prowadzone obecnie rozmowy pokojowe to cicha akceptacja Władz Ukrainy utraty Obwodów Donieckiego i Ługańskiego.
    Dalej podtrzymuję swoja opinię, iż rebelia na Ukrainie zakończy się jej przepołowieniem na dwie części. Jedną będącą sferą wpływów RFN i i drugą podległą FR (tak circa od Obwodów Charkowskiego i Ługańskiego do Obwodu Odeskiego).
    Szkoda tylko tych młodych Chłopców z Ukrainy i Rosji, którzy polegli w konsekwencji ścierania się wpływów Potęg.
    https://www.youtube.com/watch?v=0wRLUYf2A98

    "И в том строю есть промежуток малый -
    Быть может это место для меня."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reakcja Putina wydaje mi się histeryczna w kontekście tego, co piszę w punkcie 11: ostatecznie ledwo parę lat temu była w Kijowie "pomarańczowa rewolucja", też antyrosyjska i też proeuropejska - i co z tego..? W kolejnych wyborach cały ten eurofestiwal się skończył - wielkim wstydem i kompromitacją.

      Najwyraźniej na Kremlu przyjęto, iż TYM RAZEM - zachodzi coś nieodwracalnego. Albo - czego nie wiemy - Putin miał inne powody dla których uznał, że poczekać roku, dwóch czy trzech - tym razem nie może...

      Usuń