Blog główny

wtorek, 25 lutego 2014

Beee, cztery nogi dobrze - dwie nogi źle..!

Jak wszyscy dobrze wiemy, knur Napoleon, by ułatwić szerokim rzeszom zwierząt Anglii zrozumienie "myśli nowej, co blaski promiennymi/ wiedzie nas na bój, na trud" streścił tę myśl w prostym haśle: cztery nogi dobrze - dwie nogi źle. To już każdy baran i każda owca była w stanie powtórzyć!


Zawsze mnie zastanawiało jak to jest, gdy człowiek dobrowolnie sam sobie horyzont umysłowy ogranicza w podobny sposób? Coś z tego musi wynikać pozytywnego, nie może inaczej być..! Tylko co..?

Przykładów na takie zachowania - multum. W ubiegłotygodniowym "NCz!" mój ulubiony głuptak, Jakub Woziński, popełnił tekst, które wprawdzie nie czytałem, ale który od prawie tygodnia leży na wierzchu kupy papierzysk przy moim stanowisku komputerowym - bo jak raz Lepsza Połowa na nim wypróbowywała długopis i tak już zostało. No i widzę, w związku z tym, czy chcę, czy nie chcę, samą końcówkę. Z której wynika, że powodem, dla którego pojawiła się ideologia gender jest... istnienie rejestrowanych przez państwo związków małżeńskich! Beee... dwie nogi źle..!

Z kolei mój dawny współpracownik z czasów projektu "Agepo", Maczeta Ockhama już parę lat temu zachorował na zoologiczny antyamerykanizm. Okazuje się, że nie jest mu też obca zoologiczna antyrosyjskość - w związku z czym cieszy się ostatnio ze "zwycięstwa demokracja" na Ukrainie... No - witki opadają..! Beee... cztery nogi dobrze..! 

I tak dalej i temu podobne. Więc ja się teraz pytam - pytam, bo nie wiem. Co takiego DAJE tym ludziom skrajne uproszczenie sposobu postrzegania świata, że tacy są w tym nadęci, tacy zaślepieni, tacy pozbawieni elementarnego poczucia humoru, że o skłonności do brania pod uwagę argumentów strony przeciwnej nie wspomnę (bo i nie ma po co - ale to akurat nic dziwnego, nie po to się przecież publikuje, na ogół, żeby z kimkolwiek dyskutować - tylko po to, żeby samego siebie utwierdzić w przekonaniu o własnej mądrości...)..? Ktoś z Państwa rozumie to zjawisko, potrafi mi wytłumaczyć..?

22 komentarze:

  1. Kiedy piszę o wartościach, moralności, etc - też jestem nadęta i pompatyczna. Humor należy czasami odłożyć na półkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głęboko się z tym nie zgadzam! Poczucie humoru to JEDYNE co tak naprawdę odróżnia człowieka od zwierzęcia (i od Boga...). Jeśli wydaje Ci się, że "odkładając na półkę" humor stajesz się boska, to w rzeczywistości najpewniej właśnie staczasz się poniżej poziomu własnego kota...

      Poza tym: jak niby można W DZISIEJSZYCH CZASACH cokolwiek traktować ze śmiertelną powagą? No jak..?

      Usuń
    2. W dzisiejszych czasach? Na litość... Ja wiem, żeśmy tacy, jakimi nas epoka i rejon ukształtowały, ale żeby jak ameba, meduza, dym, woda - dopasowywać się zawsze do otoczenia, także najstrojem - to już przegięcie! Konformizm idealny, bo wręcz - niezauważalny! :)

      Właśnie powaga w pewnych sprawach pozwala nam nie stoczyć się do poziomu tępo się chichrających idiotów (polecam "Idiokrację"). Humor jest rzeczą wyśmienitą, lecz stosowany bez umiaru, staje się swoim wynaturzeniem.

      Usuń
    3. No tak - ale jaka instancja ma decydować, w jakich sprawach winna panować powaga, a w jakich nie..? Jakoś nie widzę takiej instytucji na horyzoncie. Przynajmniej takiej, który by kto inny natychmiast nie... wyśmiał..!

      Usuń
    4. Żadna. Oczywiście w przypadku ludzi MYŚLĄCYCH.

      A wewnętrznie zniewoleni potrafią się już tylko głupkowato śmiać.

      Usuń
    5. Z pełną wewnętrzną swobodą śmieję się do rozpuku z Twojego nadęcia na punkcie "moralności" - ha, ha, ha, ha..!

      Usuń
    6. Twój śmiech jest dokładnie tyle samo wart, co moje nadęcie - czyli absolutnie nic.

      Usuń
    7. Świat, niestety, nie jest tak symetryczny, jak byś chciała. Nie ma takiej świętości, której nie dałoby się wyśmiać.

      Tymczasem - co niby można zrobić ze śmiechem..? Przemilczeć? Do tego potrzeba użycia przemocy - śmiech jest zaraźliwy, ludziom trudno powstrzymać się od śmiechu, chyba że się boją.

      Właśnie dlatego "ta epoka" nie jest epoką powagi, tylko śmiechu. Bo już nic, co by nie było nie wyśmiane nie pozostało - poza tymi, którzy nie wahają się w obronie własnego zadęcia używać gołej, fizycznej przemocy.

      Zgadzam się, że śmiech jest w pewnym sensie "stanem niższym energetycznie" - wyśmianie to akt wzrostu entropii, więc - jest to akt zgodny z ogólnym kierunkiem biegu procesów termodynamicznych w tym Wszechświecie.

      Skądinąd jednak - w imię czego niby mielibyśmy buntować się przeciw światu..?

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Śmiech może być dobry. A jeśli jest zły, głupi, bezsensowny, krzywdzący - można go zlekceważyć lub... odpowiedzieć nań tym samym. Tak czy siak, nie musimy stawać się takimi samymi głupkami. Mnie akurat stać na to, by być czasem poważną, nawet "nadętą".

      Usuń
    10. Tak Ci się tylko wydaje. Co, poniekąd, wynika z faktu, że usiłujesz filozofować - nie posiadając po temu czysto technicznej kompetencji...

      Usuń
    11. Całe moje filozofowanie polega na opisywanie rzeczywistości oraz jej ocenianiu. Czy natomiast dobrze tę rzeczywistość interpretuję? Może i nie... Wiem jednak, że większość z tego, czym żyje tzw. mainstream, w tym - większość nowoczesnych ideologii, trendów, zwyczajów - nie musi nas obchodzić. A już że Ty dopasowujesz się do świata - tego bym nie zgadła nigdy. Ty, z taką pogardą patrzący na przemiany kulturowe... :)

      Usuń
    12. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Nie można zapomnieć tego, co raz zostało odkryte, ani "spoważnieć" tego, co raz zostało wyśmiane.

      Przemiany kulturowe które zachcą - a ZWŁASZCZA te, które ktoś w taki lub inny sposób promuje - same są rzeczą nietrwałą, ulotną i względną. Nie jesteśmy w żadnym punkcie mądrzejsi od naszych pradziadów - tyle tylko, że inne mity, a czasem tylko inne postaci tych samych mitów, modne i promowane są dzisiaj, a inne modne były wczoraj.

      Cóż nam pozostaje innego niż śmiać się..? Śmiech był oznaką oporu przeciw komunie - i dziś jest oznaką oporu przeciw "tyranii PKB". Kto szczerze się śmieje, ten przynajmniej w tej chwili, nic złego bliźniemu nie czyni - choćby nawet i śmiał się z tego, jak ów bliźni zabawnie orła wywinął...

      Usuń
    13. Nie bardzo Cię rozumiem. Może dlatego, że nie mam zadatków na filozofa. Wiele rzeczy jest zapominanych, wiele odkrywanych na nowo i inaczej ocenianych.

      Usuń
    14. "Odkrywanie na nowo" to domena Onetu, popkultury i mody. W nauce to się nie zdarza.

      Usuń
    15. Teraz nie jestem sobie w stanie przypomnieć, o jakie konkretne wynalazki chodziło, ale kiedyś gdzieś tam czytałam, że średniowieczna Europa sporo ze swego dziedzictwa zapomniała.

      Usuń
    16. Dopisek: starożytnego dziedzictwa

      Usuń
    17. W antyku znano mechaniczne żniwiarki, ponownie odkryte dopiero w XVIII wieku (niezależnie). Ale to raczej ciekawostka - bo też i zakres użycia owych żniwiarek w rzymskich latyfundiach raczej nie był zbyt porażający, a po tym, jak barbarzyńcy podzielili wielkie latyfundia na mniejsze gospodarstw, po prostu przestały być potrzebne.

      Poza tym, ustalenia archeologii wskazują na zaskakującą zupełnie ciągłość kultury materialnej między antykiem a światem starożytnym - w dawnych rzymskich prowincjach, teraz podzielonych między germańskie królestwa wciąż funkcjonowały te same młyny wodne, co w starożytności. Ba! Ich ilość i jakość systematycznie rosła, bez żadnej widocznej przerwy.

      Wszystko to razem przy tym - nic nie ma wspólnego z nauką, jako że raczej tyczy się pewnych umiejętności praktycznych (techne, jak to mawiali Grecy).

      Usuń
    18. Hmm... Znaczy się, muszę się dokształcić. :)

      Usuń
  2. Pan, co prawda, nie ukrywa, że od dawna jest zdecydowanym orędownikiem czterech nóg (konie), ale na tyle przezornym, że jak do tej pory nie natknąłem się na jakąkolwiek deklarację, w której przedstawiłby swoje stanowisko w sprawie dwóch nóg ( kury, kaczki, gęsi) ;)

    W zasadzie wypadałoby do wszystkich i wszystkiego podchodzić z dystansem, dotyczy to również podejścia do wymienionych wyżej kolegów. Ale. Czy potrafiłby Pan, zostać formalnym członkiem jednocześnie dwóch organizacji, z której każda z nich ma odmienne zabarwienie polityczne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet koni nie traktuję poważnie - dlaczego miałbym poważnie traktować coś, co z założenia jest pure nonsensem, jak polityka..?

      Usuń