Blog główny

środa, 10 września 2014

Niezaspokojona żądza jako "problem społeczny".

Próbuję zwalczać w sobie odruch zaglądania na Onet. Ale co zrobić: czasem człowiek tak jest odmóżdżony, że do niczego więcej już niezdolny (osobliwie: do przeglądania najdowcipniejszych nawet portali "z misją" - a takiego ogólnoinformacyjnego na poziomie po prostu nie ma...) -  a i sprawdzić od czasu do czasu wypada, jak tym razem smarują nam dupska (bo smarują, oj smarują - nie rzadziej niż raz na tydzień...)...

Tym sposobem któregoś z ostatnich dni - może to było wczoraj, ale na pewno nie pamiętam, jak do tej pory ten tydzień był bardzo intensywny i dni zlewają mi się w jeden - mignął mi "na głównej" niedługi dość tekścik o niewyżytych, bo nie mających wzięcia u płci przeciwnej młodzieńcach, którzy sobie tylko z tego powodu założyli rodzaj "popkultury", wymyślając sobie nazwę ("incebs"..? Od involuntary celibat..? jakoś tak...).

Tekst był najoczywiściej bzdurny i nie ma co go komentować. Problem sam w sobie już taki bzdurny bynajmniej nie jest - ale po kolei...

Podejście do tego, delikatnego skądinąd zagadnienia, doskonale nadaje się do zilustrowania mojego poglądu na ideologie.

Ideologie mogą być bardzo różne, ale łączy je wszystkie to, że zasadniczo mniej lub bardziej świadomie i celowo ignorują rzeczywistość taką, jaka ona jest - traktując wszystkie doniesienia tego rodzaju li i jedynie jako pretekst do ćwiczeń w utopiźmie.

I tak, w tym konkretnym przypadku zakuty liberał/libertarianin skwituje zjawisko krótko, że to bełkot i żadnego problemu "nie ma". A jak jest nie tylko zakuty, ale i głupi zwyczajnie, to doda, że - wszystkiemu jest winne opresyjne państwo, bo przecież gdyby go nie było, to wszyscy byliby młodzi, piękni, szczęśliwi i bogaci, a panienkom robiłoby się mokro między nogami na sam widok pryszczatego, bladego, aszkenazyjskiego intelektualisty (zwanego z angielska geekiem albo, ewentualnie, nerdem...).


Zakuty lewak dla odmiany (wszystko jedno jakiej konkretnie proweniencji...) uzna, że owszem, problem jest - ale to "wina społeczeństwa", które widać nie zapewnia młodzieży męskiej dostatecznego wsparcia i opieki ze strony instytucji. W skrajnym przypadku taki utopista (niewątpliwie pod tym względem dużo szkodliwszy od libertarianina...) zacznie snuć wizje, których - oby nie proroczą - wersję już dawno temu przedstawiłem i nie raz przypominałem...

Co zrobi konserwatysta, ideologie odrzucający z założenia..?

Konserwatysta zauważy, że w ogromnej większości znanych nam społeczeństw istniało coś takiego jak "obrzęd inicjacji". Czasem formalny, funkcjonujący w centrum obrzędowego kalendarza danej kultury, częściej - raczej nieformalny, ograniczony do grup rówieśniczych lub kręgu rodziny. 

Z czysto biologicznego punktu widzenia gatunek homo sapiens cechuje niezwykły wprost nadmiar samców: jeden mężczyzna mógłby z powodzeniem zapładniać tysiące kobiet (byli i są tacy, którym się to udaje...), a z całą pewnością - wystarczyłby jeden na przynajmniej kilka - kilkanaście kobiet jak u większości dużych ssaków, naczelnych nie wyłączając.


To, że większość ludzi żyje w parach mniej - więcej monogamicznych to nie jest cecha biologiczna, tylko kulturowa - i żeby tę cechę (pożyteczną dla naszego gatunku o tyle, że zapewnia lepsze utrzymanie potomstwa - niezależnie od tego, że zapewne wielu samców beta wychowuje nie swoje dzieci...) utrzymać, a chwieje się ona nieustannie pod naporem instynktów (każących kobietom poszukiwać raczej samców alfa, a mężczyznom - zapładniać wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka) - potrzeba wielkiej dozy wysiłku, kompromisu, kultury i hipokryzji...

