Blog główny

piątek, 28 lutego 2014

Śmiech to zdrowie

Człowiek, najogólniej rzecz biorąc, jest rezultatem pewnych procesów termodynamicznych. Rezultatem oportunistycznym - w tym sensie, że procesy termodynamiczne, wedle naszej aktualnej o nich wiedzy, przebiegają stochastycznie, rządzi nimi rachunek prawdopodobieństwa, a nie Idea Doskonałości i szansę na zaistnienie ma każdy ustrój wystarczająco sprawny, aby utrzymać równowagę ze środowiskiem, w które rzucił go ślepy przypadek. To wymaga znacznej doskonałości jak chodzi o pewne podstawowe procesy fizyczne, ale już samopoczucie "obiektu", póki nie przywodzi go do nazbyt szybkiej zagłady ("nazbyt szybkiej", to akurat w tym wypadku dość precyzyjny termin, bo ewolucyjnie ten umiera przedwcześnie, kto się nie zdołał rozmnożyć...), jest bez znaczenia.
 
Podobnie zresztą jak losy samego "obiektu" po tym, gdy już oddał swój dług Naturze i potomstwo spłodził i odchował: stąd wszystkie dolegliwości wieku starczego, a i śmierć sama, to nie jest ani przypadek, ani żadna "kara za grzechy", tylko konsekwencja faktu, że ewolucji ustroje zachowujące doskonałą sprawność psychofizyczną przez czas nieokreślony, a przynajmniej znacząco dłuższy od "wieku reprodukcyjnego" - nigdy nie były do niczego potrzebne, tj. nigdy nie powstały warunki, w których sprawność w tym zakresie mogła dawać jakąś przewagę w walce o byt.
 
Nie będę zresztą przepisywał czy parafrazował całego "Paszkwilu na ewolucję", bo to nie ma sensu - kto chce, sam sobie przeczyta u Mistrza. Grunt, że w takim ujęciu w człowieku nie ma NIC, co by było jakoś "naturalnie", "samo z siebie", poważne, patetyczne, czy ostateczne. Kupka byle jak poskładanych komórek i tkanek. Mózg pofastrygowany naprędce świadomością, jako rodzajem "wyższego nadzorcy", do czasu (wiemy już jakiego...) utrzymującego w jakim - takim porządku wzajemnie sprzeczne dążenia warstw wywodzących się z różnych epok - a wszystkie one, poczynając od struny grzbietowej lancetnika, wciąż w nas siedzą, obudowane tylko, podparte, a czasem wyparte - nowszymi, bardziej złożonymi obszarami.
 
 
 
Ze wszystkim nie ma tu ani śladu perfidii, czy złośliwości: Ewolucja to nie osoba, więc próżnym byłoby wyrażać wobec niej jakieś pretensje. Ot - tak krawiec kraje, jak mu materii staje!
 
Nie jest tedy człowiek ani Koroną Stworzenia - jak w większości religii "mainstreamowych", ani też, podstępem lub przemocą wcielonym w podłą materię wolnym duchem - jak w gnozie. Niewiele go odróżnia od innych zwierząt - jest po prostu od innych skuteczniejszy w walce o byt i tyle.
 
Próżnym jest też wyglądać jakiejś przyszłej perfekcji. Jesteśmy ludźmi nie pomimo, a DZIĘKI naszym świństewkom, podłościom, słabościom, niekontrolowanym atawizmom, niezwalczonym instynktom, spazmom rozkoszy i bólom. Pozbawić ich nas - to pozbawić nas człowieczeństwa właśnie. Jak słusznie zauważył Mistrz: tylko względy estetyczne przemawiają za tym aby - skoro możliwość jakiegokolwiek "udoskonalania" w ogóle dopuszczamy - iść krok za krokiem, majstrując mozolnie przy tkankach naszych ciał, a nie - zbudować od podstaw jakiegoś świetlnego czy kwantowego mędrca (gdy już będziemy umieli to zrobić, ma się rozumieć: nie ma dowodu, że to niemożliwe...) i jemu przekazać nasze dziedzictwo, samemu czy to popełniając samobójstwo, czy to - zadowalając się rolą biernych konsumentów, ubezwłasnowolnionych beneficjentów dobrobytu, który zapewni - o ile go zapewni i póki go będzie zapewniał...
 
 
Skądinąd - bezprecedensowy dobrobyt ostatnich 200 lat rozkwitu naszej cywilizacji technicznej, to też jest pewne "wyzwanie ewolucyjne". Ludzie nieodporni na nadmiar rozkoszy i nadmierną łatwość istnienia - nie pozostawią po sobie potomstwa i tym sposobem, o ile nie zrobimy czegoś głupiego po drodze, nasz gatunek osiągnie sam z siebie, nowy szczebel rozwoju. Wszystko przy tym wskazuje, że pozytywnie "odsiewani" przez ten nowy rodzaj "ewolucyjnego sita" będą ludzie i całe społeczności ludzkie szczególnie gorliwe w "spirytualizacji" świata postrzeganego: amisze, chasydzi, staroobrzędowcy, lefebryści, itp.
 
W ten sposób, być może ostatecznie spełni się przepowiednia, którą zwykł się w takich momentach dzielić komentator MarkOwy - że,  mianowicie, świat całkowicie odczarowany, staje się na powrót światem zaczarowanym?
 
Coś w tym niewątpliwie jest! Dla prawdziwego poganina sacrum przeważało nad profanum: bogowie może i mieli swoje ulubione źródła, zagajniki i domy w świątyniach, ale ich świat, będący zarazem światem natury w każdej chwili mógł zerwać kruche tamy stawiane mu przez rytuał i z niszczącą na ogół mocą wkroczyć w codzienne życie ludzi. Chrześcijaństwu (a i Islamowi też...) udało się szczęśliwie zamknąć tę niebezpieczną świętość i moc w kamiennych murach świątyń (lub domów modlitwy - meczet świątynią nie jest, choć jest święty...) i ograniczyć jej oddziaływanie na człowieka do czasu świętego, stanowiącego tylko ułamek życia, a nie jego większość.
 
Wraz z laicyzacją wraca najprymitywniejsze, najbardziej wulgarne pogaństwo: ludzie, skądinąd rozsądni, deklarują niewiarę w Absolut (który, niezależnie od tego, czy istnieje, czy nie istnieje - jest przynajmniej pięknym wytworem abstrakcyjnej spekulacji najwyższej próby!) - ale za to obnoszą się z wiarą w urągające zdrowemu rozsądkowi, najoczywiściej niedorzeczne bzdury, jak duchy, UFO, horoskopy, magia, jedyny wszechświatowy spisek, prawa człowieka, demokracja czy postęp moralny.
 
 
Nie mogę powiedzieć, żeby taki rodzaj "ponownego zaczarowania świata" napawać mógł mnie optymizmem co do ludzkiego rozumu. Zapewne jednak, jest to nieuchronne. Uświadomienie sobie własnej przypadkowości, niekonieczności, małości - to nie jest problem, z którym można by sobie radzić na trzeźwo, brać go na klatę i na dłuższy czas pogrążać się w jego kontemplacji.
 
Wyjścia są trzy. Można się poddać rozpaczy - i rychło umrzeć. Można się znieczulić: takim lub innym rodzajem wiary, zaczarowującej ten pozbawiony krzty sensu świat, lub wprost - prochami i alkoholem. Można się wreszcie śmiać - bo choć NIC sensownego nie pozostało, przed czym by można pokłony bić i z czego mógłby jakiś patos w życiu wyniknąć, to przecież - powód do śmiechu zawsze się chyba znajdzie? Śmiejmy się więc! Śmiech to zdrowie.

36 komentarzy:

  1. Dlaczego wiarę w UFO lub duchy uważasz za idiotyzm?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ w obu przypadkach jest to wewnętrzna sprzeczność. Jeśli "duch" miałby być widzialny, słyszalny i zdolny do poruszania spodeczkiem na stoliczku - to MUSIAŁBY być "bytem fizycznym" i podlegać prawom, które bada nauka. Skoro nauka niczego takiego nie stwierdziła to nie ma o czym mówić. Po prostu niczego takiego nie ma i już.

      A jeśli chodzi o UFO, to w wersji "ortodoksyjnej", a więc jeśli mają to być "przybysze z Kosmosu" - rzecz też się kupy nie trzyma. Na ile możemy to stwierdzić KOSZT podróży międzygwiezdnych jest tak astronomiczny, że po prostu nie ma tu już miejsca na porywanie krów czy wygniatanie kręgów w zbożu. Jedno nie przystaje do drugiego.

      Oczywiście są też interpretacje mniej ortodoksyjne (vide: "przybysze z przyszłości" - to też jest sprzeczność, albo "tajne projekty rządowe") - ale niewiele więcej warte.

      Ogólnie - duchy ani UFO nie są nam w żaden sposób potrzebne do wytłumaczenia świata. Nie daje się z nimi przeprowadzić eksperymentu, choć wiele razy tego próbowano. Ergo: jakiekolwiek fenomeny odpowiadają za postrzeganie tego lub owego - to z całą pewnością nie są ani "duchy", ani "UFO"...

      Usuń
    2. Zacznijmy od tego, że autorytatywne wypowiadanie się na tematy, o których nie mamy dużego pojęcia, nie jest rozsądne. Nie wiesz NIC o kosztach, jakie ewent. przybysze z innych planet muszą ponosić w związku z "międzygwiezdnymi" podróżami.

      Nie wiem, jak to jest, że duchy oddziałują na świat materialny. Tak czy siak, czystą logiką świata nie wytłumaczysz. Tysiące artykułów, świadectw, wywiadów - wszystko ma się gonić? Wszystkie te opętania to pewnie wg Ciebie WYŁĄCZNIE rodzaj choroby psychicznej? Cóż, Boga jakoś nikt nie widział, więc niewiara w Najwyższą Istotę mi nie przeszkadza. Ale lekceważyć to, co widziało wielu ludzi - niepodobna...

      A już tekst "nauka nie stwierdziła" rozwala mnie. Nauka wielu rzeczy jeszcze nie stwierdziła. I może nigdy nie stwierdzi. Ale zaprzeczać im? Twierdzić, że na 100 % ich nie ma?

      Usuń
    3. Koszty podróży międzygwiezdnych to nie jest kwestia wynikająca z (nieznanych nam) budżetów obcych cywilizacji, tylko z fizyki naszego Wszechświata. I są to koszty gigantyczne! Podróż do najbliższej gwiazdy innej niż Słońce metodami, które obecnie możemy sobie wyobrazić, wymagałaby zużycia energii odpowiadającej anihiliacji masy całego naszego Księżyca.

      Co do duchów - tak: owe "tysiące arytkułów, świadectw, wywiadów" - to są wszystko bzdury bez śladu wartości dowodowej. CO NIBY TAKIEGO wszyscy ci ludzie widzieli?

      Nauka jest ostateczną instancją jak chodzi o opis świata fizycznego. NICZYM INNYM NIE DYSPONUJEMY. Niczym, co by choć w przybliżeniu działało równie skutecznie.

      Nauka z założenia nie może rozstrzygnąć kwestii czy istnieje Bóg - ponieważ ewentualne istnienie lub nieistnienie Boga nie posiada ŻADNYCH konsekwencji fizycznych. Natomiast owszem, nauka może autorytatywnie stwierdzić, że spodeczkiem na stoliczku poruszają (mimowolnie) uczestnicy seansu - ponieważ zarówno spodeczek na stoliczku, jak i jego ruch, to byty i relacje "z tego świata".

      Że nauka nie zajmuje się codziennym tłumaczeniem abonentkom "Wróżki", czy innego tego rodzaju periodyku, jak bzdurne są historyjki o których czytają? A po co miałaby to robić?

      Usuń
    4. Udowodnienie oszustwa oznacza wykluczenie ducha - ale to trzeba robić w każdym przypadku stwierdzenia rzekomej obecności istoty z zaświatów.

      Nie mam pojęcia, w jaki sposób podróżują kosmici, ale trudno by mi było uwierzyć, że absolutnie wszystkie świadectwa porwań zostały albo zmyślone, albo są dowodem na kukunamunizm opowiadających.

      Usuń
    5. Mylisz się. Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto pragnie, by inni uwierzyli w istnienie nowego bytu. A więc to "spirytyści" czy ufolodzy powinni ponad wszelką wątpliwość udowodnić swoje racje - oczywiście, publikując wyniki w recenzowanym czasopiśmie naukowym.

      Problem polega na tym, że jak do tej pory żadnemu z nich nie udało się nawet zbliżyć do wymaganych w takiej sytuacji standardów.

      Co więc robią..? Ano - wykorzystując ingorancję szerokiej publiczności, usiłują przedstawiać swoje rewelacje tak, jakby te standardy ich nie dotyczyły... Co jest zachowaniem typowym dla religii - a nie dla jakkolwiek pojmowanej "wiedzy o świecie realnym"!

      Nauka oczywiście nie jest monolitem. Jest cała masa pseudonauki. Nawet w metodologicznie poprawnym "mainstreamie" pojawiają się mody, ideologiczne predylekcje, biurokratyczna kleptokracja i gigantyzm. Co nie zmienia faktu, że od co najmniej 500 lat to nauka jest JEDYNYM praktycznie funkcjonującym sposobem, w jaki ludzkość opanowuje przyrodę. Innego nie ma. Na pewno zaś - nie jest żadną alternatywą wobec nauki magia. Która, całkiem zwyczajnie - po prostu nie działa...

      Usuń
    6. Nikt tu nie pisze o magii. Ale Ty z kolei, jak widzę, mylisz naukowców z badaczami. Ja piszę o rewelacjach, odkryciach, świadectwach. Ty je wszystkie lekceważysz, bo nikt o tym nie publikuje w poważnych pismach naukowych. Dobre sobie...

      Usuń
    7. PS. Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto chce kogoś do czegoś przekonać. Także do NIEistnienia czegoś, o czym prawią tysiące tekstów.

      Usuń
    8. Nie ma innych "badaczy" niż naukowcy. Nie ma innej SKUTECZNEJ metodologii poznawania świata niż naukowa. Rewelacje, odkrycia, świadectwa, o których nikt nie pisze w poważnych pismach naukowych najwyraźniej - NIE przynoszą nam żadnej wiedzy o świecie. A zatem - z definicji nie mogą dotyczyć czegoś, co istnieje.

      I naprawdę nie ma znaczenia w tej sytuacji, czy o duchach i UFO prawią tysiące, miliony czy miliardy tekstów! Jeśli nie są to teksty naukowe, to takie zjawiska nie istnieją - i kropka. Nie ma o czym dyskutować.

      Usuń
    9. Coś nie istnieje, bo nie ma tego opisanego w czasopiśmie naukowym??? Padam... :))))))))))

      Usuń
    10. Ani manifestacje nieznanej nam formy bytu (duchy), ani świadectwa istnienia inteligentnej formy życia poza naszą planetą (UFO) to nie są drobiazgi w rodzaju nowego, do tej pory nie znanego gatunku jakiejś małpiatki czy innego robaka.

      GDYBY takie byty istniały, to ich istnienie w sposób fundamentalny zmieniałoby znany nauce obraz świata.

      Jedno z dwojga zatem - albo nauka milczy na ten temat, ponieważ istnienia takich fenomenów nie udało się dowieść w sposób metodologicznie poprawny (co dokładnie odpowiada stwierdzeniu, iż fenomeny takie po prostu nie istnieją! I fakt braku ich opisu w jakimkolwiek uznanym czasopiśmie naukowym jest tu całkowicie wystarczającym dowodem) - albo też cała znana nam nauka jest fałszerstwem i manipulacją. Co wprost nas prowadzi do teorii Jedynego Spisku, kontrolującego wszelkie aspekty życia publicznego i przepływu informacji.

      Co wybierasz zatem? Bo tu nie ma żadnej trzeciej możliwości! Albo nie ma duchów ani UFO - albo nie ma nauki.

      Nauka działa i doświadczasz tego za każdym razem gdy włączasz światło elektryczne lub używasz komputera. Jeśli wybierasz duchy i UFO, odrzucając zarazem CAŁOŚĆ znanej publicznie nauki (duchy i UFO to by były fenomeny tak istotne - gdyby istniały - że jeśli nauka na skutek fałszerstw lub spisku ich istnienie odrzuca, to traci jakąkolwiek wiarygodność i przestaje istnieć in toto...) - to jak to się dzieje zatem, że wytwory owej całkowicie fałszywej i zmanipulowanej nauki, jednak na ogół działają w naszym życiu codziennym..?

      Usuń
    11. Sorry, ale pieprzysz bzdury. Wszystko albo nic? Idiotyzm. Nauka nie jest wytworem naszych czasów, zawsze ludzie badali i eksperymentowali, także w rzekomych "ciemnych wiekach". I często musieli się poprawiać. Reszty nie będę nawet komentować, bo jeśli ktoś uważa, że to, co do tej pory nie zostało opisane w POWAŻNYM czasopiśmie nie istnieje, nie zostanie opisane nigdy, to ręce mi opadają.

      Usuń
    12. Sorry, ale Ty po prostu za mało wiesz, żeby na ten temat z sensem dyskutować.

      Czy Twoim zdaniem taka rewelacja jak duchy czy UFO, rzekomo potwierdzana przez "tysiące tekstów, świadectw, badaczy" - to jest jakiś drobiazg, jakiś margines, coś nieistotnego, co nie ma znaczenia dla naszego obrazu świata..?

      Jeśli tak - to nie ma powodu się tymi marginalnymi fenomenami interesować.

      Jeśli natomiast mają one mieć takie znaczenie, na jakie cała sprawa wygląda, to jest rzeczą NIEMOŻLIWĄ, aby "instytucjonalna nauka" sprawą się do tej pory nie zajęła.

      Jakoż - zajęła się. Wielokrotnie próbowano badać zarówno fenomen "duchów" jak i fenomen "UFO". Za każdym razem wynik był ten sam - to znaczy: żaden.

      Ergo: jest tak jak piszę. Albo te fenomeny po prostu nie istnieją i owe "tysiące tekstów" to bzdury - albo nie ma żadnej nauki, a jest tylko gigantyczny spisek.

      Usuń
    13. Oczekujesz twardego, niepodważalnego dowodu?

      Usuń
    14. A co - nie wolno takiego oczekiwać..?

      Zresztą: wzór matematyczny w przekonujący sposób wiążący "ducha" lub "UFO" z jakimś powtarzalnym, możliwym do falsyfikacji w dodze eksperymentalnej zjawiskiem - też wystarczy...

      Usuń
    15. Nie twierdzę, że nie masz racji. Ale właśnie w obliczu tysięcy świadectw nie można także popadać w ekstremalną niewiarę.

      Usuń
    16. Uzasadnij dlaczego "w obliczu tysięcy [niewiarygodnych, niemożliwych do powtórzenia i sprawdzenia] świadectw nie można popadać w ekstremalną niewiarę".

      Kto lub co takiej "ekstremalnej niewiary" zakazuje..?

      Logika? Bynajmniej! Logika jest ekstremalna od początku do końca! 90% kobiet nie jest w stanie zrozumieć zasady wyłączonego środka, czy zasady niesprzeczności - ale czy to jest dowód na nieprawdziwość tych zasad? Skoro dzięki ich użyciu mamy prąd i komputery..?

      Usuń
    17. Wystarczy mi świadomość, jak często fałszowano historię i jak często naukowcy się mylili. A oczekiwać, żeby OBECNIE traktowali takie tematy jak "zielone ludki" czy duchy poważnie - niepodobna.

      Usuń
    18. Naukowcy nie tylko wielokrotnie mylili się w przeszłości, ale też i z całą pewnością mylą się obecnie. Cała istota nauki polega na GOTOWOŚCI do przyznania się do błędu. Nazywa się to procesem falsyfikacji. Wedle współczesnej metodologii, za naukowe uchodzi takie i TYLKO TAKIE twierdzenie, która posiada praktyczne konsekwencje, którym można ZAPRZECZYĆ w doświadczeniu.

      Tylko taka teoria jest "naukowa" którą można obalić. I pozostaje naukową tak długo, póki nie zostanie obalona.

      Problem polega na tym właśnie, że zwolennicy duchów czy UFO nie potrafią przedstawić przekonującego sposobu na eksperymentalne stwierdzenie prawdziwości lub nieprawdziwości swoich przekonań. Wielokrotnie próbowano - jeszcze od XIX wieku co najmniej - w taki właśnie sposób zbadać fenomen "doświadczeń spirytystycznych". Poza zdemaskowaniem paru oczywistych oszustów i odkryciem pewnej liczby chorób psychicznych - nic to nie dało.

      Naprawdę, jeśli chcesz szukać słabości współczesnej nauki, to w obrębie "badań zjawisk paranormalnych" takich słabości nie znajdziesz!

      Dużo łatwiej je znaleźć biorąc na warsztat taką pseudonaukę jak "gender" - skądinąd godną następczynię "naukowego socjalizmu", "teorii ras" czy "eugeniki"...

      Usuń
    19. Oczywiście, że teoria musi być falsyfikowalna. Oczywiście, że nie można jeszcze na 100 % udowodnić istnienia wielu zjawisk, w istnienie których wierzy gawiedź. Ale to wszystko przed nami.

      Usuń
    20. Znaczy się wiara gawiedzi przemawia do Ciebie bardziej niż mędrca szkiełko i oko, tak..?

      No cóż: gawiedź, niezależnie od tego co się jej w szkołach wbija, do tej pory na ogół wierzy, że słońce wstaje za stadołą, a kładzie się spać za wychodkiem...

      Usuń
    21. Jedno i drugie jest zawodne...

      Usuń
    22. Bynajmniej! Przesądy i wierzenia gawiedzi, jeśli w ogóle kogokolwiek interesują, mogą być zawsze przedmiotem badań i osądu (pod względem ich zgodności z prawdą, a też i przydatności dla takich czy innych celów) nauki.

      Natomiast nie istnieje żadne ZEWNĘTRZNE względem nauki kryterium pozwalające na ocenianie teorii naukowych. Istnienie takiego kryterium jest z definicji niemożliwe: gdyby bowiem takie istniało, to by znaczyło, że nauka nie jest systemem twierdzeń kompletnym, że w jej najbardziej fundamentalnych podstawach istnieją jakieś luki - i to bardzo znaczne, skoro jakaś tam Kira może sobie we własnym, małym rozumku oceniać, co w przyszłości będzie przedmiotem twierdzeń naukowych, a co nie!

      Usuń
    23. Tego nie może wiedzieć nawet najtęższy umysł.

      Usuń
    24. PS. Pewna pani naukowiec twierdzi, że gry komputerowe są OK.:

      http://gry.onet.pl/artykuly/masz-grac/0b0cm

      Czy jeśli ktoś podejdzie do jej badań z nieufnością, to jest idiotą? Czy naprawdę musimy być czegoś absolutnie pewni?

      Usuń
    25. Takie jest założenie. To jedna z reguł zabawy pt. "robimy naukę". Możesz się z tą regułą nie zgadzać, ale wtedy - zostajesz wykluczona z rozgrywki i nikt się Tobą nie przejmuje. Czy to jasne..?

      Zwróć przy tym uwagę, jeśli nic innego Cię nie przekonuje, jak wielkich nakładów wymagałoby ukrycie prawdy o "duchach" i "UFO" - gdyby taka prawda inna od "wersji oficjalnej" istniała!

      Broń atomowa, najpilniej strzeżony sekret w całej historii Stanów Zjednoczonych bardzo szybko znalazła się w posiadaniu kilkunastu państwa. Kilkadziesiąt kolejnych w każdej niemal chwili mogłoby ją sobie sprawić, ale nie robią tego przez wzgląd na spodziewane sankcje.

      Sądzisz że ktokolwiek byłby w stanie ukrywać prawdę o "duchach" czy "UFO"? To jest niedorzeczność! To by wymagało istnienia Jedynego Spisku. A już dawno udowodniłem, że taki jest niemożliwy...

      Usuń
    26. Czyli Ty możesz sobie w swoim rozumku ustalać, co jest możliwe, a co nie, bazując wyłącznie na logice, a ja, mając tysiące świadectw, nie mogę już wątpić w Oficjalną Wersję? Zajebiste...

      Nie martwię się tym, czy ktoś się mną przejmuje czy nie. Skąd w Tobie takie obawy? Jest tutaj ktoś poza nami, hę?

      Usuń
    27. Logika czegoś dowodzi. Niesprawdzalne, niemożliwe do powtórzenia i weryfikacji "świadectwa", niezależnie od ich liczby - niczego nie dowodzą.

      Widzisz: tak naprawdę, to chciałem Ci w ten delikatny sposób powiedzieć, że w dupie mam Twoje zdanie...

      Usuń
    28. A ja Twoje. Podobnie jak zdanie reszty ludzkości. Ciekawią mnie jedynie owe świadectwa, które MOGĄ być coś warte.

      Usuń
    29. Nie posiadasz i NIGDY nie zaposiądziesz narzędzi pozwalających na ich weryfikację. Zatem bezczelność z jaką odrzucasz autorytet i zdanie ludzi takie narzędzia posiadających to próżna poza, czysta retoryka, z której nic zgoła praktycznego nie wynika...

      Usuń
    30. Niczego nie rozumiesz. Ci ludzie są omylni. Jakbym miała zawsze słuchać autorytetu, który posiada odpowiednie kwalifikacje i możliwości, by zbadać dany wycinek rzeczywistości, to musiałabym np. co parę miesięcy zmieniać dietę. A tego nie robię.

      Musiałabym też gorąco wierzyć, że za zmiany klimatu odpowiada człowiek. Bo tak mówi lwia część naukowej braci.

      Tymczasem ja pewne sprawy mogę mieć w dupie.

      Usuń
    31. PS. Jeśli coś mnie ciekawi, to o tym piszę. Mogę wspomnieć o "Starożytnych kosmitach", syrenach, zanikaniu pola magnetycznego, doświadczeniu "życia po śmierci"; mieszać fakty z przypuszczeniami. Nigdy nie twierdziłam, że jestem w stanie udowodnić istnienie świata B.

      A Ty sobie czytaj "Science & Nature" czy co tam chcesz.

      Usuń
    32. Gotowość do zmiany zdania, a także ścieranie się różnych opinii i teorii to jest właśnie ta cecha, która odróżnia naukę od innych sposobów myślenia i która decyduje o jej ostatecznym sukcesie jako JEDYNEJ skutecznej strategii w uprawianej przez nasz gatunek "grze z przyrodą".

      Twoje "mieszanie faktów z przypuszczeniami" to dziecinna zabawa bez jakiejkolwiek wartości - i jestem w prawie nazywając to idotyczną bzdurą. I tyle.

      Usuń
    33. Zabawa? A cóż innego my - Ty i ja - tutaj robimy? Żadne z nas nie jest naukowcem, badaczem ani nawet najmarniejszym dokumentalistą. Nie mamy obowiązku niczego badać ani analizować osobiście. // Tym bardziej, że kosmici raczej nie odwiedzają Lublina. Kręgi w zbożu (czy może wysokiej trawie) zostały zaobserwowane u nas bodajże RAZ, na przełomie tysiącleci. Niestety, udokumentowanie tego zdarzenia okazało się dość trudne, bo mojemu chłopakowi natychmiast rozładowała się bateria aparatu. Podobnie zresztą jak ekipie programu W-11. //

      Usuń
  2. To sobie pogadaliście jak Polak z Polakiem, a ja mam tylko jedno pytanie: dlaczego ta pani ziewa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znudziła ją widać ignorancja szerokiej publiczności w zakresie metodologii naukowej...

      Usuń