Blog główny

środa, 5 marca 2014

Czy przeszłość istnieje?

Ludowe przysłowie mówi: co było a nie jest - nie pisze się w rejestr. Żyjemy jednak w przedziwnej epoce. Państwo w Boga nie wierzycie (choć jest bytem doskonale logicznym: a czy w świecie, w którym zakwestionowane zostały wszelkie zasady i niezmienniki mamy jeszcze w ogóle jakikolwiek inny punkt odniesienia OPRÓCZ logiki..?) - bo Go nie widzieliście i nie wierzycie tym, którzy widzieli. Ale nie sposób Was przekonać, że duchy ani zielone ludziki nie istnieją, choć ich byt zaprzeczałby wszelkiej znanej nam logice - bo bez zastrzeżeń wierzycie różnym przypadkowym pijakom, wariatom czy oszustom którzy twierdzą, że im się takowe zwidywały.
Być może, po serii filmów (a i serialu telewizyjnym) o Terminatorze, tudzież kilku kolejnych "Powrotach do przyszłości" Państwo już nie potraficie sobie wyobrazić innego "sposobu istnienia czasu" niż ten, który tam został pokazany? Jest to czas absurdalny. Skoro bowiem kolejne terminatory mogą się dowolnie przemieszczać z przyszłości w przeszłość tak, jakby to były istniejące obok siebie miejsca, a JEDNOCZEŚNIE ich zaplanowane działania w przeszłości mają wpływ na przyszłość - to efektem jakiejkolwiek próby myślowego uporządkowania tego, co się scenarzystom zwidziało jest tak czy inaczej absurd.

Jest tedy czas terminatorów czymś ciągłym. Jeśli człowiek idzie chodnikiem, to w czterowymiarowym continuum istnieje jako rozmyta smuga - we wszystkich fazach ruchu naraz. Jednocześnie te naraz istniejące fazy ruchu są ze sobą jakimś cudem powiązane i jeśli cofnąć się w czasie i podstawić mu nogę - wyłoży się jak długi i zabarwi chodnikowe płyty na czerwono choć "przedtem" wcale tak nie było.
Nie chce mi się wierzyć, że uda mi się to Państwu wytłumaczyć - bo taka analogia między poruszaniem się w przestrzeni, a poruszaniem się w czasie ma tę niewątpliwą zaletę, że narzuca się naszym zmysłom jako oczywistość, choć bynajmniej oczywistością nie jest!
Jeśli terminator zabijając Johna Connora (lub jego matkę) zmieni bieg dziejów - to kto w tak zmienionej przyszłości wyśle go w przeszłość - skoro nie ma po temu przyczyny? A to tylko najprostszy z nieuchronnych paradoksów, do których prowadzi takie założenie...

Co do mnie, to jednak wolę, po staremu, myśleć, że co się stało, to się już nie odstanie - i nie da się "pojechać w przeszłość" tak, jak się jedzie do Krakowa czy Gdańska - bo przeszłości, która się stała, po prostu już nie ma i koniec.
Oczywiście, to nie jest takie proste! Wiemy już dobrze, że "teraźniejszość" nie jest matematycznym punktem bez wymiarów. Nasze zmysły posiadają sobie właściwy czas reakcji i praktycznie nie możemy dzielić naszego czasu w nieskończoność, aż osiągnie wielkości dowolnie małe. Co więcej - stopień "rozmazania" teraźniejszości zależny jest od punktu odniesienia (a pisząc bardziej pospolicie - od prędkości z jaką się poruszamy i odległości od obiektu, względem którego określamy swoje położenie). Światło odległych gwiazd biegnie do nas miliardy lat - i w tym sensie jest nasza "teraźniejszość" na owe miliardy rozciągnięta: co prawda, ma to jakieś praktyczne konsekwencje tylko dla pasjonatów astronomii.
W odległości 900 lat świetlnych od Ziemi istnieje sobie OBRAZ naszego świata z roku 1114 - z Bolesławem Krzywoustym na polskim tronie, jak najbardziej. Ale to tylko obraz (o ile, rzecz jasna, jakiś nośnik zdołał to, co się wówczas na Naszej Umęczonej Planecie działo zarejestrować: tego nie możemy być na razie pewni - z pewnością jednak w odległości 100 lat świetlnych od Ziemi niedługo zacznie się I wojna światowa - odkąd bowiem ludzie używają fal elektromagnetycznych do przesyłania informacji i obrazów, otacza nas w przestrzeni rozciągająca się z prędkością światła sfera coraz to potężniejszego, elektromagnetycznego hałasu - od kilkunastu lat, dzięki naszej aktywności w tej materii, jest bodaj Słońce najsilniejszym źródłem fal radiowych w galaktyce...). O ile w ogóle istnieje, to przeganiając światło - moglibyśmy go sobie ewentualnie obejrzeć. Bez możliwości ingerencji - bo niby jak?
Wzrost prędkości (lub grawitacji) spowalnia upływ czasu dla obserwatora, który jest temu eksperymentowi poddany. Zjawisko to trudno ująć intuicyjnie o tyle, że na ogół bytujemy w świecie "niskich prędkości i niskiej grawitacji", dla którego prawdziwe są "transformacje Galileusza", a  prędkość dwóch mijających pociągów sumuje się. Biegnące z przeciwka fotony mimo, że każdy z nich pędzi z prędkością światła, mają sumaryczną prędkość względem siebie... także równą prędkości światła!
Skądinąd jednak, gdyby jakiś byt materialny osiągnął prędkość c, to by się nigdy nie zestarzał, a upływ czasu dla niego całkiem by ustał - dobry argument za tym, aby w imię utrzymania porządku we Wszechświecie, coś takiego było niemożliwe!
Przy prędkości nadświetlnej (czysto hipotetycznej, bo jak na razie sądzimy, że coś takiego jest niemożliwe - i zakaz ten ma nie tylko takie "policyjne" usprawiedliwienie, jakie podałem powyżej - jednak wnikanie w realne, fizyczne przyczyny tego stanu przekracza moje możliwości...) lub też pod "horyzontem zdarzeń" czarnej dziury, strzałka czasu powinna ulec odwróceniu. Czy z tego jednak wynika, że będzie można "cofnąć się w czasie"?
Niby jak, skoro przeszłości już nie ma? Przekraczając prędkość światła moglibyśmy, jak już napisałem powyżej, "dogonić" obrazy naszej przeszłości. Teoretycznie jednak, poruszający się z prędkością nadświetlną pojazd, wykonując pętlę wokół Ziemi - powinien wylądować ZANIM wystartuje. A to już absurd! Taki pojazd zapewne zniknie z naszego Wszechświata i nigdy już nie powróci. Ewentualnie - JEDNAK wyląduje w jakiś czas po starcie, a tylko - nie będziemy w stanie śledzić toru jego lotu (to wymagałoby kolejnych, jeszcze mniej intuicyjnych dla naszych zmysłów reguł matematycznych odnoszących się do względnej prędkości poruszających się ciał...: mianowicie względna prędkość dwóch ciał poruszających się przeciwbieżnie z prędkością nadświetlną powinna być... podświetlna! Taki mniej - więcej obraz świata przyjęty jest w większości "space oper", ze Star Trekiem na czele).
Odwrócenie "strzałki czasu" ma konsekwencje przede wszystkim dla zjawisk termodynamicznych. Przedmioty martwe powinny "termodynamicznie odmładzać się" (a więc: powinna rosnąć koncentracja energii i stopień uporządkowania). Natomiast jakiekolwiek istoty żywe MOIM ZDANIEM umrą: funkcjonowanie naszych ciał jest ściśle uzależnione od wydatkowania i rozpraszania energii, jeśli nagle energia przestanie się rozpraszać - co odżywi komórki naszego ciała? Jak miałyby się rozchodzić impulsy elektryczne w naszym systemie nerwowym? I tak dalej, i temu podobne.
Istnieje jeszcze jedna możliwość. Zawarta w koncepcji wielości wszechświatów. Wedle tej teorii za każdym razem, gdy dochodzi do "ujednoznacznienia" jakiegoś stanu kwantowego (np.: podjęcia decyzji, czy czytać dalej, czy rzucić w cholerę te nudziarstwa...) rodzi się cały nowy Wszechświat. Wszechświatów jest zatem nieskończenie wiele (a przynajmniej - bardzo, ale to bardzo wiele..) i są wśród nich - teraz, aktualnie - również i takie, w których właśnie mamy rok 1114 i panowanie Bolesława Krzywoustego!
Gdyby tak było, to wyobrażalne byłoby być może także i "podróżowanie między Wszechświatami", w danym wypadku nader podobne do "podróży w czasie". Tyle tylko, że akt takiej "podróży", byłby zarazem aktem kreacji zupełnie nowego Wszechświata. Cokolwiek by się w nim stało - nie miałoby żadnego wpływu na nasze losy tu i teraz...

6 komentarzy:

  1. "Biegnące z przeciwka fotony mimo, że każdy z nich pędzi z prędkością światła, mają sumaryczną prędkość względem siebie... także równą prędkości światła!"

    Czy z tego wynika, że prędkość światła ma charakter nieskończoności?

    OdpowiedzUsuń
  2. "[...] nie sposób Was przekonać, że duchy ani zielone ludziki nie istnieją, choć ich byt zaprzeczałby wszelkiej znanej nam logice - bo bez zastrzeżeń wierzycie różnym przypadkowym pijakom, wariatom czy oszustom którzy twierdzą, że im się takowe zwidywały."

    Obecności bytów żywych często nie można zweryfikować eksperymentalnie. Można owe byty jedynie ZAOBSERWOWAĆ. O kosmitach i duchach jest wiele programów, także na stacjach uważanych za naukowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Nauka - jak mniemam - nigdy nie stwierdziła, że owe byty na 100 % nie mogą istnieć.

      Usuń
  3. "Państwo w Boga nie wierzycie ......... - bo Go nie widzieliście i nie wierzycie tym, którzy widzieli."

    Ciekawe w oparciu o jakie przesłanki wysunął Pan tak śmiałą tezę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to już proszę panny Kiry pytać...

      Usuń