Blog główny

wtorek, 28 stycznia 2014

Asymetria

Emocje nie są moją najmocniejszą stroną. Podobnie jak silne, emocjonalnie nacechowane przekonania - takie jak wiara w Boga.

Tym niemniej - potrafię sobie wyobrazić, jak mniej więcej czuje się człowiek głęboko wierzący. Co prawda jego pewność oparta jest na doświadczeniach które z definicji pozostają subiektywne - ale też, jak uczy historia, stosunkowo wielu ludzi takich doświadczeń doświadcza. I to jest po prostu obiektywny fakt.


Natomiast - na czym zasadza się pewność siebie zakutego ateisty..? Tego już wyobrazić sobie nie potrafię...

3 komentarze:

  1. Doskonale Ci znany instynkt stadny, krótko mówiąc. Moim zdaniem wszystko jedno, czy istnieje jakiś bliżej nieokreślony, niedający się pojąć Absolut bez wpływu na nasze życie, czy też jednak nie. Jestem przekonany, że śmierć jest końcem istnienia- nauka pomimo licznych badań nie wykazała istnienia niematerialnego nośnika świadomości. Nasze pochodzenie tłumaczy teoria ewolucji; zachowania- socjobiologia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie o to pytałem! Ale dobrze. Jesteś przekonany że Boga nie ma. Czy Twoje przekonanie jest aż tak silne, że zgodziłbyś się umrzeć, byle tylko nie wykonać gestów i nie wypowiedzieć słów, które temu przekonaniu przeczą..?

      Moim zdaniem, to by było z lekka absurdalne, nieprawdaż..?

      Tymczasem legiony męczenników zginęły w imię Pana (gdziekolwiek On jest i kim lub czym jest, o ile jest...). I da się ich śmierć zarówno logicznie, jak i psychologicznie wytłumaczyć: nie instynktem stadnym co prawda (a w każdym razie nie wyłącznie), a raczej - jeśli mamy sięgać po wytłumaczenia fizykalne - fizjologią mózgu, który potrafi doświadczać "doświadczeń mistycznych". Dających doświadczającemu subiektywną pewność obcowania z Absolutem. A tym samym - dobre uzasadnienie do działania w imię Absolutu.

      Asymetria, o którą pytałem bierze się z tego właśnie, że jakoś - nie słyszałem o tym, aby ktoś równie intensywnie doświadczał NIEOBECNOŚCI Boga. Można nie doświadczać Jego obecności (i uważać ten fakt albo za kalectwo, albo wprost przeciwnie - za dowód zdrowia). Ale z tego w żaden sposób NIE wynika jakakolwiek wiedza, nawet czysto subiektywna..!

      I stąd - nie rozumiem postawy "wojujących ateistów". A byli i tacy, którzy dali się pokroić na plasterki w imię swojego ateizmu (lubo była ich drobna garstka w porównaniu do męczenników strony przeciwnej...).

      Nie jest tak, iżby "światopogląd naukowy" wykluczał jednocześnie przekonania metafizyczne. Po pierwszy - wiemy doskonale, że wielu jest uczonych, którzy mimo kompetencji naukowych lepszych niż moje czy Twoje, jednak deklarują się jako wierzący. Po drugie - na ile jestem w stanie ocenić przy tym poziomie kompetencji, jaki posiadam - nauka w ogóle nie zajmuje się poszukiwaniem odpowiedzi na te pytania, które zwykły zadawać religie. Ona tłumaczy jak działa świat, a nie po co działa - i nie ma takiej możliwości, żeby wytłumaczenie, nawet całkowite i wszechogarniające (a takowe NA PEWNO nie jest nam w tej chwili dostępne...) tego JAK działa świat - cokolwiek zmieniło w zakresie niepewności co do tego, po co żyją ludzie i jaki jest sens ich istnienia. Nie ma innego niż metafizyczny plastra na takie dolegliwości - można sobie co najwyżej nie zadawać pytań tego rodzaju w czym, chętnie się zgodzę, nasza ludyczna kultura znakomicie pomaga...

      Usuń
  2. Ateizm to nie religia (wbrew temu, co twierdzą niektórzy WIERZĄCY ;)). Dlatego ja mogę wypowiedzieć każdą z magicznych/religijnych formułek i krzywda mi się nie stanie.

    Zaraz, każdą...? Nie, jednak nie. Chyba dlatego, że o ile w Boga nie wierzę, o tyle w świat niematerialny (duchowy, demoniczny, etc) - jednak tak. Bałabym się wziąć udział w rytuale przywołującym diabła, za nic w świecie nie zamierzam wywoływać duchów... I wierzę jeszcze w życie pozagrobowe! Ateistka...?

    OdpowiedzUsuń