Blog główny

poniedziałek, 10 marca 2014

Idea równości

To jedna z najpopularniejszych i najbardziej nośnych z całego katalogu możliwych "dóbr najwyższych", wedle których rozmaici konstruktywiści usiłują zmieniać świat.

Zwolennicy uznania idei równości za "dobro najwyższe" wywodzą jej genezę od szlachetnego odczucia empatii. Wspominałem już o Jeremiaszu Benthamie. Ten filozof za równe uważał wszystkie istoty zdolne do cierpienia. To bardzo piękne!

Tyle, że nieprawdziwe. Podstawą sukcesu ruchów równościowych nie jest empatia, tylko zawiść. Szczegółowo omawia to zagadnienie Helmut Shoeck w książce "Zawiść. Źródło agresji, destrukcji i  biedy", przetłumaczonej przez naszego blogowego kolegę Iuliusa (które też, dzięki Jego uprzejmości, miałem możliwość przestudiować).

Zawiść jest jedną z najbardziej pierwotnych sił psychicznych, istniejących w praktycznie każdej społecznej istocie żywej dysponującej nieco tylko bardziej rozwiniętym ośrodkowym układem nerwowym.

Opowiadałem o praktycznych trudnościach jakie koniecznie trzeba rozwiązać prowadząc bezstajenny chów koni: konie zachowują się między sobą jak przedszkolaki - każda oznaka zainteresowania jednym z nich, a osobliwie - obdarowanie go czymś do jedzenia - natychmiast prowokuje zawistną reakcję pozostałych.

Dlatego karmę należy rozdzielać w ściśle określonej kolejności, wynikłej z miejsca poszczególnych osobników w hierarchii władzy, należy to robić szybko i każdemu po równo - jeśli nie chce się doprowadzić do burdy, w czasie której pójdą w ruch zęby i kopyta.

 
Prawdopodobnie Natura nie mogła tego inaczej rozwiązać. Zwierzęta stadne nie wykazujące zawiści, nie rywalizowałyby między sobą o przywództwo - a zatem, ustałaby selekcja "najlepszych możliwych kandydatów na szefa", a co za tym idzie - bezpieczeństwo stada, zawisłe od przytomności umysłu i doświadczenia jego przywódcy, byłoby zagrożone. Jest to silna przesłanka pozwalająca sądzić, iż gatunki nie wyposażone w naturalną tendencję do zawiści wyginęły.

Problem polega na tym, że u ludzi powodem do zawiści może być cokolwiek. Nie tylko takie zachowanie faktyczne drugiego osobnika, które w jakiś sposób rzeczywisty lub domniemany zmniejszają zasoby dostępne zawistnikowi - ale jakikolwiek przejawy wyższości drugiego człowieka. Nawet najbardziej niewinne i w żadnym stopniu nie mogące naruszyć interesów zawistnika.

Ilu zawistnych wrogów mieli najcnotliwsi ze świętych - tylko dlatego, że swoim przykładem naruszali dobre samopoczucie współplemieńców..? Czyż może być coś absurdalniejszego niż zawiść o cudzą urodę - jakże powszechna wśród kobiet? Zawiść o osiągnięcia naukowe - wśród uczonych?

 
A jednak! Takie i inne, jeszcze bardziej absurdalne powody do zawiści spotykamy na każdym kroku.

Wykorzystanie zawiści jako siły nośnej dla ruchu politycznego było genialnym posunięciem XVIII-wiecznych "filozofów". W ten sposób:
  1. Zyskali pole działania, którego nie mógł w praktyce wykorzystać żaden z ich wrogów - ani Kościół (piętnujący zawiść jako grzech i dążący do ograniczenia oddziaływania zawiści na życie społeczne), ani tradycyjna monarchia (która dlatego m.in. była "tradycyjna", że już wieki wcześniej zdołała się wznieść poza zasięg zawiści swoich poddanych - i zwyczajnie straciła czujność wobec jej przejawów, przez tak długi czas z nimi się nie spotykając...).
  2. Zyskali możliwość mobilizowania wielkich mas ludzi - albowiem mało kto jest całkiem wolny od zawiści - osobliwie, gdy może się jej oddawać pozornie uprawiając cnotę!
  3. Stworzyli warunki w których każde, nawet najbardziej chwilowe zwycięstwo "ruchu równościowego", okazywało się w praktyce nieodwracalnym - a to dlatego, że prosty lud, gdy raz jeden poczuł się panem sytuacji, przez wzgląd na palącą go zawiść nie był w stanie zapomnieć tego triumfu i wybaczyć jakkolwiek rozumianym "klasom wyższym" ich "wyższości"...
Wydawałoby się, że po 200 latach nieprzerwanego pasma triumfów, strategia oparta na wyzyskiwaniu do granic możliwości zawiści, osiągnęła kres swoich zastosowań. Mógł "lud", kierując się zawiścią, obalić władzę arystokracji i królów. Mogli "kolorowi", kierując się zawiścią, wywalczyć dla siebie przywileje wcześniej zarezerwowane tylko dla białych. Mogły kobiety zdobyć prawo głosu przez zawiść wobec mężczyzn posiadających je wcześniej.

Ale - czy mniejszość zboczeńców jest w stanie wywalczyć sobie "małżeństwa" i inne przywileje kosztem heteroseksualnej większości? Czy ma szansę zaistnieć w szerszej skali ruch "równowościowy", walczący o "prawa zwierząt", skoro same zwierzęta z pewnością nie przejawiają zawiści względem człowieka..?

Niestety, okazało się, że i na to jest rada. Wprawdzie zboczeńcy sami w sobie stanowią nikłą mniejszość, a zwierzęta w ogóle nie angażują się politycznie - ale to nie znaczy, że walka o ich rzekomą "równość" jest obojętna dla (sytej, pozbawionej realnych problemów i kłopotów...) większości!

Angażując się "po stronie uciskanej mniejszości", a także "niemych i uciśnionych" zyskują bowiem syci mieszczanie psychiczny komfort bycia "lepszym", "bardziej wrażliwym", "bardziej postępowym" - a to znakomity sposób na pognębienie tego wrednego sąsiada spod piątki, który z pewnością jest wstecznym homo- i zwierzofobem, skoro ma ładną żonę i skórzaną tapicerkę w samochodzie...
 
 
Jest też oparta na zawiści idea równości swoistym "politycznym perpetuum mobile". Jest rzeczą oczywistą i nie wymagającą komentarza, że społeczeństwa "wolnego od zawiści", a więc takiego, w którym wszyscy i pod każdym względem będą wobec siebie równi, zaprojektować i zbudować się nie da. Zawsze znajdzie się jakiś powód do zawiści! Tak naprawdę, jak pisze Herr Schoeck, a ja mu wierzę - im mniejsze różnice między ludźmi, tym więcej powodów do zawiści.
 
To zrozumiałe: trudno, będąc zwykłym polskim bezrobotnym odczuwać zawiść wobec Billa Gates'a. Nie ta skala, nie ta liga. Ale wobec sąsiada, któremu powodzi się tylko trochę lepiej..?
 
Im bardziej "wyrównane" jest społeczeństwo, tym więcej w nim zawiści. To prawie jak ze Stalina teorematem o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę postępów socjalizmu! Tym samym - im większe triumfu święci idea równości - tym większy na nią popyt wśród coraz to bardziej ogarniętych zawiścią ludzi.
 
 
Co więcej: kolejne triumfy "idei wyzwolenia" (o której będzie traktował następny wpis z tego cyklu) sprawiają też, że zawiść ujawniana jest coraz powszechniej i otwarciej. Dawniej ludzie wstydzili się przyznawać do odczuwania zawiści. Ale ten mechanizm inhibitujący ekspresję zawiści miał czysto kulturowy charakter. "Nowoczesne" wychowanie, starając się wpajać w młodego człowieka jak najmniej wstydu, podminowuje go tedy i otwiera drogę do niczym nieskrępowanego ujawniania tej cechy.
 
Trudno powiedzieć, czy takie postępowanie naszych wrogów ma jakiś naturalny kres. Jak już  zostało wspomniane powyżej, zawiść to naturalna energia psychiczna, która w małych dawkach przynosi ewolucyjnie korzystne efekty - stymulując wewnątrzgatunkową rywalizację. W dużych dawkach jest to energia niszcząca. Ludzie, zamiast robić cokolwiek konstruktywnego, biorą się za łby.
 
Prawdopodobnie powyżej pewnego progu ekspresja zawiści prowadzi do rozpadu więzi społecznych. Ale to jest tylko hipoteza. Może się sprawdzić lub nie. Trudno sobie wyobrazić przy tym inny eksperyment, niż przerobienie tego in vivo, aby ów graniczny próg niszczącej zawiści wyznaczyć (eksperyment na małych grupach społecznych nie musi dawać rezultatów ważnych dla grup dużo liczniejszych). Jak do tej pory nigdy czegoś takiego przeprowadzić się nie udało - zwykle bowiem, nim doszło do kolapsu, ludzie zapominali o "idei równości" i radośnie zatracali się w swoim instynkcie stadnym, idąc za takim lub innym wodzem, równi już nie w rzekomej empatii, a w posłuszeństwie. Być może TO WŁAŚNIE jest naturalny mechanizm zabezpieczający..? 

