Blog główny

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Wracać wciąż do domu

Czytam sobie właśnie dzieło Urszuli Le Guin o tytule jak powyżej. Nie można powiedzieć, żeby to była jakaś strasznie rozrywkowa lektura - ma swój powolny, solenny rytm jak życie quasi-utopijnej społeczności, którą opisuje. Pomysł zresztą sam w sobie nader oryginalny! Żeby prezentować dzieło z zakresu "alternatywnej etnografii", opisującej sposób życia, wierzenia, literaturę i mity nieistniejącej społeczności, która BYĆ MOŻE zamieszka kiedyś północną Kalifornię..?
 
 
A jednak! Jest oczywiście rzeczą skrajnie nieprawdopodobną, aby za kilkadziesiąt tysięcy lat pojawił się dokładnie taki "lud Kesh", żyjący w dokładnie tym miejscu, które autorka opisuje (choćby dlatego, że w ciągu tych najbliższych kilkudziesięciu tysięcy lat RACZEJ należy się spodziewać powrotu lodowca - a i wybuch Yellowstone co nieco w Ameryce pozmienia...). Tym niemniej - tak właśnie może wyglądać nasza przyszłość.
 
W świetle tego, co się dzieje obecnie jakiś "stan stacjonarny", a więc planetarna stagnacja naukowo - techniczna (regres nawet), drastyczny dość spadek liczby ludności, a przede wszystkim - powrót do życia w rytm dyktowany przez mity i obyczaje - wydają się zjawiskami bardziej prawdopodobnymi niż kontynuacja obecnego wzrostu.
 
 
Wzrost - wiedzy, sprawności technicznej, stopnia komplikacji cywilizacji, bogactwa wreszcie - to stan z natury niestabilny. Nie może trwać nieskończenie długo - i to jest akurat oczywista oczywistość.
 
Fakt, że do "rewolucji przemysłowej", o której pisałem ostatnio w ogóle doszło, to efekt dość skomplikowanego zbiegu okoliczności - który nie zaszedł przez całe millenia wcześniej właśnie dlatego, że liczba warunków, jakie musza być koniecznie spełnione, aby taki fenomen zaistniał, jest bardzo wielka i nigdy wcześniej nie wystąpiły one jednocześnie.
 
Można sobie łatwo wyobrazić, że splot czynników które utrzymują nas w stanie "niestabilnego wzrostu" ustanie - gdyby doszło do ustanowienia jakiejś formy "rządu światowego" to właściwie stagnacja nastąpiłaby prawie od razu (konkurencja między ludźmi i przedsiębiorstwami na rynku NIE JEST wystarczająco istotna aby napędzać dalszy wzrost: choćby dlatego, że wielkie pieniądze z czasem zawsze zdołają dotrzeć do władzy i konkurencję ukrócić - że to się nie udaje jak na razie w pełni, to tylko dlatego, że "rządu światowego", który mógłby utrącić konkurencję w skali globalnej na razie nie ma - a przynajmniej: tak się nam wydaje...). Ale zapewne jakichś "wyjść" ze "stanu niestabilnego wzrostu" jest o wiele więcej - i większość z nich POWINNA prowadzić (z większymi lub mniejszymi ofiarami) do "stanu stabilnej stagnacji"...
 
Nawet ów powrót do życia mitami i obyczajem - a czyż większość nam współczesnych jest RZECZYWIŚCIE tak wolnomyślna i racjonalna, jak to im samym się wydaje..? Czy spora część współczesnej nauki (prawie cała humanistyka tak naprawdę...) nie jest aby rodzajem "nowej religii", której uczeni (a raczej "uczeni") są kapłanami i prorokami, a przewody doktorskie i habilitacyjne, publikacje naukowe ("naukowe" raczej...) i "paradygmaty" - rytuałami? Już nie wspominając o pladze pospolitych przesądów, które gęsto zamieszkują w głowach pospolitych ludzi, nawet szczycących się wyższym wykształceniem - od wiary w horoskopy zaczynając, na różnych "zielonych ludzikach" kończąc..?
 
Człowiek nie potrafi żyć bez rytuałów i mitów. Czyż w epoce oświecenia, której tak nie lubię, elity najbardziej "wyzwolone" i "wolnomyślne", porzuciwszy rytuały Kościoła - nie stworzyły sobie w zamian rytuału masońskiego..? Całe to zawiązywanie oczu, obnażanie jednej nogi, fartuszki i kielnie... Żenua..!
 
 
Więc: czytajcie Le Guin. Lektura w sam raz na taką pogodę jak teraz!

24 komentarze:

  1. nie dlatego, że liczba warunków, jakie musza być koniecznie spełnione, aby taki fenomen zaistniał, jest bardzo wielka i nigdy wcześniej nie wystąpiły one jednocześ
    -------------------------------------------------------------------------------------------
    Przeczytalem i ten, i poprzednie wpisy, lecz zadnych wyjatkowo zbieznych i licznych "warunkow" sie nie doszukalem. Tak wiec, znajduje, ze to samo moglo by sie zdarzyc np. w antyku. Te zas , nieliczne, ktore Autor wymienia , nie sa zadna przypadkowa zbieznoscia, lecz wynikaja jedne z drugich.
    Ex. Likwidacja chlopskich, malych gospodarstw w Anglii nie "zbiegla sie" przypadkowo z popytem na welne, lecz z niego wynikla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jakoś w antyku się nie zdarzyło, nieprawdaż..?

      Pozbawienie chłopów ziemi możliwe było - spośród wszystkich krajów europejskich - w tak prosty i łatwy sposób tylko w Anglii. A to dlatego, że tam od Wilhelma Zdobywcy miejscowy feudalizm był specyficzny. Nigdzie indziej się to nie udało. A popyt na wełnę przecież też był!

      Dalej - warunkiem koniecznym było dość specyficzne podejście do pracy ludzkiej. Dzięki chrześcijaństwu praca stała się ważkim problemem - jako istotna część zarówno kary, jaką Bóg nałożył na Adama (jako trud, wysiłek, znój...), jak i swoisty współudział w dziele stworzenia (bo i Bóg pracował, a potem wypoczął...). Tego nie było w antyku i stąd nawet, gdy powstawały jakieś maszyny (jak żniwiarki konne czy nawet maszyna parowa), to stanowiły mało istotną ciekawostkę - no i żadną miarą nie dałoby się zorganizować takiego połączenia praktyki z teorią, jak to się stało w XVII i XVIII wieku w Niderlandach i w Anglii.

      Wreszcie - choć Weber z tą swoją "etyką protestancką" ewidentnie przesadza - koniecznym jest przynajmniej neutralne, a najlepiej pozytywne podejście do bogactwa. Bogactwa pochodzącego z pracy, przemysłu lub handlu. Tego zdecydowanie zabrakło na Dalekim Wschodzie, gdzie kupcy i przedsiębiorcy od dawien dawna celowo traktowani byli przez władzę jak swoisty "margines społeczny", podejrzanej konduity i bez szans na szacunek.

      Do tego dochodzą bardzo subtelne uwarunkowania w zakresie przepływu informacji, stopnia konkurencji między państwami przede wszystkim (konkurencja między przedsiębiorcami na rynku ma - moim zdaniem - wtórny charakter, bez istnienia wielu konkurujących organizmów państwowych utrzymać się jej w dłuższej perspektywie nie da), pojmowania prawa, itd.,. itp.

      Usuń
  2. Ale jakoś w antyku się nie zdarzyło, nieprawdaż..?
    ---------------------------------------------------------------------------
    Autor nie zrozumial. Mam na mysli, ze idac tokiem myslenia Autora, moglo by sie to zdarzyc, np. w Antyku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. To Pan nie zrozumiał. Nie zdarzyło się w antyku - i tylko przypadkiem zdarzyło się na przełomie XVII i XVIII wieku. Mało brakowało, a i wtedy do żadnej rewolucji przemysłowej by nie doszło...

      Usuń
  3. Nie. To Pan nie zrozumiał.
    ---------------------------------------------
    Moze i nie. Ale nie dlatego, ze Autor wylozyl wystarczajace argumenty i wyjasnil zwiazki pomiedzy nimi. A ja tego nie zrozumialem.
    Lecz raczej dlatego, ze w swietym przekonaniu Autora o swej racji brak lancucha argumentow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma obowiązku dowodzenia rzeczy oczywistych.

      Usuń
    2. W ktoryms z poprzednich artykulow Jacek wspominial o wymianie roslin. M.in. ziemniaki I ktoras z koniczyn umozliwily wprowadzenie plodozmianu, ktory to umozliwil uzyskiwanie wysokich nadwyzek zywnosci bez angazowania niemal calej populacji.

      Zwlaszcza bez ziemniaka, ktory dzieki swojej dosc unikatowej, wysokiej wartosci odzywczej (zawiera m.in. wszystkie aminokwasy egzogenne) nie bylaby mozliwa rewolucja przemyslowa. Skoro w antyku nie bylo tych roslin, nie byla mozliwa technologia plodozmianu, wiec I rewolucja przemyslowa nie mogla sie dokonac...

      Usuń
    3. Większość zarówno roślin wiążących azot, jak i okopowych pastewnych, uprawianych jako międzyplony pochodzi z Ameryki.

      Usuń
  4. rzeczy oczywistych.
    -----------------------------
    To poprosze o skrotowe choc, wymienienie tych "oczywistosci".
    Bo chyba popyt na welniana odziez nie determinuje wynalazku elektrycznie napedzanych przedzalni? Popyt na pozywienie, wielki popyt, istnial od tysiecy lat. A, jak autor pisze, plodozmian jest calkiem nowym wynalazkiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymieniłem w odpowiedzi na Pański pierwszy komentarz. Tych warunków jest ogromna liczba i żeby je wymieniać, potrzebna byłaby książka - a i to pewnie niejedna!

      Usuń
  5. Co do oczywistosci, to istotnie. Jednak nie mozemy sami , indywidualnie decydowac, co jest oczywiste. Oczywiste, choc nie udowodnione to sa aksjomaty np.geometryczne. Ale nie zwiazek miedzy nakazami religijnymi a wynalazkiem maszyny parowej. Jesli takowy istnieje, to trzeba go wykazac przyczyna, badz lancuchem przyczyn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę sobie Webera poczytać. On w tej sprawie przesadza, ale przecież co do zasady, rację ma...

      Usuń
  6. Np. Zakladamy, ze istnieje zakaz religijny dotyczacy wysilku fizycznego. I teraz, trzeba wywiezc, prawdiopodobnie skomplikowany , z wieloma odgalezieniami i slepymi zaulkami, lancucg przyczynowo-skutkowy. Dalej, odnosze wrazenie, czasem, ze muzulmanie maja taki zakaz, ktory powoduje wstret do pracy. Ale jednak zadnej maszyny nie wynalezli. Woleli sie zajac M.inn. handlem niewolnikami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Związek między religią a postępem naukowo - technicznym został dość szczegółowo nakreślony w sztandarowej książce Maxa Webera "Etyka protestancka a duch kapitalizmu" (istnieje wiele wydań, więc - wybaczy Pan - bardziej szczegółowych referencji już nie będę podawał).

      Nie rozumiem: Pan tego nie zna..? Bo zadaje Pan pytania tak naiwne, jakby ta kwestia dopiero się narodziła. Gdy tymczasem problem jest debatowany od stulecia!

      Usuń
  7. Związek między religią a postępem naukowo -
    ------------------------------------------------------------------------
    Raczej miedzy moralnoscia protestancka, a pilnoscia , sumiennoscia i kultem pracy. Z tego zas, dosc dowolnie, wyciagnieto postep w nauce i technice.
    jak wiadomo, starozytni Grecy stosunek do pracy mieli dosc luzny, za to, niektorzy z nich lubili rozmyslac. Ale nie experymentowac. Tez dosc daleko w nauce zaszli. Tej teoretycznej.

    OdpowiedzUsuń
  8. No, nie wiem. Samo ogloszenie, chocby drukiem, jakiegos pogladu nie udowadnia go przeciez. Wystarczy przypomiec opasle tomy na temat istnienia flogistonu, czy tez wypelniajacego cala przestrzen, eteru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytał Pan Webera czy nie..?

      Usuń
    2. Tezy Webera sa mi znane. O ile jego dzielo zawiera kilka interesujacych spostrzezen, o tyle w zaden sposob nie wyjasnia odcinka drogi miedzy kalvinizmem a powstaniem silnika spalinowego.
      Ta czesc, jest Panska prywatna wiara, religia.

      Usuń
  9. Tezy Webera sa mi znane. Jest to przyczynek do prob wyjasnienia co Pan wyjasnil na wlasna reke. Idac o wiele dalej, niz Weber. O ile zawiera troche ciekawych i nawet slusznych spostrzezen, to w zaden sposob nie wyjasnia odcinka drogi od kalvinizmu do silnika spalinowego.
    Ten kawalek, jest Panska wlasna, prywatna wiara, religia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weber nic innego nie wyjaśnia, jak to właśnie, w jaki sposób kalwinizm przyczynił się do powstania silnika spalinowego.

      Różnica między Weberem a mną jest taka, że ja jego tłumaczenie uważam za niewystarczające: sam tylko kalwinizm, bez wielu innych czynników, nie wystarczyłby do zapoczątkowania rewolucji przemysłowej.

      Tym niemniej taki właśnie typ etyki (która skądinąd, nie jest aż tak bardzo wyjątkowa i aż tak bardzo nie różni się od innych rodzajów etyki chrześcijańskiej) niewątpliwie rozpoczęciu tej rewolucji sprzyja - i nie wiem zupełnie, czego Pan tu nie rozumie..?

      Mój dziadek, który był dobrym katolikiem, a nie żadnym kalwinem zwykł mawiać, że kto pracuje, modli się trzy razy (bo wiadomo, że dwa razy ten się modli, kto śpiewa...). Rzesze robotników taką przesiąkniętych etyką to prawdziwy fundament dobrobytu - ich obecność wspomaga rewolucję przemysłową na więcej niż jeden tylko sposób.

      Nie tylko są pilni - więc nie zniszczą powierzonych im maszyn, tylko zrobią z nich najlepszy możliwy użytek. Nie tylko są wydajni - więc szybką drogą zmierzają do bogactwa, zarówno własnego, jak i przedsiębiorcy, który zaryzykował i ich zatrudnił. Są także oszczędni - dzięki czemu w świecie, który nie znał jeszcze "kreacji pieniądza poprzez dług" - możliwe były inwestycje. Wreszcie, skoro praca jest aktem nabożności, to i wynikły z niej majątek (o ile tylko nie służy potem do nadużycie i nie kole w oczy - a to kolejny czynnik wzmagający oszczędność i inwestycje!) nie może być przedmiotem wstydu. Zatem - warto jest i pracować i wynalazków dokonywać i pracę ludzką, która jest święta, nowymi maszynami wspomagać, skoro czynią ją jeszcze wydajniejszą.

      Usuń
  10. Zeby wyjasnic. Pan Weber twierdzi, ze kalvinizm jest dobrym gruntem, polem uprawnym do uprawy ludzkich dzialan.
    Podobnie, jak w okolicach Lodzi jest grunt, gdzie moglby rosnac las. Jednak , w tym aktualnym miejscu jest laka, i rosnie troche krzakow. Nie wiem, czy Pan lapie roznice...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież tłumaczę! Nie zgadzam się z Weberem, gdy twierdzi, że CAŁĄ odpowiedzialność za postęp techniczny należy składać na chrześcijaństwo (i to koniecznie akurat w wersji kalwińskiej).

      Oprócz tego potrzeba było wielu setek innych czynników.

      Dalej nie rozumiem, czego Pan nie rozumie?

      Czy ja kiedykolwiek twierdziłem, że chrześcijański stosunek do pracy to JEDYNY czynnik, który spowodował rewolucję przemysłową?

      Pan w ogóle czyta, co ja piszę..?

      Usuń
    2. Dobrze juz, dobrze...
      Ze sobie pozwole, jak z Pana cisnieniem tetnicznym?

      Usuń
    3. Od 40 lat takie samo: ciut powyżej górnej granicy tzw. "normy"...

      Usuń