Blog główny

niedziela, 3 sierpnia 2014

Koleje losu

M. z żoną spodziewają się właśnie piątego dziecka. I doszli do rewolucyjnego wniosku: lepiej by im się było zająć gospodarką, niż do Warszawy codziennie dojeżdżać. Zarobi się, czy się nie zarobi, zarobi się mniej czy więcej - ale przynajmniej nie ma tego kieratu z dojazdami*, a krowa, gdy się jej śniadanie czy poranne dojenie o pięć minut spóźni, to najwyżej powie "muuu", a nie będzie truła przez pół dnia, jak siostra oddziałowa, czy inny szef...

W zasadzie to się z nimi zgadzam. Zwłaszcza, gdy piję podarowane przez nich wczoraj mleko: słodkie, pachnące ziołami i... mlekiem - a nie zepsutą kiszonką i "Ludwikiem", którym czyści się elektryczną dojarkę, jak to zwykle u miejscowych rolników bywa. Bo jedną krowę już mają - tydzień temu ją nabyli. I stąd im się właśnie tak światopogląd przewartościował. Na razie żona M. doi ją ręcznie - korzystając z okazji, że będąc w zaawansowanej ciąży, do pracy w Warszawie chwilowo nie dojeżdża.

Nie wynika z tego bynajmniej, że sami mamy zamiar kupować krowę, czy też - broń Panie Boże - zaciążać! 

Prawdę powiedziawszy wygląda na to, że w tym roku nie uda mi się nawet utrzymać w porządku ogródka. Pomysły budowania ziemianki, nie wspominając już o stodole, stają się z każdym mijającym dniem i tygodniem coraz to bardziej fantastyczne. I nie powiem - czasami rodzi się w tyle głowy ulotne wrażenie, że prościej byłoby jednak, gdybyśmy mieszkali w mieście... Które to ulotne wrażenie, rzecz jasna, przechodzi natychmiast, gdy tylko spojrzę na nasze stado.

Takie to już koleje losu.

Przeglądając ostatnio stare zdjęcia, natrafiłem na pierwsze konterfekty naszego koćkodana, sprzed ponad siedmiu lat (komórką robione, stąd kiepska jakość) - z czasów, gdy nawet jeszcze nie wiedzieliśmy, że trafimy do Boskiej Woli.

Przez ten czas zmieniło się jedno. Koćkodan niewątpliwie bardzo schudł




a jego pan w to miejsce - przytył!
----------------
*Dzięki nieustannym wysiłkom Kolei Mazowieckich oraz innych zaangażowanych podmiotów, czas podróży od nas do Warszawy z roku na rok ulega systematycznemu wydłużeniu. W tej chwili to już prawie dwie godziny. Ale głęboko wierzymy, że to nie jest ostatnie słowo w tej sprawie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz