Blog główny

czwartek, 19 czerwca 2014

Who keeps the rules? - oraz o pewnym nieporozumieniu, a nawet dwóch...

Dostałem przedwczoraj wiadomość od jednego z kolegów - userów mojego ulubionego historycznego forum. Kolega medytował nad problemem, który i mnie wiele razy tutaj zajmował: kto będzie pilnował, aby po - ewentualnym i wielce teoretycznym (o czym zaraz poniżej...) upadku państwa, hydra ta nie odrodziła się ponownie, zagrażając w ten sposób wolności i szczęściu liberatariańskiej anarchii..? Kolega proponuje, by najbardziej ideowi libertarianie zebrali się w tajny zakon (jak u Franka Herberta w jego cyklu o "Diunie"...) i mordowali watażków budujących swoje kacykostwa...


No cóż: jest to, przyznaję, propozycja więcej warta od "standardowej" odpowiedzi indagowanych na tę okoliczność libertarian, którzy w tej sytuacji zasłaniają się jakimiś bajkowymi stworami w rodzaju "powszechnego oporu uzbrojonych, wolnych ludzi" (tak, jakby wolność nie była najstraszniejszą spośród plag, jakie mogą trapić zwykłego człowieka - o czym też zaraz poniżej raz jeszcze...). Kolega sam jednak przyznaje, że to by nie potrwało długo.

Tak, czy inaczej wychodzi na moje - państwa obalić się nie da. To, że państwo działa źle, a czasem zgoła wcale nie działa - nic nie ma do rzeczy. Nie po to bowiem istnieje, aby ludziom jakieś "usługi" świadczyć (to jest, dla odmiany, bajkowy stwór w którego wierzyli tzw. "liberałowie klasyczni"...) - tylko dla samego siebie istnieje i dla tych, którzy nim zawiadują. Tacy zaś zawsze się znajdą. I zawsze mogą liczyć na posłuszeństwo mas przerażonych wolnością.

Dlaczego wolność jest przerażająca..? W ostatnim "NCz!", który kupiłem wczoraj tylko dlatego, że mi się w drodze do Radomia książka skończyła i groziła mi w drodze powrotnej godzina w pociągu bez słowa pisanego jest artykuł, którego nawet nie czytałem - sam tytuł bowiem zupełnie mi wystarczył. To było coś o tym, że "wolność przynosi bogactwo".

To jest, mili moi, daleko idące nieporozumienie..! To nie wolność przynosi bogactwo, tylko groźba głodowej śmierci. Człowiek z natury jest leniwy i jak by nie musiał, to by wcale nie pracował.

Myślicie, że chce mi się wstawać przed 5.00 rano i jeździć codziennie do Radomia..?

Do pielenia ogródka i innych prac gospodarskich też czasem muszę się przymuszać - choć to już mi łatwiej przychodzi mimo, że jest to zajęcie o wiele mniej (jeśli w ogóle...) płatne. Znakiem tego, uważam się za człowieka z natury pracowitego. Wielu takich nie ma - moim zdaniem!

Wolność dlatego jest przerażająca, bo stawia człowieka twarzą w twarz z grozą głodowej śmierci - jeśli jakoś sam o siebie nie zadba. I z tego "jakoś o siebie zadbania" rodzi się dopiero bogactwo, a nie z wolności jako takiej.


Na ogół jednak ludzie instynktownie, a przynajmniej bez głębszego namysłu, bardzo chętnie wymieniają wolność na obietnicę pełnej michy. Że przez to wszyscy są per saldo biedniejsi, a niektórzy pewnie nawet umierają z głodu, do czego by nie doszło, gdyby ich nie okłamywano, że michę dostaną (albowiem wiedzieć też powinniście, że ta transakcja częściej niż rzadziej jest oszustwem: ci, którzy odbierają wolnność, obiecując pełną michę - zwykli bowiem słowa nie dotrzymywać...)..?

Niestety, mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju "dylematu więźnia". Indywidualnie człowiekowi na ogół bardziej opłaca się przystać na wymianę wolności na obietnicę pełnej michy. Niekorzystne skutki tej transakcji objawiają się dopiero w momencie, gdy jest za późno na to, aby się z niej wycofać.

Nieporozumieniem od początku do końca jest też kolejny tekst p. Wozińskiego, który - perwersją się kierując, bo czymże innym - jednak przeczytałem. Ten o Kancie i "oświeceniu".

Ja się oczywiście zgadzam, że Kant był durniem. A Hegel! O Jezuuu...! Ten to był dopiero pacanem jakich mało. A wszyscy razem bledną przy kolekcji francuskich idiotów uzbrojonych w pióra i maszyny drukarskie: Wolterze, Diderocie, d'Alambercie.


Natomiast - typowy u monomaniaka, jakim jest Woziński (akurat przy lekturze tego właśnie tekstu taka interpretacja mi się nasunęła...) zarzut, że Kant "czci państwo" - tak do końca trafiony nie jest.

Ten zarzut NAWET w odniesieniu do Hegla jest jednak w pewnym stopniu nieporozumieniem.

Dlaczego..? Ano dlatego, że Kant (a nawet Hegel!) tworzyli swoje "systemy filozoficzne" zanim w nauce pojawiło się i przyjęło pojęcie "społeczeństwa". I w bardzo wielu miejscach ich dywagacje mniej stają się nonsensowne, gdy w miejsce terminu "państwo" podstawi się termin "społeczeństwo".

To jest w ogóle bardzo ciekawa sprawa - i główny powód dla którego zwlekam jeszcze z pójściem do ogródka, siedząc przed komputerem.

W historii filozofii naprzemiennie następują po sobie epoki w których przedmiotem zainteresowania jest głównie albo "człowiek społeczny" (filozofia Zachodu zaczęła się od rozważań nad społeczną naturą i społecznymi obowiązkami człowieka: a po cóżby innego Sokrates pił cykutę..?), albo "człowiek etyczny" (tym zajmowały się np. szkoły filozofii hellenistycznej, nie mające już ambicji tłumaczenia obowiązków poddanego względem monarchii, która w międzyczasie zajęła miejsce greckich poleis).

Oświecenie, zarówno brytyjskie jak i kontynentalne (obu nie lubię tak samo...), było PRZYNAJMNIEJ zerwaniem z dominacją "refleksji etycznej" w teologii protestanckiej i w post-Reformacyjnej filozofii - i ponownym wydobyciem na plan pierwszy "refleksji społecznej". A że używało takiego aparatu pojęciowego, jaki był do dyspozycji, pisząc o "państwie" tam, gdzie domyślać się można "społeczeństwa"..? No to już akurat nie jest wina rzeczonych filozofów, po prostu nie oni wpadli na ten pomysł, tylko dopiero August Comte...

Zresztą, w efekcie odkrycia monsieur Comte'a całe działy filozofii - o czym filozofowie, rzecz jasna, dowiedzieli się jako ostatni (a wielu jest takich, do których to wciąż nie dotarło...) - skazane zostały na zagładę - bo większość owej "refleksji społecznej" tzw. "nauka pozytywna" zawłaszczyła dla siebie (też nie do końca z dobrym skutkiem, bo w efekcie mógł Marks - działający jak raz w "okresie przejściowym" - podawać się nie za filozofa, którym zapewne był, a za "ekonomistę" - którym nie był ani trochę...).

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę tu odpowiedź - https://plus.google.com/116562421784024489774/posts/8C3nuptQuL6

    Wcześniej źle link wkleiłem.

    OdpowiedzUsuń