Blog główny

poniedziałek, 17 lutego 2014

Dlaczego Hobbes nie miał racji, a libertarianie i tak błądzą..?

Gdybym chciał wyliczać i linkować wszystkie eseje na blogu głównym, w których zastanawiałem się nad granicą między "tym co ludzkie" a "tym co zwierzęce" - spędziłbym na tej zbożnej czynności większą część dnia. A mam jeszcze inne rzeczy do roboty!

Podsumuję więc tylko jednym zdaniem: NIE UDAŁO MI SIĘ takiej granicy wyznaczyć. Ludzie pragną odróżniać się od innych zwierząt. I w zasadzie to pragnienie jest JEDYNĄ rzeczą, która ich faktycznie jakościowo od pozostałych stworzeń ożywionych odróżnia - bo nic nie wskazuje na to, aby koni martwiło dzielenie wspólnej kondycji bytowej z krowami, a kotów - z psami. Nawet, jeśli się wzajemnie nie kochają!
 

Również instytucje oraz behawioralne reguły postępowania, jakie wytwarza człowiek, mają swoje odpowiedniki w świecie zwierzęcym. I tak własność jest efektem rozwoju wspólnego wszystkim zwierzętom terytorialnym instynku walki o "przestrzeń życiową". Władza w społeczeństwie ludzkim nie różni się w sposób jakościowy od władzy w gromadzie szympansów, stadzie koni czy watasze wilków. Nie może istnieć grupa zwierząt nie posiadająca jakichś w miarę stałych reguł zachowania - przy czym, im wyżej rozwinięty system nerwowy, tym mniej spośród tych reguł ma charakter wrodzony, a więcej - nabywanych jest w toku socjalizacji i podlega, w związku z tym, pewnej zmienności "kulturowej".

Nasze konie jedzą posiłki z wiaderek stawianych na ziemi. Wykształciły, w związku z tym, cały rytuał, zaczynając od kolejności, w jakiej podchodzą, abym mógł postawić wiaderko z owsem czy marchewką, przez dość ściśle określone miejsca, gdzie każda z Trzech Gracji najchętniej spożywa swój posiłek, pozy jakie przy tym przyjmują i odległości, jakie muszą być przestrzegane, by nie doszło do awantury - a kończąc na obchodzeniu, w kolejności wynikającej z pozycji w stadzie, kolejno wszystkich trzech miejsc, w których stały wiaderka (gdy już zostaną opróżnione i zabrane) i wyjadaniu ewentualnych, rozsypanych resztek.

Podstawa tego rytuału to wrodzona wszystkim koniowatym zasada, że kolejność zaspokajania potrzeb życiowych zależy od miejsca w hierarchii - to szefowa pierwsza je, pije, zajmuje najlepsze miejsce do odpoczynku, itd.

Ale już konkretny sposób realizacji tej zasady jest nasz, naszym tylko koniom właściwy, unikalny. Kiedy swego czasu prowadziłem pensjonat, konie nowo przybyłe, musiały się "właściwego" zachowania podczas posiłku uczyć. Co ciekawe - nie tylko ja je uczyłem (będąc naturalnie zainteresowanym w utrzymaniu porządku - jako dobry komendant obozu, ma się rozumieć...), ale i nasze, dawniej tu przebywające konie wchodziły w role swoistych "capo", aktywnie wymuszając na przybyszach konformizm względem reguł, do których przywykły.


Ten wzorzec zachowań "kulturalnych" jest przy tym na swój sposób dziedziczny: źrebięta uczyły się tego zachowania od matek (i w ich przypadku wychodziło to zresztą jeszcze sprawniej, niż w przypadku dorosłych koni wdrażanych do takiego porządku...).

Kultury wytwarzane przez ludzi są oczywiście nieskończenie bardziej skomplikowane od tego prostego rytuału naszych koni - ale czy sam tylko stopień komplikacji sprawia, że można mówić o odmienności zasady, skoro mechanizmy wytwarzania i przekazywania takich zachowań są co do joty IDENTYCZNE?

Hobbes nie miał racji, ponieważ nigdy nie istniał żaden "stan natury", rozumiany jako "wojna każdego z każdym". Gdyby Hobbes miał rację, to nasze konie za każdym razem, gdy tylko spuściłbym je z oka podczas posiłku - natychmiast wszczynałyby burdę. Tymczasem coś takiego praktycznie się nie zdarza: mogę postawić przed nimi wiaderka, a potem pójść nalać wody czy podrzucić siano pod wiatą, a one nadal grzecznie jedzą każda swoje - póki choć jedna nie skończy. "Wzorzec zachowania" został przez nie zinternalizowany i nie tylko się przeciw niemu nie buntują, ale też - gdy jest po temu okazaja i potrzeba, same go propagują i umacniają.


"Stan natury" jest porządkiem, a nie chaosem. Własność, władza, hierarchia, prawo - nie są instytucjami nieznanymi naturze, nie zstąpiły na ziemię z Niebios, ani też - nie są (jak uważało i nadal uważa bardzo wielu utopistów!) efektem gwałtu lub oszustwa ze strony jakiejś agresywnej mniejszości, która kiedyś, dawno temu zapragnęła żyć na koszt ciężko pracującego ogółu. To są  wszystko instytucje wspólne ludziom i bardzo wielu innym gatunkom zwierząt.

Dlatego też, niezależnie od tego, że Hobbes nie miał racji (i państwo WCALE nie broni ludzi przed ich własną agresją..!), że nie miał też w żadnym razie racji Hegel (i nie jest bynajmniej państwo "tworem etycznym", czy też "koniecznym warunkiem dla powstania etyki"), ani nawet Kant (i żadne oświecenie nie prowadzi do "państwa celów") - libertarianie, słusznie wytykając faktyczną bezcelowość istnienia państwa (NIE DA SIĘ udowodnić, że państwo spełnia jakąkolwiek użyteczną funkcję...), mimo to i tak błądzą, gdy - i jeśli - wydaje im się, że można państwo jako "terytorialny monopol na używanie przemocy" znieść lub drastycznie ograniczyć.

Ponieważ ludzie są ludźmi nie ze względu na ideały, zalety, cnoty - tylko dzięki swoim wadom, słabościom, ułomnościom. A z tych właśnie wad, słabości, ułomności - wyrasta konieczna przemoc i dążenie do - takiego lub innego - monopolu na jej używanie. Aby zanikło państwo, potrzeba by zmienić nie kulturę - a geny.

Tyle tylko, że wtedy - nie byłoby też już i ludzi...

1 komentarz:

  1. Krowy też mają swoją kulturę. Tutaj link o tym jak "nauczyć" krowy by jadły mniej smaczne/bardziej gorzkie rośliny:
    https://www.youtube.com/watch?v=cwZUBQiuCCo

    OdpowiedzUsuń