Blog główny

środa, 25 czerwca 2014

Uczeni durnie

Wyśmiać uczonego, a choćby i profesora czy noblistę - rzecz aż nadto łatwa. Tak łatwa, że wręcz nieswojo się czuję, coś takiego robiąc... Aby takie wyśmianie stało się możliwe, starczy jedna tylko przesłanka. Taka mianowicie, by przedmiot krytyki, a więc uczony (a choćby i noblista...)... wziął się za przepowiadanie przyszłości..!
 
Napisałem to jednoznacznie w eseju otwierającym "Projekt Agepo" - parę lat temu. Prognozy opisujące przyszłość są z zasady nietrafione. Trafione zaś, mogą być tylko dwóch rodzajów: takie, w które nikt nie uwierzył - i takie, które nigdy by się nie spełniły, gdyby nie fakt, że zostały ogłoszone i że dano im wiarę (więc - samospełniające się: jak prognoza "runu" na bank, czy giełdowego "tąpnięcia"...).
 
Prognozy nietrafione są najoczywiściej bezużyteczne (acz można debatować o takich, które DLATEGO właśnie się nie spełniają, że je ogłoszono i że ludzie dali im wiarę: kanonicznym przykładem takiej prognozy jest proroka Jonasza zapowiedź zagłady Niniwy - do której ostatecznie nie doszło, bo mieszkańcy asyryjskiej stolicy pokutą przebłagali Najwyższego...). Prognozy, które się sprawdziły, ale w które nikt nie uwierzył - nie mają znaczenia dla kogokolwiek, poza - ewentualnie - historykiem - pasjonatem, specjalizującym się w historii idei. Prognozy samospełniające się zaś, z zasady obarczone są moralną wątpliwością - tak bowiem dużo łatwiej jest wywołać katastrofę, niż sprowokować ludzi do jakiegoś pozytywnego działania.
 
Trzeba być wariatem, żeby się brać za przepowiadanie przyszłości! A mimo to - ludzie z pozoru poważni, uczeni, profesorowie (nobliści nawet...) - wciąż i wciąż ulegają niebezpiecznej pokusie głoszenia proroctw...

 
 Na temat wielebnego Malthusa to już mi się nie chce gadać: dureń ten znany być winien jako patron ślepców. Nie dostrzegł bowiem, przez dziesięciolecia rozmyślając o problemie wyżywienia ludności, że na jego oczach - bo właśnie w wieku XVIII, kiedy żył - rozgrywa się największa rewolucja rolnicza w dotychczasowych dziejach ludzkości: przejście z trójpolówki na płodozmian. Dający praktycznie nieograniczone możliwości zwiększania wolumenu produkcji rolnej! Pierwszy raz bowiem, ludzkości udało się opanować taką technologię uprawy roli, która pozwala nie tylko utrzymywać naturalną żyzność gleby - ale ją, stale uprawianą i eksploatowaną - nieustannie powiększać, wciąż zwiększając osiągane plony.
 
Metoda ta oczywiście ma na pewno swoje ograniczenia - tyle tylko, że nie wiemy, jakie te ograniczenia są. Zanim bowiem do nich doszliśmy - zaledwie 200 lat później, w połowie XX wieku, doszło do kolejnej rewolucji. Połączenie ulepszeń genetycznych z powszechną chemizacją i umaszynowieniem rolnictwa sprawia, że w zasadzie sama tylko Europa - kontynent mały i bynajmniej nie o najlepszych glebach - spokojnie wyżywiłaby resztę świata, całe 7 miliardów ludzi. Jakoż, w rzeczy samej, dzięki podstępnym intrygom, "żywi" Europa przynajmniej sporą część Afryki (wpędzając tę przez siebie żywioną Afrykę w permanentną biedę - no ale tak to jest, jak się konsekwentnie "daje rybę zamiast wędki"...): kontynentu wielokrotnie większego, z lepszymi na ogół glebami, z łaskawszym klimatem i dłuższą niż w Europie tradycją uprawy roli...


Że tak uzyskiwana żywność niekoniecznie jest najzdrowsza? Że dostępność i ceny płodów rolnych są w ten sposób bezpośrednio związane z dostępnością i cenami kopalnych węglowodorów?

I jedno i drugie nie jest bynajmniej immanentną cechą samej technologii. Można sobie wyobrazić genetyczne modyfikacje ukierunkowane na zdrowie i smak, a nie na wygląd i trwałość. Można radykalnie zmniejszyć zależność rolnictwa od ropy i gazu. Tylko po co? Ropa i gaz są wciąż bajecznie tanie i nic nie wskazuje na to, aby miały szybko zdrożeć. A klienci "Pierdonki" wciąż wolą pomidory (kiełbasę, mleko, co tylko chcecie...) które ładnie wyglądają i długo się nie psują od takich, które byłby "zdrowe" (cokolwiek to oznacza - i zakładając, że zwykły człowiek, nie dysponujący przemysłowym laboratorium, jest w stanie zapewnienia o "zdrowotności" tych czy innych produktów w jakikolwiek sposób zweryfikować...).


Ludzie dostają to dokładnie, czego chcą! Inna rzecz, że mało kto tak do końca wie, czego w rzeczy samej chce...

Nie widzę najmniejszego problemu w wyżywieniu nie 7 a 10 miliardów ludzi. Ba! Widzicie oczyma duszy francuskiego, niemieckiego czy holenderskiego rolnika, który dowiaduje się, że jego rynek zbytu się podwoił - i załamuje ręce zamiast się cieszyć..? Co więc właściwie miałoby nam przeszkodzić w wyżywieniu 14 miliardów ludzi? A 70 miliardów..? Jaka niby właściwość fizycznego świata miałaby tego zakazywać..?


Oczywiście, oprócz wyżywienia, trzeba też jeszcze tym ludziom zapewnić powietrze do oddychania, jakąś przestrzeń do aktywności życiowej, trzeba też nad tak mnogimi tłumami zapanować, żeby się nie zadeptały i nie wypruły sobie flaków. Są to problemy. Kto jednak twierdzi, że są to problemy nie do rozwiązania..?

Oczywiście, dywagacje tego rodzaju mają czysto teoretyczne znaczenie. Nic nie wskazuje na to, aby do końca bieżącego stulecia dało się osiągnąć więcej niż wspomniane już 10 miliardów - przyrost liczby ludności na całym świecie ostro wyhamowuje i kto wie, czy wkrótce ludność globu jako całości nie zacznie spadać? Bez ŻADNEGO związku z kwestią wyżywienia, kwestią czystego powietrza, czy kwestią panowania nad tłumami - bo widzimy wyraźnie, że liczba ludności JUŻ spada: akurat w tych właśnie krajach, gdzie nikt z głodu nie umiera (chyba, że sam tego chce), gdzie wydaje się krocie na utrzymanie tzw. "natury" w pewnym arbitralnie wybranym stanie, bez żadnych zmian (rezygnując z poważnych niekiedy korzyści - jak np. z eksploatacji złóż tytanu pod Suwałkami...) i gdzie jest - tak ogólnie - spokojnie aż do przesady!

Czy cokolwiek z powyższego - a co dzieje się na naszych oczach - przypomina owe apokaliptyczne wizje, które prawie pół wieku temu snuło grono uczonych durniów, sygnujących osławione "raporty dla Klubu Rzymskiego"..?

Oto poczet owych dyplomowanych, w profesorskie togi strojnych głupców: Donella Meadows, Dennis Meadows,  Jørgen Randers, Alexander King, Hasan Özbekhan, Erich Jantsch, Alexander Christakis, Eduard Pestel, Mihajlo D. Mesarovic. Wymieniam tę monotonną listę, daleką zresztą od kompletności, nie bez powodu. Mam bowiem pytanie: skoro ci głupcy zdołali się tak potwornie omylić, własnymi nazwiskami opatrując proroctwa, które się najoczywiściej nie spełniły - to jak można im wierzyć w jakiejkolwiek innej sprawie?

Jak można wierzyć pseudouczonym - aferzystom z tzw. "Międzyrządowego Panelu ds. Zmiany Klimatu"..?

Kolega Wojtek niedawno wspominał u siebie o nagminnym fałszowaniu wyników przy badaniach nad rakiem.

Badania nad demografią, dostępnością zasobów naturalnych i zmianami społecznymi czy klimatycznymi są o parę rzędów wielkości BARDZIEJ podatne na fałszerstwa - toż prawie wszystko w nich albo podpada pod "polityczną poprawność", albo jest tajemnicą rządową lub zgoła wojskową!

18 komentarzy:

  1. "to jak można im wierzyć w jakiejkolwiek innej sprawie?"

    Nawet jeśli ktoś jest bardzo inteligentnym człowiekiem, to dalej może się pomylić; tym bardziej, im większe ma ego. Suwalski tytan nie jest wydobywany ze względu na jakieś tam regulacje i przepisy dotyczące ochrony przyrody, ale z braku możliwości technicznych- zalega na bardzo dużej głębokości. Zwracam uwagę, że cena tego metalu nie wynika z rzadkości- jest on względnie powszechny w skorupie; to jego przeróbka w procesie Krolla jest kłopotliwa i kosztowna.

    Naukowcy, których znam, to bardzo często ludzie odklejeni od rzeczywistości poza swoją wąską specjalizacją. Fałszerstw szukałbym raczej poza nimi. To, że obecnie zachodzące zmiany klimatu są antropogeniczne nie ulega w świetle badań wątpliwościom; wynikające z tego praktyczne skutki- włącznie z tym, jak im zapobiec- to już inna historia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci panowie i pani, których wymieniłem, wieszczyli Apokalipsę w postaci wyczerpania się zasobów węgla, metali, węglowodorów, wody i gleby - przed końcem XX wieku lub niewiele później. W naszych czasach! To, czy wieszcząc wykraczali poza swoje kompetencje, czy też "popełniali ludzkie pomyłki" jest bez znaczenia. O ile mi wiadomo, nikt z tego grona wróżby nie odwołał, do pomyłki się nie przyznał. Może to i ludzkie, ale jakoś podstaw do zaufania nie buduje...

      Co do zmian klimatu - ja nie mam kompetencji, aby oceniać czy zmiana jest czy nie jest antropogeniczna, ale przecież doskonale wiem, jako historyk, że klimat bywał zarówno cieplejszy, jak i chłodniejszy niż obecnie. I co z tego zatem, że się zmienia? Dziwne by było, gdyby pozostawał stały!

      Usuń
    2. Cóż, w nauce bywają takie przypadki. Na przykład Linus Pauling: mózg nieziemski; jego badania na temat elektroujemności pierwiastków oraz teoria wiązań są fundamentalne dla chemii organicznej i biochemii; miał jeszcze osiągnięcia z dziedziny biologii ewolucyjnej. Z drugiej strony był zafiksowany na punkcie kwasu askorbinowego, konkretniej jego właściwości jako przeciwutleniacza. Codziennie zażywał jego duże ilości dożylnie (niestety, nie pamiętam już ile konkretnie); miało to ograniczyć powstawanie wolnych rodników, co za tym idzie spowolnić procesy starzenia się. Rzeczywiście, zmarł w wieku 93 lat. Z drugiej strony późniejsze badania wykazały, że witamina C jest wykorzystywana w komórce do wielu rzeczy, może też działać zarówno jako reduktor, jak i utleniacz, w zależności od procesu- krótko mówiąc, pobieranie jej mamucich dawek w najlepszym razie jest obojętne dla zdrowi. Pauling był geniuszem i noblistą- mimo to robił coś głupiego, ewidentnie przeciwko dowodom.

      Z klubem rzymskim to na dwoje babka wróżyła; jeśli chodzi o np. Morze Bałtyckie to jest ona- pi razy drzwi- w 1/3 pozbawione życia, właśnie na skutek działań człowieka (nie wątpisz chyba w mechanizm eutrofizacji?). Zupełnie inną kwestią jest że nasza cywilizacja jest na tyle wydajna, że wiele jej to nie robi.

      Usuń
    3. Dodam jeszcze, że rzeczywiście- lepiej zestawiać ze sobą opinie autorytetów. Autorytetów- a nie czyichś sług- albo odpowiedników amiszów, wierzących w płaskość Ziemi. Wytłumaczenia a la Spermakulturnik są- delikatnie mówiąc- uproszczone. "Globcio" nie wymyśliła Margaret Thatcher, szczepionki nie wywołują autyzmu (na pewno działają wstecz w czasie i wywołują zmiany na 23 chromosomie w zygocie); o ile dałoby radę przekupić np. MIT i kupić ich badania, to jednak po prostu nie wierzę, żeby było możliwe, aby zrobić to samo jednocześnie np. z Karolinska Institutet, CalTechem i Japończykami- nikt nie jest tak bogaty.

      Usuń
    4. Zmian w zygocie nie wywołają, ale czynniki środowiskowe mogą sprawić, że dany gen zostanie uaktywniony lub "uśpiony"...

      Usuń
    5. Globcio nie zostało wymyślone przez Thatcherową, tylko spopularyzowane z powodów taktycznych. Z czasem, jak już nie było to potrzebne i po tym jak zdała sobie sprawę, że otworzyła puszkę Pandory zmieniła zdanie, na bardziej... konserwatywne.

      Usuń
    6. Kupowanie naukowców czy całych instytutów naukowych nie jest wcale takie drogie. Nie trzeba przecież posmarować wszystkim pracującym tam osobom, a zatrudnić jako konsultanta (lub obiecać zatrudnić jako konsultanta/członka zarządu) dziekana czy szefa instytutu badawczego. On jako ten posiadający władze może wpływać na to jakie badania będą przeprowadzane w danym instytucie.

      Każdy z przedstawionych przez Ciebie instytutów naukowych to inny rynek, z innymi jednostkami certyfikującymi czy dany środek jest korzystny dla zdrowia i innymi jednostkami decydującymi czy można wprowadzić dany lek na rynek. Przekupienie ich jest zatem samofinansującym się przedsięwzięciem, bowiem te w USA dają dostęp do ponad 300 mln dość bogatych konsumentów, ten niemiecki do ponad 450 mln (czy ile tam ludzi jest w UE), a japoński do 120 mln.

      Jeżeli chodzi o Globcio (abstrahując od tego czy zachodzi czy nie) NIE SĄ POTRZEBNE ŻADNE DODATKOWE PIENIĄDZE do tego by to zjawisko potwierdzić. Wystarczy, że jakiś rządowy oficjel, który chce wprowadzenia podatku od CO2 powie coś w stylu:

      "To co chłopaki? Na za miesiąc ma być zajebisty raport, wiecie taki z kolorowymi wykresami i żeby były misie polarne, małe foczki i biedni ludzie w zalanych przez morze domach.
      Co, że nieprawda? To kurwa macie tak to zrobić, żeby była prawda! Jak nie to w przyszłym roku ten wasz wydzialik geografii i klimatologii będzie miał obcięte dotacje o 30%! "

      Poza tym to "swoi" ludzie kontrolują czasopisma naukowe i to oni decydują co zostanie opublikowane a więc niejako stanie się częścią dorobku naukowego.

      Usuń
    7. Człowiek ma daleko większy wpływ na tzw. "środowisko naturalne", niż większość jego tzw. "obrońców" skłonna jest przyznać. Co prawda, nie wydaje mi się, abyśmy byli w 100% odpowiedzialni za Saharę, Pustynię Gobi czy Atacama - ale też, gdyby nasi odlegli przodkowie nie popełnili pewnych błędów (prof. Plich twierdzi, że największym z tych błędów było... zniesienie niewolnictwa! Od czego załamał się używany do nawodnienia system qanat - bo żaden wolny człowiek nie chciał wpełzać do podziemnych korytarzy, żeby je wyczyścić...), te pustynie mogłyby być sporo mniejsze.

      Na pewno zaś nie ma czegoś takiego jak "pierwotna puszcza"! O czym na innym miejscu pisałem.

      Stan tzw. "środowiska naturalnego", który jego tzw. "obrońcy" usiłują obecnie konserwować jako niezmienny - to tylko arbitralnie wybrany moment w długim procesie makroskalowych przekształceń biosfery, dokonywanych już od tysięcy lat przez człowieka. Innymi słowy nie jest to wcale "stan naturalny" - tylko efekt skumulowanych działań naszych przodków. Którzy np. wytępili tura (zresztą - przypadkowo, przez chłopską pazerność i spryt...), a już żubra - udało im się zachować (bo, nauczeni doświadczeniem, trzymali go za kratami...).

      Co do tzw. "ocieplenia klimatu" to jak dobrze wiadomo odpowiedź na pytanie JAK zmienia się klimat, tj. czy następuje ocieplenie, czy ochłodzenie... zależy od skali czasowej, którą przyjmiemy! Do temperatur maksymalnych, jakie za ludzkiej już aktywności osiągała Ziemia, wciąż nam daleko.

      Ciekaw jestem przede wszystkim tego, jak się uzasadania tezę, że obecne zmiany klimatu są bardziej antropogeniczne niż wcześniejsze..? Emisje wytwarzane przez ludzkość to wciąż ułamek tego, co byle wulkanik jest w stanie wyrzucić do atmosfery w parę godzin. Skutecznie ją zresztą SCHŁADZAJĄC w ten sposób. Od strony, by tak rzec "przyczynowej" - nie bardzo widzę pole do dowodzenia "antropogeniczności". Zaś od strony "skutkowej" - brak jest skali porównawczej. O ile bowiem dobrze wiemy, że klimat się zmieniał i jaki - mniej więcej - w przeszłości był - o tyle już konkretne tempo tych zmian jest poza zasięgiem naszych badań. A to chyba byłoby dopiero jakoś rozstrzygające..?

      Usuń
    8. Przepraszam, literówka: chodziło mi oczywiście o prof. Floriana Plita: http://pl.wikipedia.org/wiki/Florian_Plit Osobiście nie miałem przyjemności słuchać jego wykładów, ale Lepsza Połowa już tak - i wyszła bardzo zbudowana, bo więcej podobnych, ciekawych przypadków opisywał! Szkoda że nie publikuje na ten temat...

      Za chwilę muszę jechać do pracy. Najpewniej nie będę miał dostępu do netu, bo akurat się przeprowadzamy: moje biurko i komputer są już na nowym miejscu, ale wciąż nie ma tam, zdaje się, serwera. Ale gdyby się okazało, że jednak nas podłączą, to obiecuję kontynuować. Od dawna chciałem napisać o heroicznym początku dziejów Postępu - i jego obecnej degrengoladzie... To tak a propos kol. Wojtka i sprzedajności współczesnej nauki..!

      Usuń
    9. @Permakluturnik:
      Problem tkwi w tym, że ciężko jest przekupić jednocześnie i przed konkurencją odpowiednio wysoko postawionych naukowców. Zauważ, że USA trzyma się dalej piramidy żywieniowej, podczas gdy taka Szwecja bodajże rok temu zaakceptowała dietę paleo.

      Thatcher jest w UK demonizowana; różnej maści zieloni weszli do parlamentów mniej więcej wtedy, co ona- moim zdaniem zbieg okoliczności; po prostu pokolenie '68 potrzebowało tej dekady na podrośnięcie- vide niemieccy Zieloni. Thatcher była zaangażowana bardziej w zwalczanie freonów.

      Produkujemy, jako cywilizacja, niezmierzoną ilość substancji chemicznych, co do których wpływu na nasze organizmy nie jesteśmy w stanie sprawdzić- jesteśmy po prostu za głupi na ogarnięcie wszystkich zależności. Niektóre jednak rozumiemy; na przykład, palenie tytoniu jest wybitnie niezdrowe, podobnie jak siedzący tryb życia czy nadużywanie alkoholu. Na razie brak dowodów naukowych na szkodliwość szczepionek, w przeciwieństwo do oczywistych korzyści- polio czy szkarlatyna to nic przyjemnego.

      Z tego, co sam obserwuje, większość problemów z dietą, lekami itp. to skutek ludzkiej skłonności do panikarstwa i niechęć do zestawiania informacji. Tak, jak szczepienie się na polio to dobry pomysł, tak np. szczepienie dzieci na rotawirusy nie, chyba, że chcemy je wywieźć gdzieś w busz.

      No i jeśli Karolinska Institutet jest niewiarygodny jako chciwy i przekupny, to można zastosować to samo i do Ciebie :P Celem blogów- zarówno tego o permakluturze, jak wyrywaniu dup/lachonów/świń- jest Twój zysk. Czy oznacza to, że bycie wysokim, przypakowanym, dobrze ubranym i interesującym dla kobiet jednak nie popłaca w kwestiach łóżkowych? ;)

      Usuń
    10. Istnieje coś takiego jak "esprit de corps", jak "epidemie błędu", jak wreszcie - zwykła moda. 100 lat temu eugenika uchodziła za "poważną" naukę i nie było chyba instytucji, która by ten fakt kwestionowała. Teorie rasowe też wcale nie zostały pokonane w naukowej debacie. Jedno i drugie skompromitowało się politycznie - i TYLKO dlatego, zostało też wyparte z naukowych publikacji (aczkolwiek jednym z najważniejszych zarzutów względem germiów takich jak "Klub Rzymski" jest dość oczywisty rasizm, jaki się podskórnie w jego "raportach" przejawiał: w końcu GDZIE niby miano ograniczyć płodność, jak nie w krajach zamieszkanych przez "kolorowych" - i w takich peryferiach cywilizacyjnych jak np. Polska..?).

      50 lat temu tylko nieliczni ekonomiści ośmielali się twierdzić, że marksizm żadną nauką nie jest - i ryzykowali nie tylko pobicie przez własnych studentów, ale i niechęć dziekana!

      Tu akurat żadnego politycznego przełomu, mimo upadku słusznie minionego systemu nie było - i różne do marksizmu nawiązujące "dyskursy", mimo swojej oczywistej bzdurności, jak najbardziej egzystują i powiedziałbym, że wciąż nadają ton naukom społecznym w skali globalnej.

      Zaufanie do "instytucjonalnej", "mainstreamowej" nauki to piękna rzecz. Prawie jak zaufanie do Matki naszej, Kościoła rzymskiego! Obawiam się jednak, że to Kościół więcej daje do takiego zaufania powodów niż instytucjonalna nauka...

      Usuń
  2. Kompetencje do przewidywania przyszłości mają chyba tylko wróżki - one mają przynajmniej wykształcenie w tej dziedzinie.:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Tomaszu,
    istotą eutrofizacji jest... nadmiar żyzności, zwłaszcza fosforu, który w środowisku wodnym jest najczęściej czynnikiem ograniczającym wzrost planktonu. Jeśli więc sytuacja demograficzna pogorszy się na tyle, że będziemy mieć problemy z wyprodukowaniem żywności (do czego jak pisze Jacek nie dojdzie) to można zakładać, że koszty środków produkcji rolnej wzrosną. To doprowadzi do efektywniejszego użycia nawozów (w tym fosforowych) -a nich mi Pan wierzy, jest tu duży obszar do poprawy. Eutrofizacja Bałtyku (oraz Morza Chińskiego i Zatoki Meksykańskiej) się zmniejszy a produkcja śledzi w związku z tym powoli zacznie wzrastać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki ze mnie Pan ;) Co wyemitowaliśmy, pozostanie w przyrodzie na wieki- zwłaszcza pustynie siarkowodorowe, nawet, gdyby skończyły się apatyty i gaz ziemny na superfosfat. Na razie nie da się technicznie z tym walczyć.

      Usuń
    2. Czy Autor moglby nam powiedziec , jakie sam ma wyksztalcenie, i ew. praktyke. Zawodowa i prywatna. Ta wiedza wydaje mi sie niezbedna, by sie jako tako slusznie odniesc do powyzszej notki.

      Usuń
    3. Zapewniam Pana, że dopiero się rozkręcam i następny wpis - o, ten to będzie wobec rzekomych autorytetów dopiero napastliwy..!

      Usuń
  4. nowy2002
    "Co więc właściwie miałoby nam przeszkodzić w wyżywieniu 14 miliardów ludzi? A 70 miliardów..? Jaka niby właściwość fizycznego świata miałaby tego zakazywać..?" Ilość ludzi mogących zamieszkiwać Ziemię bez wątpienia ogranicza możliwość "pozbywania" się produkowanego przez nich i ich maszyny ciepła. Trzeba to skrajnym przypadku jakoś "wyeksportować" poza planetę abyśmy się nie ugotowali. Swego czasu spotkałem się nawet ze stosownymi wyliczeniami w jakiejś naukowej publikacji ( dość wiekowej obecnie ) lecz niestety nie pamiętam szczegółów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znalazł na kończący się holocen...

      Usuń