Blog główny

niedziela, 22 czerwca 2014

Jak by suka nie dała...

to by pies nie wziął - głosi ludowe przysłowie, nie wiedzieć czemu uchodzące za strasznie mizoginistyczne.

Jeśli traktować je dosłownie, to faktycznie. ciutek jest to powiedzonko niepochlebne dla pań. Ale w nieco ogólniejszym sensie..?

W nieco ogólniejszym sensie wysunąłem taką właśnie tezę w dyskusji pod ostatnim wpisem Profesora Boboli. O demografii ludzkich społeczności decydują WYŁĄCZNIE kobiety.

Mężczyźni nigdzie, nigdy nie mieli w tej sprawie nic do powiedzenia..!

Jeśli kobieta nie chce mieć dziecka, to go mieć nie będzie - i nic poza przykuciem łańcuchem do ściany i trzymaniem pod strażą przez 24 godziny na dobę całe 9 miesięcy ciąży nie jest w stanie tego zmienić.

A do takich środków - być może poza okazjonalnie trafiającym się zwłaszcza w Stanach (ale też i w Belgii, jak dobrze pamiętamy...) porywaczami - mało kto się ucieka, nieprawdaż..?

I wcale nie mam na myśli żadnego "podziemia aborcyjnego"..!

100, 200, 1000 czy 10.000 lat temu żadnych "pływających klinik aborcyjnych" jako żywo nie było - a stwierdzenie, które powyżej podaję, było w całej rozciągłości prawdziwe. Tak naprawdę to dopiero masowa migracja ze wsi do miast za PRL sprawiła, że młode kobiety, oderwane od korzeni i od natury, nagle stały się bezradne wobec problemu "zapobiegania niechcianej ciąży" (i też, w konsekwencji babcia i matka niczego mi częściej nie powtarzały, niż żebym czegoś przypadkiem nie zmajstrował - bo większego nieszczęścia na świecie być i nie może..! Mógłbym twierdzić, że popadłem od tego w zabójcze dla potencji kompleksy - gdyby nie fakt, że takie tłumaczenie byłoby tylko nieudolną próbą zamaskowania dupowołowatości, którą zwykłem w "tych sprawach" przejawiać: bo też i jakoś żadnych chętnych do tego, by im coś zmajstrować - nie pamiętam...).

A jak sobie młode kobiety radziły dawniej..?

Ano, przy pomocy tej roślinki:


słusznie stanowiącej zasadniczy składnik tzw. "panieńskiego wianka" w obrzędowości ludowej Polski, Litwy, Ukrainy...


gdyż niejedną pannę owa roślinka przed wstydem ocaliła..!


i nie chodzi o to, żeby coś tymi drobnymi listkami zasłaniać, bynajmniej. Raczej o wywar, który można z niej uyzskać...

To ruta.

A roślin o podobnym działaniu jest więcej - każda strefa klimatyczna ma swoją ulubioną.

Skoro nawet ja to wiem - to jakże mogło to być tajemnicą dla młodych kobiet (a zwłaszcza dla kobiet nieco starszych i doświadczonych, które tamtym chętnie radą służyły...) 100, 200 czy 10.000 lat temu..?

Owszem - było to w jaskrawej sprzeczności z formalnie panującą moralnością: 100 czy 200 lat temu. Bo jak było 10.000 lat temu, tego nikt nie wie.

I co z tego? Myślicie, że skoro panna nie wstydziła się z kawalerem na sianie zadawać - to będzie się wstydziła  wywar z ruty potem wypić..?

I tyle w tym temacie.

Starożytni Grecy - a za nimi także i uczeni średniowieczni - twierdzili, że niemożliwe jest zapłodnienie kobiety, jeśli w trakcie tego aktu nie dozna ona przyjemności. Mylili się. Jednak, biorąc pod uwagę łatwość i powszechność tego rodzaju ziołowej antykoncepcji post factum - dziecko z gwałtu mogła rodzić tylko niewiasta albo wyjątkowo bogobojna, albo wyjątkowo głupia, albo też taka, której ów gwałt aż tak bardzo chyba jednak nie uwierał. I stąd przekonanie jurystów średniowiecznych, że skoro jest ciąża - to gwałtu być nie mogło, a do aktu doszło za zgodą niewiasty - nie było tak całkiem bezpodstawne...

Nie zamierzam w tym miejscu proponować zmian w obowiązującej ustawie. Być może fakt, że kobiety współczesne już sobie bez pomocy medyków i farmaceutów same poradzić nie potrafią - to jakiś drobny kroczek ku temu, aby ciemne, chtoniczne siły natury, które w nich drzemią - nareszcie opanować i poddać moralności..? To się jak do tej pory nigdy nikomu nie udało - ale czy to powód, aby przestać próbować..?

Tym niemniej, tezę, którą postawiłem na początku, podtrzymuję. Jedynie kobiety są odpowiedzialne za liczebność (i jakość!) przyszłego pokolenia. Cokolwiek by w tej materii nie robili mężczyźni - jest bez żadnego znaczenia.

Owszem: kobiety się tłumaczą, że chętniej by rodziły i wychowywały, gdyby mężczyźni zapewniali im lepszą opiekę, wyższy komfort życia, stabilność, oparcie, itd.

Bzdury na resorach..!

Jaką, za przeproszeniem "opiekę" byli w stanie zapewnić Polkom ich mężczyźni w roku 1939 czy 1944? Jaki "komfort życia" panował w 1981? O jakiej "stabilności" czy "oparciu" można było mówić gdy za każdym rogiem czyhała śmierć, jak nie od kuli, to od tyfusu lub z niedożywienia..?


A mimo to drobiazgu pod nogami pętało się i po kilkanaście sztuk - prawie u wszystkich...

Jeśli mierzyć to miarą bezwzględną - Polki NIGDY WCZEŚNIEJ nie żyły tak dostatnio, tak stabilnie i z tak dobrym zabezpieczeniem na przyszłość jak teraz.

Że im to nie wystarcza, choć ich babkom i prababkom dużo gorsze warunki wydawały się do posiadania potomstwa całkiem znośne..? To kwestia miary względnej, a nie bezwzględnej. To kwestia aspiracji - aspiracji nie na miarę realnych możliwości.

Nie jest moją bajką rozczulanie się nad "przyszłością systemu emerytalnego". Konsekwentnie jednak podpowiadam - jak to już i wcześniej czyniłem - że żadne "ułatwienia" w rodzaju dodatkowych żłobków i przedszkoli, kolejnych przywilejów zawarowanych kodeksem pracy, dodatków, becikowych i innych benefitów - nic nie pomogą (niektóre z tych rozwiązań mogą za to bardzo łatwo dać efekt dokładnie odwrotny od oczekiwań...).

Ba! Gdyby nawet w Polsce zrobiło się naraz tak bogato jak na Wyspach Mglistych (gdzie Polki - emigrantki podobno więcej dzieci rodzą niż w ojczyźnie) - to też NIC NIE POMOŻE.

Dlaczego? Dlatego, że jeśliby Polska nagle dogoniła poziomem życia Wyspy Mgliste - to przecież aspiracje Polek od tego JESZCZE by wzrosły. I wcale nie jest powiedziane, że ten podwyższony poziom aspiracji udałoby się kiedykolwiek dogonić - aspiracje rzecz niematerialna, mogą rosnąć w dowolnym tempie, nic ich nie ogranicza.

Polki, które wyemigrował na Wyspy Mgliste i tam dzieci rodzą - robią tak, bo ulegają złudzeniu, że właśnie "dogoniły swój poziom aspiracji". Obawiam się jednak, że jest to zjawisko przejściowe - i długo nie potrwa.

Wzrost dobrobytu to, pod względem demograficznym - ślepa uliczka. Trwałe odwrócenie trendu właściwego całemu rozwiniętemu światu wymaga działań zgoła odwrotnych. O ile, rzecz jasna, ktokolwiek odważyłby się je podjąć (bądźcie spokojne, Drogie Panie: takich się raczej nie znajdzie...).

Albo - wprowadzenia na szeroką skalę "bodźca negatywnego", zmuszającego kobiety do wyższej płodności niezależnie od ich aspiracji. Albo też - trwałego obniżenia tychże aspiracji.

Co nie wydaje się możliwe bez długotrwałego, wieloletniego ciężkiego kryzysu, wojny lub temu podobnych "przyjemności"... I wcale nie ma gwarancji, że efekt będzie lepszy od tego, co W RZECZY SAMEJ zalecam: mianowicie, żeby się do decyzji kobiet w tej sprawie nie mieszać.

To się z czasem samo wyrówna.

Po prostu - zjawisko "ucieczki aspiracji" to jeszcze jeden z "testów selekcyjnych", jakie przechodzi w swojej historii ludzkość.

Wśród współczesnych mieszkańców Europy nie ma takich, którzy by nie byli odporni na ospę. Bo nieodporni - umarli bezpotomnie podczas epidemii, które trapiły naszych przodków. Podobnie - lekko przechodzimy świnkę, nie zabija nas byle grypa - a gruźlica tylko dlatego jest znowu groźna, bośmy ją nierozważnie leczyli antybiotykami, od czego to pałeczka Kocha przeszła "selekcję" i stała się groźniejsza, a nie gatunek homo sapiens.

Zjawisko "ucieczki aspiracji" i spadku płodności to po prostu objawy kolejnej epidemii - epidemii dobrobytu. Tylko ci, którzy pozostaną na tę chorobę odporni - odziedziczą Ziemię...

15 komentarzy:

  1. Stwierdzenie odwazne, by nie powiedziec, aroganckie.
    Tu przypominam, ze "kobiety polskie" to nie oddzielny "gatunek" ludzi. Kompletny czlowiek, to kobieta i mezczyzna. U Polakow tez. Tak wiec, kazdy z nas, ma w sobie, historycznie, tyle samo z kobiet, co z mezczyzn.
    Co zas do tego "wymierania z dobrobytu", to czy mozna prosic o jakies historyczne przyklady? Polacy nie moga byc pierwszymi w historii, ktorzy dostapili szczescia posiadania telefonu komorkowego i uzywanego samochodu.
    Moge bowiem podac wiele przykladow nacji, ktore dosc gwaltownie sie przeniosly z drewnianych chat do miasta i klozetu z biezaca woda. I, przezyly...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie może Pan. Albowiem dobrobyt POWSZECHNY w tej skali, jaką mamy dzisiaj - to zjawisko, którego nie sposób datować na więcej niż jakieś pół wieku. Nigdzie na świecie. A pół wieku to zdecydowanie za mało na eksperyment, o którym piszę. Skutek powinien być widoczny za jakieś 100 - 150 lat (o ile nic nieprzewidzianego się nie wydarzy i trend się utrzyma - no i, o ile nie zaczniemy w tym czasie na poważnie majstrować przy ludzkich genach, bo to może wszystko zmienić...).

      W każdym razie trend jest widoczny: dzietność we wszystkich bogatych krajach spada (z nieznacznymi fluktuacjami, które być moża da się przypisać napływowi płodniejszych imigrantów - ale trudno to stwierdzić, bo tego rodzaju badania, jako niepoprawne politycznie, objęte są anatemą) i w zasadzie wszędzie utrzymuje się poniżej progu zastępowalności pokoleń.

      W byłym bloku wschodnim zjawisko to jest najwyraźniejsze, bo tu aspiracje urosły najbardziej - a materialne możliwości ich ziszczenia: tylko odrobinkę...

      Usuń
    2. Natomiast na temat "pielęgnowania swojej kobiecej duszy" - wybaczy Pan, debatował nie będę. Proszę sobie o tym z p. Środą albo jaką inną genderystką pogaworzyć....

      Usuń
    3. swojej kobiecej duszy"
      ----------------------------------------
      O duszach to moze z teologiem. Genderyczne podejscie do tematu, to ma wlasnie Pan. Choc nie zdaje sobie z tego sprawy.
      Stawia pan bowiem, tak jak genderysci, kobiete obok gatunku ludzkiego, rodzaj "podrasy". Rownie dobrze mozna by wyszczegolnic dzieci i starcow. I przypominam-w Pana drzewie genealogicznym jest ta sama ilosc matek i ojcdow. Prapradziadkowi praprababek... I te fakty nie sa raczej do dyskusji. Interpretacja zas, narzuca sie sama.

      obrobyt POWSZECHNY w tej skali, jaką mamy dz
      -------------------------------------------------------------------------------
      Nie wydajae mi sie, ze powszechny dobrobyt polega na posiadaniu telefonu komorkowego. Ten jest istotnie nowy. Ale dawniej byli goncy. Raczej bym to wiazal z pelnym brzuchem i uzasadnionym oczekiwaniem, ze jutro tez tak bedzie. I takie okresy tu i owdzie, juz byly. Nie rzyniosly skutku , ktoy Pan forsuje.

      Usuń
    4. Istnienie gońca implikuje bytowanie części ludności w takiej biedzie, że nawet tak mało prestiżowego i nisko płatnego zajęcia gotowa jest się podjąć. Dzisiaj gońców nie ma nie dlatego, że są telefony komórkowe - a dlatego, że ich zatrudnianie byłoby nieopłacalne: nikt by się tego zajęcia nie podjął za płacę odpowiednią do faktycznej wydajności pracy...

      Fakt, że "strategie rozrodcze" kobiet i mężczyzn są skrajnie różne to bardzo dobrze udowodniona i intuicyjnie oczywista rzeczywistość. Nie mam pojęcia o co Panu w ogóle chodzi? Potrafi Pan urodzić dziecko? Nie..? To na jakiej podstawie śmie Pan twierdzić, że nie mam racji, skoro najoczywiściej - mam rację!

      Usuń
    5. o na jakiej podstawie śmie Pan t
      --------------------------------------------------
      Obecnosc agresywnego durnia pozbawia mnie nie smialosci, lecz ochoty do dalszej dysputy.
      Dziekuje za rozmowe.
      IL

      Usuń
  2. Mam podobny pogląd w tej materii co autor bloga. Nie da się tego inaczej wytłumaczyć. BTW wielokrotnie spotkałem się z twierdzeniem, że imigranci w pierwszym pokoleniu zawsze mają wyższą dzietność. Później to się wyrównuje. Pewnie gdzieś w necie można znaleźć badania. I to fajnie koreluje z argumentem, że aspiracje po migracji zostają zaspokojone.

    Jak to drzewiej bywało. Babcia mojej ex opowiadała kiedyś, że jej matka rodziła na miedzy. Poród odbierała jakaś babka co chodziło od wioski do wioski. Opowiadała też, że zęby wyrywać chodzili do jakiegoś chłopa. Poszła kiedyś z obolałym kolegą, niestety był to beznadziejny przypadek. Nie dość, że ząb bolał, to nie dało się go też wyrwać. Jakoś uciekli i dostali się do szpitala.

    Dzisiaj na kobietę w ciąży chucha się i dmucha, kiedyś musiały pracować aż do końca. Po porodzie odpoczęły trochę i zaraz szły pole obrabiać. Nikt się nie przejmował. Tak samo to czy dzieci płaczą czy nie, poszli na pole i nie kłopotali się tym bo nie słyszeli.

    Życie na wsi, jeszcze niedawno, było strasznie wredne. Kiedyś cała wieś młóciła cepami byleby zdążyć przed pierwszym mrozem, dziś to ich zboże maszyna im opierniczy w pół godziny. Masa wypadków, jakaś moja daleka ciotka spadła z wozu, uderzyła głową w kamień i było po niej, gdzieś tam 3-latka kogut zadziobał, etc.

    Dużo by opowiadać. Dzisiaj żyje się o wiele lepiej. Bez porównania. Mam 26 lat więc większość zdarzeń znam z opowieści, ale niektórych sam jeszcze byłem świadkiem.

    W mojej miejscowości rolnictwo odeszło już dawno w zapomnienie. Zwłaszcza, że mak zdelegalizowali (to się u nas najbardziej opłacało). O wiele przyjemniej jest iść do fabryki, biura czy na budowę niż na rolę. Inna rzecz, że dzisiaj coś takiego jak urwanie się z pracy, bo burza idzie i trzeba słomę znieść, nie przejdzie. Dawniej majster puszczał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam wrazenie graniczace z pewnoscia, ze Szanowny Autor jest w bledzie mowiac o kontroli kobiecej procesu rozrodczego. Oczwiscie sa pantoflarze, ktorymi zona kreci jak jej sie podoba ale to jest raczej wyjatek. Gdyby tak bylo jak Pan mowi to nie mielibysmy w Polsce tylu dzieci niechcianch (przypomiam okienka dla podrzutkow) czy morderstw popelnianych przez matki na kilkuletnich dzieciach. Oczywiscie obecna swoboda seksualna i ciche przyzwolenie otoczenia na puszczalstwo latorosli powoduje nadmierna emancypacje kobiet. Te zas, na ogol pozbawione kregoslupa moralnego, schodza na manowce. Srodki poronne, obecnie powszecnie dostepne, takze zmniejszaja procesy hamowania. Podobnie ze spadkiem religijnosci. Osobiscie uwazam, ze Polakow jest dwa razy za duzo jesli chodzi o powierzcnie habitatu. Z tego wzgledu wzrost smiertelnosci oraz spadek plodnosci to zjawiska pozadane. Jesli jedak chcielibysmy wybrac sie na wojenke to zdelegalizowanie aborcji oraz usuniecie dostepu do srodkow antykoncepcyjych zalatwi sprawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Pańska "pojemność habitatu" to malthuzjańskie dyrdymały, po groszu tuzin: jest to bzdura, której nie sposób obronić w świetle badań i praktyki. Zauważyłem zresztą, że podobnie, tj. "quasi-malthuzjańsko" traktuje Pan ekonomię: tak, jakby liczba "etatów" była stała w czasie! A to przecież kupy się nie trzyma. Liczba ludności, którą da się utrzymać z określonego terenu rośnie bardzo dynamicznie - i w Polsce nawet się nie zbliżamy do AKTUALNEJ granicy możliwości (nie ma też dowodu, iż KIEDYKOLWIEK W PRZESZŁOŚCI taką granicę udało się nam osiągnąć - w ogóle przypadków, które można określić jako "osiągnięcie granicy pojemności środowiska" jest w historii jak na lekarstwo...). Tymczasem liczba ludności spada. I SPADEK liczby ludności: zmniejsza "ilość pracy" do wykonania w gospodarce..!

      2. Pozbawienie kobiet dostępu do środków antykoncepcyjnych ZMNIEJSZA dzietność. To tylko pozornie jest paradoks. Prawidłowość tego zjawiska przećwiczona została wielokrotnie. Na największą skalę: w Sowietach za Stalina, gdzie najpierw aborcja była bardzo łatwo dostępna, potem w latach 30-tych Stalin jej zakazł - z tą samą myślą co Pan, gotując się do wojny - od czego mu przyrost naturalny zamiast wzrosnąć jak chciał: spadł... By wzrosnąć ponownie dopiero po przywróceniu poprzedniej swobody w tym zakresie - i w ramach powojennego "wyżu kompensacyjnego"...

      3. Zjawisko "dzieci niechcianych" ma wielorakie przyczyny i z dawien dawna tyczy się głównie tzw. "marginesu". Dopiero za PRL wymuszona i gwałtowna migracja ze wsi do miast zrobiła z tego problem na większą skalę. Ale o tym przecież pisałem...

      4. Tak ogólnie, Panie Profesorze, rozczarowuje mnie Pan. Przez dłuższy czas traktowałem Pańskie wywody jako odświeżającą prowokację. Jak na prowokację jednak, staje się to już męczące. A jeśli Pan pisze na serio - to bzdury Pan na ogół pisze...

      Usuń
    2. Te maltuzjanskie dyrdymaly, jak to Pan nieuprzejmie pisze, maja dobra matematyczna podstawe i sa zgodne z opinia wspolczesych demografow i ekologow. Sluze odnosnikami do fachowej literatury - o ile oczywiscie jest Pan w stanie ja zrozumiec.
      Istnieje tez wyraza korelacja miedzy dostepnoscia uslug aborcyjnych i srodkow anty-ciazowych a liczebnoscia prodkowanego potostwa.
      Mam tutaj statystyki wielkosci rodzin w USA w przekroju historycznym . Stany byly kraje zamoznym od dluzszego czasu ale wielkosc rodzin nie byla skorelowana z zamoznoscia.
      A jesli chodzi o to co pisze to pisze to co uwazam za prawde i podaje zawsze dlaczego tak jest a nie inaczej. Stad wykres itp, informacje faktologicze, ktore jak widze ie wchodza do swiadomosci moich p.t. czytelnikow.

      Usuń
    3. Społeczność ludzka NIE JEST podobna do gazu. Pańska matematyka prowadzi do wniosków jawnie sprzecznych z doświadczeniem. Widać błędnie jej Pan używa.

      Korelacja pomiędzy dostępnością usług aborcyjnych i środków anty-ciążowych CETERUS PARIBUS jest UJEMNA. Im te środki bardziej dostępne, PRZY TAKICH SAMYCH INNYCH WARUNKACH, tym płodność większa. A to dlatego, że kobiety mniej się wówczas pilnują - i nie każda, która na skutek tej niefrasobliwości zaciąży, mimo wszystko z dostępnych środków korzysta.

      Gdy tych środków nie ma, kobiety są po prostu bardziej cnotliwe/ostrożniejsze - i płodność spada.

      Faktem jest, że zjawisko to da się zaobserwować tylko w pewnych, bardzo szczególnych okolicznościach, albowiem na ogół zmiany ustawodawstwa w tym zakresie zachodzą powoli - a to uniemożliwia porównanie in vivo, bo zbyt wiele się zmienia w otoczeniu, aby taki eksperyment cośkolwiek znaczył.

      Dobrym przykładem są wspomniane wcześniej przeze mnie Sowiety. Poniekąd Polska też jest dobrym przykładem. Po 1990 roku dostępność aborcji została radykalnie ograniczona (co prawda, równocześnie wzrosła dostępność środków, by tak rzec, "zapobiegawczych"...). I co? Płodność od tego wzrosła..? A gucio..!

      Stany Zjednoczone dobrym przykładem nie są - bo tam wciąż i tak płodność jest wyższa niż gdzie indziej w "świecie rozwiniętym", na co zapewne ma wpływ cała masa czynników, od udziału imigrantów po tzw. "paradoks Leontiefa" (akurat wykryto go przy badaniu handlu zagranicznego, ale podejrzewam, że mechanizm ten działa w bardzo wielu innych dziedzinach: chodzi o to, że tak naprawdę, największą przewagę komparatywną Stany Zjednoczone mają w branżach... pracochłonnych! A wcale nie w takich, które najpospoliciej kojarzą się z "nowoczesnością". O czym siła by rozprawiać, na co w tej chwili miejsca nie ma.).

      Usuń
  4. Tak wiec, prosze Boboli, jes mniej wiecej tak jak pisalem. Emancypacja chamstwa to proces na wiele pokolen. Nie wystarczy sie przeniesc do miasta i ukonczyc "Wielka Szkole Zarzadzania Innymi Chamami". Ta cienka politura, jeszcze nie zrosnieta z podlozem, latwo peka i odpada. Widac to najlepiej, gdy taki egzemplarz najpierw czworaki opusci, i zbyt wczesnie tam wraca-by Swiat reformowqac.
    Utwierdza mnie to w przekonaniu, ze musi minac wiele pokolen, wiele egzemplarzy musi zaginac bezpotomnie w mrokach dziejow, by polskie chlopstwo uzyskalo na nowo swe czlowieczenstwo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Panowie, przeczytawszy obraźliwe komentarze jestem nieco zaskoczony.
    Przecież rzeczy o których napisał Pan Jacek są oczywiste.
    Oczywistym jest nie tylko to, iż to Niewiasty prowadzą "politykę rodzinną", oczywistym jest również to iż:
    1. Pojemność habitatu rośnie w miarę rozwoju technologii,
    2. Podbój i grabież sąsiednich Narodów jest całkowicie nieefektywną metodą poprawy bytu własnego i Narodu, ze względu na to, iż współcześnie dostępne są znacznie lepsze metody bogacenia się niż posiadanie niewolników, hektarów, czy uprawa roli. Już taylorowska koncepcja pracy zwiększająca produktywność circa 50 razy powinna skłonić Rządy do odejścia od wojny jako metody poprawy dobrobytu Społeczności.
    A przecież, a przecież ... wobec współczesnej technologii i obecnych metod zarządzania "taśma Forda" to kompletny archaizm.
    Idę o zakład, iż umiejętność oprogramowywania klastra serwerów jest znacznie korzystniejsza dla Rodaka i Narodu niż umiejętność podboju Ukrainy.
    (Dla jasności Ja o klastrach serwerów mam pojęcie niewielkie).

    Pointując, powinniśmy raczej naszym Dzieciakom, dobrym przykładem!, wpajać grzeczność i umiejętność praktycznego implementowania dorobku naszej Cywilizacji, niż namawiać do replikacji barbarzyńskich zachowań naszych Antenatów.
    Oczywiście należy pamiętać, iż rozsądni Ludzie powinni mieć jakiś gom dżabbar, na Kretynów, by nie mieli pokusy...
    (Na poziomie państwa dawno powinniśmy kupić sobie zapas bomb atomowych w celu mitygacji ryzyka nawrotu zajoba u naszych umiłowanych Sąsiadów).

    OdpowiedzUsuń