8 komentarzy:

  1. Witaj Jacku: zawiść jako podstawa ruchów równościowych? Pełna zgoda. Natomiast jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Bo czy aby na pewno zaangażowanie po stronie ruchów mniejszościowych wynika z potrzeby osiągnięcia komfortu psychicznego czy chodziarz by dokopania sąsiadowi? Szczerze pisząc przypuszczam, że wątpię. Bierze się ona raczej z mody, bo pomimo, że na wagę zboczeńcy stanowią znikomą mniejszość to jednak ich usytuowanie społeczne sprawia, że są w stanie narzucić swój punkt widzenia większości. Poza tym stanowią oni niejako proletariat zastępczy a więc materiał do obrony przez różnego rodzaju spadkobierców Plechanowów, Leninów i Trockich i jako tacy stanowią ich rację bytu a więc winni być hołubieni i czczeni ( do czasu ). Podobnie zresztą fakt, iż ekspresja zawiści prowadzi do rozpadu więzi społecznych nie jest wyłącznie hipotezą albowiem dowiodła tego tzw Rewolucja Francuska jak i w znacznie większej skali Bolszewicka.
    pozdrowienia
    grzes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo się zastanawiałem co odpowiedzieć.

      Moda nie jest siłą "pierwotną" i trudno ją uznać za dostateczne wytłumaczenie. Jeśli nawet to moda nabija popularność tego czy innego ruchu "równościowego" - to jaki jest mechanizm kreowania mody? Co sprawia, że tylu ludzi nagle pragnie tego samego?

      Odpowiedzią ponownie jest zawiść! Podążanie za modą to rodzaj wyścigu. Istnieją liderzy (tzw. "liderzy opinii") i goniący ich peleton. Ten peleton napędzany jest zawiścią...

      Usuń
  2. Ciekawe rozważania, ale.....
    Dowodził Pan, jakoby ostatnie lata - 200 lat - były dla ludzkości okresem prosperity, a w konsekwencji nienotowanego w dziejach ludzkości wzrostu dobrobytu. Jakaś część populacji - trudno ocenić jak duża - może być takim stanem rzeczy usatysfakcjonowana w tym sensie, że od życia niczego więcej nie oczekiwała, a zatem jej najbardziej wrażliwe ( na ewentualną zawiść) cele zostały osiągnięte, wobec czego poziom zawiści powinien diametralnie się obniżyć. Każdy następny wzrost poziomu życia powinien przyczyniać się do powiększania "grupy zadowolonych" i znacznego obniżenia społecznej roli zawiści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłoby żadnego dobrobytu, gdyby ludzie byli zadowoleni ze swojego statusu materialnego!

      Najbardziej zadowoleni z życia są ci, którzy najmniej potrzebują - ich potrzeby łatwo zaspokoić. Rzadko też przejawiają zawiść.

      Najmniej zadowoleni są ci, którzy wiele mają, ale jeszcze więcej pragną - ponieważ ich subiektywna frustracja potrafi być zgoła proporcjonalna do bogactwa!

      Oczywiście, nie byłby możliwy dobrobyt, gdyby zawiść nie znajdowała się na ogół pod kontrolą. Niekontrolowany wybuch zawiść sprawia bowiem, że ludzie grabią i niszczą a nikt niczego nie wytwarza. Co jednak niczego nie przesądza odnośnie skali napięcia psychicznego (frustracji), jakie rodzi nierozładowana zawiść.

      Ogólnie jest tak, że im żyjemy dostatniej, tym (średnio!) mniejsze różnice między bogatymi a biednymi, a zarazem - tym więcej zawiści i tym więcej (subiektywnego!) poczucia krzywdy/nędzy/biedy. To jest porąbane, zgadzam się - ale kto powiedział, że człowiek to istota logiczna i rozumna..?

      Usuń
    2. Ja dostrzegam w tym rozumowaniu jakiś paradoks. Ślepa zawiść o cokolwiek, jest raczej zachowaniem patologicznym, zdrowa - może okazać się czynnikiem pozytywnym, mobilizującym do działania, do wzmożonego wysiłku. Pod jednym wszakże warunkiem, a mianowicie, że źródłem zawiści są dobra materialne lub inne, które byłyby zbieżne z naszym gustem lub znajdowały się w kręgu naszego zainteresowania. Dlatego proszę nie kupować samochodu z tapicerką skórzaną, ponieważ w najmniejszym stopniu nie wpłynie to na poziom mojej zazdrości - nie przepadam za skórzanymi obiciami.

      Usuń
    3. Patologiczni zawistnicy nie zdarzają się też "w przyrodzie" aż tak często.

      Problem polega na tym, że sytuacja ogólna raczej sprzyja ich rozplenianiu się - a do powodzenia równościowej ideologii starczy nawet i ta "zdrowa" dawka zawiści...

      Usuń
    4. "Patologiczni zawistnicy nie zdarzają się też "w przyrodzie" aż tak często."
      Podejrzewam, że zdarzają się częściej niż nam się wydaje, są tylko obiektywne trudności z identyfikacją takich osobników. Większość z nich skrywa swoje rzeczywiste skłonności i swój potencjał w tej dziedzinie. Kiedy się rozpozna skalę "dewiacji", zazwyczaj jest za późno dla rozpoznającego :)

      Usuń
    5. No więc prawda jest taka, że zaprzedani zawistnicy coraz rzadziej wstydzą się zawiści i mają coraz mniej powodów, aby unikać jej ujawniania.

      Usuń