Nieustanne od stuleci wysiłki utopistów, podkopujących tradycyjne instytucje społeczne w imię wydumanych ideałów nie-z-tego-świata, oczywiście że podkopały tę delikatną tkankę kłamstw, pochlebstw, półprawd i przemilczeń. Włącznie z tym, że w takiej Szwecji przestępstwem jest skorzystać z usług prostytutki: nie potrafię zrozumieć, jak ktoś w ogóle mógł wpaść na pomysł tak porąbanego prawa..?

Złudzeniem jest mniemać, że wystarczy teraz "pozbyć się opresyjnego państwa" - a wszystko samo z siebie wróci do naturalnego porządku. Otóż - nie wróci, bo ten porządek w żadnym razie nie był "naturalny"..!

Dla przetrwania naszego gatunku samopoczucie samców beta jest bez znaczenia. Owszem - ich mniej lub bardziej ochotny współudział w podtrzymywaniu materialnych podstaw cywilizacji (i dobrobytu kobiet...) był dawniej istotny i stąd - te społeczności pra-ludzkie, które o zachowanie pozorów monogamii nie dbały, na wczesnym etapie rozwoju okazały się od bardziej w tej mierze subtelnych gorzej przystosowane. Ale te czasy dawno już minęły. W skrajnym przypadku całkiem spokojnie można sobie wyobrazić dalsze istnienie ludzkości bez mężczyzn w ogóle - a mężczyźni beta..? A na co oni komu w dzisiejszych czasach..? Ani zadowolić kobiety taki nie potrafi, ani z prawdziwymi alfa rywalizować w biurowych czy politycznych intrygach... Żeby jeszcze chciał zostać gejem! No, wtedy mógłby przynajmniej uchodzić za "proletariat zastępczy". Ale ta godna pożałowania postać i na ten krok zdecydować się nie potrafi!

Pojedynczy samiec beta to nie problem - dostanie wciry i będzie chlipał w kącie.
Ale wśród ludzi, w przeciwieństwie do naszych małpich kuzynów, takich są setki milionów. A może i kilka miliardów..? W końcu, co by nie mówić, nie każdy może być alfą...

Z kolei dalsza ingerencja tak uwielbianą przez wszelkiej maści lewicę metodą "ręcznego sterowania" - skończyć się może tylko jakąś piramidalną karykaturą w rodzaju "kontraktacji usług seksualnych przez NFZ" (co wcale, skądinąd nie jest żartem - bo takowe usługi NALEŻĄ SIĘ pewnym kategoriom pacjentów w takiej na ten przykład Francji...).

Co zrobić w tej sytuacji..?

Pojęcia nie mam. Ale może ktoś z Państwa ma pomysł..? Bo jeśli czegoś się nie wymyśli, to wizja tłumów sfrustrowanych seksualnie nieudaczników robiących uliczne rewolty - nie jest wcale taka znowu odległa. A w Egipcie (co prawda, w społeczności muzułmańskiej ta frustracja ma głębsze podstawy i nie tyle wynika z "powrotu do natury", co z nieco nieprzemyślanej adaptacji tradycji do materialnych wymogów współczesnego świata...) to, za przeproszeniem, kto te ostatnie antymubarakowe rewolucje robił - na co się zresztą nieuważne zagraniczne dziennikarki parę razy skarżyły..?


Z serii: ciekawostki nie-z-tego-świata (poniekąd niezupełnie a propos tekstu, ale co tam...). Lepsza Połowa zaglądając mi przez ramię zauważyła, że jeden z portali litewskich zamieścił ostatnio alarmujący materiał o litewskich mężczyznach, poważnie zaniepokojonych faktem, że budzą się rano z erekcją... Hmm? To przynajmniej chyba łatwo rozwiązać? Uciąć..?

11 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. " Ani zadowolić kobiety taki nie potrafi, ani z prawdziwymi alfa rywalizować w biurowych czy politycznych intrygach..."

    Wojciech Majda ma niewątpliwie rację, pisząc, że w dzisiejszych czasach zarabianie pieniędzy większych od przeciętnej nie ma bezpośredniego przełożenia na powodzenie u kobiet. Tym niemniej, to całe "alpha male" to moim zdaniem w zdecydowanej większości kit i humbug. Sterotypowi informatycy zarabiają co najmniej dobrze, podobnie jak i lekarze (znajomi studenci medycyny byli raczej zniewieściali). W karierze politycznej premiowane jest-chyba zgodzisz się ze mną- włażenie w dupę przełożonym; lepsze warunki umowy handlowej wynegocjuje się też raczej nie wtedy, kiedy okaże się kontrahentowi swoją arogancję...

    Oczywiście, taki styl życia jest atrakcyjny- i zgodny z tym, co "sprzedała" nam współczesna popkultura- kto by nie chciał mieć zaspokojonych potrzeb bycia ważnym, sukcesu, seksualnych itp., bez wysiłku intelektualnego i ciężkiej pracy? Na całym "alpha male" korzystają tylko trenerzy, drenując frajerów z kasy (przyznaję jednak, że można to przypisać do sprzedaży marzeń i nadziei- czym innym nie zajmują się w znacznej mierze religie...?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Już kiedyś o tym dyskutowaliśmy - w odpowiedzi bodaj na tekst tow. J-23 - niemożliwym jest, aby dystrybucja takich cech jak bogactwo, władza, inteligencja - były od siebie CAŁKIEM niezależne (innymi słowy, aby było rzeczą czysto przypadkową, czy ktoś jest głupim i brzydkim milionerem, czy też mądrym i przystojnym ogrodnikiem...). Zresztą NAWET gdyby cechy decydujące o atrakcyjności seksualnej (a pozycja społeczna, władza i bogactwo to silne afrodyzjaki...) rzeczywiście rozkładały się przypadkowo, to i tak nie ma znaczenia. Z całą pewnością bowiem nie ma czegoś takiego jak "bezwzględna atrakcyjność". Nawet w społeczności złożonej z samych przystojnych pakerów z dobrą gadką i tak będą tacy, którzy - z przyczyn, których tu nie dojdziemy - cieszyć się będą większym powodzeniem i tacy, którzy będą im tylko zazdrościć... Istotny jest bowiem punkt odniesienia, a ten stanowi grupa. I zawsze będzie, w każdej grupie, uprzywilejowana mniejszość i nie-aż-tak-uprzywilejowana (a nawet całkiem traktowana "per noga"...) większość...

      2. Nie ma znaczenia, czy dany osobnik jest "alfa" bo tak wynika z jego cech wrodzonych (uroda, inteligencja, siła, arogancja, itp.), czy z cech nabytych (majątek, władza). Aczkolwiek ZWŁASZCZA od czasu, gdy kobiety głosują - bardzo trudno jest sobie wyobrazić, aby szczyty hierarchii zajmowali pozbawieni charyzmy i "tego czegoś" lalusie. Porażka Ala Gora dowodzi, że z czystego łajna nawet najdrożej opłacany pijarowiec złota nie ukręci...

      3. Ergo: włazidupstwo, "miękka charyzma", itp. - to są cechy, które mogą dać co najwyżej ŚREDNIĄ pozycję w hierarchii. To znaczy, że ten osobnik może być "alfą" w stosunku do takich, którzy w ogóle się nie załapali do żłoba - ale w obrębie swojej właściwej grupy, zawsze pozostanie "betą" wodza... Ale taką strategię to już i szympansy wymyśliły!

      4. Wszystkie znane mi "kultury tradycyjne" posiadały mechanizmy częściowo kompensujące, a częściowo maskujący ten smutny dla nieatrakcyjnej większości fakt. Po prawdzie, to sam, gdybym po studiach wrócił do rodzinnego grajdołu, pewnie bym właśnie pierwsze dziecko na studia wyprawiał - wykazawszy okrągłe zero zaangażowania w ten projekt, bo wszystko jakoś samo się działo - i nawet nie potrafię stwierdzić, że KTOŚ w tym celu spiskował za moimi plecami, bo to kultura sama i różne przymusy sytuacyjne spiskowały, a nie ludzie... W każdym razie, w wyniku działania tych mechanizmów jeszcze do niedawna każdy w miarę normalny mężczyzna, niezależnie od tego, czy umiał się znaleźć z kobietami czy nie i (w gruncie rzeczy...) czy mu na tym zależało bardzo, tylko trochę czy wcale zgoła - we właściwym czasie znajdował się obarczonym rodziną: można tylko domniemywać, że część dzieci, które wychowywał, zrodziła się z lędźwi lokalnego "inseminatora" - i są badania, które to potwierdzają...

      5. Współcześnie te mechanizmy jednak, w ogromnej większości, już nie działają - i nie widzę szans, aby je, w jakichkolwiek warunkach, odtworzyć. Kobiety nie mają w tym interesu. Po co znosić frustracje jakieś dupka, skoro można się lokalnemu "szefowi" oddawać nie cierpiąc materialnego dyskomfortu, a nawet - rodzić takiemu dzieci i wcale do tego pomocy jakiegoś niecierpianego nieszczęśnika nie potrzebować? Pozostaje tylko problem, co właściwie zrobić w tej sytuacji z rzeszami nieatrakcyjnych mężczyzn (wszystko jedno, czy są oni nieatrakcyjni, bo brak im arogancji i gadki - czy dlatego, że są po prostu głupi i biedni...)? Rozwiązaniem dość oczywistym jest wojna. Ale nie mogę powiedzieć, żeby mi się to rozwiązanie podobało...

      Usuń
    2. "Podobnie jak Pan Tomasz zrozumiał Pan używane przeze mnie pojęcie "alfy" w czysto biologicznym sensie tego słowa. Najwidoczniej byłem nieprecyzyjny."

      A jesli nie biologicznie to ok.W takim razie w pewnych okolicznosciach KAZDY moze byc alfa-czy to z powodow biologicznych czy kulturowych co zdaje sie byc jakos....uczciwsze(w koncu kultura moze sie zmieniac-sto lat temu te geeeki byly nikim dzis sa "alfami",sto lat temu prawnik byl kims dzisiaj coraz czesciej jest nikim itp itd).

      Piotr34

      Usuń
  3. @Tomasz Gbur
    Rzeczywiście można nie mieć zbyt dużych pieniędzy i cieszyć się powodzeniem u kobiet, jednak posiadanie pieniędzy to powodzenie ułatwia. Niektórzy dzielą te zjawiska w ten sposób: Lekarz jest atrakcyjną/dobrą partią, piosenkarz w kapeli rockowej z 3 ligi jest podniecający.
    Tutaj koleś, który żyje z zasiłków a na pewno wyrywa hoże, kalifornijskie blondynki.
    http://youtu.be/bP_izYhdehY?t=29s
    Cytat:
    That's my job: Making sure the sun is up and the girls are out".

    I Jest jak piszesz - ten "przemysł" alpha male sprzedaje w dużej mierze fantazję. Jedna z reklam jakie widziałem "Scientist found a loophole in female brain. Use it to make her want to fuck you instantly!". Ci goście sprzedają sekretne formułki, które nie wymagają pracy, bo wielu z facetów, którzy je kupują nie chcą włożyć w osiągnięcia pracy. Chcą po prostu znaleźć "sekret". Sekretem jest, że nie ma żadnych sekretów - Zadbaj o swój wygląd, pakuj, zarabiaj więcej kasy, miej interesujące życie, naucz się rozmawiać z kobietami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdzies czytalem ostatnio ze przecietny wiek inicjacji seksualnej mezczyzny w krajach muzulmanskich wynosi 35 lat-wynika to z tego ze by miec zone to najpierw trzeba sie dorobic i odlozyc pieniadze na jej wykup a to zajmuje srednio ponad dekade.To jak maja byc normalni?-dla takiego wojaczka to jedyne zajecie na wyzycie sie i ewentualne dorobienie(a i pogwalcic przy okazji mozna).Swoja droga ciekawy sposob kreowania fanatycznych zolnierzy-ciekawe czy zamierzony(zdaje sie ze w Sparcie tez mieli armie "niewyzytych").

    Zgodze sie z Tomaszem Gburem ze ten caly alpha male to nieco naciagany jest.Oczywscie fenomen ten istnieje i kobiety zawsze beda "leciec" na szerokie bary,kwadratowa szczeke i badboyowskie zachowanie ale moim zdaniem to bedzie coraz mniej istotne.Zmierzamy w strone neofeudalizmu i wkrotce bedzie sie liczyc nie kto jest alfa a kto omega tylko kto z jakiego jest RODU.Jak ktos bedzie alfa z "gminu" i za duzo bedzie sie "wozil" to nadworni omegi ale z rodu "szlacheckiego" mu kolokwialnie mowiac jape obija.Zreszta to juz zaczyna sie dziac-co drugi alfa siedzi w wiezienu za "napady na stacje benzynowe" podczas gdy wiele omeg buduje informatyczne imperia(prosze popatrzec na tych Zuckenbergow i Gatesow toz to lebiegi i omegi co widac juz na pierwszy rzut oka).
    Bycie alfa(bary,glos,zachowanie itp)zawsze bedzie sie liczylo(biologi nie wyeliminujemy)ale obecna rzeczywistosc staja sie coraz bardziej skomplikowana organizacyjnie i technologicznie i tu lebiegowate i przeintelektualizowane nerdy i geki(a czesto zwyczajnie pracowite i zapobiegliwe bety)beda mialy CORAZ WIEKSZA przewage na "osilkowatymi" i czesto namiernie agresywnymi alfami(bo alfy dosc proste w "konstrukcji" przeciez sa.Wkrotce te omegi stworza nowa szlachte i w drugim czy trzecim pokoleniu bycie omega czy alfa bedzie juz malo istotne-bedzie sie liczyl ROD z ktorego sie pochodzi i idace za tym mozliwosci finansowe miejsce w hierarchi spolecznej.
    "Już kiedyś o tym dyskutowaliśmy - w odpowiedzi bodaj na tekst tow. J-23 - niemożliwym jest, aby dystrybucja takich cech jak bogactwo, władza, inteligencja - były od siebie CAŁKIEM niezależne (innymi słowy, aby było rzeczą czysto przypadkową, czy ktoś jest głupim i brzydkim milionerem, czy też mądrym i przystojnym ogrodnikiem.."

    Obecnie kiedy istnieje dosc silna ruchliwosc spoleczna ma Pan racje(alfy nawet z "gminu" czesto ida do gory w hierarchii spolecznej)ale kiedy nam sie struktura spoleczna spetryfikuje w neofeudalizmie za pare dekad to w drugim czy trzecim pokoleniu ten rozklad zdolnosci bedzie czysto przypadkowy i chaotyczny(tak jak w przeszlosci szlachta w NICZYM charakterologicznie nie gorowala nad gminem poza sprawami wyuczonymi).Wowczas bycie alfa czy omega stanie sie kwestia drugorzedna.Mozna by rzec ze kulturowo nam sie hierarchia rozrosnie i ustratyfikuje ale od strony charakterologicznej wrecz przeciwnie-dzis alfy sa u gory,bety posrodku a omegi na dole podczas gdy w neofeudalizmie bedzie to kompletny miks(poza pokoleniem "zalozycielskim" nowej szlachty oczywscie ktore bedzie(jest juz teraz?)zlozone glownie z alf ale charakteru nie dziedziczy sie w tak prosty sposob i ich potomkowie beda tu reprezentowac rozklad normalny).

    Piotr34

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie jak Pan Tomasz zrozumiał Pan używane przeze mnie pojęcie "alfy" w czysto biologicznym sensie tego słowa. Najwidoczniej byłem nieprecyzyjny.

      Powtórzę zatem, co napisałem już i panu Tomaszowi w odpowiedzi: NIE MA NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA z jakiego powodu pewni mężczyźni są atrakcyjni dla kobiet, a inni nie. Zawsze jednak, w każdej grupie będzie niewielka liczba atrakcyjnych (wszystko jedno czy dlatego, że są bogaci, czy dlatego, że maja kwadratowe szczęki...) - i ogromna większość takich, którzy atrakcyjni nie są.

      Sądzi Pan, że niewyżytemu młodzieńcowi robi wielką różnicę, że koleżanki mu nie dają bo jest nisko w hierarchii - czy dlatego, że nie roztacza zapachu odpowiednich feromonów..?

      To, czy powstanie neofeudalizm (jest to koncepcja, z którą mi dość "po drodze"...), czy nie powstanie, jest BEZ ZNACZENIA DLA TEGO KONKRETNEGO PROBLEMU. Bo tak, czy inaczej - większość mężczyzn pozostanie nieatrakcyjna: będą to wszyscy, którzy pozostaną nisko w hierarchii, a przypadek nie da im handicapu w postaci owej "biologicznej" atrakcyjności (która z punktu widzenia moich tutaj rozważań jest zresztą kompletnie nieistotna...). Czyli jakieś 93% jak sądzę..?

      W "kulturach tradycyjnych" ten problem był rozwiązywany. Dzięki swatom, przymusom sytuacyjnym, obrzędom inicjacyjnym, itp., itd.

      Ani "dalszy postęp", ani "obalenie opresyjnego państwa", ani też "powstanie neofeudalizmu" to NIE SĄ zjawiska, które byłyby w stanie taki problem same w sobie rozwiązać - i nie widzę też, żeby jakieś ich pośrednie konsekwencje ku temu zmierzały, CHYBA, że doszłoby nie do względnego, a do bezwzględnego zubożenia (i to bardzo znacznego!) i do zaniku antykoncepcji. Bo wówczas kobiety znowu będą potrzebowały tych nieszczęsnych nieudaczników, żeby utrzymać potomstwo spłodzone z lepszymi od nich...

      Usuń
    2. Strukturalnego "niewyżycia" mężczyzn we współczesnej kulturze muzułmańskiej nikt oczywiście nie planował. Wyszło tak przypadkiem po tym, gdy po II wojnie światowej dokonała się w tych krajach recepcja materialnej kultury Zachodu - a jednocześnie pozostały w mocy dawne rozwiązania jak chodzi o prawo małżeńskie i kulturę.

      To, że mężczyzna jest wyłącznie odpowiedzialny za materialne utrzymanie rodziny, to paradygmat stary jak świat. Tyle, że jeszcze pół wieku temu owo "utrzymanie" oznaczało lada jaką lepiankę nad Nilem i parę wołów. Niestety, ale nowoczesne mieszkanie z klimatyzacją + całe oprzyrządowanie w zakresie wygód domowych + koniecznie samochód - to dobra o wiele droższe i trudniejsze do zdobycia od lada jakiej lepianki i pary wołów...

      No i wyszło jak wyszło... Mam wrażenie, że ta sytuacja już i samych muzułmanów trochę przeraża - a prawdziwie przerażające jest to, co się dzieje w Indiach i w Chinach, gdzie tradycyjne dążenie do posiadania PRZEDE WSZYSTKIM męskiego potomstwa w połączeniu ze współczesną techniką i ograniczeniami demograficznymi powoduje deficyt kobiet liczony już w dziesiątki, jak nie w setki milionów...

      I to są realne zagrożenia, z którymi trzeba się liczyć - ale jak je rozwiązać bez wojny, jako żywo, nie mam pojęcia...

      Usuń
    3. Moze sie same rozwiaza. Robotyka robi coraz wieksze postepy. Gdzied czytalem, ze (chyba) w JaponiI powstal nowy sex robot, z powloka duzo bardziej przypominajaca skore ludzka niz poprzednie generacje.

      Usuń
    4. To by musiała być tania i łatwo dostępna technologia...

      Już prędzej jakiś nowy rodzaj "virtual reality" mógłby coś pomóc...

      Usuń
    5. Bedzie tania. W sumie duzej roznicy to nie robi czy robot czy wirtualna rzeczywistosc. Fakt, ze masa bet nie bedzie musiala zabiegac o wzgledy kobiet poprzez chodzenie w kieracie.

      Usuń