Blog główny

piątek, 14 marca 2014

Idea postępu

Idea postępu pozornie narzuca się jako oczywistość. Jak można wątpić w postęp, skoro nowy telefon komórkowy ma więcej funkcji niż stary, a żyją nawet jeszcze między nami ludzie tak starzy i zgrzybiali (jak np. piszący te słowa), którzy pamiętają czasy, gdy nie tylko telefonów komórkowych z Androidem, ale w ogóle żadnych nie było? Ba! Którzy pamiętają nawet te zamierzchłe czasy, gdy nie było internetu...
 
Tak, tak! Wam, Drodzy Czytelnicy, może się to wydawać legendą - ale naprawdę były takie czasy, gdy ludzie zamiast wysyłać maile pisali listy, a o Mordoksiążce nikt nawet nie słyszał...
 
 
Ale - dość dygresji. No więc - jak to jest z tym "postępem"..?
 
Po pierwsze - oczywistość poczucia, że dziś jest "lepsze" niż wczoraj, a jutro będzie "lepsze" niż dzisiaj to stan relatywnie niedawny. Nie tylko zmurszałe pergaminy czy inskrypcje we wnętrzach piramid świadczą, że przez ogromną większość dziejów człowiek na ogół spodziewał się po przyszłości samego najgorszego, a swoją teraźniejszość postrzegał jako gorszą od przeszłości.
 
Jeszcze mój dziadek był tego samego zdania. I w zasadzie, miał rację - w porównaniu bowiem, do stanu przedwojennego, PRL w bardzo wielu trywialnych aspektach życia przedstawiał się jako trwałe pogorszenie...
 
Po drugie - idea postępu bynajmniej nie narodziła się jako efekt doświadczenia. Idea ta, podobnie jak omawiane wcześniej, idea równości i idea wyzwolenia, została zaprojektowana, wymyślona, przez XVIII-wiecznych "filozofów". W gruncie rzeczy pomysł, że jutro ma być lepsze od dnia dzisiejszego, a dzisiaj lepsze jest od wczoraj - to najbardziej rewolucyjny ze wszystkich koncepcji tej smutnej bandy!
 
W imię postępu możliwa i dopuszczalna jest każda zbrodnia: no bo skoro dokonuje się postępu dla "lepszej przyszłości", a ta w chwili obecnej w żaden uchwytny sposób nie istnieje i nie da się zweryfikować, czy istotnie będzie czy nie będzie lepsza - to, hulaj dusza, piekła nie ma, co byśmy nie zrobili - wszystko da się uzasadnić!
 
Jednocześnie przekonanie, iż przyszłość będzie lepsza od teraźniejszości, a teraźniejszość jest lepsza od przeszłości uwalnia władze od konieczności liczenia się z tradycją (w gruncie rzeczy wraz z upowszechnieniem się idei postępu pojęcie tradycji straciło sens - a  z pewnością: straciło swoją niegdysiejszą nobliwość i moc przekonywania...). Może zatem realizować swoje doraźne koncepcje bez jakichkolwiek zahamowań czy względów na osoby, zwyczaje lub przedmioty. Opisywałem dawno temu w jaki sposób został wykreowany postęp w dziedzinie urbanistyki na ten przykład...
 
 
 
Po trzecie wreszcie, o ile trudno zaprzeczyć, że w dziedzinie gadżetów technicznych istotnie te nowsze są na ogół lepsze od starszych (choć, jak byście chcieli mi podarować najnowszą wersję tzw. "terenówki", to bym grzecznie podziękował i pozostał przy moim 23-letnim Patrolu - jak do tej pory lepszego samochodu nikt nie zbudował, a po co mi gorszy..?) - o tyle mechanizm przeniesienia tej samej oceny z gadżetów na poglądy, obyczaje czy sposób życia, pozostaje moim zdaniem co najmniej mocno niejasny!
 
No bo nawet zakładając, że nie tylko gadżety mamy coraz to wymyślniejsze, ale i w coraz większym stopniu opanowujemy dostępne źródła energii, przejmując tym samym faktyczną kontrolę nad otoczeniem (co powinna mierzyć tzw. "skala Kardaszewa") - to czy z tego wynika, że jesteśmy mądrzejsi, lepsi moralnie czy choćby tylko lepiej zorganizowani od naszych przodków?
 
No czy ja wiem? Przetransportowanie 80-tonowego monumentu dzisiaj wymaga tylko wynajęcia odpowiedniego dźwigu. Krajowcy z Wyspy Wielkanocnej, robiąc to samo ręcznie i nawet żadnych zwierząt pociągowych nie używając - musieli jednak nieco przedtem pomyśleć.
 
 
Dowodów na istnienie jakiegoś "postępu moralnego" ja bynajmniej nie dostrzegam. Być może rację miał Boy-Żeleński twierdząc, że dawniej ludzie mieli mniej kultury - ale byli szczersi. Z pewnością praktyczne funkcjonowanie w tzw. "świecie rozwiniętym" wymaga obecnie posługiwania się hipokryzją na skalę wcześniej rzadko spotykaną.
 
Robiąc zwykły, ordynarny biznes nie wystarczy już wykazać się drapieżnością i zdolnością podejmowania skalkulowanego ryzyka. Trzeba jeszcze demonstrować na prawo i lewo "wrażliwość społeczną", tudzież "dbałość o środowisko", "prawa gejów i lesbijek", itp., itd. - a to wszystko z obawy przed różnymi filutami którzy, wypisując sobie na sztandarach  takie lub inne hasła, skorzystają z każdego pretekstu, aby tylko skroić naiwnego lub nieostrożnego na kasę. Czemu niewątpliwie bezprecedensowa łatwość rozpowszechniania plotek i pomówień w "erze informatycznej" sprzyja.
 
Nie można już obecnie zwyczajnie i prostodusznie napaść słabszego sąsiada i odebrać mu kawałka plaży z winnicą - trzeba to robić "chroniąc interesy ludności" i koniecznie - "w odpowiedzi na jej spontaniczne żądania".
 
Pamiętając, co napisał swego czasu Stanisław Leszczyński, a mianowicie, iż hipokryzja jest hołdem, jaki występek składa cnocie - być może faktycznie JAKIŚ postęp i w dziedzinie moralnej miał miejsce, skoro dawniej ludzie i państwa nie krępowały się robić tego otwarcie i bez pretekstów.
 
 
Skądinąd jednak - nie popadajmy przedwcześnie ani w panikę, ani w nadmierny entuzjazm! Nie raz już tak bywało, że syty i zadowolony z siebie poszukiwał jakiejś racji dla swego dobrego losu. Racji moralnej, która by mu pozwoliła patrzeć prosto w oczy głodnych i niezadowolonych.
 
Takimi racjami dawniej bywała "wola Boża", "wyższość kulturowa" czy nawet "wyższość rasowa".
 
Obecnie bogate i syte społeczeństwa Zachodu usprawiedliwiają swoje wygodne bytowanie demokracją, tolerancją, prawami człowieka - że niby dlatego są syte i bogate, bo są demokratyczne, tolerancyjne i szerzą w świecie wiarę w prawa człowieka.
 
Nie postawiłbym złamanego grosza na to, że faktycznie tak jest (pełno też przecież wyjątków - społeczeństw które nie są ani demokratyczne, ani tolerancyjne, ani nie respektują praw człowieka, a przecież - są bogate lub szybko się dorabiają!). Ale ludzie chcą w to wierzyć - bo dzięki temu widok głodnych Murzynów w tv przy kolacji nie burzy im pracy jelit.
 
Całkiem zatem możliwe, że cały ten "postęp moralny" (a w rzeczy samej - cała ta hipokryzja współczesnego życia...), to zjawisko ulotne, przejściowe i czysto retoryczne...
 
Nie sposób też stwierdzić TERAZ, że i ów czysto techniczny postęp, któremu przecież nie zaprzeczam, jest  i będzie w rzeczy samej zjawiskiem trwałym. Silentium Universi w każdym razie - przynajmniej powinno nam dawać do myślenia! Być może bowiem cywilizacje techniczne, takie jak nasza, z reguły giną z takich lub innych przyczyn - albo coś sprawia, że nie osiągają poziomu rozwoju, który by umożliwiał (widoczną dla nas w obserwacji!) międzygwiezdną komunikację.
 
 
Dyskusji nad problemem bomby megabitowej jak sądzę, poświęcę jeszcze w przyszłości oddzielny wpis.
 
O ile, rzecz jasna, będzie jakaś przyszłość..?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz