Blog główny

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Śmierć jako skandal, narodziny jako zdarzenie podatkowe

Zimno nam było, więc po rozpaleniu w Herculesie przytuliliśmy się na chwilę z Lepszą Połową i koćkodanem pod kołderką. Lepsza Połowa wcisnęła pilota od pudła. A w pudle - story zmarłych przed narodzinami bliźniąt z Włocławka.


W całej tej sprawie, niewątpliwie smutnej, rzucają się w oczy dwa nader niepokojące i - dla mnie bynajmniej - DZIWNE fakty.

1. Media (oraz opozycja polityczna...) robią co mogą, aby z tej smutnej sprawy zrobić skandal.

2. Jak zwykle gdy tak się dzieje - media (bo nawet nie opozycja polityczna...) suflują potraktowanie tego skandalu jako "błędu systemowego" i kolejne "zaostrzenie prawa". Dokładnie tak samo jak niedawno, bo ledwo niecałe trzy tygodnie temu - w sprawie wypadku w Kamieniu Pomorskim!

Daje nam to niejakie wyobrażenie o mentalnym i moralnym poziomie polskiego, pożal się Panie Boże, "dziennikarstwa".

Szczerze pisząc to od razu nasuwa mi się nader racjonalny i pozytywny wniosek praktyczny: ponieważ wygląda na to, że polskich dziennikarzy nie da się w tej materii zreformować - chyba nie ma innego wyjścia, jak po prostu rozstrzelać. Przynajmniej - co drugiego..? Już mniejsza o to, z jakiej jest redakcji...

Co do "skandaliczności" zdarzenia z Włocławka, to rozbierając rzecz na elementy składowe, ważne są tu dwa momenty.

Po pierwsze - szpital, do którego udali się rodzice bliźniąt był "państwowy" (znaczy się - miał kontrakt z NFZ). Media (oraz opozycja polityczna...) robiąc z tego "sprawę polityczną" przyjmują jako pewnik założenie, że tak właśnie być powinno i że jest zadaniem gosudarstwa dbałość o zdrowie swoich poddanych.

Po drugie - milczącym założeniem, przyjmowanym właściwie bez zastanowienia (które w ogóle jest niemożliwe, póki nie wiadomo, DLACZEGO bliźnięta zmarły...) jest przekonanie, iż śmierci bliźniąt nie tylko można było zapobiec, ale też - że bez względu na koszty, okoliczności i zjawiska towarzyszące - bezwzględnie NALEŻAŁO tego dokonać. Że był to, innym słowy, obowiązek "systemu".

Jak chodzi o to, czy gosudarstwo ma, czy nie ma obowiązku dbania o zdrowie swoich poddanych - rzecz jest oczywiście względna i dyskusyjna. Nie od dziś twierdzę, że ludzie w znakomitej większości PRAGNĄ by ktoś za nich decydował o najbardziej nawet podstawowych elementach, które składają się na ich życie. Gdyby ludzie stanowczo tego nie chcieli - to chyba jednak nie udałoby się tak długo utrzymać na chodzie "państwa opiekuńczego", czyż nie..? Skądinąd jednak - nie umiem pojąć, jak można przechodzić nad tym zjawiskiem bez dyskusji i bez zastanowienia tak, jakby to było oczywiste, naturalne i bezalternatywne rozwiązanie, bez którego nie jest możliwa "cywilizacja"..?


Natomiast jak chodzi o to, czy "system" miał, czy nie miał OBOWIĄZKU ocalenia życia bliźniąt - a, to już jest o wiele gorsze i o wiele bardziej gorszące założenie..!

KAŻDY kiedyś umrze. Jedni umrą wcześniej, inni później. Niektórym uda się umrzeć komfortowo i bez świadomości tego przykrego faktu - większość będzie się jednak przedtem nielicho męczyć (i to jest, prawdę powiedziawszy, namacalny skutek postępu w medycynie - bo jeszcze 100 lat temu mało kto dożywał takiego wieku, żeby go życie i choroby naprawdę zmęczyć zdołały...). NIC się na to nie da poradzić.

Czasem umierają dzieci - względnie często umierają dzieci jeszcze nie narodzone. Tak po prostu jest. Kiedyś się mówiło: Pan dał, Pan wziął - niech imię Pana będzie pochwalone!

Oczywiście to nie znaczy, że powinniśmy godzić się z wyrokami losu i nic w tej sprawie nie robić. Bynajmniej! Każdy ma dobre prawo troszczyć się o siebie i swoich bliskich najlepiej, jak tylko wie i może.

Z tego jednak NIE WYNIKA, iż jakkolwiek rozumiany i definiowany "system" ma OBOWIĄZEK ratowania życia każdemu i w każdych okolicznościach. Niby na jakiej podstawie i w imię czego..?

Idąc do szpitala, nawet państwowego, nawet działającego w ramach "kontraktu z NFZ", zawieramy normalną umowę handlową. Kupujemy pewne usługi.

Jeśli okaże się, po zbadaniu sprawy, że szpital we Włocławku nie wykonał umowy, bo nie dostarczył swojemu klientowi usług, za które ten zapłacił (w postaci obowiązkowej tzw. "składki zdrowotnej") - no to oczywiście, jak każdy inny niesolidny kontrahent, szpital powinien ponieść konsekwencje.

Jest jednak zasadniczo dla oceny sprawy rzeczą obojętną, czy skutkiem ewentualnej niesolidności dostawcy usługi była śmierć, czy złamany paznokieć. To może mieć znaczenie dla wyceny poczynionej szkody, ale nie dla ustalenia faktu, czy szkoda miała miejsce, czy też jej nie było (bo zgon lub złamanie paznokcia nastąpiły z przyczyn "naturalnych"...).

Tymczasem wszystko to zmierza w takim kierunku, żeby uczynić zgon nienarodzonych bliźniąt rzeczą skandaliczną - zanim w ogóle się dowiemy, dlaczego nastąpił. Sądząc po histerii "dziennikarzy" TVN24, gotowi są ukrzyżować ordynatora za ewentualne niewykonanie usg niezależnie od tego, czy wykonanie tegoż usg mogło, czy nie mogło mieć wpływu na dalszy przebieg wydarzeń...

Co, tak na marginesie, będzie nader trudnym do stwierdzenia - bo przecież, co biegły, to opinia...


Rzeczywistość wygląda w ten sposób, że każdy "system" działa i działać może tylko i wyłącznie probabilistycznie. To znaczy, że jeśli mamy co roku ok. 300.000 ciężarnych kobiet korzystających z "systemu", to dla każdej pojedynczej kobiety można jedynie określić prawdopodobieństwo tego, że dostarczane jej usługi okażą się trafne, skuteczne i wystarczające dla szczęśliwego rozwiązania. Nie leży jednak w ludzkiej mocy zapewnienie PEWNOŚCI.

Prawdopodobieństwo szczęśliwego rozwiązania ze względu na jakość usług medycznych może być większe lub mniejsze - ludzie zresztą doskonale się w tym orientują, wszak są szpitale i oddziały cieszące się dobrą opinią i takie, które dobrą opinią się nie cieszą, są lekarze popularni i tacy, którzy popularności zdobyć nie zdołali.

I to niestety jest właśnie ten fakt, którego polskiemu dziennikarzowi wytłumaczyć nie sposób. Nie wiem..? Za tępy jest? Polityka redakcyjna wyklucza używanie tak trudnych słów? Sama śmierć jest już tak wielkim skandalem..?

No tośmy daleko zaszli w takim razie...


Nie mniej przerażające jest to, w jakim kierunku iść zamierzamy dalej. No bo co może w praktyce oznaczać kolejne "uszczelnianie systemu", "zaostrzanie prawa", suflowane teraz P.T. Publiczności przez jaczejkę z TVN24?

Ostrzejsze kary dla lekarzy..?

Ale to przecież tylko połowa problemu..! A jeśli okaże się, że to (całkiem zresztą sympatyczni i poukładani - chyba...) rodzice bliźniąt ponoszą winę za ich zgon..? Bo, na ten przykład - matka nie przestrzegała zaleceń lekarza. Takich lub innych..?

Idziemy w kierunku totalitaryzmu. Już parę lat temu Ministerstwo Zdrowia chciało rejestrować wszystkie ciąże. Prawdę powiedziawszy nie wiem, co z tym projektem potem się stało - ale wygrzebałem w necie listę dokumentów, jakie trzeba przedstawić w Urzędzie Stanu Cywilnego po narodzinach dziecka.

Najpierw się szczerze z Lepszą Połową obśmialiśmy. A potem zrobiło się nam nieswojo. Na miły Bóg! Po jaką cholerę komukolwiek informacje o "wykształceniu", czy "źródłach utrzymania" rodziców dziecka..?

Jest na to tylko jedno wytłumaczenie. Narodziny dziecka pod rządami niemiłościwie nam panującego gosudarstwa to nie jest już prywatne święto szczęśliwych rodziców. To jest zdarzenie podatkowe! Oto gosudarstwu przybył kolejny niewolnik. Raduj się urzędzie zatem..!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz