Blog główny

środa, 12 marca 2014

Idea wyzwolenia

Idea wyzwolenia nie jest tak często jak idea równości explicite wypisywana na sztandarach. Aczkolwiek "wyzwoleńcza" retoryka była i jest popularna, osobliwie wśród ugrupowań terrorystycznych (różne "ludowe armie wyzwolenia") oraz radykalnych "ekologów" ("ruch wyzwolenia zwierząt").
 
Nie należy mylić ideologii "wyzwoleńczej", z ideologią "wolnościową". Pojęcie "wyzwolenia" jest znacznie szersze od pojęcia "wolności", przynajmniej w sferze politycznej, dotyczy bardzo specyficznego zakresu problemów, a nader często - pozostają te dwie idee w sprzeczności.
 
Idea wyzwolenia to najczęstszy sposób, w jaki konkretyzuje się romantyczna "ideologia czynu" - a więc, taka postawa, która nade wszystko ceni sobie aktywność, czyn, parcie naprzód - negatywnie zaś ocenia refleksję, bierność, wyczekiwanie (dla porządku należy dodać, że istniała także konserwatywna wersja "ideologii czynu", charakterystyczna przede wszystkim dla międzywojennych Włoch i Niemczech - ruch "konserwatywnych rewolucjonistów": była to jednak intelektualna perwersja i źle się skończyła...).
 
 
W pewnym sensie jest ideologia czynu politycznym odpowiednikiem taktyki napoleońskiej (w jej najprostszym, najbardziej prymitywnym ujęciu, które brzmi: znaleźć najsilniejszą kolumnę nieprzyjaciela - i zniszczyć ją...). Jej entuzjastom, a jest ich legion, warto jednak od czasu do czasu przypomnieć, że Bonaparte przegrał. Sun Zi, o ile nam wiadomo, nigdy nie przegrał ani bitwy, ani wojny...
 
Bardzo łatwo jest stawiać zarzuty zwolennikom idei wyzwolenia - przede wszystkim dlatego, że koncentrując się na dążeniu do natychmiastowego zniesienia tej (prawdziwej lub rzekomej) niesprawiedliwości, która ich boli, programowo odrzucają jakąkolwiek refleksję nad skutkami proponowanych działań. Nieodmiennie też idą przed siebie na ślepo, atakując problem frontalnie i najbardziej prymitywnymi środkami. Jeśli boli ich niewolnictwo - postulują formalny zakaz posiadania niewolników (ani się zastanawiając, co ze sobą poczną tak nagle wyzwoleni...). Jeśli boli ich cierpienie zwierząt - prostodusznie domagają się zakazu ich hodowli (ani przez chwilę nie myśląc o skutkach tego kroku).
 
Niestety, łatwość intelektualnego triumfu nad zwolennikiem "idei wyzwolenia" na ogół nie przekłada się na jakiekolwiek praktyczne konsekwencje. Jest to ruch antyintelektualny z założenia - trudno zatem, by jego zaprzedani zwolennicy przejęli się porażką w debacie (zakładając, że w ogóle zdołają zauważyć, iż przegrali - to też wymaga odrobiny rozumu...). Dla szerszej publiczności zaś, niespożyty aktywizm zwolenników idei wyzwolenia jest argumentem sam w sobie - i to takim, z którym nie sposób dyskutować.
 
 
Dlatego właściwie jedynym skutecznym sposobem walki z ideą wyzwolenia jest zabijanie jej zwolenników. Niestety: sposób, który sprawdził się na tylu frontach i tyle różnych "ludowych armii wyzwolenia" pozwolił spacyfikować, przez splot dziwnych przesądów pozostaje poza zasięgiem, gdy chodzi o "działania wyzwoleńcze" tylko ciut mniej radykalne niż podkładanie bomb czy podrzynanie gardeł. Np., za zakazem hodowli określonych gatunków zwierząt wolno agitować, a agitatorów nie tylko zabijać, ale nawet i bić nie wolno. Co jest jawną niesprawiedliwością: skoro bowiem są nie do pokonania argumentami rozumowymi, bo ich nie rozumieją, to pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy osiągną swój cel - zawsze będą przecież bardziej ekspresyjni, łatwiejsi do "sprzedania" w telewizji, od obrońców status quo.
 
Powyższa konstatacja jest fundamentem mojego pesymizmu. Być może należałoby w związku z tym przejąć metody wrogów i powołać jakiś "front wyzwolenia człowieka" - aktywnie, bezpośrednio walcząc z dyskryminacją ludzi normalnych przez zboczeńców, złodziei, oszustów, aferzystów i miłośników życia na cudzy koszt.
 
Mimo wszystko jednak - taki pomysł napełnia mnie głęboką odrazą. Być może jest to odraza czysto estetyczna, więc o znikomym znaczeniu - ale cóż ja na to poradzę, biedny miś..?
 
W rzeczywistości, obawiam się, że takie przejęcie metod wroga skończyłoby się podobną porażką, co pomysły Ernsta Jungera czy Gabriela d'Annuzio 80 lat temu: niespożyty aktywizm szeroko rozumianej lewicy, w takiej czy w innej formie, pozwoliłby jej i tak przejąć impet takiego hipotetycznego ruchu i wykorzystać go do własnych celów.
 
 
Bardzo, bardzo dawno temu, za siedmioma morzami i siedmioma górami, były sobie pewne czysto intelektualne powody, dla których nasi "ulubieńcy", czyli tzw. "filozofowie" tzw. "wieku oświecenia" zdecydowali się wybrać aktywizm, a więc - stworzyć ideę wyzwolenia.
 
Owe intelektualne powody zasadzały się na błędzie poznawczym - i na niczym nieuzasadnionym optymizmie. Błąd poznawczy - to zapoznanie prawdziwej natury instytucji organizujących życie społeczne człowieka. W wieku XVIII dostrzegano w tych instytucjach TYLKO kulturową konwencję.
 
Wysnuto w związku z tym wniosek, że skoro działanie owych instytucji nie tylko nie zapobiega frustracji i krzywdzie, ale zdaje się wręcz ową frustrację (w pewnych, przynajmniej, aspektach) powodować - to, znakiem tego, instytucje należy zmienić lub znieść.
 
Zarazem niczym nieuzasadniony optymizm podpowiadał tak błądzącym, że starczy samo tylko zniesienie instytucji - bo przecież "prawdziwa natura człowieka", przez owe instytucje tłamszona i krępowana, musi być "w swojej istocie dobra i mądra".
 
Podjęli tedy "filozofowie" trud zniszczenia cywilizacji, którą osądzili jako "zło" i "źródło zła" - spodziewając się po jej zniszczeniu odkryć "naturę", pojmowaną jako "dobro" i "źródło dobra".
 
Trud ten kontynuują po dziś dzień ich ideowi następcy. I tak np. ideologia "gender" jest próbą dekonstrukcji (zniszczenia), kulturowo definiowanych ról i tożsamości płciowych w nadziei, że cokolwiek odrodzi się na zgliszczach będzie - pod nieobecność restrykcji i wzorców - źródłem powszechnego szczęścia i braku zahamowań.
 
W rzeczywistości skutkiem "wyzwolenia kobiet" jest stan zgoła odwrotny - no ale, cóż? Dlaczego ruch z założenia antyintelektualny ma się przejmować faktem, że u jego podstaw leżą: błąd i urojenie..?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz