Blog główny

czwartek, 6 lutego 2014

Kosika czarnowidztwo

Przebywając ostatnio w Trochę Większym Mieście nabyłem, drogą kupna - sprzedaży, styczniowy numer "Nowej Fantastyki". Właściwie to chciałem nabyć najnowszy, lutowy - ale okazało się, że w okienku, do którego rzuciła mnie ludzka fala, nabyć można wyłącznie periodyki przeterminowane - za to za mniej niż połowę ceny. Osobliwość tę pozostawiam bez komentarza. W sumie - a jakież to ma znaczenie w przypadku pisma literackiego, raczej nie goniącego za sensacją i nowością..?
 
Nawet to, że tak się zapierałem na najnowszy numer, to był skutek pomyłki - kojarzyłem bowiem, że dopiero co "Nową Fantastykę" przeczytałem, ergo - pewnikiem był to numer styczniowy. Okazało się że bynajmniej! Przeczytałem bowiem tak naprawdę numer z listopada. Który wcześniej przeleżał sobie wśród papierzysk, aż wyciągnąłem go, gdy przejściowy brak samochodu zmusił mnie do szukania lektur do pociągu...
 
Kiedy zakończę lekturę styczniowej "Nowej Fantastyki" zatem - trudno przewidzieć! Na razie ledwo ją napocząłem - i tu wreszcie kończy się wstęp do felietonu, a zaczyna rzetelny ad rem, jak to się zwykło mawiać w pewnych kręgach. Przeczytałem bowiem katastroficzny felieton Rafała Kosika. Popłuczyny po Malthusie skrzyżowane z niesławnej pamięci raportem "dla Klubu Rzymskiego" i prymitywnym, westernocentrycznym rasizmem, co z tego, że niejako a rebours?
 
 
Jak Państwo doskonale wiecie, sam jestem niepoprawnym prepersem i wieszczę Koniec Cywilizacji.
 
Jednak - na Boga! Róbmy to chociaż z sensem (i z wdziękiem - Koniec Cywilizacji nastąpi tak, czy inaczej, zupełnie niezależnie od tego, co zrobimy - cóż nam zatem po rozważaniach na ten temat, jeśli nie mamy z tego chociaż dobrej rozrywki..?).
 
 
Tym, co mnie najbardziej odstręcza w tego rodzaju rozważaniach jest ów płaski, prymitywny maltuzjanizm, widzący w ludziach li i jedynie nienasycone gęby. A przecież człowiek z samej tylko gęby w żadnym razie się nie składa!
 
Oprócz gęby ma też dwie ręce i głowę. Ja się wprawdzie całkowicie zgadzam, że większość, jak to p. Kosik określił "DINK (double income, no kids)* - prędzej umrze z głodu, niż weźmie w swe pracą fizyczna nie skalane dłonie widły czy łopatę i prędzej zrobi rewolucję, niż przyjmie do zakutej łepetyny, że nic zgoła im się nie należy tylko z tej racji, że raczyli zaistnieć na Naszej Umęczonej Planecie.
 
 
Ale właśnie dlatego, że tak jest - rozwój Chin, Indii czy Ameryki Południowej to wielka szansa dla ludzkości! Jeśli nawet lokalnie, nasza cywilizacja skazana jest na zagładę i nic już jej pomóc nie może - to im lepiej wymyśloną na Zachodzie technikę opanują ludzie którym wciąż jeszcze chce się pracować - tym większa szansa na to, że upadek lokalny nie przekształci się w planetarne Ciemne Wieki.
 
Człowiek oprócz gęby, pary rąk i głowy ma też dupę. Przy pomocy której produkuje niezgorszy nawóz. Pisanie w tej sytuacji, że bez przemysłowego rolnictwa Ziemia nie wyżywi więcej niż 400 milionów istot dwunogich, nieopierzonych to doprawdy - wstyd...
 
* A drugi wstyd to wytykać ludziom ów "double income"! A jaki niby ma być, skoro ponad połowa efektów ludzkiej pracy marnowana jest przez taką czy inną Świętą Biurokrację..?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz