Blog główny

wtorek, 21 stycznia 2014

Nasi aryjscy bracia

Idąc za wulgarną, uproszczoną popularyzacją Herodota, datującą się bodaj, jak prawie wszystko co złe w naszej kulturze, na ów nieszczęsny wiek XVIII, przeciętny, wykształcony Polak (nie mówię tu o "przeciętnym Polaku", bo takowy nie zrozumie w ogóle, o sooo choo..?) jest na ogół "grekocentryczny" jak chodzi o postrzeganie antyku - i Persów zwykł widzieć, choćby podświadomie, tak mniej - więcej, jak to pokazano w absurdalnej amerykańskiej propagandówce (uważanej przez większość Irańczyków za "podgotowkę" pod inwazję na kraj ajatollahów):


Czyli - jak chmary pozbawionych twarzy lub groteskowych stworów, niemalże orków z innej, już nie aż tak absurdalnej produkcji:


Skądinąd - marnych jednak w tym Holywood scenarzystów mają. Bo jeśli popatrzeć bezstronnie na tę z kolei scenę:


to kto tu jest barbarzyńcą - a kto człowiekiem cywilizowanym..?

Tymczasem nie kto inny, jak ówże sam Herodot wiele lat spędził na dworze króla królów, przekazał nam wiele informacji o dziejach Achemenidów i ewidentnie pozostawał pod wrażeniem sprawiedliwości i sprawności ich imperium.

To Herodotowi zawdzięczamy najwyższy możliwy dowód uznania dla antycznych Persów. Wedle jego słów bowiem, uczyli oni swoich synów tylko dwóch rzeczy: jazdy konnej i mówienia prawdy.

Cóż innego jest potrzebne, aby prowadzić życie szczęśliwe i sprawiedliwe..?

Poruszam ten temat nie bez kozery. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, będziecie Państwo mogli w nowym, lutowym numerze miesięcznika "Koński Targ" przeczytać artykuł właśnie o Iranie - i, mam nadzieję, obejrzeć bardzo ciekawe zdjęcia. Potwierdzę to jeszcze, gdy proces przygotowań zostanie ukończony - prawdopodobnie na blogu głównym (w końcu temat będzie "koński"), a może też i na anglojęzycznym (bo oryginalny materiał, niestety, powstaje w języku obcym - będę go dopiero potem tłumaczył).

Zawsze podkreślałem, że szczucie przeciętnego odbiorcy telewizyjnej papki na Iran, to semicki spisek przeciw naszym aryjskim braciom..!

Popatrzcie zresztą sami:



jak by nie rysować


tak, czy inaczej:


siedzimy na sąsiednich gałęziach rodowego drzewa!

Poza tym, z Persami łączyć nas też powinno upodobanie do koni (wiem, wiem - w Polsce jest to zjawisko głównie deklaratywne, bo choć pewnie nie ma takiego, kto by wyjściu z jakiejś kolejnej historycznej "superprodukcji" Hoffmana czy Wajdy nie podchwyciłby hasła każdy Polak jeździ konno - to już rzeczą całkiem zgoła odmienną jest przekonać przypadkowego przechodnia, że go żadna z naszych Trzech Gracji nie zabije samym spojrzeniem...). No i wspólna historia - o której dawno, dawno temu, co nieco pisałem.

2 komentarze:

  1. Wydaje mi się jednak, że "źle" rozumiesz termin aryjskość; liczy się przynależność do rasy nordyckiej; jako niebieskooki blondyn jestem zwolennikiem poglądu, iż wszyscy ludzie o ciemniejszej karnacji powinni pracować za mnie. Szkoda, że jest dokładnie na odwrót...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to szło..? Prawdziwy aryjczyk powinien być blondynem jak Hitler, wysokim jak Goebbels, szczupłym jak Göring i męskim jak Röhm...

      Usuń